sobota, 22 grudnia 2012

09

-Demi, skarbie? Wstawaj, już szósta.
-Mama?
-wychrząknęłam przecierając oczy-
co ty tu robisz?
-Wstałam, i zrobiłam nam śniadanie, które teraz czeka w salonie. Zjesz ze mną?
Usiadłam na łóżku i patrzałam się na kołdrę. Od kiedy mamie niby tak zależy, żeby spędzać ze mną czas?
-To jak?
-niecierpliwie się dopytywała
-No, dobra... Już wstaję. Daj mi dziesięć minut na ogarnięcie się.
-odpowiedziałam bez emocji, chowając obandażowaną rękę pod kołdrę.
-Ok, czekam.
-mama wyszła z mojego pokoju zostawiając mnie samą. Wstałam, w mgnieniu oka wzięłam poranny prysznic, i zrobiłam sobie poranną toaletę. Zdjęłam bandaż z nadgarstka. Rana nie była aż taka duża, więc pomyślałam, że nikt nie zauważy, jeśli przykryję ją fluidem i zakryję jedną, dużą bransoletą. Szybko ubrałam przetarte na kolanach szare rurki i szeroką, rozciągniętą bluzkę z logiem Nirvany. Uczesałam włosy, z prędkością światła wrzuciłam wszystkie potrzebne na dziś książki i ciągnąc torbę po podłodze weszłam do kuchni.
-No w końcu!
-wykrzyknęła uśmiechnięta mama na mój widok. Na stole leżały pięknie wyglądające kapanki z sałatą, pomidorami, ogórkami i wędlinami. Usiadłam na krześle naprzeciw mamy i zaczęłam powoli bez słowa gryźć sałatę. Nie miałam zamiaru jeść nic więcej. Jeden lub dwa kawałki sałaty mi wystarczą, mimo, że cała reszta tak pięknie pachniała... Siedziałyśmy w ciszy. Myślałam, że mama chociaż przeprosi za wczorajsze zachowanie, wytłumaczy się, spyta, jak się czuję...
-Dzisiaj idę do nowej pracy.
-Co?
-spytałam zaskoczona.
-Wczoraj około 11 poszłam złożyć CV do jednego z hoteli jako recepcjonistka. Po południu dostałam odpowiedź, że zostałam przyjęta. Tak się cieszyłam, że postanowiłam to oblać...
-głos mamy załamał się-
I dlatego nie poszłam z tobą na przesłuchanie. Przepraszam... Ale to było po prostu silniejsze ode mnie, przecież wiesz, że gdybym dała radę się opanować, nie zrobiłabym tego!
-Właśnie-nie wiem.
-odpowiedziałam, patrząc się na ziemię, ciągle żując sałatę. Kątem oka zauważyłam, że mama powoli spuszcza głowę. Było jej smutno i wstyd za to, co zrobiła, ale ja nie chciałam słuchać ani jej, ani jej przeprosin. Miałam to wszystko gdzieś. Dzisiaj spotykam się z Joe, i miałam zamiar skoncentrować się tylko na tym.
-Idę do szkoły
-powiedziałam po dokończeniu liścia sałaty, gwałtownie wstając i zawieszając torbę na ramieniu.
-Mam wziąć klucze, czy będziesz już w domu jak wrócę?
-spytałam oschłym głosem.
-Weź klucze. Wrócę koło 20:00.
-odpowiedziała, cicho łkając. Nie obchodziły mnie jej łzy. Ona nie przejmowała się moimi, kiedy wczoraj mnie zawiodła. Jesteśmy kwita. Wyszłam z domu i szybkim krokiem kierowałam się w stronę szkoły. Dzisiaj nic mnie nie obchodziło, kompletnie NIC. Tyko Joe i nasze dzisiejsze spotkanie. Nie przejmowałam sie nawet Miley, czy jej i jej kumpli pogróżkami na facebooku. Nie przejmowałam się testem z matmy. Ani nawet moim ojcem, chociaż mimo wszystko, ciągle o nim myślałam. Pewnym krokiem i z kamienną twarzą weszłam do szkoły. Ludzie oczywiście się na mnie patrzyli, bo wieści na fejsie szybko się rozchodzą. Niektórzy zaczepiali mnie z tekstami typu ,,Hej, piosenkareczko!" albo ,,Pani Jonas", ale odpychałam ich i szłam w stronę sali lekcyjnej. ,,Dzisiaj wszystko zmienię!"-pomyślałam. Od dzisiaj nie będę już pokraką, którą wszyscy mogą rzucać po kątach. Nie pozwolę im się zmienić. Selena mnie do tego wszystkiego zmotywowała. Weszłam do klasy i już w drzwiach przywitały mnie oklaski i udawane owacje. Stanęłam jak wryta i z grobową miną zaczęłam się na wszystkich patrzeć.Miley siedziała smutna, z głową spuszczoną na dół.
-Brawo, Lovato. Udało ci się.
-powiedział ktoś z końca klasy. Nie wiedziałam, o co chodzi. Usiadłam obok Seleny i spytałam się:
-O co chodzi?
Ta po lekkim zastanowieniu odpowiedziała:
-Joe z nią zerwał. Wszyscy myślą, że to twoja wina.
Joe zerwał z Miley?! CUDOWNIE!
-Ale ty tak nie myślisz?
-A skąd! Jestem pewna, że zerwał z nią przez jej wredny charakter! Ty nie masz nic tutaj do rzeczy, mimo, że inni tak myślą.
-Jak myślisz, Joe już dowiedział się o tym wszystkim? Wiesz, o tym, że mi się podoba?
-Nie pocieszę cię, ale jestem tego pewna. Miley na pewno mu to wszystko wygadała.
-Rzeczywiście, nie pocieszyłaś mnie
-odpowiedziałam, wyjmując książki z torby.
-Coś się stało?
-Nie, kompletnie nic, Sel... Tylko moje życie się wali, tak po za tym, jest świetnie.
-powiedziałam, chowając twarz w dłonie. W jednym momencie mój plan olewania wszystkiego uległ w gruzach. Tym razem nie dałam rady udawać silnej.
-Nie wiem, co ci odpowiedzieć...
-Nic nie mów... tylko obiecaj, że będziesz moją przyjaciółką już na zawsze, zawsze... Dobrze?
-Jasne, oczywiście!
-powiedziała Selena, mocno mnie obejmując. W jej głosie było słychać... wzruszenie? Nie wiem. Tak, czy siak, rozpłakała się w moich ramionach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz