Dzisiaj postanowiłam dodać
trzy rozdziały z dwóch przyczyn:
1. rozdziały 20. i 21. nie były zbyt ciekawe
2. Nie będę miała dostępu do bloga czy w ogóle komputera aż do weekendu albo dłużej.
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, naprawdę BARDZO motywują mnie do dalszego pisania.
A więc zapraszam do czytania! ;) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, bo od tych rozdziałów akcja zaczyna się toczyć szybszym tempem.
Jeśli macie jakieś pytania:
MÓJ ASK
____________
20.

Minął tydzień od całkowitej zmiany mojego życia. Znowu mamy środę. Tym razem wszystko jest jednak inne. Nagrałam materiał na album wraz z chłopakami. Wyrobiliśmy się! Wkrótce wydamy nasz pierwszy singiel-
Remember December!!! Ale jak na razie, koncentrujemy się na
Summer Fest.
Dzień w dzień próby. Musimy dać z siebie wszystko. WSZYSTKO.
Jak na razie udaje mi się okłamywać mamę, ale pewnie nie na dłuższą metę. Zbliżają się wakacje, w piątek koniec roku szkolnego, wtedy nie będę miała jak wymigać się mamie. Cóż, jakoś to będzie.
Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Na
Summer Fest zaśpiewam dwie piosenki! I
Remember December i
Don't Forget! Ashley stwierdziła, że w obydwóch jestem świetna i powinnam zaśpiewać je obie.
Joe również wystąpi na
Summer Fest, ale osobno z własnym zespołem. Nie chce mi zdradzić, jak mu idzie, ale wiem, że również nagrywa. Prawdopodobnie zaczniemy kariery w tym samym czasie!
Selena po za szkołą przesiaduje na planie, więc rzadko się spotykamy. Piszemy SMSy i dzwonimy do siebie w czasie przerw, ale to trochę mało... Mam tylko nadzieję, że to się wkrótce zmieni.
Justin, u niego... właściwie to nie wiem, co u niego słychać. Tyle co wiem od Joe, że również ćwiczy do Summer Fest.
Moja mama ciągle pracuje. Zarabia w miarę dużo, więc nie narzekam na brak czegokolwiek. Brakuje mi tylko jakiegoś mężczyzny w domu, którego nazywałam ojcem. Nie brakuje mi jego, jako Patricka Lovato, tylko... brakuje mi tego ojcowskiego wsparcia, jakiego każda dziewczyna powinna doświadczyć.
Niall... ciągle czuję, że jest na mnie wkurzony. Nie dziwię mu się. Normalnie rozmawiamy i wspólnie gramy i śpiewamy, ale... czuję, że mimo wszystko ma uraz do mnie. Harry, Nick, Ashley. Oni się cieszą, że wróciłam. Tak mi się wydaje.
Cztery dni do
Summer Fest. Cztery dni do końca roku szkolnego. To aż niewiarygodne!
21.
Pod wytwórnie podjechała limuzyna. LIMUZYNA. L-I-M-U-Z-Y-N-A. Chyba pierwszy raz w życiu widziałam taki wypasiony samochód i pierwszy raz w życiu miałam okazję nim jechać.
To właśnie ta, długa, biała limuzyna z barem w środku miała nas podwieźć i odebrać z
Summer Fest.
Wszyscy byli już pod drzwiami. Ja, Justin, Joe, nasze zespoły i inni artyści. Atmosfera była dosyć napięta. Stałam między Niallem i Joe(który z resztą trzymał moją megaciężką torbę, kochany!) bo kilka osób obok stała Miley. Cała sytuacja nie była miła, bo kiedy tylko Joe zobaczył Cyrus, od razu chciał do niej pobiec i Bóg wie co zrobić, ale Niall go powstrzymał. Ja... nie miałam zamiaru się w to mieszać. Chciałam się skupić tylko na występie. MUSI mi to wyjść. MUSI.
Wsiedliśmy do środka limuzyny. Byłam taka zestresowana występem, że nie mogłam nic powiedzieć, mimo, że Harry nawijał cały czas.
-Ciekawe ile ludzi będzie?
-głośno się zastanawiał.
-Zawsze są tłumy.
-odpowiedział z lekkim uśmiechem Nick.
-Ciekawe, czy będzie żarcie.
-dodał zafascynowany Niall.
-Ciekawa, czy obędzie się bez wpadek... I bez poniżania mojej dziewczyny...
-powiedział ostrym głosem Joe, patrząc się na Miley wściekłym wzrokiem.
Cyrus najwyraźniej poczuła jego wzrok na sobie, bo do tej pory siedząc na samym końcu z nogą na nodze, grzebiała w swoim IPhone(czy co to tam było, ja mam starego samsunga i nie narzekam!), odwróciła wzrok na Joe i puściła do niego buziaka.
Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Miley to jednak podła ździra. Nie przejęła się nawet tym, że przez nią mogłam stracić życie. Joe również chciał wstać z miejsca i jakoś się do niej przedostać, aby... nie wiem. Pewnie ją uderzyć. (Joe jest strasznie wybuchowy...) Ale złapałam go za rękę i szepnęłam do ucha ,,
Nie warto...".
Dalej jechaliśmy w ciszy. Siedziałam w supermiękkim siedzeniu i patrzałam przez okno. Jak dam sobie radę z mamą? Przecież ona nic nie wie, a na pewno nie wrócę przed nią. Nie mogłam nic wymyślić, żadnej wymówki. Może powiem jej, że byłam z Joe? Jakoś to będzie...
Dojechaliśmy na miejsce! Wyskoczyłam z limo jak na skrzydłach, ale moje skrzydła zniknęły, kiedy musiałam z powrotem wziąć swoją torbę. W tym miejscu, za kulisami głównej sceny, musiałam rozstać się z Joe, Justinem i... Miley. Każdy musiał iść do swojej garderoby i przygotować się wraz ze swoim zespołem.
Moja garderoba, którą pokazała mi Ashley była w miarę ładna. Była tam łazienka, duuuże lustro, jakaś kanapa... I to chyba wszystko. W rogach stały jakieś sztuczne rośliny, a na ścianach wisiały małe obrazki i plakaty zespołów muzycznych. Jak na zaczynającą gwiazdę to jest coś!
Byłam ciekawa tylko jak mam się umalować i co ubrać. W mojej torbie miałam tylko gitarę i dwie butelki wody, nie wzięłam żadnych ciuchów, z resztą, nawet gdybym coś wzięła, za dużo by to nie dało, bo nie mam zbyt fajnych ubrań.
Usiadłam na kanapie, wyjęłam gitarę i zaczęłam ją stroić, nie wiedziałam, co jeszcze mogłam robić.
Pięć minut później ktoś zapukał do moich drzwi. Ashley!
-Hej, Demi! Gotowa?
-Słucham? Ja... jak gotowa?
-spytałam zszokowana.
-Haha, taki joke na dobre rozpoczęcie dnia.
-No tak. Była dopiero 8:00.-
siadaj. Umaluję cię, potem poszukamy jakichś ubrań. To nie jest w moim obowiązku, ale ja tak uwielbiam stylizować!
Posłusznie usiadłam na krześle przed lustrem. Ash otworzyła ogromną kosmetyczkę... Ile tam było cieni do powiek! Wszystkie kolory!
Po około pół godzinie byłam gotowa. Czarne paznokcie, lekko podkreślone oczy, jasny błyszczyk. Nigdy wcześniej nie miałam tyle makijażu na twarzy. Z fryzurą Ashley się za bardzo nie męczyła, zostawiła moją ukochaną grzywkę w spokoju, jedynie troche wyprostowała mi włosy.
-Teraz chodź, idziemy znaleźć ci jakieś ciuchy.
Wyszłyśmy i zamknęłyśmy garderobę na klucz. Ruszyłyśmy wzdłuż długiego, pustego hallu.
Idąc korytarzem co chwilę mijałyśmy drzwi do innych garderób. Miałam takie niesamowite uczucie, że może właśnie przechodzę obok garderoby kogoś, kto niedługo stanie się wielką gwiazdą. A może to ja będę wielką gwiazdą? Nie, jeśli mama dowie się o moich nowych, wczorajszych ranach na lewym nadgarstku.
Na początku tej cholernej terapii z psychologiem starałam się dostosować do wszystkiego, co mi polecił, ale na dłuższą metę nie dałam tak rady. Chciałabym być normalna, umieć radzić sobie ze stresem i bólem psychicznym w jakiś inny sposób, ale... nie potrafię. Najwyraźniej już tak musi zostać... Moim jedynym lekarstwem na ból jest muzyka, ale mama zabrania mi grać na gitarze. Chce, żebym się uczyła. Ale nie przejmuję się tym, w końcu-oceny mam dobre, a na gitarze gram, kiedy mamy nie ma w domu.
-Demi? Ziemia do Demi!
-zaśmiała się Ashley
Ocknęłam się. Spojrzałam naokoło. Ile tu było ubrań!
Nie zważając na innych ludzi, zostawiłam Ashley i szybko przedarłam się do t-shirtów. CUDO!
Kolorowe, ze śmiesznymi nadrukami, bez nadruków, czarne, białe, z wycięciami, szerokie, obcisłe... Nie wiedziałam co wybrać! Magia!
-Dems, spokojnie! Nie ubierzesz wszystkiego naraz! Musisz wybrać jedną bluzkę.
-powiedziała do mnie Ashley
Byłam tego świadoma, ale byłam też taka oczarowana ilością ubrań tam, że nie mogłam jej odpowiedzieć. W końcu zdecydowałam się na czarną bluzkę z logiem AC/DC. Wolałam inną, z Nirvaną, bo był to mój ulubiony zespół, ale... nie zmieściłam się w nią. Przeklęty wczorajszy obiad pod okiem psychologa!
Do kompletu wzięłam czarne rurki, z butami nie miałam problemu-założyłam swoje czarne, stare conversy. I tak właściwie byłam gotowa. Tak myślałam, ale Ashley uświadomiła mnie, że chłopcy czekają na mnie już od dziesięciu minut na próbie. No więc popędziłam tam jak najbardziej eksponując mój makijaż i cudowną bluzkę.
-Sorry, chłopaki, już jestem!
-krzyknęłam, wbiegając do sali 214. i zajmując miejsce przy mikrofonie.
-W końcu. Nie wiedziałem, że kobiety szykują się AŻ tak długo.
-powiedział Harry z udawaną ironią.
-Ej, nie moja wina, że mam tak daleko garderobę, ok?
-odpowiedziałam z uśmiechem.-
to zaczynamy? Remember December?
-Yep
-odparł Niall.
Jak zaplanowaliśmy kilka tygodni temu,
Remember December oraz
Don't Forget zaśpiewamy w bardziej rockowej wersji, tak też zaczęliśmy próbę. Szło mi dobrze, do końcówki, w której nie byłam w stanie wyciągnąć dźwięku... To było coś strasznego.
Decembeee...-trzy razy pod rząd próbowałam wydusić z siebie ten długi dźwięk, ale nie dałam rady.
Moje gardło... O nie... Traciłam głos przez wymiotowanie! Stanęłam jak wryta z mikrofonem w ręce, wpatrując się w białe drzwi sali 214.
-Demi? Wszystko ok?
-spytał wyraźnie zdziwiony Nick.
Nie, Nick, nic nie było ok. Przez swoją głupotę tracę głos.
-Tak, ja... Mam chrypkę. Ale to przejdzie. Muszę się rozgrzać.
-skłamałam, szeroko się uśmiechając.
Spojrzałam na Nialla. Mu najwyraźniej nie było do śmiechu, bo jako jedyny z zespołu wiedział o WSZYSTKIM, co przeżywam. Odwróciłam się z powrotem do mikrofonu i tym razem dałam z siebie wszystko, i mimo okropnego bólu, jaki sprawiło mi wydawanie wyższych i dłuższych dźwięków, zaśpiewałam obie piosenki do końca.
22.
-Demi, za pięć minut wchodzisz. W prawym rogu sceny, przy wejściu za kulisy, postawię ci dwie butelki niegazowanej wody, jakby ci się zachciało pić miedzy piosenkami, bo jest naprawdę gorąco i bardzo sucho, a śpiewanie w takich warunkach jest okropne. Pamiętaj żeby poderwać publiczność, na auli w wytwórni szło ci świetnie. Nie bój się. Ja tu jestem i będę trzymać za ciebie kciuku.
-wspierała mnie Ashley, kiedy stałam przed schodami prowadzącymi na scenę. Właśnie swój występ kończyła Miley.
Niestety poszło jej niesamowicie, trudno będzie mi ją pobić, ale postaram się. Po za tym, to nie konkurs. To jakby pokaz talentów, szansa poznania nowych twarzy na scenie muzycznej i przypomnienia sobie tych starych(jak na przykład Kelly Clarkson, którą mam zamiar dzisiaj spotkać!!!)
Cyrus zeszła ze sceny, a widząc mnie uśmiechnęła się szyderczo i powiedziała z sarkazmem ,,
Powodzenia, Lovato!". Jak ja jej nie znoszę... Prezenter wchodzi na scenę z zamiarem zapowiedzenia 'następnego artysty' którym miałam być ja.
-Twoja gitara
-powiedziała Ashley, podając mi instrument elektryczny.
-ok
-powiedziałam i głęboko westchnęłam.
Jeszcze raz sprawdziłam, czy w kieszeni mam kostki do gry... są. Mogę iść.
-Panie i panowie... Demi Lovato wraz ze swoim zespołem!
-młody prezenter wykrzyknął przez mikrofon, wzbudzając w publiczności głośne oklaski.
Ścisnęłam dłoń w pięść i weszłam wesołym krokiem na scenę, szeroko się uśmiechając. Za mną szli kolejno: Niall, Harry i Nick.
A więc to tak wygląda scena na tym słynnym
Summer Fest. Do tej pory nie wiedziałam o co chodzi w tym festiwalu. Teraz rozumiem, dlaczego nazywa się akurat
Summer. Ludzie siedzą na kocach na polanie przed sceną, biwakują, niektórzy stoją, oglądają, śpiewają, robią zdjęcia. To było piękne! Byli tam i ci ''zwykli'' ludzie i znane osobistośći, których nazwiska mogłabym wymieniać do woli. W tyle sprzedawali hot-dogi i inne tego typu rzeczy.
Stanęłam przy mikrofonie obok prezentera. Myślałam, że od razu zacznę śpiewać, ale wyszło na to, że musiałam przeprowadzić jeszcze krótki wywiad. Chłopcy byli równie zdezorientowani, jak ja, zdenerwowani stanęli za mną, nie wiedząc, czy już mają stanąć/usiąść przy instrumentach.
-Jesteś tu pierwszy raz, jak się z nami czujesz?
-spytał entuzjastycznym głosem.
-Jest świetnie! Wszyscy ludzie tutaj... Są tacy szczęśliwi... To niesamowite, że nas wszystkich łączy muzyka, i dlatego tu jesteśmy.
-powiedziałam.
Byłam tak cholernie zestresowana! Stałam, plącząc palce, gitarę trzymając na plecach, ale udawałam profesionalistkę.
-Co dzisiaj nam zaprezentujecie?
-prezenter zwrócił się tym razem do chłopaków.
Nick, jako najbardziej odpowiedzialny z chłopaków, przejął tą rolę.
-Remember December i Don't Forget, naszego autorstwa piosenki, które będą promować nasz nowy album, jednak na płycie będą utrzymane bardziej w klimatach pop-rocka. Dzisiaj przedstawimy je w bardziej rockowej wersji.
-W takim razie, scena jest wasza.
-zakończył prezenter.
Stanęłam z mikrofonem na środku sceny i nie wiedziałam, co robić, aż chłopaki zajmą miejsce przy instrumentach. Chociaż jedynym moim problemem dzisiaj było najbardziej moje tracenie głosu. Miałam tylko nadzieję, że nie dam plamy. Niall stanął z gitarą obok mnie, dając mi otuchy, zaczęliśmy od
Remember December.
Pierwsze dźwięki, chłopacy zaczęli grać. Zbliżyłam się do mikrofonu, odkładając gitarę na stojak obok mnie.
I feel a separation coming on...
-zaczęłam. Cóż, jak na razie nie traciłam głosu...Mam nadzieję, że tak zostanie.
Cause I know, you want to be moving on
-krążyłam po scenie, udając pewną siebie, mimo, że w środku trzęsłam się jak... mała mysz? Pod koniec pierwszej zwrotki szybko podeszłam do gitary i zarzuciłam ją przez ramie. Odłożyłam mikrofon na statyw i zaczęłam grać, ciągle śpiewając.
Don't surrender, surrender, surrender! Please remember, remember december!
Śpiewałam refren i szło mi dokładnie tak, jak chciałam! Czułam się niesamowicie... Koniec refrenu, odkładam gitarę i wraz z mikrofonem idę z powrotem na środek sceny.
Coraz bardziej się rozkręcałam i ciągle biegając i skacząc po scenie, śpiewałam. Dawałam z siebie wszystko, dosłownie. Miejscami traciłam kontrolę nad równowagą i głosem, byłam wyczerpana, ale nie miałam zamiaru nic jeść po występie.
Kolejny refren.
Ostatnie słowa.
Koniec piosenki.
Stałam na środku sceny szeroko się uśmiechając, a ludzie mi klaskali. To było niesamowite, poczułam z nimi taką ogromną więź!
-Dziękuję!
-powiedziałam przez mikrofon do publiki.
Mój głos był już lekko zachrypnięty i co chwilę kręciło mi się w głowie, ale nie chciałam schodzić. Jeszcze tylko
DF.
-Następna piosenka... jest dla mnie ogromnie ważna... Nie wiem, czy będę w stanie kiedykolwiek powiedzieć całej prawdy o niej, jest... strasznie mi bliska... Nieważne. Oto ona.
Zaczęłam grać. Trochę przeciągnęłam intro bo się zamyśliłam. Tak. Ta piosenka nie jest tylko balladą o straconej miłości. To piosenka o straconym ojcu... To o nim myślałam pisząc ten tekst. Tak naprawdę zależy mi na jego miłości. Łzy mi napłynęły do oczu.
Did you forget?
-zaczęłam śpiewać. Jedna łza spłynęła mi po policzku, co najwyraźniej było widoczne, bo publiczność zaczęła mi klaskać dla otuchy. Byli wspaniali.
Refren. Trochę się rozkręciłam, ale nie miałam siły-ani fizycznej, ani psychicznej-żeby ruszyć się z miejsca. Chciałam tak stać, grać i śpiewać w nieskończoność.
Kolejna łza poleciała po policzku, nie mogłam tego powstrzymać. Śpiewając spojrzałam się na niebo. Tego dnia było wyjątkowo piękne i niebieskie. Pomyślalam: ,,
Może kiedyś zobaczysz mnie w telewizji, tato? I wtedy może w końcu będę dla ciebie dobrą córką? Odezwiesz się do mnie i powiesz mi że jestem piękna i że mnie kochasz? Może wtedy odnajdę tą prawdziwą, ojcowską miłość, za którą teraz tak podążam..."
To już końcówka piosenki, moment, w którym mam wyciągnąć najwyższe dźwięki. Wyciągam je, ale przez łzy nie mogę powstrzymać głosu od drżenia.
Koniec. Zarzuciłam gitarę na plecy i wytarłam łzy nadgarstkiem. Szeroki uśmiech. Ukłon. Schodzę, a za mną chłopaki.
-Demi, wszystko ok?
-Niall złapał mnie za ramię.
-Tak... Po prostu ta piosenka ma dla mnie duże znaczenie.
Blondyn nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Szybkim krokiem poszłam do swojej garderoby, nie chciałam z nikim rozmawiać, nie miałam na to nastroju. Moje emocje wręcz buzowały po zaśpiewaniu
DF.
Weszłam do garderoby i zamknęłam drzwi na klucz. Odłożyłam gitarę w rogu i usiadłam przed lustrem.
'Hej, to znowu ty.'
-pomyślałam, patrząc na odbicie w lustrze.
'Znowu masz zapłakane oczy i ślady po łzach. Widzę, że dzień, jak każdy inny? Masz swoją przyjaciółkę w kieszeni.'
Żyletka... próbowałam się od niej uwolnić i stosować do zaleceń psychologa, ale... bez niej nie mogłam inaczej wyrazić tego, co czułam. Kilka ostrych cięć i po sprawie. To już stało się dla mnie rutyną, czarną codziennością. Szybko opłukałam krew i poprawiłam makijaż, żeby nie było widać śladów po łzach.
-Demi?
-usłyszałam głos Ashley zza drzwi.
-Momencik!
-szybko zawiązałam sobie bandankę na lewej ręce i otworzyłam Ash drzwi.
W jednej chwili znalazłam się w ciepłych obręciach blondynki.
-Demi, byłaś po prostu genialna, niesamowita! Nie wiem, jakim cudem odkryłam cię dopiero teraz, naprawdę!
-zaczęła nawijać podekscytowana.
Bolała mnie głowa i nie chciałam już z nikim rozmawiać, ale odpowiedziałam ,,
dziękuję" lekko się uśmiechając.
-To jak? Idziesz posłuchać innych występów?
-spytała
Nie, błagam... Nie możemy już wrócić?-myślałam. Czułam się tak fatalnie, że chciałam już leżeć w swoim łóżku, ze swoimi własnymi problemami. Mimo wszystko, nie chciałam zepsuć im wszystkim dnia.
-Ok!
-znowu wymusiłam uśmiech, mimo, że tak naprawdę w środku czułam się jak śmieć.
Nie potrafiłam przyjąć żadnej pomocy, nie wiem nawet, czy naprawdę chciałam. Ciągle się cięłam i wywoływałam wymioty, a mama się tak dla mnie starała i stara.
Idąc za Ashley wyszłam na zewnątrz, przed scenę. Stali tam chłopcy, widocznie zafascynowani tym wszystkim. Każdy z nich z kimś rozmawiał, to z jakimś celebrytą, to z telewizją. Poczułam dreszcz. To chyba tu zacznę swoją prawdziwą karierę!
W jednej chwili poczułam ogromną radość. Często tak mam. Najpierw jestem w ogromnym dołku, a za chwilę jestem przepełniona pozytywizmem. Lekarz mówił, że przy mojej chorobie już tak jest, muszę przywyknąć.
Ashley zostawiła mnie samą, szczerze to nawet nie zawuażyłam, kiedy. Po prostu poszła, a ja zostałam sama w tłumie bawiących się ludzi. Na scenie grał jakiś młody, grunge'owy zespół. Grali niesamowicie!
Czułam się zagubiona. Widziałam tam tyle sław... Było ich tak dużo, że nie jestem w stanie ich wyliczyć.
Stanęłam zaraz pod sceną i słuchałam koncertu. Czułam się trochę jak mała, szara myszka wśród tego tłumu, otaczającego gwiazdy. Nawet chłopaki udzielali wywiadów i rozmawiali z największymi sławami.
-Hej! Ty jesteś Demi?
-obok mnie stanął jakiś młody mężczyzna, a za nim gościu z kamerą.
-Tak
-odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając. Jednak ktoś mnie zauważył!!!
-Świetnie! W takim razie... zgodzisz się odpowiedzieć nam na kilka pytań?
Poczułam się nieziemsko. W mojej myśli krążyło jedynie ,,
AWJDIJAOJIJASkSJAKAHADHJ"
-Jasne!
-odpowiedziałam, lekko podskakując z radości.
Odeszliśmy trochę na bok, żeby występy innych artystów nie zagłuszały tego, co mówię. Kamerzysta stanął kamerą wprost naprzeciwko mnie i zaczął wymachiwać mikrofonem nad moją głową.
-Okej, więc, Demi. Jak to się stało, że tu się znalazłaś?
-reporter zadał pytanie.
-Um... Zaczęło się od marzeń. Potem jakimś cudem poznałam moją przyszłą menadżerkę, która załatwiła mi wszystko, abym mogła robić to, co kocham. Jestem wielką szczęściarą.
-Brzmi jak opowieść z bajki! Masz jakąś radę dla tych, którzy również chcieliby spełnić swoje marzenia?
-Wierz w siebie. Nigdy, przenigdy się nie poddawaj, nieważne jak ciężko by było. Nie pozwalaj nikomu ci przeszkodzić. W walce o marzenia to TY jesteś najważniejszy, nie ludzie, którzy mają cię za nic, którzy się z ciebie śmieją.
Mówiłam prosto z serca. Słowa jakby same nasuwały mi się na język, mimo, że gardło się ściskało a żołądek skręcał ze stresu. W końcu była to prestiżowa telewizja, której udzielały wywiadów największe gwiazdy. Ashley mówiła mi, że tu będą i będą rozmawiać tylko z niektórymi osobami. Mam ogromne szczęście, że zainteresowali się akurat MNĄ!!
-Ten występ z pewnością był twoją przepustką do wielkiej kariery. Dałaś świetny występ, zszokowałaś wiele mediów i celebrytów tu obecnych. Jak się z tym czujesz?
-Naprawdę? Nie zwracałam na to uwagi, skupiałam się na śpiewaniu! Cóż... nie wiem, jak się z tym czuć! Jestem jedną z najszczęśliwszych dziewczyn na ziemi, bo robię to, co kocham. Tworzę muzykę. Nie obchodzi mnie, ile na tym zarobię, ile nagród zgarnę... Będę śpiewać nawet do śmierci, bo to uwielbiam.
-Ok, to by było na tyle! Dziękujemy i trzymamy za ciebie mocno kciuki! Na pewno się jeszcze zobaczymy!
-powiedział prezenter i uścisnął mi dłoń.
-Dziękuję! Z pewnością!
-podałam dłoń i szeroko się uśmiechnęłam.
W tym całym stresie związanym z udzielaniem wywiadu nie zwracałam uwagi na ludzi naokoło, tymczasem okazało się, że jakaś grupka ludzi robi mi zdjęcia! Dziwnie się poczułam, kiedy prezenter i kamerzysta odeszli i zostałam sama, otoczona tymi fotografami, jednak nie zostałam tak na długo. Dosłownie kilka sekund później doskoczył do mnie Niall. Rzuciłam się na niego mocno go obejmując.
-Nie wierzę że to się dzieje, Niall! Spełniam swoje marzenia!!!
-krzyczałam z radości.
Niall nie zdążył nic odpowiedzieć, bo przerwał nam kolejny mężczyzna, który poprosił mnie o wywiad.
Wszystko skończyło się koło 19.00. Łącznie udzieliłam około 5 wywiadów, co jak dla początkującej piosenkarki jest naprawdę dużo. Joe również dał swój występ, jednak nie zdążyłam dać mu nawet gratulacji, bo porwał go tłum fotoreporterów. Justin też tam był i śpiewał! Wyszło mu nawet tysiąc razy lepiej niż na próbie.
Siedziałam z powrotem w limuzynie wraz z chłopakami z zespołu, Joe i Justinem, przepełniona radością. Zdążę wrócić do domu przed mamą. Mam nadzieję, że o niczym się nie dowie, bo nie mam jeszcze żadnej wymówki. Nawet Miley, która już pakowała swój tyłek do pojazdu nie mogła zepsuć mi humoru. Wtuliłam się w ramiona Joe i tak przejechałam całą drogę, aż pod wytwórnię.
Świetne rozdziały ♥
OdpowiedzUsuń