poniedziałek, 11 lutego 2013

18

-Demi? Demi! Słyszysz mnie? Otwórz przynajmniej oczy... albo daj jakiś znak... Proszę... ja tu odchodzę od zmysłów... Kochanie?
Znajomy, ukochany głos... Joe? Otworzyłam oczy. Wszystko jest takie strasznie zamglone... Głowa mi pęka i czuję, jak żołądek mi się skręca. Leżę na jakimś łóżku. Dlaczego naokoło jest tak jakoś... dziwnie? Nie znam tego miejsca. Słyszę głosy ze wszystkich zakątków tego pokoju. Strasznie piecze mnie lewa ręka. To wszystko, co na ten moment wiem.
-Otworzyła oczy! Proszę pani! Niall, Nick, Harry, Ashley! Chodźcie szybko!
Ludzie... otworzyłam tylko oczy, bez przesady... Chwila. Dlaczego wszyscy stanęli naokoło mnie i coś do mnie mówią? Widzę tu mamę, Joe, cały mój zespół i jakąś blondynkę... Ach, to Ashley. O, przyszedł ktoś jeszcze. Jakaś babka w białym fartuchu. Ej, kobieto, powaliło cię? Dlaczego świecisz mi po oczach? No świetnie, teraz nie widzę prawie nic. Dzięki.
-Demi, słyszysz mnie?
-spytała ta ochydna baba w białym fartuchu, która świeciła mi po oczach. Słyszałam ją i widziałam już wyraźniej, ale nie miałam siły odpowiedzieć. Wykrztusiłam tylko krótkie ,,Yyyyyh" przez które wszyscy naokoło zaczęli wariować. Dostałam porządnego całusa od Joe i sto takich od mamy oraz uściski od Nialla, Nicka i Hazzy i Ash. Z pomocą-jak się okazało-pielęgniarki usiadłam na łóżku. Teraz rozumiem. Jestem w szpitalu. No ok, ale czemu?! Zebrałam siły i obejrzałam wszystko naokoło. Dopiero wtedy z lekkim niedowierzaniem spytałam:
-Co ja tu robię? Dlaczego tak strasznie boli mnie głowa i lewy nadgarstek?
-spojrzałam się na Joe lekko przymrużając oczy. Na moje pytanie odpowiedział jednak Niall.
-Kobieto, nigdy więcej tego nie rób, okej? Boże... Nagrywaliśmy w studio, a kiedy skończyliśmy, poszliśmy na aulę posłuchać występu Cyrus, jednak była wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona... Więc zmusiliśmy cię, żebyś ją zastąpiła. Po milionach próśb udało się i weszłaś na scenę i zaczęłaś śpiewać, co bardzo zezłościło Miley. Weszła na scenę i zepchnęła cię z niej. Spadłaś na podłogę z wysokiego podestu i uderzyłaś się prosto w głowę. Nic ci się nie stało, szybko wstałaś i uciekłaś z płaczem do toalety a my za tobą. Siedziałaś tam z 15 minut, które szczerze powiedziawszy były najdłuższym kwadransem w moim życiu. Krzyczeliśmy, żebyś wyszła, przecież nic się nie stało, ale nie słuchałaś. Po 15 minutach weszliśmy do ciebie i nie wiem, jak, wyważyliśmy drzwi od kabiny i... byłaś tam... leżałaś na podłodze cała zakrwawiona...
Niall nie wytrzymał i popłakał się. Zrobiło mi się okropnie głupio, że przeze mnie znowu się martwi...
-...a w prawej ręce miałaś również zakrwawioną żyletkę. Brakowało ci milimetra, dosłownie, milimetra, żebyś przecięła sobie żyłę. Wziąłem cię na ręce, a Niall zadzwonił po abmulans. Dalej wiem tylko, że Ashley zawiadomiła twoją mamę. Straciłem zmysły, naprawdę... nie pamiętam, co stało się dalej.
-dokończył za Nialla Joe, patrząc mi się prosto w oczy.
-Zadzwoniłam też po Selenę, zaraz tu będzie.
-dodała zapłakana mama.
-No... ale... co ja zrobiłam?
-nie komunikowałam. Czułam się jak po narkotykach, lub na kacu.
-Pocięłaś się i zemdlałaś. Wiesz jak mało brakowało, a byłabyś już w kostnicy?!
-wykrzyknął Joe, który wyraźnie się wkurzył. Na mnie.
-Ej, ej bez przesady!
-powiedział Niall i odepchnął Joe od mojego łóżka. Mało brakowało, a znowu by się pobili. Tym razem zrozumiałam.
-Dobra... powiem wam wszystko.
-zaczęłam łapiąc się za ciągle bolącą głowę. Na te słowa wszyscy przybliżyli się jeszcze bardziej. Nick, Harry, Ashley, mama, Niall i Joe stali naokoło mnie i patrzeli jak w jakiś święty obrazek. Lekko się speszyłam, ale wzięłam oddech i zaczęłam:
-Tak, tnę się. Nie... nie wiem czemu, no... to mi pomaga.
Mama rozpłakała się jeszcze bardziej. Na widok jej roztrzęsionych dłoni, zakrywających zapłakane oczy przeraziłam się, ale chciałam po prostu to wszystko z siebie wykrztusić, więc zacisnęłam dłonie i mówiłam dalej.
-Miley... ona mnie prześladuje już od dawna. Nienawidzi mnie, nie mając ku temu żadnych powodów. Kilka razy samookaleczałam się właśnie przez nią.
-Boże, Demi, dlaczego nic mi nie powiedziałaś?!
-zapłakanym głosem wykrzyknęła mama.
-CHCIAŁAM! Żebyś mnie jeszcze z ojcem słuchała, na pewno byście do tego nie doprowadzili! Widzisz, do czego doszło przez wasze kłótnie? Kompletnie nic o mnie nie wiedzieliście! Teraz nawet nie wiemy, czy ojciec w ogóle żyje!
-zaczęłam krzyczeć na mamę. Nie chciałam tego, ale to było silniejsze ode mnie. Czułam, że po prostu muszę wszystko z siebie wyrzucić, bo inaczej albo znowu się potnę, albo oszaleję i trafię do wariatkowa. Harry złapał mnie za ramię, starając się mnie uspokoić, natomiast Nick, Ashley i Joe wyszli z moją mamą za drzwi mojego pokoju.
-Demi, tylko pogarszasz sytuację...
-powiedział Harry spokojnym tonem
-Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? Idiotka!
-zaczął krzyczeć Niall.
-Dobra, wiecie co, mam dość. Mam tego wszystkiego SERDECZNIE dość.
-Wykrzyknął Hazza i pewnym krokiem wyszedł. Zostałam ja i Niall.
-Może mi odpowiesz?
-Odwal się ode mnie, dobrze?! Sam dobrze wiesz, że to nie takie proste.
-Tak, ale JA nigdy nie doprowadziłem się do takiego stanu! Nikt nie zna mojego sekretu... po za tobą i moimi... ugh. A TWÓJ sekret zna już cała szkoła!
-CO?!
-przeraziłam się.
-Tak, gdybyś nie wiedziała, Cyrus strzeliła ci kilka fotek i wrzuciła je na fejsa. Zgłosiłem to już, ale zdjęcia dalej tam są. I wiesz co? Twoja matka powiedziała, że już nigdy więcej nie puści cię do wytwórni. Będziesz uczyć się w domu i będziesz pod stałą opieką psychologa. Rozumiesz!? Przez to wszystko musisz zaprzepaścić swoją karierę!
-Proszę, powiedz, że kłamiesz...
-zrobiło mi się zimno i łzy naleciały mi do oczu. Właśnie teraz, kiedy zaczynam coś osiągać?! Jestem skończoną debilką...
-Nie. Nie żartuję. Rozmawiałem z twoją mamą. Powiedziała, że innej opcji nie ma.
-Niall... ale ja nie przeżyję bez muzyki... Ja... Ja zwariuję... Przekonaj ją, proszę!
-Bierzesz mnie za jakiegoś ułoma? Myślisz, że nie próbowałem? Musimy się pożegnać, Demi. Przykro mi.
-Niall spuścił głowę, założył kurtkę i chciał wyjść, ale mu nie pozwoliłam.
-NIE, Niall, NIE WYCHODŹ!
-krzyknęłam stanowczo, zatrzymując go. To było jedyne, co mogłam. Leżałam przecież podłączona do kroplówki i kilku innych urządzeń.
-Czemu? Chcesz, żebym jeszcze bardziej cierpiał, widząc ciebie? Myślisz, że tak, o, zapomnę o tobie? O nas? Mylisz się.
-Blondyn odwrócił się do mnie i mówił, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie zapomnę o tobie.
-Mówisz, jakbyśmy się widzieli ostatni raz. Zupełnie, jakbym miała za kilka dni umrzeć, albo coś w tym stylu, Niall...
-nie wytrzymałam... Rozpłakałam się.
-A jak mam mówić? Znowu muszę uciekać. Znowu muszę się bać. Wiesz, jakie to uczucie, Demi?! Nie masz pojęcia! Czuję się cholernie samotny, zupełnie jak bezdomny. Niechciany. Opuszczony. Jak głodny, skopany pies! Przy tobie mogłem spełnić swoje marzenia, Demi. Nasze marzenia. Kiedy dostałem telefon od Ashley, że znalazła dla mnie pracę, i to tutaj, byłem wniebowzięty. Mogłem w końcu coś osiągnąć. Tylko przy tobie tak się czuję. Doceniony przez kogoś. A teraz? Teraz już nigdy się nie zobaczymy. Wrócę do Londynu, do swojego starego życia, i jeśli dalej tak będzie, skończę na ulicy. A wtedy się zabiję. Bo stracę sens życia.
-Nie mów tak! Proszę... ja... zrobię wszystko! WSZYSTKO, żeby z powrotem być w wytwórni. Przyrzekam. Powiedz Ashley, żeby się nie poddawała. Wrócę. Na pewno.
-dalej krzyczałam przez łzy. Niall podszedł do mnie i usiadł obok mnie na łóżku.
-A co, jeśli ci się nie uda, hm? Ile mamy czekać?
-Uda mi się. Postaram się o to. Dla ciebie, siebie, Ashley, Nick'a, Harry'ego, Joe... Dla Was. I dla swoich marzeń. Uwierz we mnie. Dajcie mi tydzień. Uporządkuje wszystko i wyrwę się.
-Jesteś niesamowita.
-Co? Przecież przed chwilą na mnie krzyczałeś...
-Bo bałem się... Że znowu zostanę sam. Jak palec. Przed poznaniem ciebie, byłem tak blisko załamania się... dosłownie na krawędzi życia. Zmieniłaś moje życie. Jesteś jego sensem.
-Ej, ja mam chłopaka.
-uśmiechnęłam się i wtuliłam w ramiona Nialla.
-Nie mówię tego, bo chcę cię poderwać...
-po chwili oderwał się z mojego uścisku i rękawem swetra wytarł łzy na moim policzku
-Chociaż, nie udawajmy, czuję coś do ciebie. Jesteś po prostu inspiracją dla mnie. Dzięki tobie nie poddaję się. Razem możemy wiele.
-uśmiechnął się do mnie i wstał.
-Serio muszę iść. Przekażę Ash, że przyjdziesz do wytwórni. Cześć.
-Niall dał mi buziaka w policzek i wyszedł. Nie wiedziałam, co czuć. Wow... jestem czyjąć inspiracją? Rany...
-Demi!
-ktoś wparował do mojego pokoju tak szybko, że nie mrugnęłam, a już mnie obejmował. Poznaję ten słodki zapach perfum truskawkowych i czarne, długie włosy.
-Selena?!
-Boże... dlaczego?! Dlaczego ty mi to robisz?
-zaczęła na mnie krzyczeć ze łzami w oczach. Opowiedziałam jej wszystko. Dosłownie wszystko. Znowu byłam z nią całkowicie szczera, była jedyną osobą, której całkowicie ufałam, a to dziwne, bo przecież tydzień temu byłyśmy wrogami... No, mniejsza o to. Harry, Niall, Ashley i Nick poszli. Potem poszła Selena oraz Joe. Zostałam z mamą. Była gdzieś 21:00. Mama bez słowa krążyła po moim pokoju i rozkładała moje rzeczy. W szpitalu miałam zostać do jutra przed południem. Nie wiedziałam, co zrobić, w palcach przewracałam kostkę do gry na gitarze i patrzałam się na mamę. Była zdenerwowana, wyraźnie zmartwiona. Nie dziwię jej się, strasznie ją zraniłam. Ale musiałam.
-Mamo, porozmawiamy?
-spytałam niepewnie po chwili. Na te słowa mama drgnęła, na chwilę się zatrzymała, podeszła do mnie z grobową miną i usiadła na moim łóżku patrząc mi się prosto w oczy.
-Możemy.
-Ja... nie chciałam cię dłużej okłamywać. Musiałam powiedzieć to wszystko...
-Dziecko. Mi nie chodzi o to. Rozumiem cię w stu procentach. Ta sytuacja przerastała również mnie. Rzecz w tym, że ja już nie piję, a przynajmniej nie tyle, ile wcześniej. A tobie potrzebna jest pomoc. Pewnie już wiesz, że jutro idę wypisać cię ze szkoły i zaczniemy domowe nauczanie. Pójdziemy też pożegnać się z wytwórnią.
-NIE! Nie pozwalam ci!
-zaczęłam krzyczeć, przerywając pewny głos mamy.
-Nie masz tu nic do mówienia, Demetrio! Nie widzisz, że to wszystko pogorszyło się, od kiedy poszłaś do tej wytwórni?
-Co? Ty chyba sobie żartujesz! To wszystko było w jeszcze gorszym stanie, zanim zaczęłam śpiewać, mamo! Tak mam przynajmniej oderwanie od tej całej patologii w domu.
-Jakiej do cholery patologii? Wiesz, że staram się dla nas jak najlepiej.
-Tak?! To dlaczego nie wywaliłaś ojca wcześniej?!
-zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i z jeszcze większą agresją. Zapadła chwila ciszy, a mama spuściła wzrok.
-O tym chciałam z tobą porozmawiać. Kiedy byłaś wczoraj w wytwórni, wracałam z pracy. Spotkałam ojca.
-Serce zaczęło mi bić strasznie szybko. Znowu on?
-Zaczął układać sobie życie. Znalazł jakąś kobietę z 3-letnim synem. Bogatą. Rozwódka. I... Chce rozwodu. Z resztą ja też.
-I dobrze! W końcu da nam spokój!
-wykrzyknęłam.
-Dokładnie. Ja... to nie dziwne, Demi? W przeciągu zaledwie tygodnia tyle... aż tyle się zmieniło... Twój ojciec, wytwórnia, Selena, Joe...
-Ale przyznaj... to wszystko idzie ku lepszemu, nie?
-Jakoś mi się nie wydaje...
-odparła mama, łapiąc mnie za lewą rękę. Zapadła cisza. Nie miałam siły dalej przekonywać mamy, aby nie wypisywała mnie z wytwórni. Wiedziałam jednak, że nie poddam się tak łatwo. Będę walczyć o swoje marzenia, nawet, jeśli miałabym to przypłacić zdrowiem.

2 komentarze:

  1. Super blog , jeden z najlepszych , jakie czytałam ! Pisz dalej , czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Twoje opowiadania ♥

    OdpowiedzUsuń