poniedziałek, 11 lutego 2013

18

-Demi? Demi! Słyszysz mnie? Otwórz przynajmniej oczy... albo daj jakiś znak... Proszę... ja tu odchodzę od zmysłów... Kochanie?
Znajomy, ukochany głos... Joe? Otworzyłam oczy. Wszystko jest takie strasznie zamglone... Głowa mi pęka i czuję, jak żołądek mi się skręca. Leżę na jakimś łóżku. Dlaczego naokoło jest tak jakoś... dziwnie? Nie znam tego miejsca. Słyszę głosy ze wszystkich zakątków tego pokoju. Strasznie piecze mnie lewa ręka. To wszystko, co na ten moment wiem.
-Otworzyła oczy! Proszę pani! Niall, Nick, Harry, Ashley! Chodźcie szybko!
Ludzie... otworzyłam tylko oczy, bez przesady... Chwila. Dlaczego wszyscy stanęli naokoło mnie i coś do mnie mówią? Widzę tu mamę, Joe, cały mój zespół i jakąś blondynkę... Ach, to Ashley. O, przyszedł ktoś jeszcze. Jakaś babka w białym fartuchu. Ej, kobieto, powaliło cię? Dlaczego świecisz mi po oczach? No świetnie, teraz nie widzę prawie nic. Dzięki.
-Demi, słyszysz mnie?
-spytała ta ochydna baba w białym fartuchu, która świeciła mi po oczach. Słyszałam ją i widziałam już wyraźniej, ale nie miałam siły odpowiedzieć. Wykrztusiłam tylko krótkie ,,Yyyyyh" przez które wszyscy naokoło zaczęli wariować. Dostałam porządnego całusa od Joe i sto takich od mamy oraz uściski od Nialla, Nicka i Hazzy i Ash. Z pomocą-jak się okazało-pielęgniarki usiadłam na łóżku. Teraz rozumiem. Jestem w szpitalu. No ok, ale czemu?! Zebrałam siły i obejrzałam wszystko naokoło. Dopiero wtedy z lekkim niedowierzaniem spytałam:
-Co ja tu robię? Dlaczego tak strasznie boli mnie głowa i lewy nadgarstek?
-spojrzałam się na Joe lekko przymrużając oczy. Na moje pytanie odpowiedział jednak Niall.
-Kobieto, nigdy więcej tego nie rób, okej? Boże... Nagrywaliśmy w studio, a kiedy skończyliśmy, poszliśmy na aulę posłuchać występu Cyrus, jednak była wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona... Więc zmusiliśmy cię, żebyś ją zastąpiła. Po milionach próśb udało się i weszłaś na scenę i zaczęłaś śpiewać, co bardzo zezłościło Miley. Weszła na scenę i zepchnęła cię z niej. Spadłaś na podłogę z wysokiego podestu i uderzyłaś się prosto w głowę. Nic ci się nie stało, szybko wstałaś i uciekłaś z płaczem do toalety a my za tobą. Siedziałaś tam z 15 minut, które szczerze powiedziawszy były najdłuższym kwadransem w moim życiu. Krzyczeliśmy, żebyś wyszła, przecież nic się nie stało, ale nie słuchałaś. Po 15 minutach weszliśmy do ciebie i nie wiem, jak, wyważyliśmy drzwi od kabiny i... byłaś tam... leżałaś na podłodze cała zakrwawiona...
Niall nie wytrzymał i popłakał się. Zrobiło mi się okropnie głupio, że przeze mnie znowu się martwi...
-...a w prawej ręce miałaś również zakrwawioną żyletkę. Brakowało ci milimetra, dosłownie, milimetra, żebyś przecięła sobie żyłę. Wziąłem cię na ręce, a Niall zadzwonił po abmulans. Dalej wiem tylko, że Ashley zawiadomiła twoją mamę. Straciłem zmysły, naprawdę... nie pamiętam, co stało się dalej.
-dokończył za Nialla Joe, patrząc mi się prosto w oczy.
-Zadzwoniłam też po Selenę, zaraz tu będzie.
-dodała zapłakana mama.
-No... ale... co ja zrobiłam?
-nie komunikowałam. Czułam się jak po narkotykach, lub na kacu.
-Pocięłaś się i zemdlałaś. Wiesz jak mało brakowało, a byłabyś już w kostnicy?!
-wykrzyknął Joe, który wyraźnie się wkurzył. Na mnie.
-Ej, ej bez przesady!
-powiedział Niall i odepchnął Joe od mojego łóżka. Mało brakowało, a znowu by się pobili. Tym razem zrozumiałam.
-Dobra... powiem wam wszystko.
-zaczęłam łapiąc się za ciągle bolącą głowę. Na te słowa wszyscy przybliżyli się jeszcze bardziej. Nick, Harry, Ashley, mama, Niall i Joe stali naokoło mnie i patrzeli jak w jakiś święty obrazek. Lekko się speszyłam, ale wzięłam oddech i zaczęłam:
-Tak, tnę się. Nie... nie wiem czemu, no... to mi pomaga.
Mama rozpłakała się jeszcze bardziej. Na widok jej roztrzęsionych dłoni, zakrywających zapłakane oczy przeraziłam się, ale chciałam po prostu to wszystko z siebie wykrztusić, więc zacisnęłam dłonie i mówiłam dalej.
-Miley... ona mnie prześladuje już od dawna. Nienawidzi mnie, nie mając ku temu żadnych powodów. Kilka razy samookaleczałam się właśnie przez nią.
-Boże, Demi, dlaczego nic mi nie powiedziałaś?!
-zapłakanym głosem wykrzyknęła mama.
-CHCIAŁAM! Żebyś mnie jeszcze z ojcem słuchała, na pewno byście do tego nie doprowadzili! Widzisz, do czego doszło przez wasze kłótnie? Kompletnie nic o mnie nie wiedzieliście! Teraz nawet nie wiemy, czy ojciec w ogóle żyje!
-zaczęłam krzyczeć na mamę. Nie chciałam tego, ale to było silniejsze ode mnie. Czułam, że po prostu muszę wszystko z siebie wyrzucić, bo inaczej albo znowu się potnę, albo oszaleję i trafię do wariatkowa. Harry złapał mnie za ramię, starając się mnie uspokoić, natomiast Nick, Ashley i Joe wyszli z moją mamą za drzwi mojego pokoju.
-Demi, tylko pogarszasz sytuację...
-powiedział Harry spokojnym tonem
-Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? Idiotka!
-zaczął krzyczeć Niall.
-Dobra, wiecie co, mam dość. Mam tego wszystkiego SERDECZNIE dość.
-Wykrzyknął Hazza i pewnym krokiem wyszedł. Zostałam ja i Niall.
-Może mi odpowiesz?
-Odwal się ode mnie, dobrze?! Sam dobrze wiesz, że to nie takie proste.
-Tak, ale JA nigdy nie doprowadziłem się do takiego stanu! Nikt nie zna mojego sekretu... po za tobą i moimi... ugh. A TWÓJ sekret zna już cała szkoła!
-CO?!
-przeraziłam się.
-Tak, gdybyś nie wiedziała, Cyrus strzeliła ci kilka fotek i wrzuciła je na fejsa. Zgłosiłem to już, ale zdjęcia dalej tam są. I wiesz co? Twoja matka powiedziała, że już nigdy więcej nie puści cię do wytwórni. Będziesz uczyć się w domu i będziesz pod stałą opieką psychologa. Rozumiesz!? Przez to wszystko musisz zaprzepaścić swoją karierę!
-Proszę, powiedz, że kłamiesz...
-zrobiło mi się zimno i łzy naleciały mi do oczu. Właśnie teraz, kiedy zaczynam coś osiągać?! Jestem skończoną debilką...
-Nie. Nie żartuję. Rozmawiałem z twoją mamą. Powiedziała, że innej opcji nie ma.
-Niall... ale ja nie przeżyję bez muzyki... Ja... Ja zwariuję... Przekonaj ją, proszę!
-Bierzesz mnie za jakiegoś ułoma? Myślisz, że nie próbowałem? Musimy się pożegnać, Demi. Przykro mi.
-Niall spuścił głowę, założył kurtkę i chciał wyjść, ale mu nie pozwoliłam.
-NIE, Niall, NIE WYCHODŹ!
-krzyknęłam stanowczo, zatrzymując go. To było jedyne, co mogłam. Leżałam przecież podłączona do kroplówki i kilku innych urządzeń.
-Czemu? Chcesz, żebym jeszcze bardziej cierpiał, widząc ciebie? Myślisz, że tak, o, zapomnę o tobie? O nas? Mylisz się.
-Blondyn odwrócił się do mnie i mówił, patrząc mi się prosto w oczy.
-Nie zapomnę o tobie.
-Mówisz, jakbyśmy się widzieli ostatni raz. Zupełnie, jakbym miała za kilka dni umrzeć, albo coś w tym stylu, Niall...
-nie wytrzymałam... Rozpłakałam się.
-A jak mam mówić? Znowu muszę uciekać. Znowu muszę się bać. Wiesz, jakie to uczucie, Demi?! Nie masz pojęcia! Czuję się cholernie samotny, zupełnie jak bezdomny. Niechciany. Opuszczony. Jak głodny, skopany pies! Przy tobie mogłem spełnić swoje marzenia, Demi. Nasze marzenia. Kiedy dostałem telefon od Ashley, że znalazła dla mnie pracę, i to tutaj, byłem wniebowzięty. Mogłem w końcu coś osiągnąć. Tylko przy tobie tak się czuję. Doceniony przez kogoś. A teraz? Teraz już nigdy się nie zobaczymy. Wrócę do Londynu, do swojego starego życia, i jeśli dalej tak będzie, skończę na ulicy. A wtedy się zabiję. Bo stracę sens życia.
-Nie mów tak! Proszę... ja... zrobię wszystko! WSZYSTKO, żeby z powrotem być w wytwórni. Przyrzekam. Powiedz Ashley, żeby się nie poddawała. Wrócę. Na pewno.
-dalej krzyczałam przez łzy. Niall podszedł do mnie i usiadł obok mnie na łóżku.
-A co, jeśli ci się nie uda, hm? Ile mamy czekać?
-Uda mi się. Postaram się o to. Dla ciebie, siebie, Ashley, Nick'a, Harry'ego, Joe... Dla Was. I dla swoich marzeń. Uwierz we mnie. Dajcie mi tydzień. Uporządkuje wszystko i wyrwę się.
-Jesteś niesamowita.
-Co? Przecież przed chwilą na mnie krzyczałeś...
-Bo bałem się... Że znowu zostanę sam. Jak palec. Przed poznaniem ciebie, byłem tak blisko załamania się... dosłownie na krawędzi życia. Zmieniłaś moje życie. Jesteś jego sensem.
-Ej, ja mam chłopaka.
-uśmiechnęłam się i wtuliłam w ramiona Nialla.
-Nie mówię tego, bo chcę cię poderwać...
-po chwili oderwał się z mojego uścisku i rękawem swetra wytarł łzy na moim policzku
-Chociaż, nie udawajmy, czuję coś do ciebie. Jesteś po prostu inspiracją dla mnie. Dzięki tobie nie poddaję się. Razem możemy wiele.
-uśmiechnął się do mnie i wstał.
-Serio muszę iść. Przekażę Ash, że przyjdziesz do wytwórni. Cześć.
-Niall dał mi buziaka w policzek i wyszedł. Nie wiedziałam, co czuć. Wow... jestem czyjąć inspiracją? Rany...
-Demi!
-ktoś wparował do mojego pokoju tak szybko, że nie mrugnęłam, a już mnie obejmował. Poznaję ten słodki zapach perfum truskawkowych i czarne, długie włosy.
-Selena?!
-Boże... dlaczego?! Dlaczego ty mi to robisz?
-zaczęła na mnie krzyczeć ze łzami w oczach. Opowiedziałam jej wszystko. Dosłownie wszystko. Znowu byłam z nią całkowicie szczera, była jedyną osobą, której całkowicie ufałam, a to dziwne, bo przecież tydzień temu byłyśmy wrogami... No, mniejsza o to. Harry, Niall, Ashley i Nick poszli. Potem poszła Selena oraz Joe. Zostałam z mamą. Była gdzieś 21:00. Mama bez słowa krążyła po moim pokoju i rozkładała moje rzeczy. W szpitalu miałam zostać do jutra przed południem. Nie wiedziałam, co zrobić, w palcach przewracałam kostkę do gry na gitarze i patrzałam się na mamę. Była zdenerwowana, wyraźnie zmartwiona. Nie dziwię jej się, strasznie ją zraniłam. Ale musiałam.
-Mamo, porozmawiamy?
-spytałam niepewnie po chwili. Na te słowa mama drgnęła, na chwilę się zatrzymała, podeszła do mnie z grobową miną i usiadła na moim łóżku patrząc mi się prosto w oczy.
-Możemy.
-Ja... nie chciałam cię dłużej okłamywać. Musiałam powiedzieć to wszystko...
-Dziecko. Mi nie chodzi o to. Rozumiem cię w stu procentach. Ta sytuacja przerastała również mnie. Rzecz w tym, że ja już nie piję, a przynajmniej nie tyle, ile wcześniej. A tobie potrzebna jest pomoc. Pewnie już wiesz, że jutro idę wypisać cię ze szkoły i zaczniemy domowe nauczanie. Pójdziemy też pożegnać się z wytwórnią.
-NIE! Nie pozwalam ci!
-zaczęłam krzyczeć, przerywając pewny głos mamy.
-Nie masz tu nic do mówienia, Demetrio! Nie widzisz, że to wszystko pogorszyło się, od kiedy poszłaś do tej wytwórni?
-Co? Ty chyba sobie żartujesz! To wszystko było w jeszcze gorszym stanie, zanim zaczęłam śpiewać, mamo! Tak mam przynajmniej oderwanie od tej całej patologii w domu.
-Jakiej do cholery patologii? Wiesz, że staram się dla nas jak najlepiej.
-Tak?! To dlaczego nie wywaliłaś ojca wcześniej?!
-zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i z jeszcze większą agresją. Zapadła chwila ciszy, a mama spuściła wzrok.
-O tym chciałam z tobą porozmawiać. Kiedy byłaś wczoraj w wytwórni, wracałam z pracy. Spotkałam ojca.
-Serce zaczęło mi bić strasznie szybko. Znowu on?
-Zaczął układać sobie życie. Znalazł jakąś kobietę z 3-letnim synem. Bogatą. Rozwódka. I... Chce rozwodu. Z resztą ja też.
-I dobrze! W końcu da nam spokój!
-wykrzyknęłam.
-Dokładnie. Ja... to nie dziwne, Demi? W przeciągu zaledwie tygodnia tyle... aż tyle się zmieniło... Twój ojciec, wytwórnia, Selena, Joe...
-Ale przyznaj... to wszystko idzie ku lepszemu, nie?
-Jakoś mi się nie wydaje...
-odparła mama, łapiąc mnie za lewą rękę. Zapadła cisza. Nie miałam siły dalej przekonywać mamy, aby nie wypisywała mnie z wytwórni. Wiedziałam jednak, że nie poddam się tak łatwo. Będę walczyć o swoje marzenia, nawet, jeśli miałabym to przypłacić zdrowiem.

niedziela, 10 lutego 2013

17

Niebo płacze, ja oglądam, łapię łzy w swoje dłonie... Cóż, tym niebem najwyraźniej jestem ja. Nie wytrzymam tego. Po prostu nie mogę. To mnie przerasta. Nie... nie wytrzymam tego... Demi, idiotko, w co ty się wpakowałaś?! Co ty sobie w ogóle myślałaś? Nigdy nie będziesz idealna... Nigdy... Jesteś śmieciem... Siedziałam zabarykadowana w toalecie i nie miałam zamiaru stamtąd wychodzić, dopóki wszyscy naokoło mnie nie zostawią. Joe i Niall drą się przed drzwiami damskiej toalety, a ja siedzę na kiblu i wpatruję się w zakrwawioną żyletkę. Tak skończyła się moja próba pokazania umiejętności muzycznych... których nie mam... Chcę z tym skończyć... nie chcę się zabić ale... a nieważne... teraz nic nie ma dla mnie znaczenia...

16

Weszliśmy do studio za rękę i usiedliśmy przed mikserem. W środku był już Niall i dzielnie przygotowywał się do następnego nagrywania... Jedząc pączka.
-Cześć Demi, cześć... Joe?
-Hej, Niall!
-Cześć.
-Joe podał rękę Niall'owi.
-To nasz album to nie jest tajemnica?
-spytał niepewnie Niall.
-Ashley powiedziała, że mogę tu przyprowadzać, kogo chcę. Album ani jego tematyka to nie tajemnica, z resztą, nawet jeśli by się wydało, to nic się nie stanie. Nie jesteśmy gwiazdami, nie zaszkodzi nam to.
-odpowiedziałam, zdejmując płaszcz.
-Może nawet pozwolą Joe się wykazać...
-zaczęłam zmieniając temat
-Co proszę?
-zapytał zaskoczony Joe.
-No co? Masz talent do śpiewania, namówię Ashley, żeby ktoś cię przesłuchał. Wtedy będziemy spędzać czas razem codziennie.
-powiedziałam szeroko się uśmiechając i dając Joe całusa w policzek. Joe miał zamiar coś odpowiedzieć, ale przerwała mu rozpromieniona Ashley, która właśnie weszła do studio.
-Cześć, dzieciaki! O, mamy kogoś nowego w naszej rodzinie?
-spytała z chichotem Ash, patrząc się na Joe.
-Mówiłaś, że mogę kogoś tu przyprowadzić, a więc prosze. Dodam, że ma świetny głos...
-Demi, nie przesadzaj
-wyjąkał wyraźnie zestresowany Joe
-Doprawdy? A, to ty jesteś tym bratem Nick'a! Może zaśpiewasz nam coś?
-Nie, Demi tylko tak mówi o tym moim głosie, ja...
-Jonas zaczął się wymigiwać. Wzięłam sprawy w swoje ręce. Zaczęłam nucić piosenkę Together, którą kiedyś razem napisaliśmy i razem, w naszym domku na drzewie śpiewaliśmy. Joe wyraźnie podbudowany, zaczął śpiewać ze mną. Ashley usiadła na krześle obok Nialla, na przeciwko nas i słuchała z zapartym tchem. Kiedy skończyliśmy, bez słowa udała się w stronę drzwi i złapała Joe za ramię.
-Wrócę za dwie minuty, ewentualnie godzinę
-powiedziała, puszczając do nas oczko, wychodząc i ciągnąc za sobą Joe.
-Udało się! Joe od dziecka miał talent do śpiewania.
-powiedziałam Niallowi z uśmiechem.
-Talent może i ma. Ale jeśli nie chce śpiewać, jego muzyka nigdy nie będzie prawdziwa.
-odpowiedział Niall spokojnie.
-O co ci chodzi?
-Joe nie chciał iść na to przesłuchanie, i prawdopodobnie gdyby nie ty, nawet nie pomyślałby o śpiewaniu, czy o karierze muzycznej...
-Skąd ty to wiesz? Przecież prawie go nie znasz!
-wykrzyczałam w obronie Joe.
-Demi, taka jest prawda!
-Niall, przestań! Joe po prostu jest nieśmiały...
-Kiedy mnie bił też był taki nieśmiały?!
-Niall najwyraźniej się zdenerwował, ale nie chciał tego pokazywać.
-Co ty do jasnej cholery wygadujesz?! Wtedy mnie bronił! Tak powinien zachowywać się każdy chłopak!
-Przestań, niby przed kim miałby cię bronić? Ja bym nigdy ci nic nie zrobił! Jesteś dla mnie bardzo ważna, i nigdy w życiu nie chciałbym cię zranić!
-Niby skąd Joe miał to wiedzieć? Nie znaliście się, równie dobrze mógłbyś być jakimś dresem, gwałcicielem, pedofilem, zboczeńcem... Nie rozumiesz tego, że jestem dziewczyną Joe i on mnie broni?! Przy nim mogę czuć się bezpieczna i szczęśliwa, mogę przy nim czuć się piękna i być po prostu, kurde, sobą! Nikt nie zapewni mi takich uczuć, jak on!
-wykrzyczałam ze łzami w oczach.
-Dobra, dobra. Ale powiedzmy, że Joe z tobą zerwie i znajdziesz kogoś innego. Ten inny też oczaruje cię tak samo, jak Joe. Przy nim też będziesz czuła się piękna, bezpieczna i szczęśliwa. Co wtedy? Zrozum, że Joe nie jest tym jednym, jedynym. Jest wiele innych chłopaków, którzy chcieliby się z tobą umówić, gdybyś dała im szansę.
-Ze mną?!
-oparłam się o krzesło zaskoczona
-Tak, z tobą, Lovato! Dokładnie z tobą!
-Niby kto, Horan?! Jakoś nikt nie wydzwania do mnie po nocach i nie śpiewa romantycznych serenad pod moim oknem. Nikt tak nie robił nawet, kiedy jeszcze nie chodziłam z Joe.
-A co ma robić, kiedy wie, że nie ma u ciebie szans, bo jesteś już z kimś, na kogo czekałaś całe życie?
-Niall zaczął krzyczeć, patrząc mi w oczy. Nie wiem, czy krzyczał na mnie, czy raczej ze złości na siebie. Naszą kłótnię praktycznie o nic przerwał Harry, wchodząc do studio. Za nim wszedł Nick, producenci, jacyś inni ludzie od muzyki, i Nicki-dziewczyna, która pomagała mi ćwiczyć mój głos, dzięki czemu mogłam śpiewać jeszcze głośniej i dłużej. Zaczęliśmy nagrywać, jednak atmosfera była okropnie napięta i dało się to wyczuć w powietrzu. Nie odzywałam się do Nialla ani on do mnie. Mniej więcej po godzinie do studio wparowała Ashley, ciągle trzymając Joe za ramię.
-No, już, wchodź.
-powiedziała i lekko popchnęła go w stronę drzwi, za którymi stałam ja i nagrywałam kolejną piosenkę. Joe posłusznie wszedł do środka i z niepewną miną usiadł na moim krześle przed mikrofonem. Ja natomiast, aby ''lepiej wydawać dźwięki" musiałam stać. Poprosiłam o przerwę i zdjęłam słuchawki.
-O co chodzi Joe?
-spytałam Jonasa i objęłam go z całej siły. Brunet nie zdążył nic odpowiedzieć, bo wyprzedziła go Ashley, nawijając przez mikrofonik:
-Joe ma zajebisty głos, tyle powiem. Macie dzisiaj nagrać tą piosenkę, którą śpiewaliście zanim Joe wyszedł, pamiętacie ją?
-spytała. Odpowiedzieliśmy na to skinięciem głowy.
-Świetnie. Śpiewajcie, nagrywajcie, podkładem muzycznym zajmiemy się potem. Mam to w dupie, że nagrywacie teraz coś innego, skasujcie to, albo zróbcie z tym cokolwiek innego, teraz chcę duet Demi i Joe. To będzie hit mówię wam!
-skończyła Ashley. Trochę szokowani, posłuchaliśmy Ashley. W godzinę nagraliśmy ten żywy kawałek a potem zajeliśmy się resztą.

sobota, 9 lutego 2013

15

-Niesamowity dzień.
-powiedział zamyślony Niall.
-Racja.
-odparłam, wtulając się w swój sweter. Było strasznie zimno, coś koło godziny 21. Nie dość, że zimno, to ciemno jak w... no, ciemno.
-Zimno ci?
-spytał troskliwie.
-Tak... trochę.
Niall opatulił mnie swoją wielką bluzą i od razu było mi cieplej. Siedzieliśmy w dwójkę na ławce przed wytwórnią. Harry, Nick i Ash poszli już do domu. Niall czekał na kumpla, który miał zabrać go do domu. Ja natomiast czekałam na Joe.
-Nie chcę niedzieli... To chyba najgorszy dzień tygodnia.
-powiedziałam cicho.
-Dlaczego?
-Po niedzieli jest poniedziałek... poniedziałek to szkoła, czyli powrót do tego wszystkiego, do tej męczarni.
-Nie martw się. Jutro przecież się spotykamy, nagramy coś. Nie będziesz miała czasu o tym myśleć.
-Właśnie, nie jesteś zły? W końcu niedziela powinna być dniem wolnym, a przeze mnie musisz jutro pracować.
-spytałam. Jeszcze w studio, umówiłam się ze wszystkimi, że skoro chcemy się w miesiąc wyrobić z albumem, musimy pracować też w niedziele. Cały tydzień.
-Nie, skąd? Kocham muzykę, więc dlaczego nie miałbym spędzać tygodni z moją ukochaną?
-spytał, lekko się uśmiechając.
-Cieszę się, że nie masz mi tego za złe.
-odparłam, patrząc się na Nialla z uśmiechem.
-Demi!
-usłyszałam głos Joe. Biegł w naszą stronę.
-Joe!
-wstałam z ławki i również do niego podbiegłam rzucając mu się w ramiona i witając buziakiem.
-Wybacz, Niall, muszę już iść. Pa!
-powiedziałam po chwili, oddając blondynowi bluzę.
-Pa!
-odparł. Szłam z Joe za rękę rozmawiając o dzisiejszym dniu. Chwaliłam się, jak dobrze mi szło, a on cały czas mi powtarzał, że jest ze mnie dumny.
-Cieszę się, że jutro spędzimy ze sobą trochę więcej czasu!
-powiedział obejmując mnie. Z początku nie pojęłam, o co chodzi, ale kiedy zrozumiałam, zrobiło mi się smutno.
-Tak właściwie... Jutro nie mogę, Joe. Chyba, że wieczorem, o 19.
-Jak to? Jutro niedziela, powinnaś mieć wolne!
-Ostro pracujemy nad albumem i jeśli chcemy wyrobić się z nim w miesiąc, albo krócej, musimy pracować dzień w dzień.
-powiedziałam niepewnie, zatrzymując się i patrząc Joe głęboko w oczy.
-Aha...
-przerwał-
Czyli... Muzyka jest dla ciebie ważniejsza niż ja?!
-wykrzyknął.
-Co ty odwalasz Joe?! Skąd! Po prostu... chcę jakoś wyjść na prostą, coś osiągnąć, a żeby to osiągnąć, muszę pracować i...
-zaczęłam się tłumaczyć
-A może po prostu chcesz spędzić czas z Niallem?
-wykrzyknął wściekły Joe.
-Kurde, Joe! Spędzam czas z Niallem, ale tylko w studio! Jest moim kolegą, pracujemy razem, to nie ja wybierałam członków mojego zespołu! Przecież wiesz, że kocham tylko i wyłącznie ciebie! Już kilka lat temu straciłam dla ciebie głowę, nie zmieniłabym zdania tak nagle, szczególnie, że cholernie mi na tobie zależy! Kocham cię, debilu!
-krzyczałam jak wariatka, ze łzami w oczach
-Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, wiesz?
-spytał trochę spokojniej.
-Nie ufasz mi?
-odpowiedziałam pytaniem na pytanie trochę niepewnie.
-Ufam ci. Kocham cię. A myśl, że mogę cię stracić po prostu... zżera mnie od środka. Boli mnie to, że jesteśmy razem, a przez twoją pracę nie możemy spędzać razem czasu.
-powiedział, zakrywając twarz w dłoniach. Było mu wstyd.
-Myślisz, że mnie to nie boli? To wszystko zwaliło mi się na głowę. Niby tego chcę, kocham muzykę i kocham to, co robię... Dobrze chociaż, że będę miała czas po wydaniu albumu...
-skończyłam i szliśmy dalej za rękę, w ciszy.
-Wiesz co, Joe? Może przyjdziesz jutro do mnie do studio, albo pójdziemy tam razem? Jestem pewna, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, i spędzimy ze sobą czas! Co ty na to?
-spytałam zachwycona.
-Mogę? A to nie będzie problem?
-spytał Joe.
-Skąd! Jeju, jak świetnie!
-zaczęłam skakać jak poparzona.

sobota, 2 lutego 2013

14

-Demi, już tu jesteś?
-powiedziała zaskoczona Ashley na mój widok. Stałam pod studio już o 6:30, aby być pewna, że będę pierwsza przed wszystkimi. W ręce trzymałam stos kartek z tekstami piosenek.
-Tak, koniecznie chciałam być pierwsza
-powiedziałam dumnie z uśmiechem
-I ci się udało! Niall napisał mi, że jest już w drodze, a co z resztą chłopaków to nie mam pojęcia.
-powiedziała Ash z uśmiechem, otwierając drzwi do studio. Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy miejsca przy mikserze.
-No, to jak się dzisiaj czujesz? Jak twoja mama?
-spytała Ashley
-Mama? A, mama... Dobrze. Ma grypę. Ale już lepiej. U mnie też ok, jestem pełna energii na dzisiejsze nagrywanie!
-odpowiedziałam szeroko się uśmechając
-Mam nadzieję, że zdołamy dzisiaj nagrać co najmniej dwie piosenki. No i w planach mam dzisiaj próbę do Summer Fest. Skończymy około 21:00 więc przygotuj się na dużo roboty. Wiem, że dzisiaj sobota, ale, niestety, sama się na to pisałaś i nie ma już odwrotu.
-Ale mi to nie przeszkadza! I tak nie mam nic innego do roboty.
-zachichotałam
-Cześć, dziewczyny!
-do studio wszedł opatulony w szeroką, rozciągniętą bluzę, Niall
-Siemka!
-odpowiedziałam.
-No hej. Skoro Harry'ego i Nick'a jeszcze nie ma, to możemy się trochę poobijać. Chcecie kawę, herbatę?
-Kawę poproszę. Taką mocną.
-powiedziałam
-Ja dziękuję.
-odparł Niall.
-A więc dwie mocne kawy. Zaraz wrócę.
-powiedziała Ashley zostawiając mnie i Nialla samych w studio. Siedzieliśmy w ciszy, patrząc się na siebie. Nie miałam zamiaru zaczynać rozmowy, bo było mi najzwyczajniej głupio i wstydziłam się mojego wczorajszego zachowania. Na szczęście, pierwszy zaczął Niall:
-Jak się czujesz?
-spytał obojętnie, latając wzrokiem po studio Spojrzałam mu się prosto w oczy i zaniemówiłam. W jego oczach zauważyłam ogromny ból, widziałam, że łzy gromadziły mu się w kącikach. Z całych sił zagryzał wargi i próbował powstrzymywać płacz, ale widziałam, że zaraz wybuchnie.
-Ja dobrze... A ty?
-zapytałam niepewnie.
-Zajebiście.
-powiedział Niall łamiącym głosem. Dało się usłyszeć, że kłamał, mówiąc, że jest dobrze.
-Niall?
-spytałam ponownie. Blondyn nie wytrzymał i rozpłakał się. Pochylił się i schował twarz w dłoniach.
-Nie, Demi... nic nie jest zajebiście. Wręcz przeciwnie.
-powiedział po chwili łkając. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc usiadłam obok niego i objęłam go ramieniem.
-Co się stało? Mogę wiedzieć?
-spytałam jeszcze raz.
-Ja... życie nie ma sensu... widzisz, jaki jestem słaby? I fizycznie i psychicznie. Nie mogę... Nie... Nie uda mi się rozpocząć życia na nowo... Jestem po prostu pokraką, ofiarą losu, jestem bezwartościowy i do niczego. Nie potrafię sobie z niczym poradzić...
-zauważyłam, że Niall trzęsącymi się rękami zakrywał nadgarstki. Przyjrzałam się bliżej i zauważyłam na nich...blizny. Takie, jak moje. Złapałam jego lewą rękę i odkrywając ją spojrzałam na rany, a potem na Nialla z pytającym wzrokiem.
-Jestem słaby, cholernie, cholernie, słaby.
-powiedział łkając. Nie odpowiedziałam mu, tylko szybkim ruchem odsłoniłam rękaw swetra ze swojego lewego nadgarstka i pokazałam go Niallowi. Znowu siedzieliśmy w ciszy i patrzeliśmy sobie w oczy, bez słowa.
-Ty... też? Dlaczego?
-spytał blondyn po chwili
-Długa historia...Jestem prześladowana w szkole, za mój wygląd, moje zachowanie, za to, że... że w ogóle istnieję.Mimo, że jest lepiej niż kiedyś, i tak codziennie spotykam się z docinkami typu... ,,Gruba świnia" czy ,,Suka" tylko dlatego, że chodzę z byłym Miley Cyrus. Moi rodzice to alkoholicy, mój tata nas opuścił i szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia gdzie teraz jest. Kiedy byli pod wpływem alkoholu, bili mnie i siebie, kłócili się... i nie dawali mi żyć. Byliśmy biedni, czasami nie jadaliśmy nic całe dnie, bo rodzice wydawali wszystko na alkohol. Moja mama dopiero teraz znalazła pracę. Ale to nie zmienia faktu, że wszyscy w szkole mnie wyzywają i śmieją się ze mnie, nie ważne, jak staram się być ''normalna''. Tnę się, bo w tym znajduję szczęście, mogę dać sobie karę za wszystkie moje błędy i moje wady. Głodzę się i prowokuję wymioty, bo nie chcę przytyć, nie chcę, żeby Miley i reszta mieli powody do obrażania mnie...
-powiedziałam, spuszczając głowę w dół.
-Jakie wady? Jaka gruba świnia? Przecież jesteś piękna...
-niepewnie odrzekł Niall patrząc mi się głęboko w oczy. Jego policzki były czerwone od łez
-Ja... mam podobnie. Moja mama zginęła w wypadku i od wtedy ojciec wpadł w nałóg. Nie mam rodzeństwa, dziewczyny, czy nawet przyjaciół. Harry i Nick to jedyni, którzy mnie akceptują. W szkole wyzywają mnie od wymoczków, pokrak, ciamajd, czy co tam jeszcze, tylko ze względu na to, że nie jestem umięśniony jak reszta moich rowieśników, czy jestem mniej zwinny. Dzisiaj dostałem telefon od moich ''prześladowców''. Powiedzieli, że po prostu chcieli usłyszeć mój okropny głos i się pośmiać. Wczoraj też przyszła do mnie paczka od nich, a w środku było dziesięć żyletek. Wiedzieli, że mam problemy z samookaleczaniem się, wykorzystują to... a ja się im daję. Tnę się z tego samego powodu, co ty, ale nie staram się na siłę schudnąć. Akceptuję swój wygląd, ale nienawidzę swojego okropnego wnętrza...
-powiedział
-Wow... chyba pierwszy raz komuś tak się zwierzyłem...
-skończył, wycierając łzy z policzków rękawem. Teraz wiedziałam: nie jestem sama. Nie jestem jedyna z takimi problemami i nie jestem aż taka dziwna.
-Nie jesteś sam. Ja staram się powstrzymać i uratować się od bulimii czy anoreksji i od samookaleczania się. Razem będzie nam łatwiej.
-powiedziałam mocno łapiąc Nialla za dłoń i niepewnie się uśmiechając. Niall odpowiedział szerokim uśmiechem, jednak jego oczy dalej były smutne, teraz też zapłakane i opuchnięte od łez. Do studio weszła Ashley niosąc dwie kawy ze Starbucks'a.
-Automat tutaj się zepsuł, więc skoczyłam do Starbucks'a w okolicy. Tu twoja kawa, Demi
-powiedziała, dając mi jeden kubek-
a tu moja, mrożona. Sorry, że tyle czekaliście, ale była kolejka. Nick i Harry zadzwonili do mnie, że są już prawie na miejscu, więc może pokaż nam twoje piosenki, Demi?
-Jasne. Mam przy sobie trzynaście tekstów, w tym właśnie Skyscraper i Believe in Me. Ale jeśli dzisiaj mamy czas na dwie piosenki, to chciałabym nagrać Get Back i Here We Go Again. Mam dzisiaj świetny nastrój i mnóstwo energii na nagrywanie wesołych piosenek.
-powiedziałam, kończąc szczerym uśmiechem i dając Ash teksty piosenek. Ta uważnie czytała teksty, potem dawała je Niallowi. On po przeczytaniu tekstu i obmówieniu ze mną rytmu piosenki, zaczął komponować muzykę i spisywać nuty. Pomagałam mu, śpiewając.
-Hej, dziewczyny i Niall!
-wykrzyknął uśmiechnięty Harry ubrany jak Eskimos, wchodząc do studio. Za nim wszedł równie ciepło ubrany i też szeroko uśmiechnięty Nick. Usiedli obok nas i zaczęła się prawdziwa burza mózgów. Chłopacy komponowali muzykę, ja śpiewałam i ćwiczyłam głos. Pracowaliśmy nad piosenką Get Back. Po chwili, kiedy chłopacy siedzieli już prawie gotowi do nagrywania, do studio weszło troje mężczyzn i jedna kobieta, która pomagała mi pracować nad głosem i lepiej go kontlorować. Mężczyźni natomiast-jak potem się okazało-producenci-pracowali nad muzyką i pomagali chłopakom. Po dwóch godzinach byliśmy gotowi do nagrywania. Szczerze? Nie myślałam, że to trwa aż tak długo, a trzeba dodać do tego jeszcze przynajmniej dwie godziny samego nagrywania a potem poprawek i dodania chórków. Cóż, sama się na to pisałam, i nawet nie mam zamiaru z tego rezygnować. Kochałam to. Chłopacy zaczęli nagrywać podkład muzyczny. Ja przez ten czas siedziałam przy mikserze i patrzałam się na Niall'a. Był skupiony na swojej gitarze i był w nią wpatrzony, jakby była miłością jego życia. Kto wie, może właśnie tak było? To niesamowite, że dzięki muzyce można zapomnieć o swoich problemach i zapomnieć się w dźwiękach. Niesamowite jest też to, że poznałam kogoś o takich samych problemach, jak moje. Nie jestem sama. Jak to pięknie brzmi! Chłopcy skończyli nagrywać i wyszli ze studio. Po poprawkach muzyki, nadeszła moja kolej na nagrywanie, a więc weszłam do studio i usiadłam za mikrofonem, zakładając słuchawki. Za szybą tym razem nie było tylko Ash i chłopaków, ale też cała grupa ludzi, pracujących w tej wytwórni już od lat. Nie chciałam ich zawieść, a więc pamiętając rady kobiety, która pomagała mi ćwiczyć głos, dałam z siebie wszystko. Dosłownie, czasami, a szczególnie w końcówce brakowało mi głosu. Od czasu do czasu patrzałam na Nialla. Stał przy drzwiach wyjściowych ze studio i szeroko się do mnie uśmiechał. Wspierał mnie, a ja czułam jego wsparcie. Udało się! Nagrałam swoją część i mogłam z powrotem usiąść za mikserem. W godzinę wyrobiliśmy się z ostatnimi poprawkami. Tak oto powstała druga piosenka na mój debiutancki album. Tak też udało nam się nagrać dwie kolejne, czyli Here We Go Again i LaLaLand! To niesamowite, że mam już za sobą cztery piosenki i zostało mi tylko dziewięć. Pożegnaliśmy się z wszystkimi ludźmi z wytwórni i poszliśmy na aulę. Tam mieliśmy odbyć próbę na Summer Fest. Stanęłam na scenie, a za mną Nick, Harry i Niall. Chłopacy korzystając z instrumentów znajdujących się na auli, zaczęli grać, a za chwilę weszłam ja. Śpiewając, wyobraziłam sobie, że stoję na wielkiej scenie Summer Fest, a przede mną dziesiątki tysięcy ludzi słucha Remember December. Dało mi to ogromnej energii i mimo, że tak naprawdę śpiewałam na auli w siedzibie wytwórni, dawałam czadu, jakbym była na jakimś rockowym koncercie. Tak, jak planowaliśmy, RD wykonaliśmy w trochę ostrzejszej wersji i ćwiczyliśmy tak głośno, że do auli co chwilę wchodzili ludzie z holu, którzy nas usłyszeli, aby zobaczyć co się dzieje. Większość z nich zostawała na dłużej i z szerokimi uśmiechami tańczyła i słuchała naszej piosenki. Była to moja pierwsza publiczność i zarazem pierwszy 'koncert'. Skoro teraz szło mi tak dobrze, to może dam radę też na Summer Fest? Skończyliśmy. Zleciałam ze sceny jak na skrzydłach i z szerokim uśmiechem podbiegłam do Ashley i mocno ją uścisnęłam.
-Udało się, Ash, udało się!
-wykrzyknęłam w objęciach Ashley
-Ale co się udało?
-spytała zdziwiona i lekko zamyślona
-Zaśpiewałam to bez żadnej pomyłki i to jeszcze w rockowym klimacie!
-Masz rację, udało się! Chociaż, co ja mówię. Ja wiedziałam, że ci się uda!
Zaczęłyśy razem skakać i piszczeć jak wariatki. Nawet nie zauważyłam, że naokoło nas zbierały się różne osoby i klaskały nam.
-Jesteś niesamowita, dziewczyno!
-wykrzyknął ktoś z tłumu. Czułam się taka szczęśliwa! To było niesamowite uczucie. Od tej chwili wiedziałam, że występowanie na scenie, to coś, co chcę robić do śmierci! Niall, Harry i Nick podeszli do nas i przybiliśmy sobie piątki. Podeszła do mnie też jakaś kobieta, koło pięćdziesiątki.
-Ty jesteś ta Demi? Słyszałam o tobie dużo dobrego, teraz przekonałam się, że plotki o tobie są prawdziwe! Niesamowity głos!
-Dziękuję!
-powiedziałam rumieniąc się i szeroko się uśmiechając.
-Ale, ale! Demi jest już pod moją opieką i nie wypuszczę jej!
-powiedziała nagle Ashley, mocno mnie obejmując.
-Jestem z ciebie cholernie dumna, mała!
-dodała, szczerze się do mnie uśmiechając. Niestety(albo stety?) nie skończyliśmy na jednej próbie. Weszliśmy z powrotem na scenę i zaczęliśmy Remember December jeszcze raz. ''Publiczność'' była niesamowita, tym razem nawet śpiewała z nami!