niedziela, 19 maja 2013

23.

-To jak? Idziemy gdzieś oblać nasz, czy raczej wasz sukces?!
-spytała rozpromieniona Ashley, witając mnie i chłopaków uściskami.
-Ja... nie mogę! Muszę pędzić do domu, zanim mama wróci!
-krzyknęłam, patrząc na zegarek.
-Ok, spokojnie, Demi! Co powiecie na jutro?!
-spytała Wszystkim pasowało. A więc jutro szliśmy 'oblewać' nasz sukces do pobliskiego baru. Pożegnałam się ze wszystkimi i podbiegłam w miejsce, w którym umówiłam się z Joe. Miał podwieść mnie pod dom. Szczerze? Już wymiękałam. Byłam tak cholernie głodna... Ale nie chciałam nic jeść. Nie... nie mogłam. Najzwyczajniej w świecie obawiałam się, że przytyję.
-Hej, Demi!
-usłyszałam Joe. Już siedział na swoim motorze i czekał na mnie. Szybkim ruchem usiadłam na siedzeniu za nim i objęłam go w pasie. Specjalnie jechaliśmy dłuższą drogą, żeby móc razem śpiewać. Ludzie patrzyli na nas jak na wariatów, ale my po prostu cieszyliśmy się naszymi marzeniami, które się w końcu spełniały. Nie czułam smutku czy żadnych zmartwień. Mogłam szczerze powiedzieć, że był to jeden z niewielu momentów, w których czułam się prawdziwie szczęśliwa. Znaleźliśmy się pod moim domem.
-Chcesz wpaść?
-spytałam, zsiadając z motoru
-Nie mogę, wybacz! Muszę jechać z powrotem do wytwórni. Mam dużo na głowie.
-Aha, okej... No to pa!
-dałam Joe buziaka w usta i chciałam odejść, gdy ten złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
-Dziękuję.
-powiedział, słodko się uśmiechając i puścił moją dłoń z uścisku. Nie wiem, za co dziękował, mogłam się tylko domyślać. Moją odpowiedzią był jedynie lekki uśmiech. Weszłam do domu. Na szczęście mamy jeszcze nie było, więc mogłam spokojnie wszystko ogarnąć. Mój brzuch strasznie zaburczał. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i nagle poczułam takie wielkie osłabienie. Może powinnam coś zjeść? W końcu od rana nic nie tknęłam.... Nie chcę, żeby mama się skapnęła, że nie słucham psychologa. Otworzyłam lodówkę i powoli przeglądałam każdą jej półkę, aż w końcu zdecydowałam się na jakiś jogurt owocowy. Nie mogę TERAZ przytyć. Coraz więcej ludzi będzie zwracać na mnie uwagę, na mój wygląd... Z pewnością nie chcieliby się przyglądać mojemu tłuszczowi. Dlatego nie mam zamiaru jeść. Przynajmniej nie dużo. Usiadłam na kanapie i otworzyłam swojego starego laptopa. Chciałam wejść na Facebook'a, ale zapomniałam, że psycholog kazał mi usunąć tam konto. Może i lepiej? Jedyne, czego tam się naczytałam to obelgi w moją stronę. Na Summer Fest słyszałam dużo o jakimś portalu... jak to było? Twitter! Postanowiłam wejść na tą stronę. Wyglądała ciekawie. Założyłam sobie tam konto, z nazwą 'ddlovato' od Demetria Devonne Lovato. Dobra, teraz jak się tego używa?! O co tu w ogóle chodzi? Nie mogłam się połapać w tej stronie internetowej. Jedyne co mi się udało to napisać jednego tweeta i to na dodatek bezsensownego. Bo w końcu co ma oznaczać ,,jgsirsjg"? Nie zdążyłam napisać nic więcej, bo usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Mama idzie! Szybko zamknęłam laptopa i udawałam, że zawzięcie jadłam jogurt.
-Cześć mamo!
-krzyknęłam
-Demi? Dobrze że jesteś.
-usłyszałam oschłą odpowiedź.
-musimy porozmawiać.
Serce wskoczyło mi do gardła. Porozmawiać? O czym?! Odkryła moje żyletki?
-O...okej.
-wyjąknęłam. Mama odłożyła swoją kurtkę, zdjęła buty i usiadła obok mnie na sofie.
-Demi, ja wszystko wiem.
-zaczęła smutnym głosem, patrząc mi się prosto w oczy. Jestem skończona! Dowiedziała się o tym, że nie stosuję się do poleceń psychologa. Żegnaj wytwórnio!
-Ja ci wszystko wytłumaczę, mamo!
-zaczęłam ze łzami w oczach, ale mama mi przerwała
-Nie, Demi. Ja... Słyszałam twój wywiad w radiu.
-powiedziała, spuszczając głowę. A więc nie chodzi jej o to?! Nic nie rozumiem!
-Wiesz... Jest mi smutno, że się mnie nie posłuchałaś. Prosiłam cię, żebyś nie jechała na ten festyn, żebyś zrezygnowała z tej kariery. Ale... kiedy usłyszałam, jak mówisz o tym, co czujesz, kiedy śpiewasz...
-mama poprawiła sobie grzywkę i z uśmiechem się na mnie spojrzała, natomiast ja siedziałam jak z kamienia.
- I o tym, jaką radość ci to daje... Postanowiłam, że pozwolę ci śpiewać. Bo widzę, że to kochasz. Nie mogę zabronić ci korzystania z czegoś, co jest twoim życiem.
-skończyła z uśmiechem. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja twarz skamieniała, a łzy szczęścia same poleciały po policzkach.
-DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ!! KOCHAM CIĘ MAMO!
-zaczęłam krzyczeć w niebogłosy i ściskać mamę z całych sił. O mało nie wylałam na nią jogurtu, ale nie to się teraz liczyło. Teraz ważna była tylko moja muzyczna kariera. TYLKO ona.
-Nie dziękuj, tylko idź się pochwal Selenie!
-mama była wyraźnie szczęśliwa moim szczęściem, bo w jej oczach też zauważyłam łzy.
-Dobra!!!
-zerwałam się z kanapy, w przeciągu sekundy się ubrałam i wybiegłam na dwór. Zadzwoniłam do Sel i umówiłam się z nią w miejskim parku. Miałam tam może 10 minut drogi, a więc niedaleko. Kiedy tylko tam dotarłam, zauważyłam Selenę. Podbiegłam do niej z prędkością szybszą niż wszyscy sportowcy razem wzięci i rzuciłam się jej w ramiona.
-SELENA!!! MAMA SIĘ ZGODZIŁA, ROZUMIESZ?! MOGĘ ŚPIEWAĆ!!!
-zaczęłam się drzeć jak jakaś wariatka.
-Naprawdę?! Nie wiesz jak się cieszę, Demi!!!
-Sel ścisnęła mnie w swoich objęciach.
-Tak tak tak!! Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi!
-nie wiedziałam co robić ze szczęścia, jednak musiałam uwolnić się z uścisku, bo Sel mnie już podduszała.
-A wiesz, że ja też?!? SKOŃCZYŁAM NAGRYWAĆ 5 ODCINEK!
-krzyknęła
-SERIO?!??! BOŻE JESTEM Z CIEBIE TAAAAKA DUMNA!
-krzyczałam tak głośno, że prawie zdarłam sobie gardło, ale to było nieważne. Usiadłyśmy na ławce i z zafascynowaniem opowiadałyśmy sobie o tym, jak nam idzie. Dowiedziałam się, że Selenie świetnie idzie na planie i że aktorstwo to coś, co chciałaby robić już zawsze. Spędziłyśmy razem dobrą godzinę, jednak zaczęło robić się ciemno i musiałyśmy się pożegnać. Wróciłam do domu rozpromieniona. Moja mama też była bardzo szczęśliwa. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Z tych emocji nie mogłam zasnąć. Tyle się dzisiaj działo!!!

niedziela, 5 maja 2013

20. 21. i 22.

Dzisiaj postanowiłam dodać trzy rozdziały z dwóch przyczyn: 1. rozdziały 20. i 21. nie były zbyt ciekawe 2. Nie będę miała dostępu do bloga czy w ogóle komputera aż do weekendu albo dłużej. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, naprawdę BARDZO motywują mnie do dalszego pisania. A więc zapraszam do czytania! ;) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, bo od tych rozdziałów akcja zaczyna się toczyć szybszym tempem. Jeśli macie jakieś pytania: MÓJ ASK
____________
20.
Minął tydzień od całkowitej zmiany mojego życia. Znowu mamy środę. Tym razem wszystko jest jednak inne. Nagrałam materiał na album wraz z chłopakami. Wyrobiliśmy się! Wkrótce wydamy nasz pierwszy singiel-Remember December!!! Ale jak na razie, koncentrujemy się na Summer Fest. Dzień w dzień próby. Musimy dać z siebie wszystko. WSZYSTKO. Jak na razie udaje mi się okłamywać mamę, ale pewnie nie na dłuższą metę. Zbliżają się wakacje, w piątek koniec roku szkolnego, wtedy nie będę miała jak wymigać się mamie. Cóż, jakoś to będzie. Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Na Summer Fest zaśpiewam dwie piosenki! I Remember December i Don't Forget! Ashley stwierdziła, że w obydwóch jestem świetna i powinnam zaśpiewać je obie. Joe również wystąpi na Summer Fest, ale osobno z własnym zespołem. Nie chce mi zdradzić, jak mu idzie, ale wiem, że również nagrywa. Prawdopodobnie zaczniemy kariery w tym samym czasie! Selena po za szkołą przesiaduje na planie, więc rzadko się spotykamy. Piszemy SMSy i dzwonimy do siebie w czasie przerw, ale to trochę mało... Mam tylko nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Justin, u niego... właściwie to nie wiem, co u niego słychać. Tyle co wiem od Joe, że również ćwiczy do Summer Fest. Moja mama ciągle pracuje. Zarabia w miarę dużo, więc nie narzekam na brak czegokolwiek. Brakuje mi tylko jakiegoś mężczyzny w domu, którego nazywałam ojcem. Nie brakuje mi jego, jako Patricka Lovato, tylko... brakuje mi tego ojcowskiego wsparcia, jakiego każda dziewczyna powinna doświadczyć. Niall... ciągle czuję, że jest na mnie wkurzony. Nie dziwię mu się. Normalnie rozmawiamy i wspólnie gramy i śpiewamy, ale... czuję, że mimo wszystko ma uraz do mnie. Harry, Nick, Ashley. Oni się cieszą, że wróciłam. Tak mi się wydaje. Cztery dni do Summer Fest. Cztery dni do końca roku szkolnego. To aż niewiarygodne!
21.
Pod wytwórnie podjechała limuzyna. LIMUZYNA. L-I-M-U-Z-Y-N-A. Chyba pierwszy raz w życiu widziałam taki wypasiony samochód i pierwszy raz w życiu miałam okazję nim jechać. To właśnie ta, długa, biała limuzyna z barem w środku miała nas podwieźć i odebrać z Summer Fest. Wszyscy byli już pod drzwiami. Ja, Justin, Joe, nasze zespoły i inni artyści. Atmosfera była dosyć napięta. Stałam między Niallem i Joe(który z resztą trzymał moją megaciężką torbę, kochany!) bo kilka osób obok stała Miley. Cała sytuacja nie była miła, bo kiedy tylko Joe zobaczył Cyrus, od razu chciał do niej pobiec i Bóg wie co zrobić, ale Niall go powstrzymał. Ja... nie miałam zamiaru się w to mieszać. Chciałam się skupić tylko na występie. MUSI mi to wyjść. MUSI. Wsiedliśmy do środka limuzyny. Byłam taka zestresowana występem, że nie mogłam nic powiedzieć, mimo, że Harry nawijał cały czas.
-Ciekawe ile ludzi będzie?
-głośno się zastanawiał.
-Zawsze są tłumy.
-odpowiedział z lekkim uśmiechem Nick.
-Ciekawe, czy będzie żarcie.
-dodał zafascynowany Niall.
-Ciekawa, czy obędzie się bez wpadek... I bez poniżania mojej dziewczyny...
-powiedział ostrym głosem Joe, patrząc się na Miley wściekłym wzrokiem. Cyrus najwyraźniej poczuła jego wzrok na sobie, bo do tej pory siedząc na samym końcu z nogą na nodze, grzebiała w swoim IPhone(czy co to tam było, ja mam starego samsunga i nie narzekam!), odwróciła wzrok na Joe i puściła do niego buziaka. Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Miley to jednak podła ździra. Nie przejęła się nawet tym, że przez nią mogłam stracić życie. Joe również chciał wstać z miejsca i jakoś się do niej przedostać, aby... nie wiem. Pewnie ją uderzyć. (Joe jest strasznie wybuchowy...) Ale złapałam go za rękę i szepnęłam do ucha ,,Nie warto...". Dalej jechaliśmy w ciszy. Siedziałam w supermiękkim siedzeniu i patrzałam przez okno. Jak dam sobie radę z mamą? Przecież ona nic nie wie, a na pewno nie wrócę przed nią. Nie mogłam nic wymyślić, żadnej wymówki. Może powiem jej, że byłam z Joe? Jakoś to będzie... Dojechaliśmy na miejsce! Wyskoczyłam z limo jak na skrzydłach, ale moje skrzydła zniknęły, kiedy musiałam z powrotem wziąć swoją torbę. W tym miejscu, za kulisami głównej sceny, musiałam rozstać się z Joe, Justinem i... Miley. Każdy musiał iść do swojej garderoby i przygotować się wraz ze swoim zespołem. Moja garderoba, którą pokazała mi Ashley była w miarę ładna. Była tam łazienka, duuuże lustro, jakaś kanapa... I to chyba wszystko. W rogach stały jakieś sztuczne rośliny, a na ścianach wisiały małe obrazki i plakaty zespołów muzycznych. Jak na zaczynającą gwiazdę to jest coś! Byłam ciekawa tylko jak mam się umalować i co ubrać. W mojej torbie miałam tylko gitarę i dwie butelki wody, nie wzięłam żadnych ciuchów, z resztą, nawet gdybym coś wzięła, za dużo by to nie dało, bo nie mam zbyt fajnych ubrań. Usiadłam na kanapie, wyjęłam gitarę i zaczęłam ją stroić, nie wiedziałam, co jeszcze mogłam robić. Pięć minut później ktoś zapukał do moich drzwi. Ashley!
-Hej, Demi! Gotowa?
-Słucham? Ja... jak gotowa?
-spytałam zszokowana.
-Haha, taki joke na dobre rozpoczęcie dnia.
-No tak. Była dopiero 8:00.-
siadaj. Umaluję cię, potem poszukamy jakichś ubrań. To nie jest w moim obowiązku, ale ja tak uwielbiam stylizować!
Posłusznie usiadłam na krześle przed lustrem. Ash otworzyła ogromną kosmetyczkę... Ile tam było cieni do powiek! Wszystkie kolory! Po około pół godzinie byłam gotowa. Czarne paznokcie, lekko podkreślone oczy, jasny błyszczyk. Nigdy wcześniej nie miałam tyle makijażu na twarzy. Z fryzurą Ashley się za bardzo nie męczyła, zostawiła moją ukochaną grzywkę w spokoju, jedynie troche wyprostowała mi włosy.
-Teraz chodź, idziemy znaleźć ci jakieś ciuchy.
Wyszłyśmy i zamknęłyśmy garderobę na klucz. Ruszyłyśmy wzdłuż długiego, pustego hallu. Idąc korytarzem co chwilę mijałyśmy drzwi do innych garderób. Miałam takie niesamowite uczucie, że może właśnie przechodzę obok garderoby kogoś, kto niedługo stanie się wielką gwiazdą. A może to ja będę wielką gwiazdą? Nie, jeśli mama dowie się o moich nowych, wczorajszych ranach na lewym nadgarstku. Na początku tej cholernej terapii z psychologiem starałam się dostosować do wszystkiego, co mi polecił, ale na dłuższą metę nie dałam tak rady. Chciałabym być normalna, umieć radzić sobie ze stresem i bólem psychicznym w jakiś inny sposób, ale... nie potrafię. Najwyraźniej już tak musi zostać... Moim jedynym lekarstwem na ból jest muzyka, ale mama zabrania mi grać na gitarze. Chce, żebym się uczyła. Ale nie przejmuję się tym, w końcu-oceny mam dobre, a na gitarze gram, kiedy mamy nie ma w domu.
-Demi? Ziemia do Demi!
-zaśmiała się Ashley Ocknęłam się. Spojrzałam naokoło. Ile tu było ubrań! Nie zważając na innych ludzi, zostawiłam Ashley i szybko przedarłam się do t-shirtów. CUDO! Kolorowe, ze śmiesznymi nadrukami, bez nadruków, czarne, białe, z wycięciami, szerokie, obcisłe... Nie wiedziałam co wybrać! Magia!
-Dems, spokojnie! Nie ubierzesz wszystkiego naraz! Musisz wybrać jedną bluzkę.
-powiedziała do mnie Ashley Byłam tego świadoma, ale byłam też taka oczarowana ilością ubrań tam, że nie mogłam jej odpowiedzieć. W końcu zdecydowałam się na czarną bluzkę z logiem AC/DC. Wolałam inną, z Nirvaną, bo był to mój ulubiony zespół, ale... nie zmieściłam się w nią. Przeklęty wczorajszy obiad pod okiem psychologa! Do kompletu wzięłam czarne rurki, z butami nie miałam problemu-założyłam swoje czarne, stare conversy. I tak właściwie byłam gotowa. Tak myślałam, ale Ashley uświadomiła mnie, że chłopcy czekają na mnie już od dziesięciu minut na próbie. No więc popędziłam tam jak najbardziej eksponując mój makijaż i cudowną bluzkę.
-Sorry, chłopaki, już jestem!
-krzyknęłam, wbiegając do sali 214. i zajmując miejsce przy mikrofonie.
-W końcu. Nie wiedziałem, że kobiety szykują się AŻ tak długo.
-powiedział Harry z udawaną ironią.
-Ej, nie moja wina, że mam tak daleko garderobę, ok?
-odpowiedziałam z uśmiechem.-
to zaczynamy? Remember December?
-Yep
-odparł Niall. Jak zaplanowaliśmy kilka tygodni temu, Remember December oraz Don't Forget zaśpiewamy w bardziej rockowej wersji, tak też zaczęliśmy próbę. Szło mi dobrze, do końcówki, w której nie byłam w stanie wyciągnąć dźwięku... To było coś strasznego. Decembeee...-trzy razy pod rząd próbowałam wydusić z siebie ten długi dźwięk, ale nie dałam rady. Moje gardło... O nie... Traciłam głos przez wymiotowanie! Stanęłam jak wryta z mikrofonem w ręce, wpatrując się w białe drzwi sali 214.
-Demi? Wszystko ok?
-spytał wyraźnie zdziwiony Nick. Nie, Nick, nic nie było ok. Przez swoją głupotę tracę głos.
-Tak, ja... Mam chrypkę. Ale to przejdzie. Muszę się rozgrzać.
-skłamałam, szeroko się uśmiechając. Spojrzałam na Nialla. Mu najwyraźniej nie było do śmiechu, bo jako jedyny z zespołu wiedział o WSZYSTKIM, co przeżywam. Odwróciłam się z powrotem do mikrofonu i tym razem dałam z siebie wszystko, i mimo okropnego bólu, jaki sprawiło mi wydawanie wyższych i dłuższych dźwięków, zaśpiewałam obie piosenki do końca.
22.
-Demi, za pięć minut wchodzisz. W prawym rogu sceny, przy wejściu za kulisy, postawię ci dwie butelki niegazowanej wody, jakby ci się zachciało pić miedzy piosenkami, bo jest naprawdę gorąco i bardzo sucho, a śpiewanie w takich warunkach jest okropne. Pamiętaj żeby poderwać publiczność, na auli w wytwórni szło ci świetnie. Nie bój się. Ja tu jestem i będę trzymać za ciebie kciuku.
-wspierała mnie Ashley, kiedy stałam przed schodami prowadzącymi na scenę. Właśnie swój występ kończyła Miley. Niestety poszło jej niesamowicie, trudno będzie mi ją pobić, ale postaram się. Po za tym, to nie konkurs. To jakby pokaz talentów, szansa poznania nowych twarzy na scenie muzycznej i przypomnienia sobie tych starych(jak na przykład Kelly Clarkson, którą mam zamiar dzisiaj spotkać!!!) Cyrus zeszła ze sceny, a widząc mnie uśmiechnęła się szyderczo i powiedziała z sarkazmem ,,Powodzenia, Lovato!". Jak ja jej nie znoszę... Prezenter wchodzi na scenę z zamiarem zapowiedzenia 'następnego artysty' którym miałam być ja.
-Twoja gitara
-powiedziała Ashley, podając mi instrument elektryczny.
-ok
-powiedziałam i głęboko westchnęłam. Jeszcze raz sprawdziłam, czy w kieszeni mam kostki do gry... są. Mogę iść.
-Panie i panowie... Demi Lovato wraz ze swoim zespołem!
-młody prezenter wykrzyknął przez mikrofon, wzbudzając w publiczności głośne oklaski. Ścisnęłam dłoń w pięść i weszłam wesołym krokiem na scenę, szeroko się uśmiechając. Za mną szli kolejno: Niall, Harry i Nick. A więc to tak wygląda scena na tym słynnym Summer Fest. Do tej pory nie wiedziałam o co chodzi w tym festiwalu. Teraz rozumiem, dlaczego nazywa się akurat Summer. Ludzie siedzą na kocach na polanie przed sceną, biwakują, niektórzy stoją, oglądają, śpiewają, robią zdjęcia. To było piękne! Byli tam i ci ''zwykli'' ludzie i znane osobistośći, których nazwiska mogłabym wymieniać do woli. W tyle sprzedawali hot-dogi i inne tego typu rzeczy. Stanęłam przy mikrofonie obok prezentera. Myślałam, że od razu zacznę śpiewać, ale wyszło na to, że musiałam przeprowadzić jeszcze krótki wywiad. Chłopcy byli równie zdezorientowani, jak ja, zdenerwowani stanęli za mną, nie wiedząc, czy już mają stanąć/usiąść przy instrumentach.
-Jesteś tu pierwszy raz, jak się z nami czujesz?
-spytał entuzjastycznym głosem.
-Jest świetnie! Wszyscy ludzie tutaj... Są tacy szczęśliwi... To niesamowite, że nas wszystkich łączy muzyka, i dlatego tu jesteśmy.
-powiedziałam. Byłam tak cholernie zestresowana! Stałam, plącząc palce, gitarę trzymając na plecach, ale udawałam profesionalistkę.
-Co dzisiaj nam zaprezentujecie?
-prezenter zwrócił się tym razem do chłopaków. Nick, jako najbardziej odpowiedzialny z chłopaków, przejął tą rolę.
-Remember December i Don't Forget, naszego autorstwa piosenki, które będą promować nasz nowy album, jednak na płycie będą utrzymane bardziej w klimatach pop-rocka. Dzisiaj przedstawimy je w bardziej rockowej wersji.
-W takim razie, scena jest wasza.
-zakończył prezenter. Stanęłam z mikrofonem na środku sceny i nie wiedziałam, co robić, aż chłopaki zajmą miejsce przy instrumentach. Chociaż jedynym moim problemem dzisiaj było najbardziej moje tracenie głosu. Miałam tylko nadzieję, że nie dam plamy. Niall stanął z gitarą obok mnie, dając mi otuchy, zaczęliśmy od Remember December. Pierwsze dźwięki, chłopacy zaczęli grać. Zbliżyłam się do mikrofonu, odkładając gitarę na stojak obok mnie.
I feel a separation coming on...
-zaczęłam. Cóż, jak na razie nie traciłam głosu...Mam nadzieję, że tak zostanie.
Cause I know, you want to be moving on
-krążyłam po scenie, udając pewną siebie, mimo, że w środku trzęsłam się jak... mała mysz? Pod koniec pierwszej zwrotki szybko podeszłam do gitary i zarzuciłam ją przez ramie. Odłożyłam mikrofon na statyw i zaczęłam grać, ciągle śpiewając.
Don't surrender, surrender, surrender! Please remember, remember december!
Śpiewałam refren i szło mi dokładnie tak, jak chciałam! Czułam się niesamowicie... Koniec refrenu, odkładam gitarę i wraz z mikrofonem idę z powrotem na środek sceny. Coraz bardziej się rozkręcałam i ciągle biegając i skacząc po scenie, śpiewałam. Dawałam z siebie wszystko, dosłownie. Miejscami traciłam kontrolę nad równowagą i głosem, byłam wyczerpana, ale nie miałam zamiaru nic jeść po występie. Kolejny refren. Ostatnie słowa. Koniec piosenki. Stałam na środku sceny szeroko się uśmiechając, a ludzie mi klaskali. To było niesamowite, poczułam z nimi taką ogromną więź!
-Dziękuję!
-powiedziałam przez mikrofon do publiki. Mój głos był już lekko zachrypnięty i co chwilę kręciło mi się w głowie, ale nie chciałam schodzić. Jeszcze tylko DF.
-Następna piosenka... jest dla mnie ogromnie ważna... Nie wiem, czy będę w stanie kiedykolwiek powiedzieć całej prawdy o niej, jest... strasznie mi bliska... Nieważne. Oto ona.
Zaczęłam grać. Trochę przeciągnęłam intro bo się zamyśliłam. Tak. Ta piosenka nie jest tylko balladą o straconej miłości. To piosenka o straconym ojcu... To o nim myślałam pisząc ten tekst. Tak naprawdę zależy mi na jego miłości. Łzy mi napłynęły do oczu.
Did you forget?
-zaczęłam śpiewać. Jedna łza spłynęła mi po policzku, co najwyraźniej było widoczne, bo publiczność zaczęła mi klaskać dla otuchy. Byli wspaniali. Refren. Trochę się rozkręciłam, ale nie miałam siły-ani fizycznej, ani psychicznej-żeby ruszyć się z miejsca. Chciałam tak stać, grać i śpiewać w nieskończoność. Kolejna łza poleciała po policzku, nie mogłam tego powstrzymać. Śpiewając spojrzałam się na niebo. Tego dnia było wyjątkowo piękne i niebieskie. Pomyślalam: ,,Może kiedyś zobaczysz mnie w telewizji, tato? I wtedy może w końcu będę dla ciebie dobrą córką? Odezwiesz się do mnie i powiesz mi że jestem piękna i że mnie kochasz? Może wtedy odnajdę tą prawdziwą, ojcowską miłość, za którą teraz tak podążam..." To już końcówka piosenki, moment, w którym mam wyciągnąć najwyższe dźwięki. Wyciągam je, ale przez łzy nie mogę powstrzymać głosu od drżenia. Koniec. Zarzuciłam gitarę na plecy i wytarłam łzy nadgarstkiem. Szeroki uśmiech. Ukłon. Schodzę, a za mną chłopaki.
-Demi, wszystko ok?
-Niall złapał mnie za ramię.
-Tak... Po prostu ta piosenka ma dla mnie duże znaczenie.
Blondyn nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Szybkim krokiem poszłam do swojej garderoby, nie chciałam z nikim rozmawiać, nie miałam na to nastroju. Moje emocje wręcz buzowały po zaśpiewaniu DF. Weszłam do garderoby i zamknęłam drzwi na klucz. Odłożyłam gitarę w rogu i usiadłam przed lustrem.
'Hej, to znowu ty.'
-pomyślałam, patrząc na odbicie w lustrze.
'Znowu masz zapłakane oczy i ślady po łzach. Widzę, że dzień, jak każdy inny? Masz swoją przyjaciółkę w kieszeni.'
Żyletka... próbowałam się od niej uwolnić i stosować do zaleceń psychologa, ale... bez niej nie mogłam inaczej wyrazić tego, co czułam. Kilka ostrych cięć i po sprawie. To już stało się dla mnie rutyną, czarną codziennością. Szybko opłukałam krew i poprawiłam makijaż, żeby nie było widać śladów po łzach.
-Demi?
-usłyszałam głos Ashley zza drzwi.
-Momencik!
-szybko zawiązałam sobie bandankę na lewej ręce i otworzyłam Ash drzwi. W jednej chwili znalazłam się w ciepłych obręciach blondynki.
-Demi, byłaś po prostu genialna, niesamowita! Nie wiem, jakim cudem odkryłam cię dopiero teraz, naprawdę!
-zaczęła nawijać podekscytowana. Bolała mnie głowa i nie chciałam już z nikim rozmawiać, ale odpowiedziałam ,,dziękuję" lekko się uśmiechając.
-To jak? Idziesz posłuchać innych występów?
-spytała Nie, błagam... Nie możemy już wrócić?-myślałam. Czułam się tak fatalnie, że chciałam już leżeć w swoim łóżku, ze swoimi własnymi problemami. Mimo wszystko, nie chciałam zepsuć im wszystkim dnia.
-Ok!
-znowu wymusiłam uśmiech, mimo, że tak naprawdę w środku czułam się jak śmieć. Nie potrafiłam przyjąć żadnej pomocy, nie wiem nawet, czy naprawdę chciałam. Ciągle się cięłam i wywoływałam wymioty, a mama się tak dla mnie starała i stara. Idąc za Ashley wyszłam na zewnątrz, przed scenę. Stali tam chłopcy, widocznie zafascynowani tym wszystkim. Każdy z nich z kimś rozmawiał, to z jakimś celebrytą, to z telewizją. Poczułam dreszcz. To chyba tu zacznę swoją prawdziwą karierę! W jednej chwili poczułam ogromną radość. Często tak mam. Najpierw jestem w ogromnym dołku, a za chwilę jestem przepełniona pozytywizmem. Lekarz mówił, że przy mojej chorobie już tak jest, muszę przywyknąć. Ashley zostawiła mnie samą, szczerze to nawet nie zawuażyłam, kiedy. Po prostu poszła, a ja zostałam sama w tłumie bawiących się ludzi. Na scenie grał jakiś młody, grunge'owy zespół. Grali niesamowicie! Czułam się zagubiona. Widziałam tam tyle sław... Było ich tak dużo, że nie jestem w stanie ich wyliczyć. Stanęłam zaraz pod sceną i słuchałam koncertu. Czułam się trochę jak mała, szara myszka wśród tego tłumu, otaczającego gwiazdy. Nawet chłopaki udzielali wywiadów i rozmawiali z największymi sławami.
-Hej! Ty jesteś Demi?
-obok mnie stanął jakiś młody mężczyzna, a za nim gościu z kamerą.
-Tak
-odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając. Jednak ktoś mnie zauważył!!!
-Świetnie! W takim razie... zgodzisz się odpowiedzieć nam na kilka pytań?
Poczułam się nieziemsko. W mojej myśli krążyło jedynie ,,AWJDIJAOJIJASkSJAKAHADHJ"
-Jasne!
-odpowiedziałam, lekko podskakując z radości. Odeszliśmy trochę na bok, żeby występy innych artystów nie zagłuszały tego, co mówię. Kamerzysta stanął kamerą wprost naprzeciwko mnie i zaczął wymachiwać mikrofonem nad moją głową.
-Okej, więc, Demi. Jak to się stało, że tu się znalazłaś?
-reporter zadał pytanie.
-Um... Zaczęło się od marzeń. Potem jakimś cudem poznałam moją przyszłą menadżerkę, która załatwiła mi wszystko, abym mogła robić to, co kocham. Jestem wielką szczęściarą.
-Brzmi jak opowieść z bajki! Masz jakąś radę dla tych, którzy również chcieliby spełnić swoje marzenia?
-Wierz w siebie. Nigdy, przenigdy się nie poddawaj, nieważne jak ciężko by było. Nie pozwalaj nikomu ci przeszkodzić. W walce o marzenia to TY jesteś najważniejszy, nie ludzie, którzy mają cię za nic, którzy się z ciebie śmieją.
Mówiłam prosto z serca. Słowa jakby same nasuwały mi się na język, mimo, że gardło się ściskało a żołądek skręcał ze stresu. W końcu była to prestiżowa telewizja, której udzielały wywiadów największe gwiazdy. Ashley mówiła mi, że tu będą i będą rozmawiać tylko z niektórymi osobami. Mam ogromne szczęście, że zainteresowali się akurat MNĄ!!
-Ten występ z pewnością był twoją przepustką do wielkiej kariery. Dałaś świetny występ, zszokowałaś wiele mediów i celebrytów tu obecnych. Jak się z tym czujesz?
-Naprawdę? Nie zwracałam na to uwagi, skupiałam się na śpiewaniu! Cóż... nie wiem, jak się z tym czuć! Jestem jedną z najszczęśliwszych dziewczyn na ziemi, bo robię to, co kocham. Tworzę muzykę. Nie obchodzi mnie, ile na tym zarobię, ile nagród zgarnę... Będę śpiewać nawet do śmierci, bo to uwielbiam.
-Ok, to by było na tyle! Dziękujemy i trzymamy za ciebie mocno kciuki! Na pewno się jeszcze zobaczymy!
-powiedział prezenter i uścisnął mi dłoń.
-Dziękuję! Z pewnością!
-podałam dłoń i szeroko się uśmiechnęłam. W tym całym stresie związanym z udzielaniem wywiadu nie zwracałam uwagi na ludzi naokoło, tymczasem okazało się, że jakaś grupka ludzi robi mi zdjęcia! Dziwnie się poczułam, kiedy prezenter i kamerzysta odeszli i zostałam sama, otoczona tymi fotografami, jednak nie zostałam tak na długo. Dosłownie kilka sekund później doskoczył do mnie Niall. Rzuciłam się na niego mocno go obejmując.
-Nie wierzę że to się dzieje, Niall! Spełniam swoje marzenia!!!
-krzyczałam z radości. Niall nie zdążył nic odpowiedzieć, bo przerwał nam kolejny mężczyzna, który poprosił mnie o wywiad. Wszystko skończyło się koło 19.00. Łącznie udzieliłam około 5 wywiadów, co jak dla początkującej piosenkarki jest naprawdę dużo. Joe również dał swój występ, jednak nie zdążyłam dać mu nawet gratulacji, bo porwał go tłum fotoreporterów. Justin też tam był i śpiewał! Wyszło mu nawet tysiąc razy lepiej niż na próbie. Siedziałam z powrotem w limuzynie wraz z chłopakami z zespołu, Joe i Justinem, przepełniona radością. Zdążę wrócić do domu przed mamą. Mam nadzieję, że o niczym się nie dowie, bo nie mam jeszcze żadnej wymówki. Nawet Miley, która już pakowała swój tyłek do pojazdu nie mogła zepsuć mi humoru. Wtuliłam się w ramiona Joe i tak przejechałam całą drogę, aż pod wytwórnię.

sobota, 4 maja 2013

19

Strasznie przepraszam, że ostatnio nic nie dodawałam. Mam ogromne problemy z internetem, przez co nie mogę logować się na blogspota zbyt często. Długa historia. Tak, czy siak! Zapraszam na kolejny rozdział! :) Jeśli macie jakiekolwiek pytania, kierujcie je na mojego aska: KLIK
_____________________________________________________________________________________________________________
-To na dzisiaj tyle. Nieźle ci idzie, Demi!
-Dziękuję
-odpowiedziałam z uśmiechem. Odprowadziłam moją nauczycielkę pod drzwi.
-W takim razie do jutra!
-Do zobaczenia.
-znowu się uśmiechnęłam. Wróciłam do swojego pokoju i złapałam za gitarę. Czułam się fatalnie, mimo, że wszystko się polepszyło. To dziwne. Bo przecież... moja mama zarabia. Ostatnio dostała nawet premię. W naszym domu w końcu nie ma alkoholu i przemocy. Mam Selenę i Joe. Nie słyszę żadnych pogróżek. Ale i tak czuję się do kitu. Zawaliłam wszystko. Odwaliłam jakieś przedstawienie, bo jestem słaba. Mogłam lepiej się z tym ukryć. Wytrzymać, wrócić do domu i tam się na sobie wyżyć... Ale nie, musiałam poryczeć się na scenie, a potem zadać sobie kolejne ciosy w kiblu w wytwórni. Może gdyby nie Miley, dalej mogłabym realizować swoje postanowienia... Cholerna Cyrus. Jest środa popłudnie. Do szpitala trafiłam w niedzielę. Od tamtego dnia nie jestem w wytwórni. Od tamtego dnia mam domowe nauczanie. Od tamtego chorego dnia chodzę do psychologa. Tak go nazywają. Dla mnie ten człowiek jest psychiatrą, albo raczej psychopatą. A jego gabinet wariatkowem. Jakby nie mogli zrozumieć, że to wszystko mi pomaga... Pozwala mi uwolnić się z tej całej presji, jaką czuję. Niby chodzę do psychologa i mi pomaga, ale... To nie wystarcza. Muszę wrócić do wytwórni, teraz. Już raz pocięłam się ze smutku i tęsknoty za wytwórnią. To chore... JA jestem chora. Ale nie chcę pomocy. Nie mogę tak dłużej. Schowałam gitarę do pokrowca, który wczoraj kupiła mi mama, zarzuciłam na siebie płaszcz przeciwdeszczowy, trampki i wyszłam z gitarą na zewnątrz. Pójdę do wytwórni. Mam w dupie, że mama mi tego zabroniła. Nie będzie jej w domu do 20:00, a jest dopiero piętnasta. Nie skapnie się. Fatalna pogoda. Wygląda na to, że niebo płacze razem ze mną. Tak, idę chodnikiem i płaczę. Łzy lecą mi po policzkach. Ludzie się na mnie gapią. Szczerze? Nie wiem, czemu płaczę. Może po prostu tęsknię za starym życiem. Ale to przecież jest chore... Jak mogę za nim tęsknić? Nienawidziłam go, a jednak teraz za nim tęsknię. Zaznałam w nim tyle cierpienia... może po prostu lubię cierpieć? Drzwi wytwórni. Matko Boska, tak tęskniłam. Z niedowierzaniem ich dotknęłam i rozpłakałam się na całego. Pokochałam to miejsce w zaledwie kilka dni. A co, jeśli Ashley nie chciała czekać i już mnie wypisała? Wrócę, i zostanę wygoniona? Chyba się wtedy zabiję... Przycisnęłam nos do tych pięknych, szklanych drzwi i patrzałam na ludzi w środku. Tyle znanych mi twarzy, zabieganych, ale uśmiechniętych, bo robią to, co kochają. Weszłam. Przestałam płakać, ale łzy dalej ciekły mi po policzkach. Mniejsza o to. Zaraz wyschną, teraz nie to jest najważniejsze.
-Dzień dobry. Jest Ashley?
-O, Demi! Dawno cię nie było! Tęskniliśmy wszyscy
-Mary, jedna z księgowych uśmiechnęła się do mnie. Najwyraźniej nic nie wiedziała. Tym lepiej.-
Tak, jest na auli. Przynajmniej powinna być.
-Okej, dziękuję.
Ruszyłam w stronę auli, ale z każdym krokiem moje nogi stawały się coraz cięższe. Coś w głowie mówiło mi ,,Po co tam idziesz? I tak jesteś skończona. Nawet, jeśli przez jakiś czas będziesz okłamywać matkę, prawda i tak wyjdzie na jaw. Nawet się nie łudź, że ci to ujdzie". Złapałam za klamkę drzwi do auli. Głęboki wdech. Wchodzę. Ten znajomy zapach... To miejsce, które zdążyłam pokochać. Czułam się, jakbym odwiedzała swojego dawno niewidzianego przyjaciela. Na końcu auli... Mój zespół. Siedzą na schodach na scenę i stroją instrumenty. Nie byłam pewna, co zrobić, chciałam do nich podbiec i wszystkich z osobna wyściskać, ale było mi wstyd. Przez mój głupi nawyk straciliby pracę, a Niall może nawet i życie. Aula najwyraźniej była wynajęta, bo nikogo innego naokoło nie było. Tylko chłopacy i Ashley jak zawsze notująca coś w swoim notatniku. Stałam jak słup w drzwiach, kurczowo ściskając klamkę i ze łzami w oczach patrząc się na zespół. Nie zauważyli mnie. Harry po nastrojeniu instrumentu zaczął grać. Znam tą piosenkę... to Don't Forget! Nie zapomnieli o mnie! Czekają! Teraz byłam pewna, że chcę do nich podejść!!!
Somewhere we went wrong...
-zaczęłam niepewnie-
we were once so strong.
-głos mi drżał, ale szłam w stronę chłopaków coraz głośniej śpiewając. Zauważyli mnie.
So now I guess, this is where we have to stand, did you regret?
-Kierowałam te słowa do nich. Wszystkich. Oni tylko siedzieli i zszokowani gapili się na mnie. No, po za Harry'm, który dalej grał, mimo, że był tak samo zaszokowany jak reszta. Scena jak z filmu. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać solówkę Don't Forget. Wpatrzona w chłopaków i Ash grałam i śpiewałam. Stałam może kilka metrów przed nimi-siedzącymi na schodach.
Somewhere we went wrong, we were once so strong...
-tak cholernie za nimi tęskniłam, ale jedyne, co byłam w stanie zrobić, to stać przed nimi, grać i śpiewać. Nie miałam tej odwagi się ruszyć. Jedyne, o co ich prosiłam to jeszcze jedna szansa na powrót.
And at last, all the pictures have been burned, all the past is just a lesson that we've learned... I won't forget, please don't forget... us.
Somewhere we went wrong...
-ręce zaczęły mi się tak trząść z tych emocji, że nie mogłam już złapać żadnego akordu na gitarze.
-Our love is like a song... But you won't sing along... You've forgotten about us.
-Nie zapomnijcie.
-skończyłam. Znowu ta cholerna cisza. Zapłakana, z gitarą w ręku stałam przed zespołem i patrzałam się na każdego z nich z osobna. Nikt nie chciał ruszyć się w moją stronę, tylko siedzieli jakby byli z marmuru. Wiedziałam, jestem idiotką. Nie wybaczą mi. Schowałam swoją gitarę z powrotem do pokrowca. Jedynym dźwiękiem, jaki było słychać wśród tej całej ciszy był głos zapinania.
-Demi... ty...
-zaczął Nick, ale nie dokończył.
-Twoja mama wie, że tu jesteś?
-spytała sucho Ashley. Wszystkim twarze nagle zbladły. Czułam, że atmosfera jest napięta. Znowu coś zrobiłam?!
-Nie... nie wie.
-odpowiedziałam niepewnie.
-W takim razie musisz wyjść.
-odpowiedziała
-Słucham?!
-Nie chcę ryzykować, Demi.
-Jak ryzykować?! Ja... ja już się nie tnę! Dbam o siebie! Wrócę do domu przed mamą. Przyrzekam, że to się nie wyda, a o siebie będę dbać! Ja... proszę!
-rzuciłam się na kolana wraz z gitarą na plecach-
Proszę o jedną, jedyną szansę! Błagam!
-zachowywałam się jak wariatka, ale mi naprawdę bardzo zależało, żeby tu zostać.
-Nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy! Ashley! Mówiłaś, że będę tu mimo wszystko, że... Że jestem wspaniała i doprowadzisz mnie na szczyt, no, Ash... Ja... ugh, nie wiem, jak was dalej przekonywać... Nie mam siły.
-Spuściłam głowę. Serio nie miałam pomysłów, jak ich przekonać.
-Ej, wstawaj.
-usłyszałam kogoś nade mną. Harry. Stał i podawał mi rękę. Złapałam go za dłoń i podniosłam się z ziemi.
-No nie wiem, Demi... zależy mi na tobie...
-zaczęła niepewnie Ashley
-Skoro ci zależy to daj mi tą szansę! Nie możemy tego wszystkiego zaprzepaścić! Przysięgam, ja się już nie tnę! Naprawdę!
-skłamałam. Tak naprawdę dalej się samookaleczałam. Tym razem jednak nie na nadgarstku, ale w miejscach, w których nie widać blizn, np na udach.
-Trzymam cię za słowo.
-skończyła
-Więc?
-Idźcie pod studio, musimy się streszczać. Zaraz wam otworze.
-Odparła Ashley, chowając notatnik i udając się w stronę wyjścia z auli.

poniedziałek, 11 lutego 2013

18

-Demi? Demi! Słyszysz mnie? Otwórz przynajmniej oczy... albo daj jakiś znak... Proszę... ja tu odchodzę od zmysłów... Kochanie?
Znajomy, ukochany głos... Joe? Otworzyłam oczy. Wszystko jest takie strasznie zamglone... Głowa mi pęka i czuję, jak żołądek mi się skręca. Leżę na jakimś łóżku. Dlaczego naokoło jest tak jakoś... dziwnie? Nie znam tego miejsca. Słyszę głosy ze wszystkich zakątków tego pokoju. Strasznie piecze mnie lewa ręka. To wszystko, co na ten moment wiem.
-Otworzyła oczy! Proszę pani! Niall, Nick, Harry, Ashley! Chodźcie szybko!
Ludzie... otworzyłam tylko oczy, bez przesady... Chwila. Dlaczego wszyscy stanęli naokoło mnie i coś do mnie mówią? Widzę tu mamę, Joe, cały mój zespół i jakąś blondynkę... Ach, to Ashley. O, przyszedł ktoś jeszcze. Jakaś babka w białym fartuchu. Ej, kobieto, powaliło cię? Dlaczego świecisz mi po oczach? No świetnie, teraz nie widzę prawie nic. Dzięki.
-Demi, słyszysz mnie?
-spytała ta ochydna baba w białym fartuchu, która świeciła mi po oczach. Słyszałam ją i widziałam już wyraźniej, ale nie miałam siły odpowiedzieć. Wykrztusiłam tylko krótkie ,,Yyyyyh" przez które wszyscy naokoło zaczęli wariować. Dostałam porządnego całusa od Joe i sto takich od mamy oraz uściski od Nialla, Nicka i Hazzy i Ash. Z pomocą-jak się okazało-pielęgniarki usiadłam na łóżku. Teraz rozumiem. Jestem w szpitalu. No ok, ale czemu?! Zebrałam siły i obejrzałam wszystko naokoło. Dopiero wtedy z lekkim niedowierzaniem spytałam:
-Co ja tu robię? Dlaczego tak strasznie boli mnie głowa i lewy nadgarstek?
-spojrzałam się na Joe lekko przymrużając oczy. Na moje pytanie odpowiedział jednak Niall.
-Kobieto, nigdy więcej tego nie rób, okej? Boże... Nagrywaliśmy w studio, a kiedy skończyliśmy, poszliśmy na aulę posłuchać występu Cyrus, jednak była wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona... Więc zmusiliśmy cię, żebyś ją zastąpiła. Po milionach próśb udało się i weszłaś na scenę i zaczęłaś śpiewać, co bardzo zezłościło Miley. Weszła na scenę i zepchnęła cię z niej. Spadłaś na podłogę z wysokiego podestu i uderzyłaś się prosto w głowę. Nic ci się nie stało, szybko wstałaś i uciekłaś z płaczem do toalety a my za tobą. Siedziałaś tam z 15 minut, które szczerze powiedziawszy były najdłuższym kwadransem w moim życiu. Krzyczeliśmy, żebyś wyszła, przecież nic się nie stało, ale nie słuchałaś. Po 15 minutach weszliśmy do ciebie i nie wiem, jak, wyważyliśmy drzwi od kabiny i... byłaś tam... leżałaś na podłodze cała zakrwawiona...
Niall nie wytrzymał i popłakał się. Zrobiło mi się okropnie głupio, że przeze mnie znowu się martwi...
-...a w prawej ręce miałaś również zakrwawioną żyletkę. Brakowało ci milimetra, dosłownie, milimetra, żebyś przecięła sobie żyłę. Wziąłem cię na ręce, a Niall zadzwonił po abmulans. Dalej wiem tylko, że Ashley zawiadomiła twoją mamę. Straciłem zmysły, naprawdę... nie pamiętam, co stało się dalej.
-dokończył za Nialla Joe, patrząc mi się prosto w oczy.
-Zadzwoniłam też po Selenę, zaraz tu będzie.
-dodała zapłakana mama.
-No... ale... co ja zrobiłam?
-nie komunikowałam. Czułam się jak po narkotykach, lub na kacu.
-Pocięłaś się i zemdlałaś. Wiesz jak mało brakowało, a byłabyś już w kostnicy?!
-wykrzyknął Joe, który wyraźnie się wkurzył. Na mnie.
-Ej, ej bez przesady!
-powiedział Niall i odepchnął Joe od mojego łóżka. Mało brakowało, a znowu by się pobili. Tym razem zrozumiałam.
-Dobra... powiem wam wszystko.
-zaczęłam łapiąc się za ciągle bolącą głowę. Na te słowa wszyscy przybliżyli się jeszcze bardziej. Nick, Harry, Ashley, mama, Niall i Joe stali naokoło mnie i patrzeli jak w jakiś święty obrazek. Lekko się speszyłam, ale wzięłam oddech i zaczęłam:
-Tak, tnę się. Nie... nie wiem czemu, no... to mi pomaga.
Mama rozpłakała się jeszcze bardziej. Na widok jej roztrzęsionych dłoni, zakrywających zapłakane oczy przeraziłam się, ale chciałam po prostu to wszystko z siebie wykrztusić, więc zacisnęłam dłonie i mówiłam dalej.
-Miley... ona mnie prześladuje już od dawna. Nienawidzi mnie, nie mając ku temu żadnych powodów. Kilka razy samookaleczałam się właśnie przez nią.
-Boże, Demi, dlaczego nic mi nie powiedziałaś?!
-zapłakanym głosem wykrzyknęła mama.
-CHCIAŁAM! Żebyś mnie jeszcze z ojcem słuchała, na pewno byście do tego nie doprowadzili! Widzisz, do czego doszło przez wasze kłótnie? Kompletnie nic o mnie nie wiedzieliście! Teraz nawet nie wiemy, czy ojciec w ogóle żyje!
-zaczęłam krzyczeć na mamę. Nie chciałam tego, ale to było silniejsze ode mnie. Czułam, że po prostu muszę wszystko z siebie wyrzucić, bo inaczej albo znowu się potnę, albo oszaleję i trafię do wariatkowa. Harry złapał mnie za ramię, starając się mnie uspokoić, natomiast Nick, Ashley i Joe wyszli z moją mamą za drzwi mojego pokoju.
-Demi, tylko pogarszasz sytuację...
-powiedział Harry spokojnym tonem
-Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? Idiotka!
-zaczął krzyczeć Niall.
-Dobra, wiecie co, mam dość. Mam tego wszystkiego SERDECZNIE dość.
-Wykrzyknął Hazza i pewnym krokiem wyszedł. Zostałam ja i Niall.
-Może mi odpowiesz?
-Odwal się ode mnie, dobrze?! Sam dobrze wiesz, że to nie takie proste.
-Tak, ale JA nigdy nie doprowadziłem się do takiego stanu! Nikt nie zna mojego sekretu... po za tobą i moimi... ugh. A TWÓJ sekret zna już cała szkoła!
-CO?!
-przeraziłam się.
-Tak, gdybyś nie wiedziała, Cyrus strzeliła ci kilka fotek i wrzuciła je na fejsa. Zgłosiłem to już, ale zdjęcia dalej tam są. I wiesz co? Twoja matka powiedziała, że już nigdy więcej nie puści cię do wytwórni. Będziesz uczyć się w domu i będziesz pod stałą opieką psychologa. Rozumiesz!? Przez to wszystko musisz zaprzepaścić swoją karierę!
-Proszę, powiedz, że kłamiesz...
-zrobiło mi się zimno i łzy naleciały mi do oczu. Właśnie teraz, kiedy zaczynam coś osiągać?! Jestem skończoną debilką...
-Nie. Nie żartuję. Rozmawiałem z twoją mamą. Powiedziała, że innej opcji nie ma.
-Niall... ale ja nie przeżyję bez muzyki... Ja... Ja zwariuję... Przekonaj ją, proszę!
-Bierzesz mnie za jakiegoś ułoma? Myślisz, że nie próbowałem? Musimy się pożegnać, Demi. Przykro mi.
-Niall spuścił głowę, założył kurtkę i chciał wyjść, ale mu nie pozwoliłam.
-NIE, Niall, NIE WYCHODŹ!
-krzyknęłam stanowczo, zatrzymując go. To było jedyne, co mogłam. Leżałam przecież podłączona do kroplówki i kilku innych urządzeń.
-Czemu? Chcesz, żebym jeszcze bardziej cierpiał, widząc ciebie? Myślisz, że tak, o, zapomnę o tobie? O nas? Mylisz się.
-Blondyn odwrócił się do mnie i mówił, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie zapomnę o tobie.
-Mówisz, jakbyśmy się widzieli ostatni raz. Zupełnie, jakbym miała za kilka dni umrzeć, albo coś w tym stylu, Niall...
-nie wytrzymałam... Rozpłakałam się.
-A jak mam mówić? Znowu muszę uciekać. Znowu muszę się bać. Wiesz, jakie to uczucie, Demi?! Nie masz pojęcia! Czuję się cholernie samotny, zupełnie jak bezdomny. Niechciany. Opuszczony. Jak głodny, skopany pies! Przy tobie mogłem spełnić swoje marzenia, Demi. Nasze marzenia. Kiedy dostałem telefon od Ashley, że znalazła dla mnie pracę, i to tutaj, byłem wniebowzięty. Mogłem w końcu coś osiągnąć. Tylko przy tobie tak się czuję. Doceniony przez kogoś. A teraz? Teraz już nigdy się nie zobaczymy. Wrócę do Londynu, do swojego starego życia, i jeśli dalej tak będzie, skończę na ulicy. A wtedy się zabiję. Bo stracę sens życia.
-Nie mów tak! Proszę... ja... zrobię wszystko! WSZYSTKO, żeby z powrotem być w wytwórni. Przyrzekam. Powiedz Ashley, żeby się nie poddawała. Wrócę. Na pewno.
-dalej krzyczałam przez łzy. Niall podszedł do mnie i usiadł obok mnie na łóżku.
-A co, jeśli ci się nie uda, hm? Ile mamy czekać?
-Uda mi się. Postaram się o to. Dla ciebie, siebie, Ashley, Nick'a, Harry'ego, Joe... Dla Was. I dla swoich marzeń. Uwierz we mnie. Dajcie mi tydzień. Uporządkuje wszystko i wyrwę się.
-Jesteś niesamowita.
-Co? Przecież przed chwilą na mnie krzyczałeś...
-Bo bałem się... Że znowu zostanę sam. Jak palec. Przed poznaniem ciebie, byłem tak blisko załamania się... dosłownie na krawędzi życia. Zmieniłaś moje życie. Jesteś jego sensem.
-Ej, ja mam chłopaka.
-uśmiechnęłam się i wtuliłam w ramiona Nialla.
-Nie mówię tego, bo chcę cię poderwać...
-po chwili oderwał się z mojego uścisku i rękawem swetra wytarł łzy na moim policzku
-Chociaż, nie udawajmy, czuję coś do ciebie. Jesteś po prostu inspiracją dla mnie. Dzięki tobie nie poddaję się. Razem możemy wiele.
-uśmiechnął się do mnie i wstał.
-Serio muszę iść. Przekażę Ash, że przyjdziesz do wytwórni. Cześć.
-Niall dał mi buziaka w policzek i wyszedł. Nie wiedziałam, co czuć. Wow... jestem czyjąć inspiracją? Rany...
-Demi!
-ktoś wparował do mojego pokoju tak szybko, że nie mrugnęłam, a już mnie obejmował. Poznaję ten słodki zapach perfum truskawkowych i czarne, długie włosy.
-Selena?!
-Boże... dlaczego?! Dlaczego ty mi to robisz?
-zaczęła na mnie krzyczeć ze łzami w oczach. Opowiedziałam jej wszystko. Dosłownie wszystko. Znowu byłam z nią całkowicie szczera, była jedyną osobą, której całkowicie ufałam, a to dziwne, bo przecież tydzień temu byłyśmy wrogami... No, mniejsza o to. Harry, Niall, Ashley i Nick poszli. Potem poszła Selena oraz Joe. Zostałam z mamą. Była gdzieś 21:00. Mama bez słowa krążyła po moim pokoju i rozkładała moje rzeczy. W szpitalu miałam zostać do jutra przed południem. Nie wiedziałam, co zrobić, w palcach przewracałam kostkę do gry na gitarze i patrzałam się na mamę. Była zdenerwowana, wyraźnie zmartwiona. Nie dziwię jej się, strasznie ją zraniłam. Ale musiałam.
-Mamo, porozmawiamy?
-spytałam niepewnie po chwili. Na te słowa mama drgnęła, na chwilę się zatrzymała, podeszła do mnie z grobową miną i usiadła na moim łóżku patrząc mi się prosto w oczy.
-Możemy.
-Ja... nie chciałam cię dłużej okłamywać. Musiałam powiedzieć to wszystko...
-Dziecko. Mi nie chodzi o to. Rozumiem cię w stu procentach. Ta sytuacja przerastała również mnie. Rzecz w tym, że ja już nie piję, a przynajmniej nie tyle, ile wcześniej. A tobie potrzebna jest pomoc. Pewnie już wiesz, że jutro idę wypisać cię ze szkoły i zaczniemy domowe nauczanie. Pójdziemy też pożegnać się z wytwórnią.
-NIE! Nie pozwalam ci!
-zaczęłam krzyczeć, przerywając pewny głos mamy.
-Nie masz tu nic do mówienia, Demetrio! Nie widzisz, że to wszystko pogorszyło się, od kiedy poszłaś do tej wytwórni?
-Co? Ty chyba sobie żartujesz! To wszystko było w jeszcze gorszym stanie, zanim zaczęłam śpiewać, mamo! Tak mam przynajmniej oderwanie od tej całej patologii w domu.
-Jakiej do cholery patologii? Wiesz, że staram się dla nas jak najlepiej.
-Tak?! To dlaczego nie wywaliłaś ojca wcześniej?!
-zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i z jeszcze większą agresją. Zapadła chwila ciszy, a mama spuściła wzrok.
-O tym chciałam z tobą porozmawiać. Kiedy byłaś wczoraj w wytwórni, wracałam z pracy. Spotkałam ojca.
-Serce zaczęło mi bić strasznie szybko. Znowu on?
-Zaczął układać sobie życie. Znalazł jakąś kobietę z 3-letnim synem. Bogatą. Rozwódka. I... Chce rozwodu. Z resztą ja też.
-I dobrze! W końcu da nam spokój!
-wykrzyknęłam.
-Dokładnie. Ja... to nie dziwne, Demi? W przeciągu zaledwie tygodnia tyle... aż tyle się zmieniło... Twój ojciec, wytwórnia, Selena, Joe...
-Ale przyznaj... to wszystko idzie ku lepszemu, nie?
-Jakoś mi się nie wydaje...
-odparła mama, łapiąc mnie za lewą rękę. Zapadła cisza. Nie miałam siły dalej przekonywać mamy, aby nie wypisywała mnie z wytwórni. Wiedziałam jednak, że nie poddam się tak łatwo. Będę walczyć o swoje marzenia, nawet, jeśli miałabym to przypłacić zdrowiem.

niedziela, 10 lutego 2013

17

Niebo płacze, ja oglądam, łapię łzy w swoje dłonie... Cóż, tym niebem najwyraźniej jestem ja. Nie wytrzymam tego. Po prostu nie mogę. To mnie przerasta. Nie... nie wytrzymam tego... Demi, idiotko, w co ty się wpakowałaś?! Co ty sobie w ogóle myślałaś? Nigdy nie będziesz idealna... Nigdy... Jesteś śmieciem... Siedziałam zabarykadowana w toalecie i nie miałam zamiaru stamtąd wychodzić, dopóki wszyscy naokoło mnie nie zostawią. Joe i Niall drą się przed drzwiami damskiej toalety, a ja siedzę na kiblu i wpatruję się w zakrwawioną żyletkę. Tak skończyła się moja próba pokazania umiejętności muzycznych... których nie mam... Chcę z tym skończyć... nie chcę się zabić ale... a nieważne... teraz nic nie ma dla mnie znaczenia...

16

Weszliśmy do studio za rękę i usiedliśmy przed mikserem. W środku był już Niall i dzielnie przygotowywał się do następnego nagrywania... Jedząc pączka.
-Cześć Demi, cześć... Joe?
-Hej, Niall!
-Cześć.
-Joe podał rękę Niall'owi.
-To nasz album to nie jest tajemnica?
-spytał niepewnie Niall.
-Ashley powiedziała, że mogę tu przyprowadzać, kogo chcę. Album ani jego tematyka to nie tajemnica, z resztą, nawet jeśli by się wydało, to nic się nie stanie. Nie jesteśmy gwiazdami, nie zaszkodzi nam to.
-odpowiedziałam, zdejmując płaszcz.
-Może nawet pozwolą Joe się wykazać...
-zaczęłam zmieniając temat
-Co proszę?
-zapytał zaskoczony Joe.
-No co? Masz talent do śpiewania, namówię Ashley, żeby ktoś cię przesłuchał. Wtedy będziemy spędzać czas razem codziennie.
-powiedziałam szeroko się uśmiechając i dając Joe całusa w policzek. Joe miał zamiar coś odpowiedzieć, ale przerwała mu rozpromieniona Ashley, która właśnie weszła do studio.
-Cześć, dzieciaki! O, mamy kogoś nowego w naszej rodzinie?
-spytała z chichotem Ash, patrząc się na Joe.
-Mówiłaś, że mogę kogoś tu przyprowadzić, a więc prosze. Dodam, że ma świetny głos...
-Demi, nie przesadzaj
-wyjąkał wyraźnie zestresowany Joe
-Doprawdy? A, to ty jesteś tym bratem Nick'a! Może zaśpiewasz nam coś?
-Nie, Demi tylko tak mówi o tym moim głosie, ja...
-Jonas zaczął się wymigiwać. Wzięłam sprawy w swoje ręce. Zaczęłam nucić piosenkę Together, którą kiedyś razem napisaliśmy i razem, w naszym domku na drzewie śpiewaliśmy. Joe wyraźnie podbudowany, zaczął śpiewać ze mną. Ashley usiadła na krześle obok Nialla, na przeciwko nas i słuchała z zapartym tchem. Kiedy skończyliśmy, bez słowa udała się w stronę drzwi i złapała Joe za ramię.
-Wrócę za dwie minuty, ewentualnie godzinę
-powiedziała, puszczając do nas oczko, wychodząc i ciągnąc za sobą Joe.
-Udało się! Joe od dziecka miał talent do śpiewania.
-powiedziałam Niallowi z uśmiechem.
-Talent może i ma. Ale jeśli nie chce śpiewać, jego muzyka nigdy nie będzie prawdziwa.
-odpowiedział Niall spokojnie.
-O co ci chodzi?
-Joe nie chciał iść na to przesłuchanie, i prawdopodobnie gdyby nie ty, nawet nie pomyślałby o śpiewaniu, czy o karierze muzycznej...
-Skąd ty to wiesz? Przecież prawie go nie znasz!
-wykrzyczałam w obronie Joe.
-Demi, taka jest prawda!
-Niall, przestań! Joe po prostu jest nieśmiały...
-Kiedy mnie bił też był taki nieśmiały?!
-Niall najwyraźniej się zdenerwował, ale nie chciał tego pokazywać.
-Co ty do jasnej cholery wygadujesz?! Wtedy mnie bronił! Tak powinien zachowywać się każdy chłopak!
-Przestań, niby przed kim miałby cię bronić? Ja bym nigdy ci nic nie zrobił! Jesteś dla mnie bardzo ważna, i nigdy w życiu nie chciałbym cię zranić!
-Niby skąd Joe miał to wiedzieć? Nie znaliście się, równie dobrze mógłbyś być jakimś dresem, gwałcicielem, pedofilem, zboczeńcem... Nie rozumiesz tego, że jestem dziewczyną Joe i on mnie broni?! Przy nim mogę czuć się bezpieczna i szczęśliwa, mogę przy nim czuć się piękna i być po prostu, kurde, sobą! Nikt nie zapewni mi takich uczuć, jak on!
-wykrzyczałam ze łzami w oczach.
-Dobra, dobra. Ale powiedzmy, że Joe z tobą zerwie i znajdziesz kogoś innego. Ten inny też oczaruje cię tak samo, jak Joe. Przy nim też będziesz czuła się piękna, bezpieczna i szczęśliwa. Co wtedy? Zrozum, że Joe nie jest tym jednym, jedynym. Jest wiele innych chłopaków, którzy chcieliby się z tobą umówić, gdybyś dała im szansę.
-Ze mną?!
-oparłam się o krzesło zaskoczona
-Tak, z tobą, Lovato! Dokładnie z tobą!
-Niby kto, Horan?! Jakoś nikt nie wydzwania do mnie po nocach i nie śpiewa romantycznych serenad pod moim oknem. Nikt tak nie robił nawet, kiedy jeszcze nie chodziłam z Joe.
-A co ma robić, kiedy wie, że nie ma u ciebie szans, bo jesteś już z kimś, na kogo czekałaś całe życie?
-Niall zaczął krzyczeć, patrząc mi w oczy. Nie wiem, czy krzyczał na mnie, czy raczej ze złości na siebie. Naszą kłótnię praktycznie o nic przerwał Harry, wchodząc do studio. Za nim wszedł Nick, producenci, jacyś inni ludzie od muzyki, i Nicki-dziewczyna, która pomagała mi ćwiczyć mój głos, dzięki czemu mogłam śpiewać jeszcze głośniej i dłużej. Zaczęliśmy nagrywać, jednak atmosfera była okropnie napięta i dało się to wyczuć w powietrzu. Nie odzywałam się do Nialla ani on do mnie. Mniej więcej po godzinie do studio wparowała Ashley, ciągle trzymając Joe za ramię.
-No, już, wchodź.
-powiedziała i lekko popchnęła go w stronę drzwi, za którymi stałam ja i nagrywałam kolejną piosenkę. Joe posłusznie wszedł do środka i z niepewną miną usiadł na moim krześle przed mikrofonem. Ja natomiast, aby ''lepiej wydawać dźwięki" musiałam stać. Poprosiłam o przerwę i zdjęłam słuchawki.
-O co chodzi Joe?
-spytałam Jonasa i objęłam go z całej siły. Brunet nie zdążył nic odpowiedzieć, bo wyprzedziła go Ashley, nawijając przez mikrofonik:
-Joe ma zajebisty głos, tyle powiem. Macie dzisiaj nagrać tą piosenkę, którą śpiewaliście zanim Joe wyszedł, pamiętacie ją?
-spytała. Odpowiedzieliśmy na to skinięciem głowy.
-Świetnie. Śpiewajcie, nagrywajcie, podkładem muzycznym zajmiemy się potem. Mam to w dupie, że nagrywacie teraz coś innego, skasujcie to, albo zróbcie z tym cokolwiek innego, teraz chcę duet Demi i Joe. To będzie hit mówię wam!
-skończyła Ashley. Trochę szokowani, posłuchaliśmy Ashley. W godzinę nagraliśmy ten żywy kawałek a potem zajeliśmy się resztą.

sobota, 9 lutego 2013

15

-Niesamowity dzień.
-powiedział zamyślony Niall.
-Racja.
-odparłam, wtulając się w swój sweter. Było strasznie zimno, coś koło godziny 21. Nie dość, że zimno, to ciemno jak w... no, ciemno.
-Zimno ci?
-spytał troskliwie.
-Tak... trochę.
Niall opatulił mnie swoją wielką bluzą i od razu było mi cieplej. Siedzieliśmy w dwójkę na ławce przed wytwórnią. Harry, Nick i Ash poszli już do domu. Niall czekał na kumpla, który miał zabrać go do domu. Ja natomiast czekałam na Joe.
-Nie chcę niedzieli... To chyba najgorszy dzień tygodnia.
-powiedziałam cicho.
-Dlaczego?
-Po niedzieli jest poniedziałek... poniedziałek to szkoła, czyli powrót do tego wszystkiego, do tej męczarni.
-Nie martw się. Jutro przecież się spotykamy, nagramy coś. Nie będziesz miała czasu o tym myśleć.
-Właśnie, nie jesteś zły? W końcu niedziela powinna być dniem wolnym, a przeze mnie musisz jutro pracować.
-spytałam. Jeszcze w studio, umówiłam się ze wszystkimi, że skoro chcemy się w miesiąc wyrobić z albumem, musimy pracować też w niedziele. Cały tydzień.
-Nie, skąd? Kocham muzykę, więc dlaczego nie miałbym spędzać tygodni z moją ukochaną?
-spytał, lekko się uśmiechając.
-Cieszę się, że nie masz mi tego za złe.
-odparłam, patrząc się na Nialla z uśmiechem.
-Demi!
-usłyszałam głos Joe. Biegł w naszą stronę.
-Joe!
-wstałam z ławki i również do niego podbiegłam rzucając mu się w ramiona i witając buziakiem.
-Wybacz, Niall, muszę już iść. Pa!
-powiedziałam po chwili, oddając blondynowi bluzę.
-Pa!
-odparł. Szłam z Joe za rękę rozmawiając o dzisiejszym dniu. Chwaliłam się, jak dobrze mi szło, a on cały czas mi powtarzał, że jest ze mnie dumny.
-Cieszę się, że jutro spędzimy ze sobą trochę więcej czasu!
-powiedział obejmując mnie. Z początku nie pojęłam, o co chodzi, ale kiedy zrozumiałam, zrobiło mi się smutno.
-Tak właściwie... Jutro nie mogę, Joe. Chyba, że wieczorem, o 19.
-Jak to? Jutro niedziela, powinnaś mieć wolne!
-Ostro pracujemy nad albumem i jeśli chcemy wyrobić się z nim w miesiąc, albo krócej, musimy pracować dzień w dzień.
-powiedziałam niepewnie, zatrzymując się i patrząc Joe głęboko w oczy.
-Aha...
-przerwał-
Czyli... Muzyka jest dla ciebie ważniejsza niż ja?!
-wykrzyknął.
-Co ty odwalasz Joe?! Skąd! Po prostu... chcę jakoś wyjść na prostą, coś osiągnąć, a żeby to osiągnąć, muszę pracować i...
-zaczęłam się tłumaczyć
-A może po prostu chcesz spędzić czas z Niallem?
-wykrzyknął wściekły Joe.
-Kurde, Joe! Spędzam czas z Niallem, ale tylko w studio! Jest moim kolegą, pracujemy razem, to nie ja wybierałam członków mojego zespołu! Przecież wiesz, że kocham tylko i wyłącznie ciebie! Już kilka lat temu straciłam dla ciebie głowę, nie zmieniłabym zdania tak nagle, szczególnie, że cholernie mi na tobie zależy! Kocham cię, debilu!
-krzyczałam jak wariatka, ze łzami w oczach
-Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, wiesz?
-spytał trochę spokojniej.
-Nie ufasz mi?
-odpowiedziałam pytaniem na pytanie trochę niepewnie.
-Ufam ci. Kocham cię. A myśl, że mogę cię stracić po prostu... zżera mnie od środka. Boli mnie to, że jesteśmy razem, a przez twoją pracę nie możemy spędzać razem czasu.
-powiedział, zakrywając twarz w dłoniach. Było mu wstyd.
-Myślisz, że mnie to nie boli? To wszystko zwaliło mi się na głowę. Niby tego chcę, kocham muzykę i kocham to, co robię... Dobrze chociaż, że będę miała czas po wydaniu albumu...
-skończyłam i szliśmy dalej za rękę, w ciszy.
-Wiesz co, Joe? Może przyjdziesz jutro do mnie do studio, albo pójdziemy tam razem? Jestem pewna, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, i spędzimy ze sobą czas! Co ty na to?
-spytałam zachwycona.
-Mogę? A to nie będzie problem?
-spytał Joe.
-Skąd! Jeju, jak świetnie!
-zaczęłam skakać jak poparzona.