niedziela, 30 grudnia 2012

11 i 12

11.
Weszłam do domu i rzucając torbę, padłam na kanapę w salonie. Jeden dzień, a tyle wrażeń! Coś czuję, że moje życie gwałtownie się zmieni, i to w jeden tydzień. Jutro piątek, idę do szkoły na pięć godzin i od razu idę do wytwórni. Będę godzinę albo nawet dwie przed czasem, ale chciałabym pobyć tam trochę dłużej. Może nawet uda mi się jutro nagrać moją pierwszą piosenkę! Nie, to niemożliwe... Ale marzyć dobra rzecz. Zaburczało mi w brzuchu. Chcę, czy nie chcę, ale jednak muszę coś zjeść. Wstałam i otworzyłam lodówkę. Patrzałam z osobna na każdy produkt w niej, licząc kalorie. Wyszło na to, że zrobiłam sobie kukurydziane płatki na zimnym mleku. Może i tuczy, ale starczy mi do jutrzejszej kolacji. A przynajmniej powinno wystarczyć. Usiadłam z powrotem na kanapie, przeżuwając powoli płatki. Wtedy usłyszałam, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach. Chwilkę potem do domu weszła rozpromieniona mama.
-Hej, Demiś, już w domu? Jak było w szkole?
-spytała się, zdejmując płaszcz.
-Um... Dobrze.
-odpowiedziałam patrząc się na czarny ekran telewizora. Dalej pamiętałam dzisiejszy poranek i w ogóle nie miałam zamiaru go tak szybko zapomnieć. Mama podeszła, cmoknęła mnie w policzek i usiadła obok mnie, wyjmując coś z torebki.
-Chcesz wiedzieć, co tu mam?
-spytała mnie z szerokim uśmiechem. Dalej żując płatki, patrzałam się na nią. Pokiwałam głową, bo tak czy siak, bardzo interesowało mnie, co znajduje się w środku. Już taka jestem. Mama wyjęła portfel, a z niego duży plik pieniędzy. Przeraziłam się.
-Skąd ty to masz?!
-wykrzyczałam wystraszona, odkładając miskę z płatkami na stolik pod ręką. Bałam się, że mama znowu coś sprzedała, albo wymyśliła coś innego równie debilnego.
-Zainwestowałam.
-puściła mi oko
-W pracy zarobiłam dosyć sporo. Wykorzystałam tą okazję i poszłam do kasyna, zagrałam z kilkoma osobami i... wygrałam! Zgadnij ile teraz trzymam w ręce!
-Byłaś w kasynie?!
-wykrzyczałam jeszcze głośniej
-Czy ty w ogóle pomyślałaś, co mogłoby się stać, jeśli przegrałabyś wszystko?!
-Ale nie przegrałam! To był jeden, jedyny raz, bo czułam, że dzisiaj wyjątkowo mam szczęście. Możemy wybrać się na duuuże zakupy! To jak? Może jutro?
-Nie. Jutro zaraz po szkole idę do wytwórni.
-wzięłam miskę z płatkami z powrotem.
-Ah...W takim razie pójdziemy w sobotę. Tym lepiej, bo jutro idę do pracy.
-Ta...
-nie interesowało mnie za bardzo co mówi mama. Po zjedzeniu płatków, wzięłam torbę i poszłam do swojego pokoju, żegnając się słowem ,,Dobranoc". Weszłam do pokoju, szybko odrobiłam lekcje i spakowałam się do szkoły. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, rozczesałam włosy i wręcz nabuzowana emocjami dzisiejszego dnia poszłam spać.
12
Szybka pobudka. Szybka poranna toaleta. Szybkie założenie na siebie białej bluzki z krótkim rękawem a na to czarnej bluzy i czarnych rurek. Szybkie wyjście z domu i szybkie dotarcie do szkoły. Dosłownie wszystko dzisiaj robiłam szybko, bo miałam mnóstwo rzeczy do zrobienia. Musiałam powiedzieć o wczoraj Selenie. Obiecałam też Joe, że będziemy spotykać się na każdej przerwie. Musiałam na przerwie nauczyć się na dwie prace klasowe i musiałam przypomnieć sobie teksty moich piosenek, aby mieć czym dzisiaj zaskoczyć ludzi w wytwórni. Udało mi się, wyrobiłam się. Selena wie o wszystkim, spotkałam się z Joe na każdej przerwie, a klasówki poszły mi w miarę dobrze. Po szkole znowu musiałam się pospieszyć, bo chciałam jak najszybciej zjawić się w wytwórni. Szłam szybkim krokiem po drodze przypominając sobie teksty moich piosenek. Byłam już w połowie drogi, kiedy zaczepił mnie Justin.
-Hej Demi, gdzie tak pędzisz?
-spytał się, dorównując mi kroku.
-Prawie wpadłaś pod samochód na ulicy!
-Serio? Ugh, po prostu strasznie mi się spieszy do wytwórni.
-Ja też tam idę. Mam dzisiaj zacząć nagrywać pierwszy album.
-Oh, farciarzu! Ja nawet nie wiem, co będę tam robić. Mam dzisiaj poznać mój zespół muzyczny, mam nadzieję, że trafię na w miarę normalnych ludzi.
-odpowiedziałam chichocząc.
-Ja mam wspaniały zespół. Świetnie się dogadujemy, ale dopiero dzisiaj tak naprawdę zaczynamy pracę. Co tu trzymasz?
-spytał, spoglądając na moje kartki z tekstami piosenek.
-Moje piosenki. To znaczy, teksty moich piosenek. Mam zamiar zaprezentować je dzisiaj mojemu nowemu zespołowi, i mam nadzieję, że im się spodobają...
-Mogę je zobaczyć?
-Um... no ok. Ale się nie śmiej!>-odparłam, z niechęcią dając Justinowi kartki. Ten uważnie zaczął czytać słowo po słowie, linijkę po linijce, kartkę po kartce... Aż w końcu oddając mi teksty, powiedział:
-Jesteś niesamowita. Te piosenki są takie... prosto z serca. Takie... prawdziwe! W tych czasach trudno o taką niekomercyjną piosenkę.
Zarumieniłam się. Potrzebowałam właśnie takich słów. Podniosły mnie na duchu i naprawdę dowartościowały mnie.
-A ty? Masz przy sobie jakieś utwory?
-Mam w studio. Potem ci pokażę, albo zaśpiewam jak będziemy już w wytwórni. Okej?
-Jasne, jasne.
-odparłam z uśmiechem. Szliśmy razem, rozmawiając o muzyce, o przyszłości w karierze muzycznej, o Joe i o Selenie, aż trafiliśmy pod drzwi wytwórni. Justin otworzył przede mną drzwi i weszliśmy do środka. Usiedliśmy na pobliskiej kanapie, w zakątku, gdzie nikogo nie było i zgodnie z obietnicą mieliśmy zamiar zaśpiewać sobie nawzajem nasze piosenki.
-Ty pierwszy!
-powiedziałam, śmiejąc się. Nie chciałam zaczynać, bo zżerał mnie stres.
-No dobra, dobra! A więc, panie i panowie, oto mój nowy utwór o tytule Boyfriend!
-Brzmi świetnie, a teraz śpiewaj!
-znowu się zaśmiałam. Justin zaczął śpiewać. Muszę przyznać, że jest naprawdę dobry w tym, co robi i ma talent. To tylko sprawiło, że mój stres stawał się większy i większy z każdą nutą.
-Wooow...Tyle mogę powiedzieć...Jesteś genialny!
-powiedziałam zachwycona, kiedy Jus skończył.
-Haha, genialny to jest Michael Jackson, ale na pewno nie ja. Ale dzięki.
-powiedział Justin śmiejąc się.
-A teraz ty.
-Trochę się wstydzę, ale okej...
-powiedziałam i zaczęłam śpiewać piosenkę ,,Remember December'' którą dedykowałam Joe, kiedy jeszcze byłam jego bliską przyjaciółką. I feel a seperation coming on.. W trakcie śpiewania starałam się wszystko zrobić perfekcyjnie, bo jestem perfekcjonistką, szczególnie, jeśli chodzi o muzykę.
-Demi, muszę ci coś ważnego powiedzieć.
-odparł Justin, kiedy skończyłam śpiewać.
-Okej... Słucham.
-odpowiedziałam zdziwiona.
-Jesteś skazana na sławę, miliony fanów, miliardy dolarów i setki albumów.
-Hahaha, zabawny jesteś!
-zaczęłam się śmiać.
-Ale ja mówię serio! Jesteś mega utalentowana, masz głos na miarę Christiny Aguilery! Naprawdę!
-Żartujesz, oj Justin...
-Demi? Już jesteś?
-przerwała mi zaskoczona Ashley.
-Tak, postanowiłam przyjść trochę szybciej, zapoznać się z zespołem.
-To świetnie! Widzę, że już znasz Justina?
-Chodzimy do jednej szkoły i kumplujemy się.
-powiedział Justin uśmiechając się.
-Super, to teraz masz kolejnego kumpla w wytwórni! Justin, porywam ci Demi, idę pokazać jej nowych kolegów z zespołu.
-powiedziała Ashley łapiąc mnie za ramię.
-Haha, okej! Pa, Demi!
-Pa, Jus!
-pomachałam mu na pożegnanie i poszłam za Ash. Szłyśmy długimi korytarzami po drodze rozmawiając o muzyce i o mojej przyszłości jako piosenkarka. Ashley zaplanowała już dla mnie pierwszy występ, na festynie z okazji wakacji za niecały miesiąc, 20. czerwca. Trochę się przeraziłam, występ przed tak dużą publiką to dla mnie coś wielkiego i nowego, ale Ash powiedziała mi, że to dobra przepustka do wielkiej kariery, ponieważ festyn ten jest organizowany od lat i pojawiają się na nim największe gwiazdy muzyki. Cóż się dziwić, skoro organizowany jest w samym centrum Nowego Jorku? Naszą rozmowę przerwały drzwi prowadzące do hali, jak się potem okazało-tej samej, w której byłam przedwczoraj. Na końcu hali stało trzech młodych chłopaków, mieli może od 16 do 18 lat. Ashley zaciągnęła mnie do nich i przedstawiła nas sobie.
-Demi, oto twój nowy zespół! Niall Horan, gitarzysta
-wskazała w porównaniu do innych niskiego blondyna-
Harry Styles, pianista
-wysoki brunet z kręconymi włosami-
i Nick Jonas, perkusista.
-Nick? Hej!
-powiedziałam uśmiechając się i przytulając Nick'a
-Nie wiedziałam, że uczysz się gry na perkusji, Joe nic mi nie mówił!
-No widzisz jak mało o mnie wiesz. Od dzisiaj będziemy pracować razem codziennie, zobaczysz, będziesz miała mnie dość.
-powiedział Nick śmiejąc się i puszczając mi oko. Teraz postanowiłam przywitać się z Niallem i Harrym.
-Hej, jestem Demi. Wygląda na to, że będziemy zespołem!
-powiedziałam, szeroko się do nich uśmiechając. Harry chciał podać mi rękę, ale Niall wepchnął się przed niego i pierwszy się ze mną przywitał.
-Bardzo się z tego cieszę. Mieszkasz tutaj?
-Tak, mam blisko stąd do domu. A ty?
-Nie, ja przyjechałem tu z Anglii.
-Ekhm, MY przyjechaliśmy tu z Anglii
-wepchnął się Harry i podał mi rękę.
-No tak, przyjechaliśmy tu z Anglii. Mieszkamy tu z naszymi rodzicami, którzy też znaleźli tu niezłe prace.
-Ty i Nick już się znacie?
-spytał Harry.
-Tak, Nick to mój kumpel od lat i brat mojego... chłopaka, Joe.
-uśmiechnęłam się. Ale to fajnie brzmi: ,,Mojego chłopaka, Joe''!
-Dobra, dzieciaki, chodźmy do studio. Jest wolne na dwie godziny, więc mamy trochę czasu. Demi, może zaśpiewasz coś swoim kumplom, jak już będziemy w studio?
-zapytała Ashley, prowadząc nas do pobliskiego studio nagraniowego.
-Czemu nie!
-odpowiedziałam uśmiechając się. Szliśmy i rozmawialiśmy o muzyce, przy okazji poznając się coraz lepiej. Wtedy dotarliśmy do studio. Usiadłam na pobliskim krześle, a Ash i chłopacy na przeciwko mnie. Jak obiecałam, zaczęłam śpiewać piosenkę Remember December. Trochę się wstydziłam i miałam lekką tremę, bo chciałam wypaść przed nimi jak najlepiej, i chyba mi się udało!
-Widzę, że nasza współpraca będzie bardzo miła.
-powiedział blondas z uśmechem, patrząc mi się w oczy.
-Masz świetny głos, Demi. I mam już kilka pomysłów, jak go wykorzystać!
-zaśmiał się Harry.
-Cóż, moje zdanie już znasz. Od zawsze uważałem, że jesteś świetna, a ten występ tylko utwierdził mnie w moim zdaniu.
-dodał Nick.
-Dziękuję!
-powiedziałam, szeroko się uśmiechając
-A piosenka? Co o niej sądzicie?
-Jest niesamowita. Czekaj, zaraz spróbuję to zagrać.
-Niall wstał i poszedł gitarę, która leżała przy drzwiach wyjściowych studia. Wrócił i zaczął ją stroić
-wybacz, ale w podróży trochę się rozstroiła.
-powiedział patrząc się na mnie. Jego ręce trzęsły się, nie mam pojęcia czemu. Ale udało mu się nastroić jego instrument muzyczny i poprosił mnie, żebym zaczęła śpiewać ponownie. Zrobiłam to, a on zagrał mi na gitarze. Nie wiem, jak to zrobił, bo granie ze słuchu jest cholernie trudne, ale najwyraźniej tkwił w nim ogromny talent. Muszę przyznać, że razem tworzyliśmy dobry duet! Kiedy skończyliśmy, Niall wykonał jeszcze krótką solówkę a wszyscy naokoło-to znaczy, Harry, Nick i Ashley-zaczęli klaskać na stojąco.
-To było genialne! Powinniście stworzyć kiedyś duet. Nazywalibyście się Nemi!
-zaśmiała się Ashley-
Co wy na to, żeby dzisiaj zacząć pracę?
-Słucham?
-spytałam się z niedowierzaniem. Myśl, że mogę zacząć nagrywać płytę już dzisiaj sprawiała, że skakałam z radości w myślach.
-No co? W naszej wytwórni praca zaczyna się od pierwszego dnia, dlatego też jesteśmy wytwórnią, która wydaje najwięcej płyt rocznie ze wszystkich, i to w jak najlepszej jakości.
-To znaczy, że mogę zacząć nagrywać już dzisiaj?!
-wykrzyknęłam.
-Tak, dokładnie. Nie widzę żadnych przeszkód, skoro tak dobrze się dogadujecie! To jak Demi? Siadaj za mikrofon, a ty Niall pokaż chłopakom, jak zagrać tą piosenkę.
Posłusznie weszłam za kolejne drzwi i usiadłam na krześle przed mikrofonem. Od chłopaków i Ashley dzieliła mnie tylko gruba szyba. Nie słyszałam kompletnie nic, a oni nie słyszeli mnie. Patrzałam, jak Niall spisuje nuty i pokazuje je chłopakom. Ten blondyn to dziwna osoba. Wydaje mi się taki smutny, zamknięty w sobie, niepewny każdego swojego ruchu i zakompleksiony. Zupełnie jak ja. Niby znam Nialla i Harryego dopiero pierwszy dzień, ale czuję się jakbyśmy znali się całe życie. Są dla mnie tacy mili i wyglądają na świetnych kumpli, o Nicku nie mówiąc, bo go rzeczywiście znam całe życie.

Kolejni bohaterowie

Nadrabiam zaległości. :) Dodaję krótki opis bohaterów, którzy będą mieli znaczenie w kolejnych rozdziałach oraz kolejne dwa rozdziały (w kolejnej notce; bo sam rozdział 11. jest trochę krótki xd)
KOLEJNI BOHATEROWIE
NIALL HORAN
Wiek: 16 lat Zainteresowania: Muzyka, gitara akustyczna, elektryczna Rodzina: Jedynak, mieszka z matką, rodzice po rozwodzie W związku z: Nikim.
HARRY STYLES
Wiek: 16 lat Zainteresowania: Muzyka, gra na pianinie Rodzina: Jedynak, mieszka z obojgiem rodziców W związku z: (aktualnie ;)) Nikim.
NICK JONAS
Wiek: 17 lat Zainteresowania: Muzyka, gra na perkusji Rodzina: Trzej bracia, mieszka z obojgiem rodziców W związku z: Nikim od miesiąca.
ASHLEY WILLIAMS
Wiek: 30 lat Zainteresowania: Przemysł muzyczny, muzyka Rodzina: Mieszka sama w LA, rozwódka, ma jedną, starszą siostrę W związku z: Aktualnie nikim.

sobota, 29 grudnia 2012

10

Nie rozumiem, dlaczego Selena się wtedy rozpłakała. Nie chciała mi powiedzieć. Cały ten dzień była jakaś szczęśliwa, ale w jej oczach widziałam łzy. Nie rozumiem, naprawdę. Zadzwonił ostatni dzwonek. Pożegnałam się z Seleną i w podskokach zjawiłam się przy drzwiach wyjściowych szkoły, gdzie miałam spotkać się z Joe. Nie czekałam długo, bo ten, żegnając się ze swoimi kumplami, zaraz do mnie podszedł.
-Hej, Demi!
-No siema. Idziemy?
-Jasne.
Wyszliśmy razem ze szkoły kierując się w stronę naszego starego domku na drzewie. Miałam motylki w brzuchu!
-Co słychać?
-nagle spytał Joe.
-Um... wszystko świetnie.
-odpowiedziałam, chociaż było zupełnie na odwrót.
-A u ciebie?
-Też ok. Tylko trochę... dziwnie. Wiesz, zerwałem z Miley...
-Przykro mi...
-Nie, wszystko jest okej...
-Co było powodem waszego zerwania? Jeśli można wiedzieć...
-Nie wiem, jak to ująć... Ty.
A jednak! To wszystko moja wina! Chciałam schować głowę w piasek i już jej nie wyciągać!
-Przepraszam, jeśli coś zrobiłam, ale...
-Nie, nie, Demi. Chodzi o Miley i Ciebie
-powiedział przerywając mi-
Widziałem te wszystkie wpisy na fejsie. Zrozumiałem, że nie warto jest być z kimś, kto rani innych, a szczególnie moich przyjaciół... Żałuję, że byłem taki głupi, że w ogóle się do niej przyznawałem...
-powiedział, chowając dłonie w kieszenie ze spuszczoną głową. Boże! On jest taki słodki, kiedy idzie taki zamyślony, a grzywka spada mu na czoło, zakrywając jego twarz... Szłam i patrzałam się na niego-kątem oka, żeby nie było!-i nawet nie skapnęłam się, że nazwał mnie przyjaciółką!
-Mam o niej takie samo zdanie, jak ty, Joe...Ale może zmieńmy temat? Nie warto o niej mówić. Może pomyślmy, co zrobimy w naszym domku na drzewie!
-Czemu nie!
-odpowiedział, rzucając mi ulotne spojrzenie i lekko się uśmiechając. Szliśmy rozmawiając o naszych wspomnieniach, marzeniach, o domku na drzewie... aż znaleźliśmy się na miejscu! Nasz stary domek wyglądał potwornie. Niestety, czas źle mu służy, a dom pani Wood, który niegdyś był piękną, zadbaną rezydencją, jest teraz zwykłą zaniedbaną ruderą, idealną dla dresów i meneli.
-Trochę boję się tam wejść
-powiedziałam z chichotem, stając pod starym dębem i patrząc się w górę na domek.
-Damy radę.
-odpowiedział Joe, puszczając mi oko i wdrapując się po ,drabinie' (z której z resztą został tylko jeden szczebelek)
-Mam ci pomóc?
-dokończył, będąc w połowie drogi i podając mi rękę. Bez wachania złapałam jego przedramię i razem wdrapaliśmy się do naszego domku. Było tam okropnie wilgotno ale zarazem ciepło. Trochę śmierdziało, ale dało się to znieść. W rogu leżało trochę przemokniętych kartek, jakieś lalki i samochodziki, stare płyty CD i inne bzdety.
-Rany, tyle wspomnień!
-powiedziałam, siadając na pobliskim 'krześle' i rzucając torbę na ziemię.
-patrz, Joe! Nasze stare liściki!
-krzyknęłam, sięgając po kartki w rogu. Joe podszedł do mnie i wziął jedną z nich, siadając z nią obok mnie i uważnie jej się przyglądając.
-Rzeczywiście! Patrz, to list do ciebie ode mnie, napisałem go w piątej klasie podstawówki...
-powiedział z zamyśleniem
-byłem wtedy w tobie po uszy zakochany... Wiem, to trochę dziwne, bo wtedy uważałem, że dziewczyny są ochydne...
-dokończył patrząc się na mnie z łagodnym uśmiechem
-Wszystkie, po za tobą.
Moje serce stanęło w miejscu. Joe. Się. We. Mnie. Kochał. Żadne słowa nie mogą opisać, jak wspaniale się wtedy czułam.
-,,Droga Demi...
-Joe zaczął cicho czytać list-
...wiem, że pewnie tego nie przeczytasz, bo za bardzo boję się tobie dać ten list. Pewnie mnie wyśmiejesz, bo jestem tylko twoim kumplem, ale naprawdę cię lubię, bardziej niż przyjaciółkę. Chciałbym się ciebie spytać, czy zostałabyś moją dziewczyną, ale za bardzo wstydzę się wyśmiania czy odrzucenia, bo mi na tobie zależy... Nie wiem, co będzie z nami za kilka lat, ale mam nadzieję, że dalej będziemy przyjaciółmi, i że odważę się tobie pokazać ten list i w końcu wyznać ci moje uczucia.''
-tu zakończył się list. Oboje siedzieliśmy w ciszy przez jakieś dziesięć sekund, wpatrzeni w jeden skrawek papieru. Postanowiłam ją przerwać.
-Dlaczego nie znalazłam tego listu wcześniej?
-spytałam
-Rzuciłem go tutaj, kiedy ostatni raz stąd wychodziliśmy. Pamiętasz, wtedy, kiedy się pokłóciliśmy. Myślałem, że to już koniec naszej przyjaźni, ale dalej coś do ciebie czułem.
-odpowiedział, patrząc mi się w oczy. Rzeczywiście. Na początku szóstej klasy ostro się pokłóciliśmy, ale już nie pamiętam, o co.
-Tęsknię za tym wszystkim...
-powiedziałam, a do moich oczu zaczęły spływać łzy. Zrobiło mi się przykro, że to wszystko zepsułam. Gdyby nie to, może bylibyśmy razem?
-Ej, Dems, płaczesz?
-Joe objął mnie ramieniem, sprawiając, że rozbeczałam się jak małe dziecko
-no... nie płacz... Bo mi się chce płakać! Demi! Ugh, co mam zrobić, żebyś nie płakała?
-zaniepokojony, ze wszystkich sił próbował mnie uspokoić, przytulając mnie do siebie. Postanowiłam wykorzystać okazję. Skulona w jego ramionach, spojrzałam mu się w oczy. Pociągnęłam nosem i powiedziałam:
-Pocałuj mnie.
-przez te dwa słowa, moje serce zaczęło bić szybciej i szybciej, a moje ręce nie dość że się pociły, to na dodatek trzęsły się jak szalone. Nie chciałam, żeby uznał mnie za wariatkę, ale już nie mogłam wytrzymać. Reakcja Joe mnie zaskoczyła... Trochę zszokowany, powoli schylił się nade mną i pocałował mnie w usta. JOE. MNIE. POCAŁOWAŁ. WOW. Wtuliłam się w jego ramiona jeszcze mocniej, a on mnie objął. Czułam się bezpiecznie, zupełnie, jakby na te kilka sekund zniknęły wszystkie moje problemy. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Siedziałam w objęciach mojego wymarzonego chłopaka, w naszym i tylko naszym domku na drzewie. Czego chcieć więcej?
-Demi...
-Hm?
-Nie, już nic...
-Joe wyraźnie się czegoś przestraszył, albo zawstydził.
-Mów!
-wykrzyknęłam z uśmiechem, patrząc mu się w oczy.
-Ja... kocham cię. Długo zwlekałem, żeby ci to powiedzieć, ale najzwyczajniej się bałem... I przepraszam, jeśli kiedykolwiek cię zraniłem, ale robiłem to, żeby ci zaimponować, żeby w jakiś sposób pokazać ci, że mi na tobie zależy. Bo... jesteś dla mnie tak okropnie ważna...
-Joe, ja też się w tobie kocham... Od dawna mi się podobałeś, a niedawno się w tobie zabujałam, i nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę!
-Ale... lepiej będzie, jeśli będziemy się ukrywać. Przynajmniej przez jakiś czas. Wiesz, nie chcę, żeby Miley i jej spółka znowu cię zaatakowały.
-Jasne, ale mogę o tym powiedzieć Selenie?
-Jeśli masz pewność, że nikomu tego nie wygada, to czemu nie. Ja powiem o tym Justinowi. Ufam mu. Niech zazdrości!
-powiedział ze śmiechem, przyjaźnie pstrykając mnie w nos.
-A teraz musimy zająć się naszym domkiem!
-powiedziałam, wstając. Tak też zrobiliśmy. Wzięliśmy się za robotę, sprzątaliśmy, wyrzucaliśmy niepotrzebne rzeczy, wspominaliśmy, odbudowywaliśmy wszystko na nowo. Obsypywaliśmy się mąką, znalezioną pod stertą magazynów, obrzucaliśmy się orzechami i kasztanami. Wszystko jak za starych lat! Kiedy zaczęło robić się ciemno, postanowiliśmy skończyć. Usiedliśmy obok siebie w ''drzwiach'', tak, że nogi zwisały nam w dół. Joe objął mnie, a ja wtuliłam się w jego cieplutkie ramiona i tak razem siedząc, patrzeliśmy się w księżyc.
-Udało się. Ogarnęliśmy wszystko.
-powiedziałam triumfalnie.
-A właśnie! Jak tam twoi bracia? Nick i Kevin?
-Dobrze... Ciągle się kłócimy, ja kto zawsze. Nie mogę się doczekać, żeby im powiedzieć, że mam dziewczynę. I to jaką!
-powiedział, dając mi całusa w policzek
-Muszę zobaczyć ich miny.
-Napisz mi potem, jak zareagowali!
-Nie ma sprawy. A jak u ciebie?
-Cóż... nie najlepiej. Mój tata upił się i pobił mamę i wyrzuciła go z domu.Do teraz nie wiem, gdzie jest, ale mało mnie to obchodzi. Bardziej żal jest mi mamy, która nie może wyjść z alkoholizmu, chociaż jest coraz lepiej. Dzisiaj poszła do nowej pracy...
Rozmawialiśmy tak chyba z godzinę, jak nie półtora. Opowiedzieliśmy sobie o wszystkim co zdarzyło się u nas od ostatniego spotkania w domku na drzewie. Teraz wiedzieliśmy o sobie wszytko. Joe dowiedział się nawet o wczorajszym wieczorze, kiedy to... samookaleczyłam się, ale Selena mnie na szczęście od tego powstrzymała. Powiedział, że mogę po niego dzwonić w każdej sekundzie, nawet w nocy. Opowiedziałam mu też o moim castingu do wytwórni, obiecałam mu też, że kiedyś go wezmę ze sobą. Jednak nadeszła godzina 19:00 i musiałam już iść do domu. Chciałam tam być przed mamą. Zeszliśmy na dół, przytuliliśmy się na pożegnanie i każde poszło w swoją stronę. Zdecydowanie najlepszy dzień ostatnich lat.

sobota, 22 grudnia 2012

09

-Demi, skarbie? Wstawaj, już szósta.
-Mama?
-wychrząknęłam przecierając oczy-
co ty tu robisz?
-Wstałam, i zrobiłam nam śniadanie, które teraz czeka w salonie. Zjesz ze mną?
Usiadłam na łóżku i patrzałam się na kołdrę. Od kiedy mamie niby tak zależy, żeby spędzać ze mną czas?
-To jak?
-niecierpliwie się dopytywała
-No, dobra... Już wstaję. Daj mi dziesięć minut na ogarnięcie się.
-odpowiedziałam bez emocji, chowając obandażowaną rękę pod kołdrę.
-Ok, czekam.
-mama wyszła z mojego pokoju zostawiając mnie samą. Wstałam, w mgnieniu oka wzięłam poranny prysznic, i zrobiłam sobie poranną toaletę. Zdjęłam bandaż z nadgarstka. Rana nie była aż taka duża, więc pomyślałam, że nikt nie zauważy, jeśli przykryję ją fluidem i zakryję jedną, dużą bransoletą. Szybko ubrałam przetarte na kolanach szare rurki i szeroką, rozciągniętą bluzkę z logiem Nirvany. Uczesałam włosy, z prędkością światła wrzuciłam wszystkie potrzebne na dziś książki i ciągnąc torbę po podłodze weszłam do kuchni.
-No w końcu!
-wykrzyknęła uśmiechnięta mama na mój widok. Na stole leżały pięknie wyglądające kapanki z sałatą, pomidorami, ogórkami i wędlinami. Usiadłam na krześle naprzeciw mamy i zaczęłam powoli bez słowa gryźć sałatę. Nie miałam zamiaru jeść nic więcej. Jeden lub dwa kawałki sałaty mi wystarczą, mimo, że cała reszta tak pięknie pachniała... Siedziałyśmy w ciszy. Myślałam, że mama chociaż przeprosi za wczorajsze zachowanie, wytłumaczy się, spyta, jak się czuję...
-Dzisiaj idę do nowej pracy.
-Co?
-spytałam zaskoczona.
-Wczoraj około 11 poszłam złożyć CV do jednego z hoteli jako recepcjonistka. Po południu dostałam odpowiedź, że zostałam przyjęta. Tak się cieszyłam, że postanowiłam to oblać...
-głos mamy załamał się-
I dlatego nie poszłam z tobą na przesłuchanie. Przepraszam... Ale to było po prostu silniejsze ode mnie, przecież wiesz, że gdybym dała radę się opanować, nie zrobiłabym tego!
-Właśnie-nie wiem.
-odpowiedziałam, patrząc się na ziemię, ciągle żując sałatę. Kątem oka zauważyłam, że mama powoli spuszcza głowę. Było jej smutno i wstyd za to, co zrobiła, ale ja nie chciałam słuchać ani jej, ani jej przeprosin. Miałam to wszystko gdzieś. Dzisiaj spotykam się z Joe, i miałam zamiar skoncentrować się tylko na tym.
-Idę do szkoły
-powiedziałam po dokończeniu liścia sałaty, gwałtownie wstając i zawieszając torbę na ramieniu.
-Mam wziąć klucze, czy będziesz już w domu jak wrócę?
-spytałam oschłym głosem.
-Weź klucze. Wrócę koło 20:00.
-odpowiedziała, cicho łkając. Nie obchodziły mnie jej łzy. Ona nie przejmowała się moimi, kiedy wczoraj mnie zawiodła. Jesteśmy kwita. Wyszłam z domu i szybkim krokiem kierowałam się w stronę szkoły. Dzisiaj nic mnie nie obchodziło, kompletnie NIC. Tyko Joe i nasze dzisiejsze spotkanie. Nie przejmowałam sie nawet Miley, czy jej i jej kumpli pogróżkami na facebooku. Nie przejmowałam się testem z matmy. Ani nawet moim ojcem, chociaż mimo wszystko, ciągle o nim myślałam. Pewnym krokiem i z kamienną twarzą weszłam do szkoły. Ludzie oczywiście się na mnie patrzyli, bo wieści na fejsie szybko się rozchodzą. Niektórzy zaczepiali mnie z tekstami typu ,,Hej, piosenkareczko!" albo ,,Pani Jonas", ale odpychałam ich i szłam w stronę sali lekcyjnej. ,,Dzisiaj wszystko zmienię!"-pomyślałam. Od dzisiaj nie będę już pokraką, którą wszyscy mogą rzucać po kątach. Nie pozwolę im się zmienić. Selena mnie do tego wszystkiego zmotywowała. Weszłam do klasy i już w drzwiach przywitały mnie oklaski i udawane owacje. Stanęłam jak wryta i z grobową miną zaczęłam się na wszystkich patrzeć.Miley siedziała smutna, z głową spuszczoną na dół.
-Brawo, Lovato. Udało ci się.
-powiedział ktoś z końca klasy. Nie wiedziałam, o co chodzi. Usiadłam obok Seleny i spytałam się:
-O co chodzi?
Ta po lekkim zastanowieniu odpowiedziała:
-Joe z nią zerwał. Wszyscy myślą, że to twoja wina.
Joe zerwał z Miley?! CUDOWNIE!
-Ale ty tak nie myślisz?
-A skąd! Jestem pewna, że zerwał z nią przez jej wredny charakter! Ty nie masz nic tutaj do rzeczy, mimo, że inni tak myślą.
-Jak myślisz, Joe już dowiedział się o tym wszystkim? Wiesz, o tym, że mi się podoba?
-Nie pocieszę cię, ale jestem tego pewna. Miley na pewno mu to wszystko wygadała.
-Rzeczywiście, nie pocieszyłaś mnie
-odpowiedziałam, wyjmując książki z torby.
-Coś się stało?
-Nie, kompletnie nic, Sel... Tylko moje życie się wali, tak po za tym, jest świetnie.
-powiedziałam, chowając twarz w dłonie. W jednym momencie mój plan olewania wszystkiego uległ w gruzach. Tym razem nie dałam rady udawać silnej.
-Nie wiem, co ci odpowiedzieć...
-Nic nie mów... tylko obiecaj, że będziesz moją przyjaciółką już na zawsze, zawsze... Dobrze?
-Jasne, oczywiście!
-powiedziała Selena, mocno mnie obejmując. W jej głosie było słychać... wzruszenie? Nie wiem. Tak, czy siak, rozpłakała się w moich ramionach.

piątek, 21 grudnia 2012

08

Całkiem zapomniałam, że miałam w ręce gitarę i przypomniałam sobie o niej dopiero, kiedy przez przypadek uderzyłam nią w drzwi do mojego domu. Bałam się wejść, bo nie wiedziałam, co tam zobaczę. Może mama wróciła i gotuje kolację? Albo może dalej jej nie ma? Albo wrócił ojciec? I znowu się pokłócili? Bałam się, okropnie się bałam. Jak wariatka stałam pod drzwiami dobre dwie minuty, aż w końcu postanowiłam wejść. Ręce mi lekko drżały, ale wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Panowała cisza. Powoli zdjęłam moje trampki, i szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju. Odłożyłam gitarę w rogu, w którym zazwyczaj stała i wróciłam się do dużego pokoju. Nikogo nie było. Kuchnia też pusta.
-Mamo? Jestem!
-zawołałam. Nic. Przestraszyłam się. Gdzie, jak nie w domu może być moja mama? A jeśli wróciła do nałogu? Pobiegłam do jej sypialni. Trzęsącymi rękoma otworzyłam drzwi i powoli weszłam. Moja mama leżała w swoim łóżku, po nos przykryta kołdrą. Odetchnęłam z ulgą, moja mama jest cała i zdrowa! Ale chwila... coś okropnie mi zaśmierdziało... piwem. Wystarczy, że spojrzałam pod łóżko mamy, znalazłam trzy, już puste butelki piwa. Serce zaczęło mi bić szybciej, nie wiedziałam, co zrobić.
-Mamo, mamo!
-zaczęłam szarpać mamę za ramię.
-Mamo, obudź się!
-krzyczałam. Po chwili mama ocknęła się.
-C-coo? D-demi, córrciu, ja tu śśpię, nie w-widacz? Daaj mi spok-spokój.
-Mamo, co to ma być?!-zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej, pokazując mamie butelkę po piwie. -Obiecałaś mi! Obiecałaś! Miałaś iść ze mną na przesłuchanie do wytwórni, ale nie! Przecież piwo i twoi koledzy-menele spod mostu są ważniejsi, niż twoja córka! Nienawidzę cię! NIE-NA-WI-DZĘ!
-zaczęłam mówić przez łzy-
Przyrzekałaś, że nigdy więcej nie tkniesz piwa, że wszystko naprawisz, że znajdziesz pracę i zaczniemy prowadzić normalne życie. Chcę w końcu normalnie żyć, bez rodzinnych kłótni, bez alkoholu, bez problemów, bez dokuczania w szkole, chciałabym, żeby chociaż jeden dzień był taki, żebym nie musiała wstydzić się siebie samej i swojej rodziny! MAMO!
-krzyczałam histerycznie przez łzy. Mama patrzała się na mnie bez emocji, jakby moje słowa do niej nie dotarły. Chciałam w końcu wyrzucić z siebie emocje, chciałam komuś się wypłakać na ramieniu, myślałam, że odpowiednią osobą będzie mama, ale... nie słuchała mnie. Byłam okropnie roztrzęsiona i rozhisteryzowana. Nie wiedziałam, co robić ze wściekłości. Nie mogłam się opanować, rzuciłam butelką o podłogę z całej siły, tak, że rozprysła się na małe kawałki i łkając wybiegłam do swojego pokoju. Mama chyba już zasnęła z powrotem, moje słowa nawet do niej nie dotarły. Miałam dość wszystkiego, chciałam się zamknąć przed całym światem. Wbiegłam do mojego pokoju, zakluczyłam się i włączyłam mojego starego laptopa. Miałam zamiar zapomnieć o wszystkim, weszłam na Facebook'a ciągle płacząc. Jedno nowe powiadomienie. Miley Cyrus oznaczyła cię w obiekcie post. Serce znowu zaczęło bić mi szybciej, już chyba nie mogło bić jeszcze szybciej, niż biło. Kliknęłam.
,,Wiedzieliście, że @Demi Lovato była dzisiaj w wytwórni? Ta pokraka będzie śpiewać! Haha, przecież ona nawet głosu nie ma!! LOL! Mam dla was coś jeszcze lepszego, ta gruba świnia dowala się do mojego chłopaka, @Joe! LMAO.''
Komentarze były jeszcze gorsze:
-Lovato w wytwórni? Haha, chciałabym to zobaczyć! xD Weź mnie kiedyś ze sobą, będzie zabawnie, kiedy będzie starała się wepchnąć swój tłusty tyłek między drzwi!! XD
-HAHHAHAHAH, DEMI? TA SŁONINA DOWALA SIĘ DO JOE? MAM NADZIEJĘ, ŻE TWÓJ CHŁOPAK NIE JEST NA TYLE GŁUPI, ŻEBY SIĘ Z NIĄ ZADAWAĆ!''
,,Wiedziałem, że jest brzydka, ale, że zarywa do czyjegoś chłopaka... brak słów. Skończy jako prostytutka.''
,,Pff, prostytutka? Kto chciałby pieprzyć się z tą krową, od której śmierdzi piwem i brudem na kilometr? Chyba jakiś menel, jak jej ojciec, haha!''
,,hahahahahahha, o Słodki Jezu! To ona w ogóle potrafi zaśpiewać ,,Wlazł kotek na płotek''? Co ona ma z muzyki? Dwóję? Joe, nie daj się jej, to chore, że ktoś taki, jak ona zarywa do kogoś takiego, jak on''
,,Siedzę na krześle przed kompterem i sikam ze śmiechu.. @Demi, masz przerąbane w szkole, lepiej jutro się nie pokazuj!''
Plus jeszcze kilka komentarzy typu ,,SUKA!". Nowych komentarzy wciąż przybywało, wszyscy byli przeciwko mnie! Nie wytrzymałam. Zaczęłam ryczeć jak wariatka i dosłownie sapiąc ze smutku i wściekłości, sięgnęłam po żyletkę. Chciałam sobie ulżyć, dać sobie karę za to, że w ogóle łudziłam się, że moje marzenia się spełnią. Krew leciała. Zaczęłam krzyczeć przez płacz z bólu, tego fizycznego i psychicznego. Chciałam to skończyć, cięłam się po całym nadgarstku lewej ręki. Nie wiem, czy chciałam się zabić, ale myślałam, że może po drugiej stronie w końcu będzie lepiej? Zaczęłam wariować. Dalej tnąc się żyletką po nadgarstku, chodziłam po pokoju i waliłam całym ciałem o ściany, chciałam zadać sobie jak najmożliwszy ból. Nienawidziłam siebie za wszystko. Nienawidziłam swojego ciała, które mimo, że prawie nic nie jadłam, ciągle tyło i tyło. Nienawidziłam siebie za to, że łudziłam się, że kiedykolwiek będę z Joe. Nienawidziłam siebie, mojej matki, mojego ojca, całego świata. Wszystko straciło dla mnie sens. Krew z rany zaczęła kapać na podłogę. Histerycznie krzyczałam i płakałam, tarzając się po ziemi. Świat mi się zawalił. Spojrzałam z powrotem na post Miley na facebooku.
,,@Demi nie przychodź jutro do szkoły, bo cię zniszczymy. Nienawidzimy cię i jutro ci to pokażemy."
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, wszystko mnie już bolało i okropnie szczypało. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Demi?
-był to cichy i lekko zachrypnięty głos Seleny. Wstałam z ziemi i podbiegłam do drzwi, uderzając rękami.
-Nie wchodź tu! Nie chcę nikogo widzieć! Zostaw mnie! Idź, przekaż innym, że Demi Lovato już nie istnieje!
-wykrzyczałam przez płacz i zsunęłam się na ziemię. Krew zalała mi cały rękaw.
-Demi?...co ty wygadujesz?! Wpuść mnie i to zaraz!
-odkrzyknęła Selena i zaczęła bić pięściami o drzwi.
-Nie! Nie wpuszczę tu nikogo, chcę być sama! Całe życie byłam sama, nikt nie zwracał na mnie uwagi, a teraz nagle wszyscy się na mnie uwzięli! Zostaw mnie, chcę mieć w końcu spokój!
-Nie! Demi, opanuj się! Co ty tam robisz?! Otwieraj albo wezwę policję!
-Policję?! Przestań udawać! Z resztą, daj mi moment. Zaraz mnie tu nie będzie...
-powiedziałam spokojniej. Z powrotem wzięłam żyletkę i ze wściekłością przyłożyłam ją do nadgarstka. Naprawdę chciałam podciąć sobie żyły, byłam taka zdeterminowana, aby ze sobą skończyć. Trzymałam żyletkę lekko przyciśniętą do nadgarstka, ale mimo wszystko bałam się mocniej ją przycisnąć.
-Demi, ja nie żartuję!
-Selena zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć i bić pięściami o drzwi-
Otwórz! Jeśli zamkniesz się i będziesz trzymać wszystkie emocje w sobie, wyjdziesz na jakąś ciemnotę, którą można wyzywać i wytykać palcami, chociaż Miley i jej banda już cię za taką mają! Chcesz tego?!
Te słowa sprawiły, że zamarłam. Siedziałam skulona z kolanami pod brodą, żyletką na lewym nadgarstku i wielkimi oczami patrzałam się w... nicość. Coś we mnie pękło. Słowa Seleny utkwiły mi głęboko w sercu, ale nie raniły... Bo to, co powiedziała było po prostu prawdą, do której przez cały ten czas nie chciałam się przyznać.
-Odpowiedz mi!
-wykrzyczała Selena. Po chwili, kiedy w tej samej pozycji ciągle patrzałam się przed siebie, usłyszałam, jak Selena przed drzwiami upada na ziemię i cicho płacze.
-Demi, proszę cię! Zostałaś mi tylko ty! Jesteś moją jedyną przyjaciółką.
-powiedziała już ciszej, w jej głosie było słychać żal. Sięgnęłam po klamkę i powoli, ciągle siedząc na ziemi, otworzyłam drzwi. Ręka ciągle okropnie mnie bolała. Sel siedziała na ziemi po drugiej stronie drzwi, a kiedy mnie zobaczyła, szybko mnie przytuliła. Nie chciałam, żeby Selena zauważyła, że się pocięłam, chociaż wiedziałam, że jest to nieuniknione...
-Co jest? O Boże, Demi, skąd tu tyle krwi?!
-rozejrzała się po pokoju i zauważyła małą plamę krwi na podłodze przy laptopie. Spojrzała się na mnie. Znowu się skuliłam i patrzałam przed siebie wielkimi oczami. Trzęsłam się i kurczowo trzymałam za brzuch jak jakaś wariatka.
-Pokaż nadgarstek
-rozkazała Selena starając się być spokojna. Powoli spojrzałam się na nią i podałam jej swoją lewą rękę. Dopiero teraz zauważyłam, że moja bluzka była cała zaplamiona.
-Matko... co ty sobie zrobiłaś...
-jej głos zaczął drżeć, tak samo jak jej dłonie.
-D-dlaczego?
-spytała. Nie miałam siły, żeby wstać, a więc przesunęłam się w stronę laptopa i prawą ręką otworzyłam go na stronie z postem Miley. Doszło 20 nowych docinek i 10 wiadomości prywatnych z pogróżkami. Pokazałam laptopa Selenie.
-Widziałam. Dlatego chciałam ciebie odwiedzić i mi się udało.
-powiedziała, spuszczając wzrok. Ja natomiast skulona siedziałam i milcząc patrzałam się jej głęboko w oczy.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-spytała się. Siedziałyśmy w moim pokoju na podłodze, naprzeciwko siebie, skulone, otoczone przytłaczającą ciszą. Chciałabym, żeby taka cisza została, ale musiałam coś odpowiedzieć.
-Ja...
-wykrztusiłam zachrypniętym i wykończonym głosem.
-ja po prostu już tego nie wytrzymuję... zrozum Sel, to wszystko to dla mnie za dużo... Wszyscy tylko wytykają moje błędy, mimo, że się staram, nikt mnie nie docenia, tylko wiecznie po mnie jeździ. Nie rozumiem... co ja takiego źle zrobiłam?!
-łza poleciała mi po policzku
-Cała szkoła ma mi za złe, że jestem tym, kim jestem, nawet, kiedy staram się zmienić, to nic nie daje. Moi dawni przyjaciele oddalają się ode mnie, wstydzą się mnie. A ja jestem tylko normalną nastolatką! Ja... j-ja... po prostu chciałam z tym s...skończyć. Selena... cieszę się, że ciebie mam. Gdyby nie ty... już pewnie dawno podcięłabym sobie żyły, albo...
-Cicho już!
-powiedziała Selena, mocno mnie obejmując i nie pozwalając mi dokończyć.
-Jestem przy tobie i będę do końca życia. Jestem w końcu twoją przyjaciółką, a przyjaciółki są po to, żeby nawzajem sobie pomagać, no nie?
-odparła Selena. Podniosło mnie to na duchu, ale wtedy sobie przypomniałam:
-Nie wiem... nigdy nie miałam przyjaciółki.
-Szczerze mówiąc, ja też nie. Kiedyś uważałam Miley za przyjaciółkę, ale po tym, jak zauważyłam, co robi innym... znienawidziłam jej. Jest okropną zdzirą uważającą się za lepszą od innych tylko dlatego, że ma kasę. Ale nie rozmawiajmy o niej, mamy ważniejsze sprawy. Gdzie masz jakieś bandaże?
-Bandaże? Nie! Nie chcę żadnych bandaży, po co? Żeby ludzie domyślili się, że się tnę? Nie, nie, nie...
-Pytam się jeszcze raz, gdzie są te cholerne bandaże? Demi, nie pozwolę ci jutro w takim stanie iść do szkoły! A jeśli coś się stanie? Nie wiem, zadraśniesz się i znowu zacznie ci lecieć krew? Wtedy wszyscy się dowiedzą!
-No... dobra. Są w łazience w półce pod zlewem.
-Dobra. Zaraz wrócę.
-Selena wyszła z pokoju w stronę łazienki. Pomyślałam o mamie. To dziwne, że nie usłyszała tego wszystkiego... pewnie ma takiego kaca, że nic nie słyszy i wstanie dopiero jutro po południu. Moją uwagę tym razem zwróciła moja bluzka. Krew powoli zasychała, ale okropnie śmierdziała. Miałam tylko nadzieję, że wszystko się spierze, i, że nikt po za Seleną się o tym nie dowie.
-Już, znalazłam też wodę utlenioną i waciki. Miejmy nadzieję, że na razie to wystarczy.
-Na razie?
-No tak, przecież samo to ci się nie wygoi. Pójdziemy do pobliskiego szpitala.
-CO? Nie, Sel, nigdzie nie idziemy!!! Nikt, a nikt nie może się o tym dowiedzieć!
-Demi, nie odwalaj jakiegoś przedstawienia! Wiesz dobrze, że może się dostać jakieś zakażenie, albo rana może się spaprać.
-Sel... ja wiem, co robić. To nie mój pierwszy raz, kiedy...się cięłam...
Selena zesmutniała. Widocznie bardzo chciała mi pomóc, ale... sama myśl o tym, że ktoś mógłby dowiedzieć się o moich problemach mnie przerażała. Nie, nie ma mowy, żebym poszła do szpitala.
-No dobrze... nie mogę i nie będę cię zmuszać. A teraz zdejmuj bluzkę... jakkolwiek to nie brzmi.
-Sel lekko się zaśmiała, ja też się uśmiechnęłam i posłusznie zdjęłam zakrwawioną bluzkę. Czułam się niepewnie... wstydziłam się mojego brzucha, z resztą, tak samo całego mojego ciała. Ale wiedziałam, że Selenie mogę ufać, i że mnie nie wyśmieje. Podałam jej rękę.
-Uwaga, będzie mocno szczypać.
-powiedziała i przyłożyła do mojej rany wacik nasączony wodą utlenioną. Rzeczywiście, szczypało, i to okropnie. Ale wytrzymałam, byłam już przyzwyczajona do bólu. Następnie Selena dokładnie owinęła mój nadgarstek bandażem.
-I jak? Nie za mocno?
-Nie... jest okej.
-odpowiedziałam, chociaż wcale nie było okej. W mojej głowie panował istny mętlik.
-Mam nadzieję, że to pomoże, bo niestety nie znam innego sposobu, żeby ci pomóc. Jesteś PEWNA, że nie chcesz do szpitala?
-Tak... na sto procent-
odpowiedziałam, wyjmując z szafy jakąś bluzkę i zakładając ją.
-No dobra... Gdzie twoja mama albo tata?
-Mama pewnie upiła się i śpi a ojciec... nie chcę go znać. Zniszczył moją rodzinę i całe moje życie.
-powiedziałam bez emocji.
-Chcesz o tym porozmawiać?
-spytła niepewnie Selena. Nie miałam nic przeciwko, wręcz tego chciałam. Potrzebowałam kogoś, aby się wygadać, wyżalić, kogoś, kto by mnie wysłuchał i by mnie wesparł. Opowiedziałam Selenie całe swoje życie w skrócie, a więc znała mnie na wylot, już nie musiałam nic ukrywać. Najwyraźniej bardzo ją zaskoczyam, bo ze zdziwioną miną powiedziała:
-Demi... nie wiem, co mam ci powiedzieć!
-przysunęła się do mnie i mocno mnie objęła.
-Jesteś niesamowita, że dajesz sobie radę z tym wszystkim!
-Nie, nie daję...
-wskazałam na bandarz na nadgarstku.-
Tylko zgrywam taką silną, żeby nikt się nie dowiedział. Jakoś mi się udaje.
-Ale nie możesz tak żyć aż do śmierci! Kiedys mi mówiłaś, że chcesz zostać piosenkarką i mieć miliony fanów, prawda? Co pomyśleliby sobie twoi fani, gdyby wyszło na jaw, że się tniesz?
-Musieliby to zaakceptować. Z resztą, nie jest ze mną aż tak źle, w końcu... nie trafiłam jeszcze do wariatkowa ani do żadnej kliniki, prawda?
-Nie, ale jeśli będzie tak dalej, nie wiadomo, co się może stać... Demi, pamiętaj, dzwoń do mnie w każdej chwili, dzień, czy noc!
-Okej, okej...
-Chcesz coś do jedzenia? Możemy gdzieś wyjść, jak tylko ogarniemy twój pokój. Nie ma jeszcze dwudziestej.
-Możemy pójść, chociaż nie jestem głodna.
-powiedziałam podniesiona na duchu. Wstałam i zaczęłam sprzątać. Selena się do mnie dołączyła. Po około piętnastu minutach wyszłyśmy z mojego domu. Nie obchodziło mnie, co robi mama, jej sprawa, skoro woli piwo ode mnie.
-Dokąd idziemy?
-spytałam się, chwytając Sel pod ramię.
-Może do McDonald's? Dają tam śmieciowe żarcie, ale za to przepyszne szejki!
-Okej.
Nie lubię fast foodów. Tłuste jedzenie... brr... na samą myśl, że mogłabym cokolwiek stamtąd zjeść wzdrygałam się. Ale chciałam spędzić trochę czasu po za domem, no i trochę czasu z Seleną, a więc poszłam. Za dziesięć minut byłyśmy na miejscu i zajęłyśmy miejsca.
-Co zamawiasz?
-spytała mnie Selena.
-Nie, ja nic nie chcę. Odchudzam się.
-TY? Ty akurat nie masz się z czego odchudzać! No, co chcesz? Cheeseburgera, hamburgera, frytki? Szejka?
-Nie, nie, nie i nie. Dziękuję, ale nie.
-Dobrze, w takim razie ja idę zamówić dużego czekoladowego szejka, duże frytki i dużego hamburgera!
-powiedziała Selena uśmiechając się szeroko i odchodząc w stronę długiej kolejki. Odwzajemniłam uśmiech i zaczęłam się rozgladać po restauracji. Jakieś zakochane pary, samotne osoby, rodziny z małymi dziećmi i... O nie! Miley i jej ekipa! Nie zauważyli mnie, bo siedziałam odwrócona do nich plecami. Szybko odwróciłam się z powrotem. Ale porażka... dlaczego Miley musi WSZĘDZIE być? W tym momencie strasznie rozbolała mnie rana na nadgarstku, a już udało mi się o niej zapomnieć... Chciałam uciec, ale nie mogłam, co by sobie pomyślała Sel? Że znowu stchurzyłam? Nie, nie tym razem!
-Jestem!
-Sel wróciła z wielką, ładnie pachnącą tacą.
-Czy ty też widzisz to, co jest kilka siedzeń za mną?
-spytałam się. Selena spojrzała się zaciekawiona, a kiedy już zauważyła Miley i resztę, szybko usiadła i lekko zakryła twarz ręką.
-O Boże! Co ona tu robi? Ta świnia nie powinna być w studio?! Przepraszam Demi, nie wiedziałam! Jak chcesz, możemy iść gdzieś indziej.
-Nie, nie! Nie dam im się.
-powiedziałam, uśmiechając się dumnie.
-I tak ma być!
-odrzekła Sel, zanurzając zęby w hamburgerze.
-Jak chcesz, to bierz.
-powiedziała z pełną buzią, wskazując na frytki. Nie jadłam nic od śniadania, a ten zapach okropnie mnie przyciągał. Mimowolnie wzięłam trzy frytki, powoli je żując. Myślałam ,,CO JA DO CHOLERY ROBIĘ?". Bałam się, że znowu przytyję, i że Miley i inni znowu będą się ze mnie śmiać i wyzywać od tłustych świń. Nie było wyjścia, przełknęłam. Poczułam się fatalnie. Czułam, jak przybywają mi kolejne kalorie i widziałam, jak rośnie mi brzuch, a uda stają się coraz większe.
-Demi, wszystko ok?
-spytała wyraźnie zaniepokojona Selena-
zrobiłaś się jakaś blada.
-Tak, wszystko... dobrze. Zaraz wrócę.
-wstałam i szybkim krokiem udałam się do toalety. Nie dałam rady, musiałam pozbyć się tych frytek. Włożyłam dwa palce do ust, jak najgłębiej mogłam i... Zwymiotowałam je. Od razu poczułam się lepiej, wiedziałam, że nie przytyję. Nie przejmowałam się pustką w żołądku, inne moje problemy zagłuszały ją. Podniosłam się, umyłam usta i ręce i wróciłam uśmiechnięta do Seleny. Znowu założyłam ten codzienny uśmiech na twarz.
-Co ty tam robiłaś?
-A co można robić w toalecie?
-odpowiedziałam chichocząc. Poczułam się genialnie! Właśnie uratowałam się przed kolejnym kilogramem. Selena z niepewną miną odwróciła wzrok ode mnie i zaczęła jeśc frytki i popijac je szejkiem.
-Jesteś jutro umówiona z Joe?
-spytała.
-Tak... ale nie wiem, czy przyjdę.
-wskazałam wzrokiem Miley.
-Chcesz jej się dać? Nie podporządkowywuj się jej. Pokaż, że masz własne zdanie. Z resztą, Joe to miły gość, i twój kumpel od małego, jestem pewna, że nie da tobie zrobić krzywdy.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewna!
-Dobra... pójdę, pójdę. A co z Justinem? Spotykacie się jutro?
-Jutro niestety nie... Jest w studio nagraniowym. A właśnie! Zapomniałam ci powiedzieć, że dostał się do wytwórni muzycznej, tutaj w mieście. Ty też?
-Tak, dokładnie! To niesamowite, bo poszłam sobie pośpiewać do parku, zaczepiła mnie jakaś babka, no, Ashley. Dostałam się nawet bez przesłuchania! A jeszcze się okazało, że Miley też tam jest. I to mi zepsuło humor, ale i tak się cieszę, że zaczynam spełniać swoje największe marzenie!
-Jej, cieszę się twoim szczęściem! Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć twoją pierwszą płytę!
-powiedziała Selena, uroczo się uśmiechając i puszczając oczko. Pomyślałam ,,Co ja takiego zrobiłam, że trafiłam na taką cudowną osobę, jak Sel?". Była mi bliska jak siostra!
-A ty? Interesujesz się muzyką?
-Lubię słuchać muzyki, ale... nie potrafię śpiewać! Chciałabym zostać aktorką, ale jeszcze nie załapałam się na żaden casting. Chociaż słyszałam, że niedługo jakiś będzie organizowany. Zmieniając temat, Demi, widziałaś już Justina w wytwórni?
-Nie, dzisiaj byłam tam pierwszy dzień, a jutro tam nie idę. Ale możliwe, że kiedyś go spotkam. Jeśli już obczaję, gdzie nagrywa itp, itd, to was umówię!
-powiedziałam śmiejąc się i puszczając oko do Sel.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-powiedziała Selena ze szczęścia podskakując na kanapie. Zauważyłam, że zjadła już frytki-szybka jest!-i wypiła prawie całego szejka.
-Co robimy potem?
-spytałam
-Potem... muszę iść. Muszę być w domu o 21:00, a jest wpół do. Ale możemy jeszcze narobić trochę szumu!
-powiedziała Selena, ze sprytnym wzrokiem patrząc mi się w oczy i popijając szejka.
-O co chodzi?
-Resztkę szejka zużyję na pewną ''uroczą'' osobę siedzącą kilka stolików za tobą.
-Chcesz wylać tego szejka na Miley?!
-wykrzyknęłam.
-Ćśśśśś!
-Selena szybkim ruchem zakryła mi usta.
-Tak, chcę to zrobić. Widać, że długo pinzdrzyła się ze swoimi lokami, teraz będą smakowały czekoladowo. Jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć, wyjdź jakiś czas przede mną, żeby się nie domyśliła.
-Ma mnie ominąć widok płaczącej nad swoimi kudłami Miley Cyrus? Proszę cię! Chcę to zobaczyć!
-To chodź.
Podziwiałam Selenę, była taka odważna i nie bała się wylać szejka nawet na przebrzydły łeb Miley. Niesamowite! Wstałyśmy i wolnym krokiem szłyśmy w stronę stolika Miley. Selena szła pierwsza, pewna siebie, powoli otwierając kubek z szejkiem i złowieszczo się uśmiechając. Podeszłyśmy. Serce zaczęło mi tak walić, że myślałam, że ucieknie przez gardło. Ale wiedziałam, że muszę pokazać Miley, że nie dam sobie w kaszę dmuchać.
-Cześć Miley! Ładnie dziś wyglądasz! Czekaj, masz coś na włosach!
-powiedziała Selena, milutko się uśmiechając i powoli wylewając szejka na głowę Miley. Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam, bo wyszłabym na idiotkę.
-Ty zdziro! Odpłacisz mi za to!
-wykrzyknęła rozkojarzona Miley, odpychając Selenę.
-O, Demi! Ojoj, bandażyk? Co się stało, karteczką z dzienniczka się zacięłaś, kochanie? Jeju, jeju... Znowu w fastfodzie? Znowu wykupiłaś wszystkie HappyMeal'e? A co z dietą?
-powiedziała Miley, wycierając włosy chusteczką.
-A co z twoją dietą? Przybyło ci w boczkach od codziennych randek z hamburgerami! Uuułć, coś ci wychodzi spod bluzki? Czyżby to była opona?
-Sel zaczęła mnie bronić. Też chciałam się dołączyć.
-Lepiej ją schowaj, bo twoi koledzy
-wskazałam na kumpli, którzy siedzieli obok i na przeciw jej-
nie będą się do ciebie przyznawać.
-wygarnęłam jej. Od razu było mi lepiej!
-Wiecie co?
-powiedziała Miley stając przed nami.
-lepiej usuńcie swoje tłuste dupy z tego miejsca. Obrażaniem mnie niczego nie osiągniecie. Chcecie być fajne? Dążcie do ideału.
-wskazała na siebie.
-Phi, ideał? Wiesz co?
-zaczęłam ją przedrzeźniać.-
Obrażając Sel i mnie, też nic nie osiągniesz. Jeśli wyobrażasz sobie, że jesteś ideałem, w takim razie wolę być przeciwieństwem ideału.
-Ja przynajmniej coś osiągnę w życiu. Ty nagrasz jeden album i skończysz na kasie w jakimś markecie, a Selena będzie żebrać na ulicy. Ładna z was para przyjaciółeczek!
-Od nas się odwal, okej?
-wykrzyczała Sel
-Nie jesteśmy rozwydrzonymi córeczkami tatusia, jak ty, Miley! Jeszcze myślisz, że coś osiągniesz? Chyba dając dupy pod latarnią!
-krzyknęła Sel
-Sel, spokojnie...
-cóż, Selena troszkę przesadziła, a na dodatek wykrzyczała to na całą restaurację...
-Przepraszam? Mogłybyście wyjść i kłócić się na zewnątrz?
-poprosiła jedna z kelnerek.
-Już skończyłyśmy.
-powiedziała Miley z już mniej odważną miną. Chyba ją czymś uraziłyśmy. Cóż, jej pech. Jakoś kiedy ona mnie raniła, nie przejmowała się tym.
-Tak. Na razie
-powiedziała Selena, pociągnęła mnie za rękę i razem wyszłyśmy. Obróciłam się i zobaczyłam, że Miley chowa twarz w dłoniach, a jej przyjaciele pomagają jej zetrzeć szejka z włosów. Wróciłyśmy do swoich domów.

sobota, 24 listopada 2012

07

-Mamo? Jesteś?
-krzyczałam dalej, odkładając torbę na kanapę w salonie. Mój wzrok przeniósł się na zegar. Miałam jeszcze tylko 30 minut, aby zjawić się w wytwórni! Wleciałam do swojego pokoju, zabrałam gitarę i kilka moich tekstów piosenek i wybiegłam z domu. Mamy nigdzie nie było... a przecież obiecała mi iść ze mną. Co dziwniejsze, drzwi nie były w ogóle zamknięte, były otwarte, a mama zawsze je zamykała, nawet, jeśli wychodziła do sąsiadów mieszkających zaraz obok nas. Zaczełam się zastanawiać-lepiej wrócić się do domu i poszukać mamy, czy nie przejmując się tym, iść do wytwórni? Cóż, chęć śpiewania dla tłumu stała się dla mnie silniejsza. Bez trudu dotarłam pod wskazany adres. Moim oczom ukazał się wielki, nowoczesny, piękny budynek. Naokoło pośród fontann i kolorowych kwiatów krążyło kilku agentów, czy ludzi fachowo zajmujących się muzyką. Poczułam się dziwnie, zadałam sobie pytanie ,,Co ja tu robię?!" Przecież byłam tylko szarą osóbką, której daleko jest do ludzi, którzy tutaj chodzą codziennie. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Pchnęłam wielkie, wypolerowane, szklane drzwi uważając, aby nie otrzeć ich moją gitarą. Weszłam do środka. Stanęłam trochę z boku. Naokoło wszystko było takie... ekskluzywne, modne i bardzo na czasie. Wtedy znowu spytałam się samej siebie: ,,Co teraz? Dokąd mam iść?" Postanowiłam powoli ruszyć w stronę wielkiego blatu, za którym stały miło uśmiechające się panie. To było chyba biuro. Lekko się wstydziłam, wszyscy naokoło byli ubrani w najdroższe ciuchy z markowych sklepów, a ja? Szłam w moich starych, rozciągniętych ubraniach z tanich sklepów, dźwigając z sobą starą, lekko obdartą już gitarę. Mogłam się wycofać i wrócić do domu, ale pomyślałam ,,Raz kozie śmierć!" i odważnym krokiem podeszłam do biura.
-Dzień dobry.
-powiedziałam, odkładając gitarę i szeroko uśmiechając się do pani za biurkiem.
-Nazywam się Demetria Lovato, byłam tu umówiona z...Ashley Williams. Miałam przyjść na przesłuchanie.
-ręce zaczęły mi się pocić ze stresu. W końcu dla tej babki pewnie byłam tylko śmierdzącą smarkulą, niewiedzącą, po co tu przyszła.
-Dobrze, już sprawdzam.
-Ku mojemu zdziwieniu, grzecznie odpowiedziała. Zaczęła grzebać coś w swoim-nowoczesnym oczywiście-komputerze i sprawdzać w kalendarzu. Stałam przed blatem opierając się o niego rękami. Z nudów lekko kopałam blat czubkiem buta, po chwili zaczęłam cicho gwizdać. Czekałam jakiś czas, aż w końcu usłyszałam:
-Pani Williams czeka na ciebię w auli. Wiesz, gdzie to?
Pomyślałam sobie ,,Jestem tu pierwszy raz, debilko.'', ale grzecznie odpowiedziałam:
-Nie, niestety nie.
-To chodź, zaprowadzę cię
-szeroko się uśmiechnęła i wychodząc zza biurka pokazała gest, zachęcający, żebym poszła za nią. Tak też zrobiłam i kilkanaście sekund później znalazłam się w wielkiej sali. Było tam mnóstwo miejsca, dużo sztucznych roślin oraz pięknych rzeźb. Naokoło przy ścianach stały przeróżne instrumenty: Gitary akustyczne, elektryczne, basowe, perkusje, keyboardy i pianina, kontrabasy, skrzypce... aż za dużo, żeby wymieniać. Stałam pośrodku sali oszołomiona. TAKA wytwórnia w moim małym miasteczku, a ja pierwszy raz ją widzę?! Dobra, mniejsza o to. Stałam pośrodku sali jak jakaś kretynka. Naokoło było paru ludzi, strojących instrumenty, ale nie mogłam tam znaleźć Ashley. Czułam na sobie wzrok kilku osób, pewnie zadających sobie pytanie: ,,Kim ona jest i co ta smarkula tu robi?". Żeby nie stać jak idiotka na środku sali, podeszłam trochę do przodu, przyjrzeć się instrumentom muzycznym.
-Demi?
-usłyszałam znajomy głos za plecami.
-Pani...
-szybko się odwróciłam, uświadamiając sobie, że to p. Williams
-Mów mi po prostu Ashley, nie jestem aż taka stara
-Ashley szeroko się uśmiechnęła
-A więc przyszłaś na przesłuchanie? Wydaje mi się, że będzie to tylko kwestia formalności, bo twój głos już słyszałam. Jest z tobą twoja mama albo tata?
-Na te słowa zamarłam.
-A... Będzie potrzebny podpis rodzica?
-Niestety tak. Ale, wiesz? Polubiłam cię i to bardzo. Coś wykombinujemy... A teraz chodź, zaprowadzę cię do studio, tam wszystko załatwimy.
-lekko objęła mnie ramieniem i razem poszłyśmy do studia gdziekolwiek to było. Ashley otworzyła ogrrmne drzwi, za którymi znajdowało się... prawdziwe, profesjonalne studio nagraniowe! To było moje spełnienie marzeń!!! Ashley pokazała mi gest, żebym usiadła na jednym z krzeseł, podczas gdy sama usiadła na drugim, na przeciw mnie.
-No więc, Demi... Co masz tam poupychane w kieszeni?
-A, to...
-wyjęłam z kieszeni starych jeansów kilka pogniecionych kartek
-to są moje piosenki... takie tam bazgroły.
-Pokaż!
-rozkazała Ashley i wyrwała mi kartki z ręki. Zaczęła powoli i dokładnie czytać każdą linijkę tekstu, lekko się uśmiechając. -
Zaśpiewaj mi którąś. Na przykład... tą.
-wskazała mi piosenkę ,,La La Land''. Piosenkę bardzo mi bliską i idealnie przedstawiającą moje uczucia. Chciałam już się sprzeciwić, ponieważ jestem okropnie nieśmiała i bałam się jakiejkolwiek gafy, ale mimowolnie powiedziałam:
-Dobrze.
Wzięłam moją gitarę, na szybkiego ją nastroiłam i zaczęłam grać. Po pewnym czasie zaczęłam również śpiewać. Czułam się świetnie, szło mi bardzo dobrze. To pewnie dlatego, że czułam się w tej piosence w 100% jak ja. Skończyłam. Zalałam się ogromnym rumieńcem ponieważ popełniłam kilka błędów. Najwyraźniej Ashley była innego zdania...
-DZIEWCZYNO! Jesteś niesamowita! Dlaczego nie jesteś jeszcze znana?!
-powiedziała zachwycona.
-Nie wiem... Moi rodzice nie mieli zbyt dużo pieniędzy i czasu dla mnie...
-na chwile urwałam zdanie zamyślając się-
i do tej pory nawet nie marzyłam o prawdziwej karierze piosenkarki. Kocham śpiewanie, kocham muzykę, ale... dotąd moje marzenia były zupełnie nierealne...
-powiedziałam lekko się uśmiechając. Ze stresu załamywał mi się głos, pociłam się i drżały mi ręce. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
-Rozumiem... no, tak, czy siak, teraz twoje marzenia się spełniają! Tu masz regulamin i wszystkie zasady podpisania kontraktu z nami. Podpis rodzica można podrobić
-mrugnęła do mnie.
-No nie wiem, nigdy nie podrabiałam podpisu mamy ani taty.
-odparłam niepewnie-
ale mogę spróbować...
-wzięłam pierwszy lepszy długopis z biurka i po dokładnym przeczytaniu wszystkich zasad podpisałam się. Brzmiało nieźle: W kontrakcie obowiązującym na 2 lata musiałam wydać przynajmniej jeden album, dwa single i teledyski. Po wydaniu albumu dostanę też dofinansowanie na budżet koncertowy, jeśli będę chciała wyjechać na trasę koncertową. ,,Dostanę" też menadżerkę albo menadżera. Nieźle, nieźle...
-I jak? Podoba ci się?
-spytała się uśmiechnięta Ashley
-Ja... to znaczy... łał...
-powiedziałam z zapartym tchem.
-To naprawdę się dzieje?
-Dalej nie wierzysz? Mogę ci to udowodnić
-uśmiechając się wskazała na ciemne drzwi, znajdujące się zaraz przy mikserze muzyki. Prowadziły do szczelnie zamkniętego pomieszczenia z mikrofonem i instrumentami. Nie miałam zielonego pojęcia, jak to się nazywało. No, najważniejsze, że wiedziałam, iż tam nagrywa się piosenki. Bardzo chciałam tam wejść, a więc przytaknęłam Ashley. Ta wstała i nie spiesząc się otworzyła drzwi.
-Proszę.
-powiedziała, uśmiechając się. Wstałam i weszłam do środka. Zaniemówiłam. Wszystko było takie nowoczesne, nowoczesne instrumenty, mikrofony... Wszystko było takie...profesjonalne. Wyobraziłam sobie siebie samą śpiewającą tutaj przyszłe hity...
-I jak? Przekonałam cię?
-Ashley ponownie się do mnie uśmiechnęła.
-Tak... To kiedy zaczynamy?
-spojrzałam się jej prosto w oczy szeroko się uśmiechając.
-Wow, wow! Nie tak szybko! Najpierw musimy cię zapisać... ale to już nasza sprawa. Ty możesz dzisiaj iść i spokojnie się wyspać. Zadzwonię do ciebie, wtedy spotkamy się tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem muzycznym i wszystkimi ludźmi pracującymi tutaj. Teraz chodź za mną, oprowadzę cię. Pokażę ci wszystkie najważniejsze miejsca. Tu, gdzie teraz jesteśmy, to jak pewnie się domyśliłaś, studio nagraniowe.
-mówiąc, otworzyła drzwi, przepuszczając mnie przodem.-
Mało kto to wie, ale nagrywają tu największe sławy, na przykład Kelly Clarkson.
-KELLY?! O mój Boże, uwielbiam ją!
-wykrzyknęłam. Clarkson to moja idolka od najmłodszych lat. Ma niezimski głos, wspaniałe piosenki i jest piękna! Myśl, że przebywam w pomieszczeniu, w którym przebywała ona... zwalała mnie z nóg.
-Możliwe, że kiedyś miniecie się na hallu
-uśmiechnęła się-
Mamy oczywiście jeszcze sporo takich pomieszczeń, ale to jest zdecydowanie największe i najlepiej wyposażone. Teraz zmykajmy, zaraz ma tu przyjść jakaś inna początkująca piosenkarka.
-otworzyła kolejne drzwi i wyszłyśmy z powrotem na ogromny hall.
-O, oto i ona!
-Ashley wskazała na jakąś brązowowłosą wysoką dziewczynę ubraną w legginsy, krótką bluzkę i wysokie szpilki. Obrócona była tyłem, więc nie widziałam jej twarzy, ale już z jej ubioru można było wnioskować, że jest tak zwaną ,,lafiryndą'' z gatunku ,,wypudrowane".
-Nie pamiętam jak się nazywa... Wiem, że jest w twoim wieku i że ma naprawdę dobry i mocny głos, byłam podczas jej przesłuchania, tak z tydzień temu. Miley! Jej imię to Miley.
-MILEY?! Miley Cyrus?!
-zapytałam dosyć głośno, na szczęście nie na tyle, żeby Cyrus mnie usłyszała.
-Tak! Tak, dokładnie, Miley Cyrus. Znasz ją?
-Nie... to znaczy, tak... no, nieważne.
-powiedziałam spuszczając wzrok. Nie chciałam, żeby Miley mnie zauważyła, gdyby to się stało... o zgrozo!
-Rozumiem...
-odparła Ashley lekko się zamyślając i uśmiechając się.
-więc chodźmy dalej. Przedstawię ci najważniejsze osoby w tym miejscu.
-Jasne.
-powiedziałam i zaczęłam szybko kroczyć za Ashley. Z całej siły próbowałam zakryć twarz przed Miley, udawając, że poprawiam włosy, nawet dobrze mi to szło, kiedy jakiś gość, który stał i rozmawiał z Cyrus, zawołał Ashley. Podeszła do niego, a ja krok w krok za nią. Czułam się niepewnie, w końcu stanęłam praktycznie oko w oko z Miley.
-Miley, poznaj Ashley i... jak ci na imię?
-spytał się mnie ten dosyć wysoki brunet. Zamurowało mnie, nie wiem, czemu, ale nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
-To jest Demi, moje nowe znalezisko. Ty jesteś Miley?
-powiedziała, jak zwykle szeroko się uśmiechając, Ashley.
-Tak, Miley.
-odpowiedziała Cyruska, patrząc się na mnie z lekką pogardą.
-Miałam zamiar was sobie przedstawić, ale Demi powiedziała mi, że się znacie!
-Ashley jeszcze szerzej się uśmiechnęła i spojrzała na nas. Po głowie krążyła mi tylko jedna myśl: ,,Ashley, nie gadaj już, idźmy dalej!"
-Mhm, znamy się. Chodzimy razem do klasy.
-odpowiedziała Miley.
-To świetnie! Bo od dzisaj będziecie się codziennie widywać, po za szkołą, w studio, na hallu, w weekendy, może nawet nagracie kiedyś coś razem? Jim, wyobraź sobie!
-Ashley zwróciła się do mężczyzny... ekhm, Jima-
Dwie, nastoletnie gwiazdy, które wspólnie zaczynały karierę. Coś niesamowitego!
-Tak, masz rację!
-Demi, Jim to menadżer Miley. Ja prawdopodobnie będę twoją menadżerką, a przynajmniej zrobię wszystko, by nią zostać. No, jeśli oczywiście chcesz?
,,Najchętniej to bym teraz uciekła gdzie pieprz rośnie, byleby tylko uciec od Miley..." pomyślałam.
-Tak, oczywiście.
-odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech, co już dobrze mi wychodziło. Wtedy zabrzmiał dzwonek z piosenką Britney Spears. Miley odebrała telefon, a jej ton głosu nagle stał się miły i delikatny.
-Tak. Tak. Okej, będę. Za chwilę. No, na razie. Pa.
-powiedziała i rozłączyła się.
-Jim, muszę już iść. Rozumiesz, sprawy rodzinne. Mam przyjść jutro?
-Tak, wpadaj o której chcesz.
-Okej. Na razie!
-Powiedziała Miley i pomachała na pożegnanie. Wszystkim-oprócz mnie oczywiście-puściła lekki uśmiech i wyszła przez wielkie, szklane drzwi za nami.
-Ta dziewczyna ma niesamowity talent. Zrobię z niej megagwiazdę!
-powiedział oczarowany Cyruską Jim.
-Wiem przecież, w końcu byłam na jej przesłuchaniu!
-odpowiedziała Ashley. Nie wiedziałam, co robić. Byłam już trochę zdenerwowana, bo Ashley miała oprowadzić mnie po siedzibie wytwórni, a jak na razie, staliśmy i rozmawialiśmy o kimś, kto nie jest wart ani jednego dobrego słowa.
-Dobra, wybacz Jim, ale miałam oprowadzić Demi po tym miejscu. Pa!
-powiedziała Ashley i(W KOŃCU) pożegnała się z Jimem. Poszłam za nią, i razem zwiedziłyśmy tysiące hallów, studio nagraniowych, kafejek, a nawet toalet... Było fajnie, ale... ciągle myślałam to o Miley, to o Joe, to o mamie, i o tym, gdzie jest, jak nie w domu. Skończyłyśmy zwiedzanie i Ashley pożegnała się ze mną pod kolejnymi wyjściowymi drzwiami.
-To jak? Podoba się?
-I to bardzo!
-To umówimy się na pojutrze? Jutro niestety nie mogę się z tobą spotkać, ale pojutrze, najlepiej o 16:00 przyjdź tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem. Okej?
-Jasne, bardzo się cieszę!
-To do pojutrza!
-Do zobaczenia!
-powiedziałam i wyszłam z wytwórni.

niedziela, 18 listopada 2012

06

Byłam taaaka szczęśliwa, że nie zwracałam uwagi na gapiących się na mnie ludzi i śmiejących się ze mnie, przechodzącej przez hall. Miałam to głęboko gdzieś, ważny teraz był tylko Joe i nasz domek na drzewie. W podskokach przybyłam do klasy i z całej siły ścisnęłam Selenę, już czekającą na mnie w ławce.
-SEL! Umówiłam się z Joe w... w domku na drzewie...
-zaczęłam się śmiać, bo wydawało mi to się komiczne, romantyczne spotkanie w domku na drzewie. Dziecinada.
-Ojej, Demi, to świetnie!
-odpowiedziała Selena uśmiechając się. Usiadłam na krześle w ławce i wprost nie mogłam się powstrzymać od zapytania się:
-A jak tam twoje relacje z Justinem?
Selena zarumieniła się i nieśmiało się uśmiechnęła.
-Hm... no... dobre...
-wybąkała wyraźnie zawstydzona.
-A może coś więcej?
-przysunęłam się do niej i zapytałam z zaciekawioną miną. Wtedy do klasy wszedł pan Flower i zaczął znowu gadać o tym, że jesteśmy bardzo niegrzeczną klasą bla, bla, bla... Selena najwyraźniej cieszyła się, że nie musiała odpowiadać na moje pytanie, ale nie dawałam jej spokoju. Napisałam do niej karteczkę ,,Sel, odpowiesz mi? :)". Selena odpisała mi ,,Jus odprowadził mnie pod klasę, tam wytłumaczyłam mu historię twoją i Joe, ale obiecał, że będzie zachowywać się, jakby nic nie wiedział. Potem zadzwonił dzwonek no i przytuliliśmy się na pożegnanie a on dał mi całusa w policzek. DEMI, jestem Z.A.K.O.C.H.A.N.A.!''. Kiedy to przeczytałam wybąkałam z siebie tylko ciche ,,Oooooo''. Zaczęłam zazdrościć Selenie. Też chciałabym mieć kogoś, komu się podobam, i kto coś do mnie czuje. Niestety, na razie mogę tylko marzyć. Z resztą, co tu porównywać? Selena jest śliczna, zgrabna i ma piękne oczy. A ja? Lepiej nie mówić. Nie lubiłam swojego wyglądu, dużo bym dała, aby wyglądać inaczej, być chudsza, mieć mocniejsze włosy... i w ogóle być inna. Jak te dziewczyny z okładek magazynów. Po chwili moje myśli z Seleny przeszły na Joe. Nie mogę się doczekać jutra! Znowu będziemy razem spędzać czas, tak, jak kiedyś. Znowu będziemy normalnie rozmawiać, nie będziemy nic przed sobą ukrywać, wszystko będzie tak, jak wcześniej. Ta myśl pozwoliła mi przetrwać te wszystkie osiem godzin szkolnych, i z nią też uśmiechnięta wracałam do domu.
-Hej, Demi!
-usłyszałam głośny krzyk tuż za sobą.
-Miley?
-lekko przestraszona obróciłam się.
-Tak, a kto inny? Przecież nikt nie chce się z tobą zadawać, grubasko, no, po za tą ostatnią ździrą, Seleną.
-Odwal się ode mnie. Od Seleny też.
-zagryzając wargę chciałam iść dalej, ale Miley złapała mnie za ramię.
-Słuchaj! Albo odwalisz się od Joe'go, albo twoja brzydka twarz będzie jeszcze brzydsza. Joe jest moim chłopakiem, i nie życzę sobie, żeby jakaś wieśniara jak ty się z nim zadawała!
-zaczęła krzyczeć.
-C-co proszę?
-odparłam zupełnie zdumiona. JOE MA DZIEWCZYNĘ?
-Nie udawaj niewiniątka, Lovato. Widziałam, jak robiłaś do niego maślane oczy dzisiaj na przerwie. To ci się nie upiecze. Odwal się od niego, albo zrobię ci taką reputację w budzie, że nie pozbierasz się do końca życia. Rozumiesz?!
-wykrzyknęła Miley, wręcz ze wściekłością w oczach.
-Może jest twoim chłopakiem, ale też MOIM przyjacielem od najmłodszych lat, a że masz z tym problem, to już twoja sprawa.
-powiedziałam, próbując powstrzymać łzy.
-Uważaj, bo niedługo może stać się też twoją sprawą. Co ty sobie w ogóle myślisz? Że Joe się w tobie buja? Błagam cię, Joe nie kochałby się w kimś takim, jak ty! Patrzałaś kiedykolwiek w lustro, świnio?
-spytała Miley, tym razem powodując u mnie nie smutek, a wściekłość.
-Odpieprz się ode mnie, wypieprzaj z mojego życia, wypudrowana laleczko. Idź rozdawaj swoje cięte riposty i uwagi tam, gdzie są osoby o takim samym IQ, jak twoje, oraz, gdzie ktokolwiem przejmuje się twoją opinią, bo ja nie chcę na ciebie marnować czasu!
-wykrzyczałam i uciekłam. Biegłam w stronę domu, na siłę powstrzymując łzy. Wszystkie myśli skumulowały się w mojej głowie. Joe ma dziewczynę? Nawet nie wiedziałam! I to jeszcze taką ździrę, jak Miley?! Przecież... oni nawet do siebie nie pasują! Miałam głęboko gdzieś, jak Miley mnie zwyzywała, nie przejmowałam się też gapiącymi się na mnie ludźmi, którzy patrzeli się na mnie, bo płakałam. Stanęłam przed drzwiami domu. Przetarłam oczy rękawem i weszłam do środka.
-Już jestem!
-wykrzyknęłam, jak zwykle udając szczęśliwą. Wychodziło mi to perfekcyjnie. Stanęłam w przedsionku, oczekując na odpowiedź, ale jej nie zyskałam.

czwartek, 1 listopada 2012

05

Poszłam do mojego pokoju. Odłożyłam gitarę, spakowałam książki na jutro do szkoły, przebrałam się i umyłam i upadłam na swoje łóżko. Leżałam i patrząc się w sufit myślałam. Wyobrażałam sobie mnie stojącą na scenie i śpiewającą dla tłumu zebranych osób, które śpiewają ze mną, albo klaszczą w rytm. Razem przeżywamy jedną chwilę, ja śpiewam, oni słuchają mojego głosu i zapominają o wszystkich przykrościach codziennego życia. Słyszę okrzyki ,,De-mi! De-mi! De-mi!" wykrzykiwane przez wiwatujący tłum. Za kulisami stoi uśmiechnięta mama, mocno trzymająca za mnie kciuki... Zajęło kilka minut, aż zasnęłam na dobre. Kolejny dzień, środa, 6:20. Obudziłam się, usiadłam na łóżku i mimowolnie się uśmiechnęłam. Słońce pięknie świeciło, co prawda, prosto w oczy, ale to się nie liczyło. Ważne, że świeciło i dawało uczucie bezpieczeństwa i radości. Spojrzałam na gitarę i przypomniały mi się wszystkie wczorajsze chwile. Nie ma co, wczorajszy dzień był przepełniony emocjami. Wtedy przypomniała mi się Selena. Bardzo mnie intrygowała, z jednej strony ma świetne ciuchy, dużo znajomych i chłopaków na wyciągnięcie ręki, a jednak ciągle wydaje się nieszczęśliwa. Będę musiała dzisiaj z nią porozmawiać. Wstałam i zaczęłam się ubierać. Spojrzałam na nadgarstek. Nie był już taki czerwony, jak kiedyś. Większość ran już się zagoiła, mimo, że blizny zostały. Nie dziwne, ostatnio mam inne rzeczy na głowie, nić cięcie się. Mojego ojca nie ma w domu, więc nie ma awantur. Mam już koleżankę w szkole, no i w końcu wiem, co będę robić w przyszłości. Śpiewać! Tyle ostatnio się wydarzyło, że po prostu nie miałam miejsca i czasu na smutek. Tak, czy siak, myśl o tym, że ktoś dowie się o moich ranach na rękach przeraziła mnie i postanowiłam na wszelki wypadek zakryć je kolorowymi bransoletkami, które zbierałam od lat. Na mojej twarzy już nie było siniaków tak, jak wcześniej. Moja twarz była czysta, no, oprócz jednego małego pryszcza na czole, ale to dało się przeżyć. Włosy związałam w kok. Ubrałam luźną szarą bluzę i czarne jeansowe rurki. Byłam już właściwie gotowa, jeszcze tylko się umyłam i mogłam iść. Nie chciałam jeść śniadania, ostatnio chyba zbyt dużo przytyłam... No więc założyłam trampki i wyleciałam z domu. Było ciepło, okropnie ciepło. Pogoda była przecudowna, ptaki śpiewały, wszyscy naokoło się uśmiechali, nawet mój plecak nie był aż taki ciężki. Do szkoły szło się jakoś tak łatwiej, przyjemniej i szybciej, szczególnie z tą myślą, że nie jestem tam sama. Czeka tam na mnie Selena, Miley już nie będzie na mnie nalatywać, bo nie ma swojej psiapsióły. W domu dostanę gorący obiad, który ugotuje mi sama mama. Moi rodzice już nie będą się więcej kłócić. Czy może być lepiej? Cóż, może... gdyby Joe zwrócił na mnie uwagę, byłabym w siódmym niebie, ale to chyba są tylko marzenia. Kurczę, tak bardzo chciałabym, aby nasze relacje były znów takie dobre, jak kila lat temu. Wtedy mogliśmy sobie o wszystkim powiedzieć, każdą tajemnicę, każdy nawet największy sekret. A teraz on zachowuje się zupełnie, jakby mnie nie znał. Nawet się na mnie nie spojrzy, nawet nie powie ,,Cześć''. To okropnie boli... Doszłam do szkoły i biegnąc po schodach dotarłam do klasy. W drzwiach już czekała na mnie Selena. Kiedy tylko do niej podeszłam, przytuliłyśmy się na przywitanie. Naprawdę dziwne uczucie...
-Co tam?
-spytała zaciekawiona Sel.
-Dobrze! Ale, Sel! Nie zmieniaj tematu, dzisiaj miałaś opowiedzieć, jak tam twoje spotkanie z Justinem!
-odparłam, jak najszybciej zmieniając temat. Nie miałam zamiaru mówić o dzisiejszym castingu w wytwórni, bo jeszcze nic nie było pewne. Selena na chwilę się zarumieniła i zaczęła opowiadać dopiero, kiedy już usiadłyśmy obok siebie w ławce.
-No więc... Spotkaliśmy się w tej kawiarence, wiesz której, mówiłam ci. Tam dużo rozmawialiśmy... no i okazało się, że dużo nas łączy! Tak rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i nawet się nie zorientowałam, kiedy złapał mnie za rękę...
-Selena dostała jeszcze większych rumieńców, natomiast ja z szerokim uśmiechem podpierając brodę ręką dokładnie słuchałam.
-Wyszliśmy z kawiarni chyba po półtorej godziny, idąc za rękę on odprowadził mnie do domu. Tam się pożegnaliśmy.
-skończyła.
-Tylko? A gdzie buziak?!
-Spytałam się udając zbulwersowaną, co jednak mi nie wyszło i zaczęłam się głośno śmiać.
-Demi!
-Selena również zaczęła się śmiać.
-Wszystko w swoim czasie!
-powiedziała przez śmiech.
-Chwila, a tobie podoba się ten Joe, tak?
-Spytała się, powodując, że tym razem to ja się zarumieniłam.
-No... od pewnego czasu tak. Znaliśmy się od dziecka, ale niedawno nasze relacje się pogorszyły...
-wyburczałam.
-A wiesz, że Justin i on się kumplują? Jestem umówiona z Jus na następnej przerwie, co ty na to, abyśmy spotkali się w czwórkę, razem z Joe?!
-spytała Selena z ekscytacją. Zaniemówiłam, z jednej strony chciałam się spotkać z Joe, ale z drugiej strony... on pewnie weźmie mnie za wariatkę...
-Jasne!
-odpowiedziałam, chociaż miałam na myśli zupełnie inne słowo.
-To świetnie!
-Selena szeroko się uśmiechnęła i zaczęła wyjmować książki z plecaka. Ja również wypakowałam podręczniki i piórnik, a mój wzrok mimowolnie przeniósł się na Miley. Widać było, że była zdenerwowana, ale jej brwi co chwila marszczyły się, jakby miała się rozpłakać. Rzucała krótkie spojrzenia to na Sel, to na mnie, ale kiedy skapnęła się, że na nią patrzę, szybko odwróciła wzrok. Była wyraźnie zdenerwowana tym, że przez swoje zachowanie straciła przyjaciółkę, która teraz przyjaźni się z jej wrogiem. W końcu wiedziała, jak to jest nie mieć przyjaciół. Dobrze jej tak. Do klasy weszła pani Green i rozpoczęła lekcję matematyki. Z Seleną w ogóle nie zwracałyśmy uwagi, na to, co papla, tylko całą lekcję pisałyśmy karteczki. Planowałyśmy już nasze podwójne randki... Na chwilę poczułam się zupełnie, jakbym już była dziewczyną Joe, chociaż to i tak nigdy nie nastąpi, bo on ma mnie gdzieś. Nawet nie zwraca na mnie uwagi. Zadzwonił dzwonek i wyrwał mnie z moich marzeń. Nagle przypomniałam sobie, że na tej przerwie Selena jest umówiona z Justinem, a zarazem i ja z Joe! Na tą myśl okropnie rozbolał mnie brzuch. Przeraziłam się, że wyjdę na wariatkę, że zbytnio się narzucam, że Joe nie będzie chciał ze mną rozmawiać...
-Demi? Co jest???
-spytała Selena widząc, że patrząc się w przestrzeń mocno ściskałam brzuch.
-Deeeemiiii?
-powtórzyła, lekko szturchając mnie w ramie. Ocknęłam się dopiero po kilku sekundach
-Nie, nic...
-zaczęłam się pakować.
-To jak, idziemy? Jus już pewnie czeka.
-odparła Selena wstając z krzesła i stając przede mną.
-Tak, tak, już.
-spakowałam książki i razem z Seleną wyszłyśmy z klasy i zmierzałyśmy w stronę parapetu, przy którym Sel i Jus się umówili. Moje ręce były jak z lodu a serce zaczęło bić coraz mocniej. Z jednej strony chciałam tam iść, a z drugiej strony chciałabym zapaść się pod ziemię.
-Hej, Sel!
-usłyszałam znajomy głos. To Justin, witający się z Seleną mocno ją przytulając.
-Cześć, Jus! To jest Demi
-wskazała na mnie-
A to Justin
-wskazała na J.
-Hej!
-przywitał się Justin
-Siemka.
-podaliśmy sobie dłonie. Bieber chyba nie był zbyt zadowolony ze spotkania ze mną. Byłam przecież szkolną pokraką. Mimo szerokiego uśmiechu, widziałam w jego oczach, że chciałby już skończyć 'rozmowę' ze mną. Cóż, przyzwyczaiłam się.
-Justin... znasz takiego jednego Joe Jonasa, prawda?
-zaczęła Selena
-Tak... chodzimy razem do klasy. Ale dlaczego pytasz?
-Demi to jego bliska przyjaciółka, ale ostatnio ich relacje się osłabiły... Wiesz może, gdzie jest?
-Selena w wielkim skrócie przedstawiła całą sytuację, byłam jej za to okropnie wdzięczna.
-JUSTIN!!!
-usłyszałam wrzask z drugiej strony szkolego hallu. Głos ten był mi bardzo znajomy i bliski... Obejrzałam się. Kogo zauważyłam? JOE! To Joe, biegnie w naszą stronę i drze się jak małe dziecko, zupełnie jak za starych dobrych czasów.
-Hm... oto i on!
-powiedział Justin.
-Justin, stary... skumaj to... Dostałem 5 z matmy! Nie wierzę, apokalipsa!
-powiedział, a tak właściwie wysapał Joe, kiedy dobiegł do Justina.
-Hej... Joe.
-wybąkałam, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie. Głośno oddychając spojrzał się na mnie i poprawił spadającą mu na czoło grzywkę, żeby lepiej mnie zobaczyć.
-O, hej, Demi...
-był wyraźnie zdziwiony moim widokiem. Nie dziwiłam mu się, zazwyczaj bardzo rzadko chodziłam po hallu szkolnym. Zapadło kilka sekund uporczywego milczenia. Najdłuższe kilka sekund mojego życia.
-No więc... dostałeś 5 z matmy? No nieźle...
-lekko się uśmiechnęłam, patrząc Joe prosto w oczy.
-Ta... chyba pierwsza w moim życiu. Gdyby nie moja genialna zgapa, dostałbym pałę
-wyciągnął małą karteczkę z kieszeni swoich jeansów. Nie wierzyłam, że naprawdę z nim rozmawiałam! Czułam, że nasza przyjaźń nie rozpadła się na stałe i dalej dobrze się dogadujemy.
-Udało ci się zgapić u tej wrednej Steward? Podziwiam Cię!
-powiedziałam chicho hichocząć.
-To wy się znacie?
-nagle wypalił zdziwiony Justin, najwyraźniej zupełnie zapominając o historii, którą opowiedziała mu Sel.
-Tak... od urodzenia.
-powiedział Joe, co bardzo mnie ucieszyło. Nie wstydził się mnie!
-Dobra, Jus, chodź, musisz pomóc odrobić mi zadanie domowe z geografii, słyszałam, że jesteś w tym dobry.
-powiedziała Selena ciągnąc Justina za rękę w stronę schodów i uśmiechając się puściła nam oko.
-Do zobaczenia w klasie, Demi!
-Na razie!
-pożegnałyśmy się. Poczułam się naprawdę nieswojo. Byłam sam na sam z Joe. Staliśmy i patrzeliśmy się na siebie, jakbyśmy stracili języki.
-Joe, a pamiętasz... Jak kiedyś budowaliśmy domek na drzewie obok domu tej zrzędy Wood?
-spytałam.
-Jasne, że pamiętam! Zawsze stawała pod nim i groziła nam, że jeśli nie zburzymy go, potraktuje nas swoją kotką.
-Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Wizja pani Wood drącej się na nas była taka zabawna, że nie można było powstrzymać się od śmiechu.
-Haha, a wiesz, że ten domek dalej tam jest? Co prawda już trochę rozwalony, ale jest. Widziałnm go tydzień temu idąc na spacer. Słyszałam, że pani Wood już tam nie mieszka a dom stoi pusty. Tak właściwie, została z niego rudera.
-odparłam.
-Naprawdę? Kurczę, szkoda... tyle wspomnień. Demi...
-jego głos się urwał-
A może odnowimy go? To znaczy... Pamiętam, że zostało tam trochę naszych rzeczy no i moglibyśmy w końcu je wziąć... Pasuje ci? -zapytał. Byłam wprost WNIEBOWZIĘTA! Joe, SAM JOE JONAS zaproponował mi wspólne wyjście! Chciałam skakać, piszczeć, robić cokolwiek, aby okazać swoją radość.
-Tak, jasne! Tylko... nie dzisiaj. Może jutro?
-nagle przypomniałam sobie, że przecież dzisiaj idę do wytwórni.
-Świetnie!
-Joe lekko się uśmiechnął(MATKO, JAKI ON MA SŁODKI UŚMIECH!!!). Zadzwonił dzwonek, pomachałam mu i zmykałam pod klasę.

piątek, 26 października 2012

04

Moja mama krzątała się po kuchni. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Zauważyłam, że była na zakupach, bo stół był zawalony siatkami z zakupami. Z garnka wydobywał się piękny zapach obiadu, którego już dawno nie czułam. Moje życie w jednej chwili stało się bajką! Niestety, to wszystko byłoby za piękne... Z jednej z siatek wystawały cztery puszki piwa.
-Mamo, po co je kupiłaś? Przecież obiecałaś, że się z tego wyleczysz!
-spytałam stanowczo.
-Demi, to nie takie łatwe jak myślisz...
-odpowiedziała niepewnie. -Postaraj się! Zrób to dla mnie! Proszę cię, zapisz się na jakieś, no nie wiem, spotkania AA. To dla mnie trudniejsze, niż dla Ciebie...
-Mówiąc to pewnym ruchem wzięłam puszki piwa i mimo powstrzymywań mamy, wylałam je do zlewu. Wiedziałam, że ode mnie zależy, czy moje życie będzie normalne i postanowiłam zająć się nim jak najszybciej. Mama bez słowa zabrała się za dalsze gotowanie, jednak widziałam, że była wykończona. Jej ręce się trzęsły, a jej blond włosy latały jej po całym czole, chociaż zazwyczaj je spinała.
-Mamo, może idź się połóż, a ja dokończę obiad?
-zaproponowałam. Mama przyjęła propozycję i poszła do sypialni, podczas gdy ja, bez żadnej wiedzy o gotowaniu, zabrałam się do podgrzewania makaronu. Wiedziałam, że makaron trzeba wrzucić do posolonej, wrzącej wody. Okej, makaron się gotuje. Teraz sos do spaghetti i mielone mięso. Mięso już się smażyło, a sos był już pomieszany w misce. Nie wiedziałam do końca co z nim zrobić, więc postanowiłam polać nim mięso na patelni. No dobra, mistrzynią kulinarną to nie zostanę... chyba spaliłam wodę... Udało się! Po pół godzinie moje ,,spaghetti'' było gotowe. Wyglądało to raczej jak jedna wielka paćka, bo makaron się "troszeczkę" rozgotował, ale miałam nadzieję, że będzie to jadalne. Zaniosłam obiad mamie, podczas, gdy ta przykryta kołdrą czytała książkę.
-Proszę. Mam nadzieję, że będzie smakować...
-powiedziałam podając mamie jeden talerz.
-Jestem pewna, że będzie!
-odpowiedziała mama odkładając książkę na bok i zacierając ręce. Spojrzałam jej się w oczy. Były zmęczone tym wszystkim, mimo, iż mama udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Demi... Widzę, że jest ci ciężko, ale uwierz, że mi też. Bardzo się staram, aby jakoś wszystko trzymać w kupie, ale to za trudne. Myślałam, że alkohol mi pomoże, jak to zawsze było, dlatego też ciągle piłam. To był mój sposób na zapomnienie o problemach. Wiedz, że staram się powstrzymywać i być silna. Dlatego proszę cię, córeczko... bądź silna razem ze mną, sama nie dam rady. Bądź silna! Tylko w dwójkę przezwyciężymy wszystko...
Odłożyłam swój talerz na łóżko mamy i bez słowa przytuliłam ją z całej siły. Chciałam przez to jej pokazać, że kocham ją z całego serca, i będę obok niej zawsze. To samo jej powiedziałam:
-Mamo, kocham cię z całego serca... Będę z Tobą nieważne co się stanie. Będę obok ciebie zawsze. Razem damy radę!
-ciągle tuląc się do jej ramion zaczęłam łkać. Pierwszy raz poczułam z mamą naprawdę bliską więź. Wiedziałam, że razem sprawimy, że nasze życie znowu wróci do normy i wszystko będzie dobrze. Wierzyłam w to najmocniej na świecie. Dokończyłyśmy w miarę jadalny obiad i poszłam do swojego pokoju. Na jutro nie miałam nic zadane, ani nie miałam żadnych zapowiedzianych sprawdzianów(ŚWIĘTO!), więc miałam czas dla siebie. Wyciągnęłam moją starą, kochaną gitarę z szafy i zaczęłam śpiewać.
This is me, this is real, i'm exactly where im supossed to be, now gonna let the light shine on me... This is me.
Uwielbiałam śpiewać, muzyka to było dla mnie odejście od szarej rzeczywistości. To było moje życie i to z nią wiązałam swoją przyszłość. Sama pisałam też teksty, zazwyczaj o niespełnionej miłości, inspirowane mną i Joe, albo o trudnych chwilach w życiu. Zazwyczaj były to smutne piosenki o ponurej tematyce i powolnej melodii. Chciałam napisać kolejną piosenkę, czułam, że mam wenę, ale nie miałam inspiracji. W poszukiwaniu jej udałam się z gitarą do pobliskiego parku. Ubrałam moje stare trampki i wybiegłam na zewnątrz. Pogoda była piękna, boska! Słońce świeciło, było bardzo ciepło a naokoło biegały szczęśliwe i wrzeszczące dzieci. Już w parku usiadłam na najbliższej ławce i obejmując gitarę rozejrzałam się w poszukiwaniu odpowiedniego tematu. Piosenka musiała być żywa. Wzięłam gitarę do ręki i zaczęłam po cichu śpiewać i grać:
We can't stop the world, but there's so much more that we could do...You can't stop this girl, from falling more in love with you
Z każdą nutą mimowolnie śpiewałam głośniej i głośniej, a naokoło zebrały się przechodnie i klaskały mi do rytmu. To było świetne uczucie, tak jakby mój pierwszy koncert. Moja ,,publiczność'' zaczęła robić mi chórki śpiewając różne ballady. Czułam się wspaniale, niesamowicie... nie wiem, jak określić to uczucie. Coś genialnego! Najdziwniejsze było to, że śpiewałam ,,na spontana''! Tekst i muzykę wymyślałam na poczekaniu. Kiedy postanowiłam skończyć otrzymałam ogromne oklaski. Ludzie stali, klaskali i uśmiechali się, a ja zalałam się ogromnym rumieńcem. To było piękne! Wszyscy przeżywaliśmy jedną chwilę wspólnie, zapominając o swoich smutkach... jak w moich marzeniach! Ktoś od tyłu złapał mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu i obejrzałam się za siebie. Stała tam jakaś kobieta, koło 30-stki.
-Dziewczyno, jesteś niesamowita! Masz nieziemski głos! Nie wierzę, że na ciebię natrafiłam... Wiesz, jestem z agencji młodych talentów i chodzę na różne szkolne koncerty i przedstawienia, a tu niespodzianka! Głos anioła w parku!
-Powiedziała z zachwytem, a ja zalałam się jeszcze większym rumieńcem.
-Dziękuję
-wychrząknęłam po chwili z niedowierzaniem.
-Tu masz moją wizytówkę-kobieta dała mi kartkę z imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, adresem, emailem i stroną internetową agencji-Jeżeli tylko chcesz, zadzwoń. Byłabym zaszczycona, gdybyś dołączyła do naszej-co prawda dopiero początkującej-wytwórni. A tak po za tym, jak masz na imię?
-Demi... To znaczy Demetria, ale wolę Demi.
-Okej, Demi. A więc czekam na telefon z niecierpliwością!
-Kobieta, a dokładniej, jak okazało się z wizytówki, Ashley Williams, odeszła szeroko się uśmiechając, zostawiając mnie oszołomioną. Czy to, co przed chwilą się wydarzyło, naprawdę się wydarzyło? Moje największe marzenie właśnie się spełnia?! Z emocji zaczęłam podskakiwać i ściskając gitarę pobiegłam do domu, pochwalić się mamie. Wbiegłam do domu, prosto do sypialni mamy. Opowiedziałam jej o całym dziwnym wydarzeniu w parku, które z każdym słowem wydawało się coraz mniej realne.
-Nawet nie wiedziałam, że chcesz zostać piosenkarką... Demi, jeżeli to twoje marzenie, to nie mam nic przeciwko.
-Mam dzwonić?
-Pewnie, dzwoń!
Szybkim ruchem wyjęłam z kieszeni komórkę i zadzwoniłam pod numer podany na wizytówce.
-Halo?
Poznałam ten głos. To Ashley!
-Dzień dobry, z tej strony Demi...
-Demi! Rany, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz! I jak? Zdecydowałaś się?
-spytała z entuzjazmem. Przez chwilę wachałam się, pomyślałam, ze ta decyzja została podjęta zbyt pochopnie, w końcu jaką mogę mieć pewność, że ta cała Williams mnie nie wkręca? W końcu wszystko zdarzyło się tak... nagle. Spojrzałam na mamę i dopiero wtedy stanowczym głosem powiedziałam:
-TAK!
Z drugiej strony słuchawki usłyszałam pisk szczęścia taki głośny i przeraźliwy, że wprost nie wierzę, że moje bębenki w uszach dalej żyją.
-Rany, rany! Zgodziłaś się! Jak ja się cieszę! To na kiedy się umówimy na spotkanie? Pasuje ci jutro? O której?
-Odpowiedziała z ekscytacją. Na chwilę osłupiałam. Nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieje, że moje marzenie się spełnia!
-To... Jutro o... o 16?
-wybąkałam.
-Okej, jutro, szesnasta w naszej wytwórni, jej adres dostałaś na wizytówce. To na razie, do jutra!
-Do jutra...
Rozłączyłam się i oszołomiona z powrotem usiadłam na łóżku obok mamy.
-I jak? Opowiadaj!
-Eee... jestem umówiona jutro na 16 w wytwórni.
-odparłam z nieśmiałym uśmiechem
-O mój Boże, to świetnie!
-mama mnie przytuliła.
-Mamo, pójdziesz tam ze mną? Sama się trochę wstydzę... No wiesz...
-No a jak?! Oczywiście, że pójdę, jestem z ciebie taaaka dumna!
-Mamo, ale ja nawet nie wiem, czy się dostanę! Jestem dopiero umówiona na spotkanie...
-Ja tam wierzę w to, że się dostaniesz! W końcu pochodzisz z rodu Lovato, no nie?
-mama się zaśmiała.
____________
Chciałam podziękować za wszystkie miłe komentarze, tutaj, na moim asku, czy na wiadomościach prywatnych. Naprawdę dużo dla mnie znaczą i bardzo mnie motywują! :D To na tyle, następny rozdział dodam może jutro, albo w niedzielę, jeśli znajdę czas. :)