-To jak? Idziemy gdzieś oblać nasz, czy raczej wasz sukces?!
-spytała rozpromieniona Ashley, witając mnie i chłopaków uściskami.
-Ja... nie mogę! Muszę pędzić do domu, zanim mama wróci!
-krzyknęłam, patrząc na zegarek.
-Ok, spokojnie, Demi! Co powiecie na jutro?!
-spytała
Wszystkim pasowało. A więc jutro szliśmy 'oblewać' nasz sukces do pobliskiego baru.
Pożegnałam się ze wszystkimi i podbiegłam w miejsce, w którym umówiłam się z Joe. Miał podwieść mnie pod dom. Szczerze? Już wymiękałam. Byłam tak cholernie głodna... Ale nie chciałam nic jeść. Nie... nie mogłam. Najzwyczajniej w świecie obawiałam się, że przytyję.
-Hej, Demi!
-usłyszałam Joe.
Już siedział na swoim motorze i czekał na mnie. Szybkim ruchem usiadłam na siedzeniu za nim i objęłam go w pasie. Specjalnie jechaliśmy dłuższą drogą, żeby móc razem śpiewać. Ludzie patrzyli na nas jak na wariatów, ale my po prostu cieszyliśmy się naszymi marzeniami, które się w końcu spełniały. Nie czułam smutku czy żadnych zmartwień. Mogłam szczerze powiedzieć, że był to jeden z niewielu momentów, w których czułam się prawdziwie szczęśliwa. Znaleźliśmy się pod moim domem.
-Chcesz wpaść?
-spytałam, zsiadając z motoru
-Nie mogę, wybacz! Muszę jechać z powrotem do wytwórni. Mam dużo na głowie.
-Aha, okej... No to pa!
-dałam Joe buziaka w usta i chciałam odejść, gdy ten złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
-Dziękuję.
-powiedział, słodko się uśmiechając i puścił moją dłoń z uścisku.
Nie wiem, za co dziękował, mogłam się tylko domyślać. Moją odpowiedzią był jedynie lekki uśmiech.
Weszłam do domu. Na szczęście mamy jeszcze nie było, więc mogłam spokojnie wszystko ogarnąć. Mój brzuch strasznie zaburczał. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i nagle poczułam takie wielkie osłabienie. Może powinnam coś zjeść? W końcu od rana nic nie tknęłam....
Nie chcę, żeby mama się skapnęła, że nie słucham psychologa. Otworzyłam lodówkę i powoli przeglądałam każdą jej półkę, aż w końcu zdecydowałam się na jakiś jogurt owocowy.
Nie mogę TERAZ przytyć. Coraz więcej ludzi będzie zwracać na mnie uwagę, na mój wygląd... Z pewnością nie chcieliby się przyglądać mojemu tłuszczowi. Dlatego nie mam zamiaru jeść. Przynajmniej nie dużo.
Usiadłam na kanapie i otworzyłam swojego starego laptopa. Chciałam wejść na Facebook'a, ale zapomniałam, że psycholog kazał mi usunąć tam konto. Może i lepiej? Jedyne, czego tam się naczytałam to obelgi w moją stronę. Na
Summer Fest słyszałam dużo o jakimś portalu... jak to było?
Twitter!
Postanowiłam wejść na tą stronę. Wyglądała ciekawie. Założyłam sobie tam konto, z nazwą '
ddlovato' od Demetria Devonne Lovato. Dobra, teraz jak się tego używa?! O co tu w ogóle chodzi? Nie mogłam się połapać w tej stronie internetowej. Jedyne co mi się udało to napisać jednego tweeta i to na dodatek bezsensownego. Bo w końcu co ma oznaczać ,,jgsirsjg"?
Nie zdążyłam napisać nic więcej, bo usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Mama idzie! Szybko zamknęłam laptopa i udawałam, że zawzięcie jadłam jogurt.
-Cześć mamo!
-krzyknęłam
-Demi? Dobrze że jesteś.
-usłyszałam oschłą odpowiedź.
-musimy porozmawiać.
Serce wskoczyło mi do gardła. Porozmawiać? O czym?! Odkryła moje żyletki?
-O...okej.
-wyjąknęłam.
Mama odłożyła swoją kurtkę, zdjęła buty i usiadła obok mnie na sofie.
-Demi, ja wszystko wiem.
-zaczęła smutnym głosem, patrząc mi się prosto w oczy.
Jestem skończona! Dowiedziała się o tym, że nie stosuję się do poleceń psychologa. Żegnaj wytwórnio!
-Ja ci wszystko wytłumaczę, mamo!
-zaczęłam ze łzami w oczach, ale mama mi przerwała
-Nie, Demi. Ja... Słyszałam twój wywiad w radiu.
-powiedziała, spuszczając głowę.
A więc nie chodzi jej o to?! Nic nie rozumiem!
-Wiesz... Jest mi smutno, że się mnie nie posłuchałaś. Prosiłam cię, żebyś nie jechała na ten festyn, żebyś zrezygnowała z tej kariery. Ale... kiedy usłyszałam, jak mówisz o tym, co czujesz, kiedy śpiewasz...
-mama poprawiła sobie grzywkę i z uśmiechem się na mnie spojrzała, natomiast ja siedziałam jak z kamienia.
- I o tym, jaką radość ci to daje... Postanowiłam, że pozwolę ci śpiewać. Bo widzę, że to kochasz. Nie mogę zabronić ci korzystania z czegoś, co jest twoim życiem.
-skończyła z uśmiechem.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja twarz skamieniała, a łzy szczęścia same poleciały po policzkach.
-DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ!! KOCHAM CIĘ MAMO!
-zaczęłam krzyczeć w niebogłosy i ściskać mamę z całych sił. O mało nie wylałam na nią jogurtu, ale nie to się teraz liczyło. Teraz ważna była tylko moja muzyczna kariera. TYLKO ona.
-Nie dziękuj, tylko idź się pochwal Selenie!
-mama była wyraźnie szczęśliwa moim szczęściem, bo w jej oczach też zauważyłam łzy.
-Dobra!!!
-zerwałam się z kanapy, w przeciągu sekundy się ubrałam i wybiegłam na dwór.
Zadzwoniłam do Sel i umówiłam się z nią w miejskim parku. Miałam tam może 10 minut drogi, a więc niedaleko.
Kiedy tylko tam dotarłam, zauważyłam Selenę. Podbiegłam do niej z prędkością szybszą niż wszyscy sportowcy razem wzięci i rzuciłam się jej w ramiona.
-SELENA!!! MAMA SIĘ ZGODZIŁA, ROZUMIESZ?! MOGĘ ŚPIEWAĆ!!!
-zaczęłam się drzeć jak jakaś wariatka.
-Naprawdę?! Nie wiesz jak się cieszę, Demi!!!
-Sel ścisnęła mnie w swoich objęciach.
-Tak tak tak!! Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi!
-nie wiedziałam co robić ze szczęścia, jednak musiałam uwolnić się z uścisku, bo Sel mnie już podduszała.
-A wiesz, że ja też?!? SKOŃCZYŁAM NAGRYWAĆ 5 ODCINEK!
-krzyknęła
-SERIO?!??! BOŻE JESTEM Z CIEBIE TAAAAKA DUMNA!
-krzyczałam tak głośno, że prawie zdarłam sobie gardło, ale to było nieważne.
Usiadłyśmy na ławce i z zafascynowaniem opowiadałyśmy sobie o tym, jak nam idzie. Dowiedziałam się, że Selenie świetnie idzie na planie i że aktorstwo to coś, co chciałaby robić już zawsze. Spędziłyśmy razem dobrą godzinę, jednak zaczęło robić się ciemno i musiałyśmy się pożegnać.
Wróciłam do domu rozpromieniona. Moja mama też była bardzo szczęśliwa. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Z tych emocji nie mogłam zasnąć. Tyle się dzisiaj działo!!!
Kolejny świetny rozdział ♥
OdpowiedzUsuń