niedziela, 19 maja 2013

23.

-To jak? Idziemy gdzieś oblać nasz, czy raczej wasz sukces?!
-spytała rozpromieniona Ashley, witając mnie i chłopaków uściskami.
-Ja... nie mogę! Muszę pędzić do domu, zanim mama wróci!
-krzyknęłam, patrząc na zegarek.
-Ok, spokojnie, Demi! Co powiecie na jutro?!
-spytała Wszystkim pasowało. A więc jutro szliśmy 'oblewać' nasz sukces do pobliskiego baru. Pożegnałam się ze wszystkimi i podbiegłam w miejsce, w którym umówiłam się z Joe. Miał podwieść mnie pod dom. Szczerze? Już wymiękałam. Byłam tak cholernie głodna... Ale nie chciałam nic jeść. Nie... nie mogłam. Najzwyczajniej w świecie obawiałam się, że przytyję.
-Hej, Demi!
-usłyszałam Joe. Już siedział na swoim motorze i czekał na mnie. Szybkim ruchem usiadłam na siedzeniu za nim i objęłam go w pasie. Specjalnie jechaliśmy dłuższą drogą, żeby móc razem śpiewać. Ludzie patrzyli na nas jak na wariatów, ale my po prostu cieszyliśmy się naszymi marzeniami, które się w końcu spełniały. Nie czułam smutku czy żadnych zmartwień. Mogłam szczerze powiedzieć, że był to jeden z niewielu momentów, w których czułam się prawdziwie szczęśliwa. Znaleźliśmy się pod moim domem.
-Chcesz wpaść?
-spytałam, zsiadając z motoru
-Nie mogę, wybacz! Muszę jechać z powrotem do wytwórni. Mam dużo na głowie.
-Aha, okej... No to pa!
-dałam Joe buziaka w usta i chciałam odejść, gdy ten złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
-Dziękuję.
-powiedział, słodko się uśmiechając i puścił moją dłoń z uścisku. Nie wiem, za co dziękował, mogłam się tylko domyślać. Moją odpowiedzią był jedynie lekki uśmiech. Weszłam do domu. Na szczęście mamy jeszcze nie było, więc mogłam spokojnie wszystko ogarnąć. Mój brzuch strasznie zaburczał. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i nagle poczułam takie wielkie osłabienie. Może powinnam coś zjeść? W końcu od rana nic nie tknęłam.... Nie chcę, żeby mama się skapnęła, że nie słucham psychologa. Otworzyłam lodówkę i powoli przeglądałam każdą jej półkę, aż w końcu zdecydowałam się na jakiś jogurt owocowy. Nie mogę TERAZ przytyć. Coraz więcej ludzi będzie zwracać na mnie uwagę, na mój wygląd... Z pewnością nie chcieliby się przyglądać mojemu tłuszczowi. Dlatego nie mam zamiaru jeść. Przynajmniej nie dużo. Usiadłam na kanapie i otworzyłam swojego starego laptopa. Chciałam wejść na Facebook'a, ale zapomniałam, że psycholog kazał mi usunąć tam konto. Może i lepiej? Jedyne, czego tam się naczytałam to obelgi w moją stronę. Na Summer Fest słyszałam dużo o jakimś portalu... jak to było? Twitter! Postanowiłam wejść na tą stronę. Wyglądała ciekawie. Założyłam sobie tam konto, z nazwą 'ddlovato' od Demetria Devonne Lovato. Dobra, teraz jak się tego używa?! O co tu w ogóle chodzi? Nie mogłam się połapać w tej stronie internetowej. Jedyne co mi się udało to napisać jednego tweeta i to na dodatek bezsensownego. Bo w końcu co ma oznaczać ,,jgsirsjg"? Nie zdążyłam napisać nic więcej, bo usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Mama idzie! Szybko zamknęłam laptopa i udawałam, że zawzięcie jadłam jogurt.
-Cześć mamo!
-krzyknęłam
-Demi? Dobrze że jesteś.
-usłyszałam oschłą odpowiedź.
-musimy porozmawiać.
Serce wskoczyło mi do gardła. Porozmawiać? O czym?! Odkryła moje żyletki?
-O...okej.
-wyjąknęłam. Mama odłożyła swoją kurtkę, zdjęła buty i usiadła obok mnie na sofie.
-Demi, ja wszystko wiem.
-zaczęła smutnym głosem, patrząc mi się prosto w oczy. Jestem skończona! Dowiedziała się o tym, że nie stosuję się do poleceń psychologa. Żegnaj wytwórnio!
-Ja ci wszystko wytłumaczę, mamo!
-zaczęłam ze łzami w oczach, ale mama mi przerwała
-Nie, Demi. Ja... Słyszałam twój wywiad w radiu.
-powiedziała, spuszczając głowę. A więc nie chodzi jej o to?! Nic nie rozumiem!
-Wiesz... Jest mi smutno, że się mnie nie posłuchałaś. Prosiłam cię, żebyś nie jechała na ten festyn, żebyś zrezygnowała z tej kariery. Ale... kiedy usłyszałam, jak mówisz o tym, co czujesz, kiedy śpiewasz...
-mama poprawiła sobie grzywkę i z uśmiechem się na mnie spojrzała, natomiast ja siedziałam jak z kamienia.
- I o tym, jaką radość ci to daje... Postanowiłam, że pozwolę ci śpiewać. Bo widzę, że to kochasz. Nie mogę zabronić ci korzystania z czegoś, co jest twoim życiem.
-skończyła z uśmiechem. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja twarz skamieniała, a łzy szczęścia same poleciały po policzkach.
-DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ!! KOCHAM CIĘ MAMO!
-zaczęłam krzyczeć w niebogłosy i ściskać mamę z całych sił. O mało nie wylałam na nią jogurtu, ale nie to się teraz liczyło. Teraz ważna była tylko moja muzyczna kariera. TYLKO ona.
-Nie dziękuj, tylko idź się pochwal Selenie!
-mama była wyraźnie szczęśliwa moim szczęściem, bo w jej oczach też zauważyłam łzy.
-Dobra!!!
-zerwałam się z kanapy, w przeciągu sekundy się ubrałam i wybiegłam na dwór. Zadzwoniłam do Sel i umówiłam się z nią w miejskim parku. Miałam tam może 10 minut drogi, a więc niedaleko. Kiedy tylko tam dotarłam, zauważyłam Selenę. Podbiegłam do niej z prędkością szybszą niż wszyscy sportowcy razem wzięci i rzuciłam się jej w ramiona.
-SELENA!!! MAMA SIĘ ZGODZIŁA, ROZUMIESZ?! MOGĘ ŚPIEWAĆ!!!
-zaczęłam się drzeć jak jakaś wariatka.
-Naprawdę?! Nie wiesz jak się cieszę, Demi!!!
-Sel ścisnęła mnie w swoich objęciach.
-Tak tak tak!! Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi!
-nie wiedziałam co robić ze szczęścia, jednak musiałam uwolnić się z uścisku, bo Sel mnie już podduszała.
-A wiesz, że ja też?!? SKOŃCZYŁAM NAGRYWAĆ 5 ODCINEK!
-krzyknęła
-SERIO?!??! BOŻE JESTEM Z CIEBIE TAAAAKA DUMNA!
-krzyczałam tak głośno, że prawie zdarłam sobie gardło, ale to było nieważne. Usiadłyśmy na ławce i z zafascynowaniem opowiadałyśmy sobie o tym, jak nam idzie. Dowiedziałam się, że Selenie świetnie idzie na planie i że aktorstwo to coś, co chciałaby robić już zawsze. Spędziłyśmy razem dobrą godzinę, jednak zaczęło robić się ciemno i musiałyśmy się pożegnać. Wróciłam do domu rozpromieniona. Moja mama też była bardzo szczęśliwa. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Z tych emocji nie mogłam zasnąć. Tyle się dzisiaj działo!!!

niedziela, 5 maja 2013

20. 21. i 22.

Dzisiaj postanowiłam dodać trzy rozdziały z dwóch przyczyn: 1. rozdziały 20. i 21. nie były zbyt ciekawe 2. Nie będę miała dostępu do bloga czy w ogóle komputera aż do weekendu albo dłużej. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, naprawdę BARDZO motywują mnie do dalszego pisania. A więc zapraszam do czytania! ;) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, bo od tych rozdziałów akcja zaczyna się toczyć szybszym tempem. Jeśli macie jakieś pytania: MÓJ ASK
____________
20.
Minął tydzień od całkowitej zmiany mojego życia. Znowu mamy środę. Tym razem wszystko jest jednak inne. Nagrałam materiał na album wraz z chłopakami. Wyrobiliśmy się! Wkrótce wydamy nasz pierwszy singiel-Remember December!!! Ale jak na razie, koncentrujemy się na Summer Fest. Dzień w dzień próby. Musimy dać z siebie wszystko. WSZYSTKO. Jak na razie udaje mi się okłamywać mamę, ale pewnie nie na dłuższą metę. Zbliżają się wakacje, w piątek koniec roku szkolnego, wtedy nie będę miała jak wymigać się mamie. Cóż, jakoś to będzie. Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Na Summer Fest zaśpiewam dwie piosenki! I Remember December i Don't Forget! Ashley stwierdziła, że w obydwóch jestem świetna i powinnam zaśpiewać je obie. Joe również wystąpi na Summer Fest, ale osobno z własnym zespołem. Nie chce mi zdradzić, jak mu idzie, ale wiem, że również nagrywa. Prawdopodobnie zaczniemy kariery w tym samym czasie! Selena po za szkołą przesiaduje na planie, więc rzadko się spotykamy. Piszemy SMSy i dzwonimy do siebie w czasie przerw, ale to trochę mało... Mam tylko nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Justin, u niego... właściwie to nie wiem, co u niego słychać. Tyle co wiem od Joe, że również ćwiczy do Summer Fest. Moja mama ciągle pracuje. Zarabia w miarę dużo, więc nie narzekam na brak czegokolwiek. Brakuje mi tylko jakiegoś mężczyzny w domu, którego nazywałam ojcem. Nie brakuje mi jego, jako Patricka Lovato, tylko... brakuje mi tego ojcowskiego wsparcia, jakiego każda dziewczyna powinna doświadczyć. Niall... ciągle czuję, że jest na mnie wkurzony. Nie dziwię mu się. Normalnie rozmawiamy i wspólnie gramy i śpiewamy, ale... czuję, że mimo wszystko ma uraz do mnie. Harry, Nick, Ashley. Oni się cieszą, że wróciłam. Tak mi się wydaje. Cztery dni do Summer Fest. Cztery dni do końca roku szkolnego. To aż niewiarygodne!
21.
Pod wytwórnie podjechała limuzyna. LIMUZYNA. L-I-M-U-Z-Y-N-A. Chyba pierwszy raz w życiu widziałam taki wypasiony samochód i pierwszy raz w życiu miałam okazję nim jechać. To właśnie ta, długa, biała limuzyna z barem w środku miała nas podwieźć i odebrać z Summer Fest. Wszyscy byli już pod drzwiami. Ja, Justin, Joe, nasze zespoły i inni artyści. Atmosfera była dosyć napięta. Stałam między Niallem i Joe(który z resztą trzymał moją megaciężką torbę, kochany!) bo kilka osób obok stała Miley. Cała sytuacja nie była miła, bo kiedy tylko Joe zobaczył Cyrus, od razu chciał do niej pobiec i Bóg wie co zrobić, ale Niall go powstrzymał. Ja... nie miałam zamiaru się w to mieszać. Chciałam się skupić tylko na występie. MUSI mi to wyjść. MUSI. Wsiedliśmy do środka limuzyny. Byłam taka zestresowana występem, że nie mogłam nic powiedzieć, mimo, że Harry nawijał cały czas.
-Ciekawe ile ludzi będzie?
-głośno się zastanawiał.
-Zawsze są tłumy.
-odpowiedział z lekkim uśmiechem Nick.
-Ciekawe, czy będzie żarcie.
-dodał zafascynowany Niall.
-Ciekawa, czy obędzie się bez wpadek... I bez poniżania mojej dziewczyny...
-powiedział ostrym głosem Joe, patrząc się na Miley wściekłym wzrokiem. Cyrus najwyraźniej poczuła jego wzrok na sobie, bo do tej pory siedząc na samym końcu z nogą na nodze, grzebiała w swoim IPhone(czy co to tam było, ja mam starego samsunga i nie narzekam!), odwróciła wzrok na Joe i puściła do niego buziaka. Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Miley to jednak podła ździra. Nie przejęła się nawet tym, że przez nią mogłam stracić życie. Joe również chciał wstać z miejsca i jakoś się do niej przedostać, aby... nie wiem. Pewnie ją uderzyć. (Joe jest strasznie wybuchowy...) Ale złapałam go za rękę i szepnęłam do ucha ,,Nie warto...". Dalej jechaliśmy w ciszy. Siedziałam w supermiękkim siedzeniu i patrzałam przez okno. Jak dam sobie radę z mamą? Przecież ona nic nie wie, a na pewno nie wrócę przed nią. Nie mogłam nic wymyślić, żadnej wymówki. Może powiem jej, że byłam z Joe? Jakoś to będzie... Dojechaliśmy na miejsce! Wyskoczyłam z limo jak na skrzydłach, ale moje skrzydła zniknęły, kiedy musiałam z powrotem wziąć swoją torbę. W tym miejscu, za kulisami głównej sceny, musiałam rozstać się z Joe, Justinem i... Miley. Każdy musiał iść do swojej garderoby i przygotować się wraz ze swoim zespołem. Moja garderoba, którą pokazała mi Ashley była w miarę ładna. Była tam łazienka, duuuże lustro, jakaś kanapa... I to chyba wszystko. W rogach stały jakieś sztuczne rośliny, a na ścianach wisiały małe obrazki i plakaty zespołów muzycznych. Jak na zaczynającą gwiazdę to jest coś! Byłam ciekawa tylko jak mam się umalować i co ubrać. W mojej torbie miałam tylko gitarę i dwie butelki wody, nie wzięłam żadnych ciuchów, z resztą, nawet gdybym coś wzięła, za dużo by to nie dało, bo nie mam zbyt fajnych ubrań. Usiadłam na kanapie, wyjęłam gitarę i zaczęłam ją stroić, nie wiedziałam, co jeszcze mogłam robić. Pięć minut później ktoś zapukał do moich drzwi. Ashley!
-Hej, Demi! Gotowa?
-Słucham? Ja... jak gotowa?
-spytałam zszokowana.
-Haha, taki joke na dobre rozpoczęcie dnia.
-No tak. Była dopiero 8:00.-
siadaj. Umaluję cię, potem poszukamy jakichś ubrań. To nie jest w moim obowiązku, ale ja tak uwielbiam stylizować!
Posłusznie usiadłam na krześle przed lustrem. Ash otworzyła ogromną kosmetyczkę... Ile tam było cieni do powiek! Wszystkie kolory! Po około pół godzinie byłam gotowa. Czarne paznokcie, lekko podkreślone oczy, jasny błyszczyk. Nigdy wcześniej nie miałam tyle makijażu na twarzy. Z fryzurą Ashley się za bardzo nie męczyła, zostawiła moją ukochaną grzywkę w spokoju, jedynie troche wyprostowała mi włosy.
-Teraz chodź, idziemy znaleźć ci jakieś ciuchy.
Wyszłyśmy i zamknęłyśmy garderobę na klucz. Ruszyłyśmy wzdłuż długiego, pustego hallu. Idąc korytarzem co chwilę mijałyśmy drzwi do innych garderób. Miałam takie niesamowite uczucie, że może właśnie przechodzę obok garderoby kogoś, kto niedługo stanie się wielką gwiazdą. A może to ja będę wielką gwiazdą? Nie, jeśli mama dowie się o moich nowych, wczorajszych ranach na lewym nadgarstku. Na początku tej cholernej terapii z psychologiem starałam się dostosować do wszystkiego, co mi polecił, ale na dłuższą metę nie dałam tak rady. Chciałabym być normalna, umieć radzić sobie ze stresem i bólem psychicznym w jakiś inny sposób, ale... nie potrafię. Najwyraźniej już tak musi zostać... Moim jedynym lekarstwem na ból jest muzyka, ale mama zabrania mi grać na gitarze. Chce, żebym się uczyła. Ale nie przejmuję się tym, w końcu-oceny mam dobre, a na gitarze gram, kiedy mamy nie ma w domu.
-Demi? Ziemia do Demi!
-zaśmiała się Ashley Ocknęłam się. Spojrzałam naokoło. Ile tu było ubrań! Nie zważając na innych ludzi, zostawiłam Ashley i szybko przedarłam się do t-shirtów. CUDO! Kolorowe, ze śmiesznymi nadrukami, bez nadruków, czarne, białe, z wycięciami, szerokie, obcisłe... Nie wiedziałam co wybrać! Magia!
-Dems, spokojnie! Nie ubierzesz wszystkiego naraz! Musisz wybrać jedną bluzkę.
-powiedziała do mnie Ashley Byłam tego świadoma, ale byłam też taka oczarowana ilością ubrań tam, że nie mogłam jej odpowiedzieć. W końcu zdecydowałam się na czarną bluzkę z logiem AC/DC. Wolałam inną, z Nirvaną, bo był to mój ulubiony zespół, ale... nie zmieściłam się w nią. Przeklęty wczorajszy obiad pod okiem psychologa! Do kompletu wzięłam czarne rurki, z butami nie miałam problemu-założyłam swoje czarne, stare conversy. I tak właściwie byłam gotowa. Tak myślałam, ale Ashley uświadomiła mnie, że chłopcy czekają na mnie już od dziesięciu minut na próbie. No więc popędziłam tam jak najbardziej eksponując mój makijaż i cudowną bluzkę.
-Sorry, chłopaki, już jestem!
-krzyknęłam, wbiegając do sali 214. i zajmując miejsce przy mikrofonie.
-W końcu. Nie wiedziałem, że kobiety szykują się AŻ tak długo.
-powiedział Harry z udawaną ironią.
-Ej, nie moja wina, że mam tak daleko garderobę, ok?
-odpowiedziałam z uśmiechem.-
to zaczynamy? Remember December?
-Yep
-odparł Niall. Jak zaplanowaliśmy kilka tygodni temu, Remember December oraz Don't Forget zaśpiewamy w bardziej rockowej wersji, tak też zaczęliśmy próbę. Szło mi dobrze, do końcówki, w której nie byłam w stanie wyciągnąć dźwięku... To było coś strasznego. Decembeee...-trzy razy pod rząd próbowałam wydusić z siebie ten długi dźwięk, ale nie dałam rady. Moje gardło... O nie... Traciłam głos przez wymiotowanie! Stanęłam jak wryta z mikrofonem w ręce, wpatrując się w białe drzwi sali 214.
-Demi? Wszystko ok?
-spytał wyraźnie zdziwiony Nick. Nie, Nick, nic nie było ok. Przez swoją głupotę tracę głos.
-Tak, ja... Mam chrypkę. Ale to przejdzie. Muszę się rozgrzać.
-skłamałam, szeroko się uśmiechając. Spojrzałam na Nialla. Mu najwyraźniej nie było do śmiechu, bo jako jedyny z zespołu wiedział o WSZYSTKIM, co przeżywam. Odwróciłam się z powrotem do mikrofonu i tym razem dałam z siebie wszystko, i mimo okropnego bólu, jaki sprawiło mi wydawanie wyższych i dłuższych dźwięków, zaśpiewałam obie piosenki do końca.
22.
-Demi, za pięć minut wchodzisz. W prawym rogu sceny, przy wejściu za kulisy, postawię ci dwie butelki niegazowanej wody, jakby ci się zachciało pić miedzy piosenkami, bo jest naprawdę gorąco i bardzo sucho, a śpiewanie w takich warunkach jest okropne. Pamiętaj żeby poderwać publiczność, na auli w wytwórni szło ci świetnie. Nie bój się. Ja tu jestem i będę trzymać za ciebie kciuku.
-wspierała mnie Ashley, kiedy stałam przed schodami prowadzącymi na scenę. Właśnie swój występ kończyła Miley. Niestety poszło jej niesamowicie, trudno będzie mi ją pobić, ale postaram się. Po za tym, to nie konkurs. To jakby pokaz talentów, szansa poznania nowych twarzy na scenie muzycznej i przypomnienia sobie tych starych(jak na przykład Kelly Clarkson, którą mam zamiar dzisiaj spotkać!!!) Cyrus zeszła ze sceny, a widząc mnie uśmiechnęła się szyderczo i powiedziała z sarkazmem ,,Powodzenia, Lovato!". Jak ja jej nie znoszę... Prezenter wchodzi na scenę z zamiarem zapowiedzenia 'następnego artysty' którym miałam być ja.
-Twoja gitara
-powiedziała Ashley, podając mi instrument elektryczny.
-ok
-powiedziałam i głęboko westchnęłam. Jeszcze raz sprawdziłam, czy w kieszeni mam kostki do gry... są. Mogę iść.
-Panie i panowie... Demi Lovato wraz ze swoim zespołem!
-młody prezenter wykrzyknął przez mikrofon, wzbudzając w publiczności głośne oklaski. Ścisnęłam dłoń w pięść i weszłam wesołym krokiem na scenę, szeroko się uśmiechając. Za mną szli kolejno: Niall, Harry i Nick. A więc to tak wygląda scena na tym słynnym Summer Fest. Do tej pory nie wiedziałam o co chodzi w tym festiwalu. Teraz rozumiem, dlaczego nazywa się akurat Summer. Ludzie siedzą na kocach na polanie przed sceną, biwakują, niektórzy stoją, oglądają, śpiewają, robią zdjęcia. To było piękne! Byli tam i ci ''zwykli'' ludzie i znane osobistośći, których nazwiska mogłabym wymieniać do woli. W tyle sprzedawali hot-dogi i inne tego typu rzeczy. Stanęłam przy mikrofonie obok prezentera. Myślałam, że od razu zacznę śpiewać, ale wyszło na to, że musiałam przeprowadzić jeszcze krótki wywiad. Chłopcy byli równie zdezorientowani, jak ja, zdenerwowani stanęli za mną, nie wiedząc, czy już mają stanąć/usiąść przy instrumentach.
-Jesteś tu pierwszy raz, jak się z nami czujesz?
-spytał entuzjastycznym głosem.
-Jest świetnie! Wszyscy ludzie tutaj... Są tacy szczęśliwi... To niesamowite, że nas wszystkich łączy muzyka, i dlatego tu jesteśmy.
-powiedziałam. Byłam tak cholernie zestresowana! Stałam, plącząc palce, gitarę trzymając na plecach, ale udawałam profesionalistkę.
-Co dzisiaj nam zaprezentujecie?
-prezenter zwrócił się tym razem do chłopaków. Nick, jako najbardziej odpowiedzialny z chłopaków, przejął tą rolę.
-Remember December i Don't Forget, naszego autorstwa piosenki, które będą promować nasz nowy album, jednak na płycie będą utrzymane bardziej w klimatach pop-rocka. Dzisiaj przedstawimy je w bardziej rockowej wersji.
-W takim razie, scena jest wasza.
-zakończył prezenter. Stanęłam z mikrofonem na środku sceny i nie wiedziałam, co robić, aż chłopaki zajmą miejsce przy instrumentach. Chociaż jedynym moim problemem dzisiaj było najbardziej moje tracenie głosu. Miałam tylko nadzieję, że nie dam plamy. Niall stanął z gitarą obok mnie, dając mi otuchy, zaczęliśmy od Remember December. Pierwsze dźwięki, chłopacy zaczęli grać. Zbliżyłam się do mikrofonu, odkładając gitarę na stojak obok mnie.
I feel a separation coming on...
-zaczęłam. Cóż, jak na razie nie traciłam głosu...Mam nadzieję, że tak zostanie.
Cause I know, you want to be moving on
-krążyłam po scenie, udając pewną siebie, mimo, że w środku trzęsłam się jak... mała mysz? Pod koniec pierwszej zwrotki szybko podeszłam do gitary i zarzuciłam ją przez ramie. Odłożyłam mikrofon na statyw i zaczęłam grać, ciągle śpiewając.
Don't surrender, surrender, surrender! Please remember, remember december!
Śpiewałam refren i szło mi dokładnie tak, jak chciałam! Czułam się niesamowicie... Koniec refrenu, odkładam gitarę i wraz z mikrofonem idę z powrotem na środek sceny. Coraz bardziej się rozkręcałam i ciągle biegając i skacząc po scenie, śpiewałam. Dawałam z siebie wszystko, dosłownie. Miejscami traciłam kontrolę nad równowagą i głosem, byłam wyczerpana, ale nie miałam zamiaru nic jeść po występie. Kolejny refren. Ostatnie słowa. Koniec piosenki. Stałam na środku sceny szeroko się uśmiechając, a ludzie mi klaskali. To było niesamowite, poczułam z nimi taką ogromną więź!
-Dziękuję!
-powiedziałam przez mikrofon do publiki. Mój głos był już lekko zachrypnięty i co chwilę kręciło mi się w głowie, ale nie chciałam schodzić. Jeszcze tylko DF.
-Następna piosenka... jest dla mnie ogromnie ważna... Nie wiem, czy będę w stanie kiedykolwiek powiedzieć całej prawdy o niej, jest... strasznie mi bliska... Nieważne. Oto ona.
Zaczęłam grać. Trochę przeciągnęłam intro bo się zamyśliłam. Tak. Ta piosenka nie jest tylko balladą o straconej miłości. To piosenka o straconym ojcu... To o nim myślałam pisząc ten tekst. Tak naprawdę zależy mi na jego miłości. Łzy mi napłynęły do oczu.
Did you forget?
-zaczęłam śpiewać. Jedna łza spłynęła mi po policzku, co najwyraźniej było widoczne, bo publiczność zaczęła mi klaskać dla otuchy. Byli wspaniali. Refren. Trochę się rozkręciłam, ale nie miałam siły-ani fizycznej, ani psychicznej-żeby ruszyć się z miejsca. Chciałam tak stać, grać i śpiewać w nieskończoność. Kolejna łza poleciała po policzku, nie mogłam tego powstrzymać. Śpiewając spojrzałam się na niebo. Tego dnia było wyjątkowo piękne i niebieskie. Pomyślalam: ,,Może kiedyś zobaczysz mnie w telewizji, tato? I wtedy może w końcu będę dla ciebie dobrą córką? Odezwiesz się do mnie i powiesz mi że jestem piękna i że mnie kochasz? Może wtedy odnajdę tą prawdziwą, ojcowską miłość, za którą teraz tak podążam..." To już końcówka piosenki, moment, w którym mam wyciągnąć najwyższe dźwięki. Wyciągam je, ale przez łzy nie mogę powstrzymać głosu od drżenia. Koniec. Zarzuciłam gitarę na plecy i wytarłam łzy nadgarstkiem. Szeroki uśmiech. Ukłon. Schodzę, a za mną chłopaki.
-Demi, wszystko ok?
-Niall złapał mnie za ramię.
-Tak... Po prostu ta piosenka ma dla mnie duże znaczenie.
Blondyn nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Szybkim krokiem poszłam do swojej garderoby, nie chciałam z nikim rozmawiać, nie miałam na to nastroju. Moje emocje wręcz buzowały po zaśpiewaniu DF. Weszłam do garderoby i zamknęłam drzwi na klucz. Odłożyłam gitarę w rogu i usiadłam przed lustrem.
'Hej, to znowu ty.'
-pomyślałam, patrząc na odbicie w lustrze.
'Znowu masz zapłakane oczy i ślady po łzach. Widzę, że dzień, jak każdy inny? Masz swoją przyjaciółkę w kieszeni.'
Żyletka... próbowałam się od niej uwolnić i stosować do zaleceń psychologa, ale... bez niej nie mogłam inaczej wyrazić tego, co czułam. Kilka ostrych cięć i po sprawie. To już stało się dla mnie rutyną, czarną codziennością. Szybko opłukałam krew i poprawiłam makijaż, żeby nie było widać śladów po łzach.
-Demi?
-usłyszałam głos Ashley zza drzwi.
-Momencik!
-szybko zawiązałam sobie bandankę na lewej ręce i otworzyłam Ash drzwi. W jednej chwili znalazłam się w ciepłych obręciach blondynki.
-Demi, byłaś po prostu genialna, niesamowita! Nie wiem, jakim cudem odkryłam cię dopiero teraz, naprawdę!
-zaczęła nawijać podekscytowana. Bolała mnie głowa i nie chciałam już z nikim rozmawiać, ale odpowiedziałam ,,dziękuję" lekko się uśmiechając.
-To jak? Idziesz posłuchać innych występów?
-spytała Nie, błagam... Nie możemy już wrócić?-myślałam. Czułam się tak fatalnie, że chciałam już leżeć w swoim łóżku, ze swoimi własnymi problemami. Mimo wszystko, nie chciałam zepsuć im wszystkim dnia.
-Ok!
-znowu wymusiłam uśmiech, mimo, że tak naprawdę w środku czułam się jak śmieć. Nie potrafiłam przyjąć żadnej pomocy, nie wiem nawet, czy naprawdę chciałam. Ciągle się cięłam i wywoływałam wymioty, a mama się tak dla mnie starała i stara. Idąc za Ashley wyszłam na zewnątrz, przed scenę. Stali tam chłopcy, widocznie zafascynowani tym wszystkim. Każdy z nich z kimś rozmawiał, to z jakimś celebrytą, to z telewizją. Poczułam dreszcz. To chyba tu zacznę swoją prawdziwą karierę! W jednej chwili poczułam ogromną radość. Często tak mam. Najpierw jestem w ogromnym dołku, a za chwilę jestem przepełniona pozytywizmem. Lekarz mówił, że przy mojej chorobie już tak jest, muszę przywyknąć. Ashley zostawiła mnie samą, szczerze to nawet nie zawuażyłam, kiedy. Po prostu poszła, a ja zostałam sama w tłumie bawiących się ludzi. Na scenie grał jakiś młody, grunge'owy zespół. Grali niesamowicie! Czułam się zagubiona. Widziałam tam tyle sław... Było ich tak dużo, że nie jestem w stanie ich wyliczyć. Stanęłam zaraz pod sceną i słuchałam koncertu. Czułam się trochę jak mała, szara myszka wśród tego tłumu, otaczającego gwiazdy. Nawet chłopaki udzielali wywiadów i rozmawiali z największymi sławami.
-Hej! Ty jesteś Demi?
-obok mnie stanął jakiś młody mężczyzna, a za nim gościu z kamerą.
-Tak
-odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając. Jednak ktoś mnie zauważył!!!
-Świetnie! W takim razie... zgodzisz się odpowiedzieć nam na kilka pytań?
Poczułam się nieziemsko. W mojej myśli krążyło jedynie ,,AWJDIJAOJIJASkSJAKAHADHJ"
-Jasne!
-odpowiedziałam, lekko podskakując z radości. Odeszliśmy trochę na bok, żeby występy innych artystów nie zagłuszały tego, co mówię. Kamerzysta stanął kamerą wprost naprzeciwko mnie i zaczął wymachiwać mikrofonem nad moją głową.
-Okej, więc, Demi. Jak to się stało, że tu się znalazłaś?
-reporter zadał pytanie.
-Um... Zaczęło się od marzeń. Potem jakimś cudem poznałam moją przyszłą menadżerkę, która załatwiła mi wszystko, abym mogła robić to, co kocham. Jestem wielką szczęściarą.
-Brzmi jak opowieść z bajki! Masz jakąś radę dla tych, którzy również chcieliby spełnić swoje marzenia?
-Wierz w siebie. Nigdy, przenigdy się nie poddawaj, nieważne jak ciężko by było. Nie pozwalaj nikomu ci przeszkodzić. W walce o marzenia to TY jesteś najważniejszy, nie ludzie, którzy mają cię za nic, którzy się z ciebie śmieją.
Mówiłam prosto z serca. Słowa jakby same nasuwały mi się na język, mimo, że gardło się ściskało a żołądek skręcał ze stresu. W końcu była to prestiżowa telewizja, której udzielały wywiadów największe gwiazdy. Ashley mówiła mi, że tu będą i będą rozmawiać tylko z niektórymi osobami. Mam ogromne szczęście, że zainteresowali się akurat MNĄ!!
-Ten występ z pewnością był twoją przepustką do wielkiej kariery. Dałaś świetny występ, zszokowałaś wiele mediów i celebrytów tu obecnych. Jak się z tym czujesz?
-Naprawdę? Nie zwracałam na to uwagi, skupiałam się na śpiewaniu! Cóż... nie wiem, jak się z tym czuć! Jestem jedną z najszczęśliwszych dziewczyn na ziemi, bo robię to, co kocham. Tworzę muzykę. Nie obchodzi mnie, ile na tym zarobię, ile nagród zgarnę... Będę śpiewać nawet do śmierci, bo to uwielbiam.
-Ok, to by było na tyle! Dziękujemy i trzymamy za ciebie mocno kciuki! Na pewno się jeszcze zobaczymy!
-powiedział prezenter i uścisnął mi dłoń.
-Dziękuję! Z pewnością!
-podałam dłoń i szeroko się uśmiechnęłam. W tym całym stresie związanym z udzielaniem wywiadu nie zwracałam uwagi na ludzi naokoło, tymczasem okazało się, że jakaś grupka ludzi robi mi zdjęcia! Dziwnie się poczułam, kiedy prezenter i kamerzysta odeszli i zostałam sama, otoczona tymi fotografami, jednak nie zostałam tak na długo. Dosłownie kilka sekund później doskoczył do mnie Niall. Rzuciłam się na niego mocno go obejmując.
-Nie wierzę że to się dzieje, Niall! Spełniam swoje marzenia!!!
-krzyczałam z radości. Niall nie zdążył nic odpowiedzieć, bo przerwał nam kolejny mężczyzna, który poprosił mnie o wywiad. Wszystko skończyło się koło 19.00. Łącznie udzieliłam około 5 wywiadów, co jak dla początkującej piosenkarki jest naprawdę dużo. Joe również dał swój występ, jednak nie zdążyłam dać mu nawet gratulacji, bo porwał go tłum fotoreporterów. Justin też tam był i śpiewał! Wyszło mu nawet tysiąc razy lepiej niż na próbie. Siedziałam z powrotem w limuzynie wraz z chłopakami z zespołu, Joe i Justinem, przepełniona radością. Zdążę wrócić do domu przed mamą. Mam nadzieję, że o niczym się nie dowie, bo nie mam jeszcze żadnej wymówki. Nawet Miley, która już pakowała swój tyłek do pojazdu nie mogła zepsuć mi humoru. Wtuliłam się w ramiona Joe i tak przejechałam całą drogę, aż pod wytwórnię.

sobota, 4 maja 2013

19

Strasznie przepraszam, że ostatnio nic nie dodawałam. Mam ogromne problemy z internetem, przez co nie mogę logować się na blogspota zbyt często. Długa historia. Tak, czy siak! Zapraszam na kolejny rozdział! :) Jeśli macie jakiekolwiek pytania, kierujcie je na mojego aska: KLIK
_____________________________________________________________________________________________________________
-To na dzisiaj tyle. Nieźle ci idzie, Demi!
-Dziękuję
-odpowiedziałam z uśmiechem. Odprowadziłam moją nauczycielkę pod drzwi.
-W takim razie do jutra!
-Do zobaczenia.
-znowu się uśmiechnęłam. Wróciłam do swojego pokoju i złapałam za gitarę. Czułam się fatalnie, mimo, że wszystko się polepszyło. To dziwne. Bo przecież... moja mama zarabia. Ostatnio dostała nawet premię. W naszym domu w końcu nie ma alkoholu i przemocy. Mam Selenę i Joe. Nie słyszę żadnych pogróżek. Ale i tak czuję się do kitu. Zawaliłam wszystko. Odwaliłam jakieś przedstawienie, bo jestem słaba. Mogłam lepiej się z tym ukryć. Wytrzymać, wrócić do domu i tam się na sobie wyżyć... Ale nie, musiałam poryczeć się na scenie, a potem zadać sobie kolejne ciosy w kiblu w wytwórni. Może gdyby nie Miley, dalej mogłabym realizować swoje postanowienia... Cholerna Cyrus. Jest środa popłudnie. Do szpitala trafiłam w niedzielę. Od tamtego dnia nie jestem w wytwórni. Od tamtego dnia mam domowe nauczanie. Od tamtego chorego dnia chodzę do psychologa. Tak go nazywają. Dla mnie ten człowiek jest psychiatrą, albo raczej psychopatą. A jego gabinet wariatkowem. Jakby nie mogli zrozumieć, że to wszystko mi pomaga... Pozwala mi uwolnić się z tej całej presji, jaką czuję. Niby chodzę do psychologa i mi pomaga, ale... To nie wystarcza. Muszę wrócić do wytwórni, teraz. Już raz pocięłam się ze smutku i tęsknoty za wytwórnią. To chore... JA jestem chora. Ale nie chcę pomocy. Nie mogę tak dłużej. Schowałam gitarę do pokrowca, który wczoraj kupiła mi mama, zarzuciłam na siebie płaszcz przeciwdeszczowy, trampki i wyszłam z gitarą na zewnątrz. Pójdę do wytwórni. Mam w dupie, że mama mi tego zabroniła. Nie będzie jej w domu do 20:00, a jest dopiero piętnasta. Nie skapnie się. Fatalna pogoda. Wygląda na to, że niebo płacze razem ze mną. Tak, idę chodnikiem i płaczę. Łzy lecą mi po policzkach. Ludzie się na mnie gapią. Szczerze? Nie wiem, czemu płaczę. Może po prostu tęsknię za starym życiem. Ale to przecież jest chore... Jak mogę za nim tęsknić? Nienawidziłam go, a jednak teraz za nim tęsknię. Zaznałam w nim tyle cierpienia... może po prostu lubię cierpieć? Drzwi wytwórni. Matko Boska, tak tęskniłam. Z niedowierzaniem ich dotknęłam i rozpłakałam się na całego. Pokochałam to miejsce w zaledwie kilka dni. A co, jeśli Ashley nie chciała czekać i już mnie wypisała? Wrócę, i zostanę wygoniona? Chyba się wtedy zabiję... Przycisnęłam nos do tych pięknych, szklanych drzwi i patrzałam na ludzi w środku. Tyle znanych mi twarzy, zabieganych, ale uśmiechniętych, bo robią to, co kochają. Weszłam. Przestałam płakać, ale łzy dalej ciekły mi po policzkach. Mniejsza o to. Zaraz wyschną, teraz nie to jest najważniejsze.
-Dzień dobry. Jest Ashley?
-O, Demi! Dawno cię nie było! Tęskniliśmy wszyscy
-Mary, jedna z księgowych uśmiechnęła się do mnie. Najwyraźniej nic nie wiedziała. Tym lepiej.-
Tak, jest na auli. Przynajmniej powinna być.
-Okej, dziękuję.
Ruszyłam w stronę auli, ale z każdym krokiem moje nogi stawały się coraz cięższe. Coś w głowie mówiło mi ,,Po co tam idziesz? I tak jesteś skończona. Nawet, jeśli przez jakiś czas będziesz okłamywać matkę, prawda i tak wyjdzie na jaw. Nawet się nie łudź, że ci to ujdzie". Złapałam za klamkę drzwi do auli. Głęboki wdech. Wchodzę. Ten znajomy zapach... To miejsce, które zdążyłam pokochać. Czułam się, jakbym odwiedzała swojego dawno niewidzianego przyjaciela. Na końcu auli... Mój zespół. Siedzą na schodach na scenę i stroją instrumenty. Nie byłam pewna, co zrobić, chciałam do nich podbiec i wszystkich z osobna wyściskać, ale było mi wstyd. Przez mój głupi nawyk straciliby pracę, a Niall może nawet i życie. Aula najwyraźniej była wynajęta, bo nikogo innego naokoło nie było. Tylko chłopacy i Ashley jak zawsze notująca coś w swoim notatniku. Stałam jak słup w drzwiach, kurczowo ściskając klamkę i ze łzami w oczach patrząc się na zespół. Nie zauważyli mnie. Harry po nastrojeniu instrumentu zaczął grać. Znam tą piosenkę... to Don't Forget! Nie zapomnieli o mnie! Czekają! Teraz byłam pewna, że chcę do nich podejść!!!
Somewhere we went wrong...
-zaczęłam niepewnie-
we were once so strong.
-głos mi drżał, ale szłam w stronę chłopaków coraz głośniej śpiewając. Zauważyli mnie.
So now I guess, this is where we have to stand, did you regret?
-Kierowałam te słowa do nich. Wszystkich. Oni tylko siedzieli i zszokowani gapili się na mnie. No, po za Harry'm, który dalej grał, mimo, że był tak samo zaszokowany jak reszta. Scena jak z filmu. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać solówkę Don't Forget. Wpatrzona w chłopaków i Ash grałam i śpiewałam. Stałam może kilka metrów przed nimi-siedzącymi na schodach.
Somewhere we went wrong, we were once so strong...
-tak cholernie za nimi tęskniłam, ale jedyne, co byłam w stanie zrobić, to stać przed nimi, grać i śpiewać. Nie miałam tej odwagi się ruszyć. Jedyne, o co ich prosiłam to jeszcze jedna szansa na powrót.
And at last, all the pictures have been burned, all the past is just a lesson that we've learned... I won't forget, please don't forget... us.
Somewhere we went wrong...
-ręce zaczęły mi się tak trząść z tych emocji, że nie mogłam już złapać żadnego akordu na gitarze.
-Our love is like a song... But you won't sing along... You've forgotten about us.
-Nie zapomnijcie.
-skończyłam. Znowu ta cholerna cisza. Zapłakana, z gitarą w ręku stałam przed zespołem i patrzałam się na każdego z nich z osobna. Nikt nie chciał ruszyć się w moją stronę, tylko siedzieli jakby byli z marmuru. Wiedziałam, jestem idiotką. Nie wybaczą mi. Schowałam swoją gitarę z powrotem do pokrowca. Jedynym dźwiękiem, jaki było słychać wśród tej całej ciszy był głos zapinania.
-Demi... ty...
-zaczął Nick, ale nie dokończył.
-Twoja mama wie, że tu jesteś?
-spytała sucho Ashley. Wszystkim twarze nagle zbladły. Czułam, że atmosfera jest napięta. Znowu coś zrobiłam?!
-Nie... nie wie.
-odpowiedziałam niepewnie.
-W takim razie musisz wyjść.
-odpowiedziała
-Słucham?!
-Nie chcę ryzykować, Demi.
-Jak ryzykować?! Ja... ja już się nie tnę! Dbam o siebie! Wrócę do domu przed mamą. Przyrzekam, że to się nie wyda, a o siebie będę dbać! Ja... proszę!
-rzuciłam się na kolana wraz z gitarą na plecach-
Proszę o jedną, jedyną szansę! Błagam!
-zachowywałam się jak wariatka, ale mi naprawdę bardzo zależało, żeby tu zostać.
-Nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy! Ashley! Mówiłaś, że będę tu mimo wszystko, że... Że jestem wspaniała i doprowadzisz mnie na szczyt, no, Ash... Ja... ugh, nie wiem, jak was dalej przekonywać... Nie mam siły.
-Spuściłam głowę. Serio nie miałam pomysłów, jak ich przekonać.
-Ej, wstawaj.
-usłyszałam kogoś nade mną. Harry. Stał i podawał mi rękę. Złapałam go za dłoń i podniosłam się z ziemi.
-No nie wiem, Demi... zależy mi na tobie...
-zaczęła niepewnie Ashley
-Skoro ci zależy to daj mi tą szansę! Nie możemy tego wszystkiego zaprzepaścić! Przysięgam, ja się już nie tnę! Naprawdę!
-skłamałam. Tak naprawdę dalej się samookaleczałam. Tym razem jednak nie na nadgarstku, ale w miejscach, w których nie widać blizn, np na udach.
-Trzymam cię za słowo.
-skończyła
-Więc?
-Idźcie pod studio, musimy się streszczać. Zaraz wam otworze.
-Odparła Ashley, chowając notatnik i udając się w stronę wyjścia z auli.