sobota, 29 grudnia 2012

10

Nie rozumiem, dlaczego Selena się wtedy rozpłakała. Nie chciała mi powiedzieć. Cały ten dzień była jakaś szczęśliwa, ale w jej oczach widziałam łzy. Nie rozumiem, naprawdę. Zadzwonił ostatni dzwonek. Pożegnałam się z Seleną i w podskokach zjawiłam się przy drzwiach wyjściowych szkoły, gdzie miałam spotkać się z Joe. Nie czekałam długo, bo ten, żegnając się ze swoimi kumplami, zaraz do mnie podszedł.
-Hej, Demi!
-No siema. Idziemy?
-Jasne.
Wyszliśmy razem ze szkoły kierując się w stronę naszego starego domku na drzewie. Miałam motylki w brzuchu!
-Co słychać?
-nagle spytał Joe.
-Um... wszystko świetnie.
-odpowiedziałam, chociaż było zupełnie na odwrót.
-A u ciebie?
-Też ok. Tylko trochę... dziwnie. Wiesz, zerwałem z Miley...
-Przykro mi...
-Nie, wszystko jest okej...
-Co było powodem waszego zerwania? Jeśli można wiedzieć...
-Nie wiem, jak to ująć... Ty.
A jednak! To wszystko moja wina! Chciałam schować głowę w piasek i już jej nie wyciągać!
-Przepraszam, jeśli coś zrobiłam, ale...
-Nie, nie, Demi. Chodzi o Miley i Ciebie
-powiedział przerywając mi-
Widziałem te wszystkie wpisy na fejsie. Zrozumiałem, że nie warto jest być z kimś, kto rani innych, a szczególnie moich przyjaciół... Żałuję, że byłem taki głupi, że w ogóle się do niej przyznawałem...
-powiedział, chowając dłonie w kieszenie ze spuszczoną głową. Boże! On jest taki słodki, kiedy idzie taki zamyślony, a grzywka spada mu na czoło, zakrywając jego twarz... Szłam i patrzałam się na niego-kątem oka, żeby nie było!-i nawet nie skapnęłam się, że nazwał mnie przyjaciółką!
-Mam o niej takie samo zdanie, jak ty, Joe...Ale może zmieńmy temat? Nie warto o niej mówić. Może pomyślmy, co zrobimy w naszym domku na drzewie!
-Czemu nie!
-odpowiedział, rzucając mi ulotne spojrzenie i lekko się uśmiechając. Szliśmy rozmawiając o naszych wspomnieniach, marzeniach, o domku na drzewie... aż znaleźliśmy się na miejscu! Nasz stary domek wyglądał potwornie. Niestety, czas źle mu służy, a dom pani Wood, który niegdyś był piękną, zadbaną rezydencją, jest teraz zwykłą zaniedbaną ruderą, idealną dla dresów i meneli.
-Trochę boję się tam wejść
-powiedziałam z chichotem, stając pod starym dębem i patrząc się w górę na domek.
-Damy radę.
-odpowiedział Joe, puszczając mi oko i wdrapując się po ,drabinie' (z której z resztą został tylko jeden szczebelek)
-Mam ci pomóc?
-dokończył, będąc w połowie drogi i podając mi rękę. Bez wachania złapałam jego przedramię i razem wdrapaliśmy się do naszego domku. Było tam okropnie wilgotno ale zarazem ciepło. Trochę śmierdziało, ale dało się to znieść. W rogu leżało trochę przemokniętych kartek, jakieś lalki i samochodziki, stare płyty CD i inne bzdety.
-Rany, tyle wspomnień!
-powiedziałam, siadając na pobliskim 'krześle' i rzucając torbę na ziemię.
-patrz, Joe! Nasze stare liściki!
-krzyknęłam, sięgając po kartki w rogu. Joe podszedł do mnie i wziął jedną z nich, siadając z nią obok mnie i uważnie jej się przyglądając.
-Rzeczywiście! Patrz, to list do ciebie ode mnie, napisałem go w piątej klasie podstawówki...
-powiedział z zamyśleniem
-byłem wtedy w tobie po uszy zakochany... Wiem, to trochę dziwne, bo wtedy uważałem, że dziewczyny są ochydne...
-dokończył patrząc się na mnie z łagodnym uśmiechem
-Wszystkie, po za tobą.
Moje serce stanęło w miejscu. Joe. Się. We. Mnie. Kochał. Żadne słowa nie mogą opisać, jak wspaniale się wtedy czułam.
-,,Droga Demi...
-Joe zaczął cicho czytać list-
...wiem, że pewnie tego nie przeczytasz, bo za bardzo boję się tobie dać ten list. Pewnie mnie wyśmiejesz, bo jestem tylko twoim kumplem, ale naprawdę cię lubię, bardziej niż przyjaciółkę. Chciałbym się ciebie spytać, czy zostałabyś moją dziewczyną, ale za bardzo wstydzę się wyśmiania czy odrzucenia, bo mi na tobie zależy... Nie wiem, co będzie z nami za kilka lat, ale mam nadzieję, że dalej będziemy przyjaciółmi, i że odważę się tobie pokazać ten list i w końcu wyznać ci moje uczucia.''
-tu zakończył się list. Oboje siedzieliśmy w ciszy przez jakieś dziesięć sekund, wpatrzeni w jeden skrawek papieru. Postanowiłam ją przerwać.
-Dlaczego nie znalazłam tego listu wcześniej?
-spytałam
-Rzuciłem go tutaj, kiedy ostatni raz stąd wychodziliśmy. Pamiętasz, wtedy, kiedy się pokłóciliśmy. Myślałem, że to już koniec naszej przyjaźni, ale dalej coś do ciebie czułem.
-odpowiedział, patrząc mi się w oczy. Rzeczywiście. Na początku szóstej klasy ostro się pokłóciliśmy, ale już nie pamiętam, o co.
-Tęsknię za tym wszystkim...
-powiedziałam, a do moich oczu zaczęły spływać łzy. Zrobiło mi się przykro, że to wszystko zepsułam. Gdyby nie to, może bylibyśmy razem?
-Ej, Dems, płaczesz?
-Joe objął mnie ramieniem, sprawiając, że rozbeczałam się jak małe dziecko
-no... nie płacz... Bo mi się chce płakać! Demi! Ugh, co mam zrobić, żebyś nie płakała?
-zaniepokojony, ze wszystkich sił próbował mnie uspokoić, przytulając mnie do siebie. Postanowiłam wykorzystać okazję. Skulona w jego ramionach, spojrzałam mu się w oczy. Pociągnęłam nosem i powiedziałam:
-Pocałuj mnie.
-przez te dwa słowa, moje serce zaczęło bić szybciej i szybciej, a moje ręce nie dość że się pociły, to na dodatek trzęsły się jak szalone. Nie chciałam, żeby uznał mnie za wariatkę, ale już nie mogłam wytrzymać. Reakcja Joe mnie zaskoczyła... Trochę zszokowany, powoli schylił się nade mną i pocałował mnie w usta. JOE. MNIE. POCAŁOWAŁ. WOW. Wtuliłam się w jego ramiona jeszcze mocniej, a on mnie objął. Czułam się bezpiecznie, zupełnie, jakby na te kilka sekund zniknęły wszystkie moje problemy. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Siedziałam w objęciach mojego wymarzonego chłopaka, w naszym i tylko naszym domku na drzewie. Czego chcieć więcej?
-Demi...
-Hm?
-Nie, już nic...
-Joe wyraźnie się czegoś przestraszył, albo zawstydził.
-Mów!
-wykrzyknęłam z uśmiechem, patrząc mu się w oczy.
-Ja... kocham cię. Długo zwlekałem, żeby ci to powiedzieć, ale najzwyczajniej się bałem... I przepraszam, jeśli kiedykolwiek cię zraniłem, ale robiłem to, żeby ci zaimponować, żeby w jakiś sposób pokazać ci, że mi na tobie zależy. Bo... jesteś dla mnie tak okropnie ważna...
-Joe, ja też się w tobie kocham... Od dawna mi się podobałeś, a niedawno się w tobie zabujałam, i nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę!
-Ale... lepiej będzie, jeśli będziemy się ukrywać. Przynajmniej przez jakiś czas. Wiesz, nie chcę, żeby Miley i jej spółka znowu cię zaatakowały.
-Jasne, ale mogę o tym powiedzieć Selenie?
-Jeśli masz pewność, że nikomu tego nie wygada, to czemu nie. Ja powiem o tym Justinowi. Ufam mu. Niech zazdrości!
-powiedział ze śmiechem, przyjaźnie pstrykając mnie w nos.
-A teraz musimy zająć się naszym domkiem!
-powiedziałam, wstając. Tak też zrobiliśmy. Wzięliśmy się za robotę, sprzątaliśmy, wyrzucaliśmy niepotrzebne rzeczy, wspominaliśmy, odbudowywaliśmy wszystko na nowo. Obsypywaliśmy się mąką, znalezioną pod stertą magazynów, obrzucaliśmy się orzechami i kasztanami. Wszystko jak za starych lat! Kiedy zaczęło robić się ciemno, postanowiliśmy skończyć. Usiedliśmy obok siebie w ''drzwiach'', tak, że nogi zwisały nam w dół. Joe objął mnie, a ja wtuliłam się w jego cieplutkie ramiona i tak razem siedząc, patrzeliśmy się w księżyc.
-Udało się. Ogarnęliśmy wszystko.
-powiedziałam triumfalnie.
-A właśnie! Jak tam twoi bracia? Nick i Kevin?
-Dobrze... Ciągle się kłócimy, ja kto zawsze. Nie mogę się doczekać, żeby im powiedzieć, że mam dziewczynę. I to jaką!
-powiedział, dając mi całusa w policzek
-Muszę zobaczyć ich miny.
-Napisz mi potem, jak zareagowali!
-Nie ma sprawy. A jak u ciebie?
-Cóż... nie najlepiej. Mój tata upił się i pobił mamę i wyrzuciła go z domu.Do teraz nie wiem, gdzie jest, ale mało mnie to obchodzi. Bardziej żal jest mi mamy, która nie może wyjść z alkoholizmu, chociaż jest coraz lepiej. Dzisiaj poszła do nowej pracy...
Rozmawialiśmy tak chyba z godzinę, jak nie półtora. Opowiedzieliśmy sobie o wszystkim co zdarzyło się u nas od ostatniego spotkania w domku na drzewie. Teraz wiedzieliśmy o sobie wszytko. Joe dowiedział się nawet o wczorajszym wieczorze, kiedy to... samookaleczyłam się, ale Selena mnie na szczęście od tego powstrzymała. Powiedział, że mogę po niego dzwonić w każdej sekundzie, nawet w nocy. Opowiedziałam mu też o moim castingu do wytwórni, obiecałam mu też, że kiedyś go wezmę ze sobą. Jednak nadeszła godzina 19:00 i musiałam już iść do domu. Chciałam tam być przed mamą. Zeszliśmy na dół, przytuliliśmy się na pożegnanie i każde poszło w swoją stronę. Zdecydowanie najlepszy dzień ostatnich lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz