Całkiem zapomniałam, że miałam w ręce gitarę i przypomniałam sobie o niej dopiero, kiedy przez przypadek uderzyłam nią w drzwi do mojego domu. Bałam się wejść, bo nie wiedziałam, co tam zobaczę. Może mama wróciła i gotuje kolację? Albo może dalej jej nie ma? Albo wrócił ojciec? I znowu się pokłócili? Bałam się, okropnie się bałam. Jak wariatka stałam pod drzwiami dobre dwie minuty, aż w końcu postanowiłam wejść. Ręce mi lekko drżały, ale wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Panowała cisza. Powoli zdjęłam moje trampki, i szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju. Odłożyłam gitarę w rogu, w którym zazwyczaj stała i wróciłam się do dużego pokoju. Nikogo nie było. Kuchnia też pusta.
-Mamo? Jestem!
-zawołałam.
Nic. Przestraszyłam się. Gdzie, jak nie w domu może być moja mama? A jeśli wróciła do nałogu? Pobiegłam do jej sypialni. Trzęsącymi rękoma otworzyłam drzwi i powoli weszłam. Moja mama leżała w swoim łóżku, po nos przykryta kołdrą. Odetchnęłam z ulgą, moja mama jest cała i zdrowa! Ale chwila... coś okropnie mi zaśmierdziało... piwem. Wystarczy, że spojrzałam pod łóżko mamy, znalazłam trzy, już puste butelki piwa. Serce zaczęło mi bić szybciej, nie wiedziałam, co zrobić.
-Mamo, mamo!
-zaczęłam szarpać mamę za ramię.
-Mamo, obudź się!
-krzyczałam.
Po chwili mama ocknęła się.
-C-coo? D-demi, córrciu, ja tu śśpię, nie w-widacz? Daaj mi spok-spokój.
-Mamo, co to ma być?!-zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej, pokazując mamie butelkę po piwie. -Obiecałaś mi! Obiecałaś! Miałaś iść ze mną na przesłuchanie do wytwórni, ale nie! Przecież piwo i twoi koledzy-menele spod mostu są ważniejsi, niż twoja córka! Nienawidzę cię! NIE-NA-WI-DZĘ!
-zaczęłam mówić przez łzy-
Przyrzekałaś, że nigdy więcej nie tkniesz piwa, że wszystko naprawisz, że znajdziesz pracę i zaczniemy prowadzić normalne życie. Chcę w końcu normalnie żyć, bez rodzinnych kłótni, bez alkoholu, bez problemów, bez dokuczania w szkole, chciałabym, żeby chociaż jeden dzień był taki, żebym nie musiała wstydzić się siebie samej i swojej rodziny! MAMO!
-krzyczałam histerycznie przez łzy.
Mama patrzała się na mnie bez emocji, jakby moje słowa do niej nie dotarły. Chciałam w końcu wyrzucić z siebie emocje, chciałam komuś się wypłakać na ramieniu, myślałam, że odpowiednią osobą będzie mama, ale... nie słuchała mnie. Byłam okropnie roztrzęsiona i rozhisteryzowana. Nie wiedziałam, co robić ze wściekłości. Nie mogłam się opanować, rzuciłam butelką o podłogę z całej siły, tak, że rozprysła się na małe kawałki i łkając wybiegłam do swojego pokoju. Mama chyba już zasnęła z powrotem, moje słowa nawet do niej nie dotarły. Miałam dość wszystkiego, chciałam się zamknąć przed całym światem. Wbiegłam do mojego pokoju, zakluczyłam się i włączyłam mojego starego laptopa. Miałam zamiar zapomnieć o wszystkim, weszłam na Facebook'a ciągle płacząc. Jedno nowe powiadomienie.
Miley Cyrus oznaczyła cię w obiekcie post. Serce znowu zaczęło bić mi szybciej, już chyba nie mogło bić jeszcze szybciej, niż biło. Kliknęłam.
,,Wiedzieliście, że @Demi Lovato była dzisiaj w wytwórni? Ta pokraka będzie śpiewać! Haha, przecież ona nawet głosu nie ma!! LOL! Mam dla was coś jeszcze lepszego, ta gruba świnia dowala się do mojego chłopaka, @Joe! LMAO.''
Komentarze były jeszcze gorsze:
-Lovato w wytwórni? Haha, chciałabym to zobaczyć! xD Weź mnie kiedyś ze sobą, będzie zabawnie, kiedy będzie starała się wepchnąć swój tłusty tyłek między drzwi!! XD
-HAHHAHAHAH, DEMI? TA SŁONINA DOWALA SIĘ DO JOE? MAM NADZIEJĘ, ŻE TWÓJ CHŁOPAK NIE JEST NA TYLE GŁUPI, ŻEBY SIĘ Z NIĄ ZADAWAĆ!''
,,Wiedziałem, że jest brzydka, ale, że zarywa do czyjegoś chłopaka... brak słów. Skończy jako prostytutka.''
,,Pff, prostytutka? Kto chciałby pieprzyć się z tą krową, od której śmierdzi piwem i brudem na kilometr? Chyba jakiś menel, jak jej ojciec, haha!''
,,hahahahahahha, o Słodki Jezu! To ona w ogóle potrafi zaśpiewać ,,Wlazł kotek na płotek''? Co ona ma z muzyki? Dwóję? Joe, nie daj się jej, to chore, że ktoś taki, jak ona zarywa do kogoś takiego, jak on''
,,Siedzę na krześle przed kompterem i sikam ze śmiechu.. @Demi, masz przerąbane w szkole, lepiej jutro się nie pokazuj!''
Plus jeszcze kilka komentarzy typu
,,SUKA!". Nowych komentarzy wciąż przybywało, wszyscy byli przeciwko mnie! Nie wytrzymałam. Zaczęłam ryczeć jak wariatka i dosłownie sapiąc ze smutku i wściekłości, sięgnęłam po żyletkę. Chciałam sobie ulżyć, dać sobie karę za to, że w ogóle łudziłam się, że moje marzenia się spełnią. Krew leciała. Zaczęłam krzyczeć przez płacz z bólu, tego fizycznego i psychicznego. Chciałam to skończyć, cięłam się po całym nadgarstku lewej ręki. Nie wiem, czy chciałam się zabić, ale myślałam, że może po drugiej stronie w końcu będzie lepiej? Zaczęłam wariować. Dalej tnąc się żyletką po nadgarstku, chodziłam po pokoju i waliłam całym ciałem o ściany, chciałam zadać sobie jak najmożliwszy ból. Nienawidziłam siebie za wszystko. Nienawidziłam swojego ciała, które mimo, że prawie nic nie jadłam, ciągle tyło i tyło. Nienawidziłam siebie za to, że łudziłam się, że kiedykolwiek będę z Joe. Nienawidziłam siebie, mojej matki, mojego ojca, całego świata. Wszystko straciło dla mnie sens. Krew z rany zaczęła kapać na podłogę. Histerycznie krzyczałam i płakałam, tarzając się po ziemi. Świat mi się zawalił. Spojrzałam z powrotem na post Miley na facebooku.
,,@Demi nie przychodź jutro do szkoły, bo cię zniszczymy. Nienawidzimy cię i jutro ci to pokażemy."
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, wszystko mnie już bolało i okropnie szczypało. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Demi?
-był to cichy i lekko zachrypnięty głos Seleny.
Wstałam z ziemi i podbiegłam do drzwi, uderzając rękami.
-Nie wchodź tu! Nie chcę nikogo widzieć! Zostaw mnie! Idź, przekaż innym, że Demi Lovato już nie istnieje!
-wykrzyczałam przez płacz i zsunęłam się na ziemię.
Krew zalała mi cały rękaw.
-Demi?...co ty wygadujesz?! Wpuść mnie i to zaraz!
-odkrzyknęła Selena i zaczęła bić pięściami o drzwi.
-Nie! Nie wpuszczę tu nikogo, chcę być sama! Całe życie byłam sama, nikt nie zwracał na mnie uwagi, a teraz nagle wszyscy się na mnie uwzięli! Zostaw mnie, chcę mieć w końcu spokój!
-Nie! Demi, opanuj się! Co ty tam robisz?! Otwieraj albo wezwę policję!
-Policję?! Przestań udawać! Z resztą, daj mi moment. Zaraz mnie tu nie będzie...
-powiedziałam spokojniej. Z powrotem wzięłam żyletkę i ze wściekłością przyłożyłam ją do nadgarstka. Naprawdę chciałam podciąć sobie żyły, byłam taka zdeterminowana, aby ze sobą skończyć. Trzymałam żyletkę lekko przyciśniętą do nadgarstka, ale mimo wszystko bałam się mocniej ją przycisnąć.
-Demi, ja nie żartuję!
-Selena zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć i bić pięściami o drzwi-
Otwórz! Jeśli zamkniesz się i będziesz trzymać wszystkie emocje w sobie, wyjdziesz na jakąś ciemnotę, którą można wyzywać i wytykać palcami, chociaż Miley i jej banda już cię za taką mają! Chcesz tego?!
Te słowa sprawiły, że zamarłam. Siedziałam skulona z kolanami pod brodą, żyletką na lewym nadgarstku i wielkimi oczami patrzałam się w... nicość. Coś we mnie pękło. Słowa Seleny utkwiły mi głęboko w sercu, ale nie raniły... Bo to, co powiedziała było po prostu prawdą, do której przez cały ten czas nie chciałam się przyznać.
-Odpowiedz mi!
-wykrzyczała Selena.
Po chwili, kiedy w tej samej pozycji ciągle patrzałam się przed siebie, usłyszałam, jak Selena przed drzwiami upada na ziemię i cicho płacze.
-Demi, proszę cię! Zostałaś mi tylko ty! Jesteś moją jedyną przyjaciółką.
-powiedziała już ciszej, w jej głosie było słychać żal.
Sięgnęłam po klamkę i powoli, ciągle siedząc na ziemi, otworzyłam drzwi. Ręka ciągle okropnie mnie bolała. Sel siedziała na ziemi po drugiej stronie drzwi, a kiedy mnie zobaczyła, szybko mnie przytuliła.
Nie chciałam, żeby Selena zauważyła, że się pocięłam, chociaż wiedziałam, że jest to nieuniknione...
-Co jest? O Boże, Demi, skąd tu tyle krwi?!
-rozejrzała się po pokoju i zauważyła małą plamę krwi na podłodze przy laptopie.
Spojrzała się na mnie. Znowu się skuliłam i patrzałam przed siebie wielkimi oczami. Trzęsłam się i kurczowo trzymałam za brzuch jak jakaś wariatka.
-Pokaż nadgarstek
-rozkazała Selena starając się być spokojna. Powoli spojrzałam się na nią i podałam jej swoją lewą rękę. Dopiero teraz zauważyłam, że moja bluzka była cała zaplamiona.
-Matko... co ty sobie zrobiłaś...
-jej głos zaczął drżeć, tak samo jak jej dłonie.
-D-dlaczego?
-spytała.
Nie miałam siły, żeby wstać, a więc przesunęłam się w stronę laptopa i prawą ręką otworzyłam go na stronie z postem Miley. Doszło 20 nowych docinek i 10 wiadomości prywatnych z pogróżkami. Pokazałam laptopa Selenie.
-Widziałam. Dlatego chciałam ciebie odwiedzić i mi się udało.
-powiedziała, spuszczając wzrok.
Ja natomiast skulona siedziałam i milcząc patrzałam się jej głęboko w oczy.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-spytała się.
Siedziałyśmy w moim pokoju na podłodze, naprzeciwko siebie, skulone, otoczone przytłaczającą ciszą. Chciałabym, żeby taka cisza została, ale musiałam coś odpowiedzieć.
-Ja...
-wykrztusiłam zachrypniętym i wykończonym głosem.
-ja po prostu już tego nie wytrzymuję... zrozum Sel, to wszystko to dla mnie za dużo... Wszyscy tylko wytykają moje błędy, mimo, że się staram, nikt mnie nie docenia, tylko wiecznie po mnie jeździ. Nie rozumiem... co ja takiego źle zrobiłam?!
-łza poleciała mi po policzku
-Cała szkoła ma mi za złe, że jestem tym, kim jestem, nawet, kiedy staram się zmienić, to nic nie daje. Moi dawni przyjaciele oddalają się ode mnie, wstydzą się mnie. A ja jestem tylko normalną nastolatką! Ja... j-ja... po prostu chciałam z tym s...skończyć. Selena... cieszę się, że ciebie mam. Gdyby nie ty... już pewnie dawno podcięłabym sobie żyły, albo...
-Cicho już!
-powiedziała Selena, mocno mnie obejmując i nie pozwalając mi dokończyć.
-Jestem przy tobie i będę do końca życia. Jestem w końcu twoją przyjaciółką, a przyjaciółki są po to, żeby nawzajem sobie pomagać, no nie?
-odparła Selena.
Podniosło mnie to na duchu, ale wtedy sobie przypomniałam:
-Nie wiem... nigdy nie miałam przyjaciółki.
-Szczerze mówiąc, ja też nie. Kiedyś uważałam Miley za przyjaciółkę, ale po tym, jak zauważyłam, co robi innym... znienawidziłam jej. Jest okropną zdzirą uważającą się za lepszą od innych tylko dlatego, że ma kasę. Ale nie rozmawiajmy o niej, mamy ważniejsze sprawy. Gdzie masz jakieś bandaże?
-Bandaże? Nie! Nie chcę żadnych bandaży, po co? Żeby ludzie domyślili się, że się tnę? Nie, nie, nie...
-Pytam się jeszcze raz, gdzie są te cholerne bandaże? Demi, nie pozwolę ci jutro w takim stanie iść do szkoły! A jeśli coś się stanie? Nie wiem, zadraśniesz się i znowu zacznie ci lecieć krew? Wtedy wszyscy się dowiedzą!
-No... dobra. Są w łazience w półce pod zlewem.
-Dobra. Zaraz wrócę.
-Selena wyszła z pokoju w stronę łazienki.
Pomyślałam o mamie. To dziwne, że nie usłyszała tego wszystkiego... pewnie ma takiego kaca, że nic nie słyszy i wstanie dopiero jutro po południu. Moją uwagę tym razem zwróciła moja bluzka. Krew powoli zasychała, ale okropnie śmierdziała. Miałam tylko nadzieję, że wszystko się spierze, i, że nikt po za Seleną się o tym nie dowie.
-Już, znalazłam też wodę utlenioną i waciki. Miejmy nadzieję, że na razie to wystarczy.
-Na razie?
-No tak, przecież samo to ci się nie wygoi. Pójdziemy do pobliskiego szpitala.
-CO? Nie, Sel, nigdzie nie idziemy!!! Nikt, a nikt nie może się o tym dowiedzieć!
-Demi, nie odwalaj jakiegoś przedstawienia! Wiesz dobrze, że może się dostać jakieś zakażenie, albo rana może się spaprać.
-Sel... ja wiem, co robić. To nie mój pierwszy raz, kiedy...się cięłam...
Selena zesmutniała. Widocznie bardzo chciała mi pomóc, ale... sama myśl o tym, że ktoś mógłby dowiedzieć się o moich problemach mnie przerażała. Nie, nie ma mowy, żebym poszła do szpitala.
-No dobrze... nie mogę i nie będę cię zmuszać. A teraz zdejmuj bluzkę... jakkolwiek to nie brzmi.
-Sel lekko się zaśmiała, ja też się uśmiechnęłam i posłusznie zdjęłam zakrwawioną bluzkę.
Czułam się niepewnie... wstydziłam się mojego brzucha, z resztą, tak samo całego mojego ciała. Ale wiedziałam, że Selenie mogę ufać, i że mnie nie wyśmieje. Podałam jej rękę.
-Uwaga, będzie mocno szczypać.
-powiedziała i przyłożyła do mojej rany wacik nasączony wodą utlenioną.
Rzeczywiście, szczypało, i to okropnie. Ale wytrzymałam, byłam już przyzwyczajona do bólu. Następnie Selena dokładnie owinęła mój nadgarstek bandażem.
-I jak? Nie za mocno?
-Nie... jest okej.
-odpowiedziałam, chociaż wcale nie było okej.
W mojej głowie panował istny mętlik.
-Mam nadzieję, że to pomoże, bo niestety nie znam innego sposobu, żeby ci pomóc. Jesteś PEWNA, że nie chcesz do szpitala?
-Tak... na sto procent-
odpowiedziałam, wyjmując z szafy jakąś bluzkę i zakładając ją.
-No dobra... Gdzie twoja mama albo tata?
-Mama pewnie upiła się i śpi a ojciec... nie chcę go znać. Zniszczył moją rodzinę i całe moje życie.
-powiedziałam bez emocji.
-Chcesz o tym porozmawiać?
-spytła niepewnie Selena.
Nie miałam nic przeciwko, wręcz tego chciałam. Potrzebowałam kogoś, aby się wygadać, wyżalić, kogoś, kto by mnie wysłuchał i by mnie wesparł. Opowiedziałam Selenie całe swoje życie w skrócie, a więc znała mnie na wylot, już nie musiałam nic ukrywać. Najwyraźniej bardzo ją zaskoczyam, bo ze zdziwioną miną powiedziała:
-Demi... nie wiem, co mam ci powiedzieć!
-przysunęła się do mnie i mocno mnie objęła.
-Jesteś niesamowita, że dajesz sobie radę z tym wszystkim!
-Nie, nie daję...
-wskazałam na bandarz na nadgarstku.-
Tylko zgrywam taką silną, żeby nikt się nie dowiedział. Jakoś mi się udaje.
-Ale nie możesz tak żyć aż do śmierci! Kiedys mi mówiłaś, że chcesz zostać piosenkarką i mieć miliony fanów, prawda? Co pomyśleliby sobie twoi fani, gdyby wyszło na jaw, że się tniesz?
-Musieliby to zaakceptować. Z resztą, nie jest ze mną aż tak źle, w końcu... nie trafiłam jeszcze do wariatkowa ani do żadnej kliniki, prawda?
-Nie, ale jeśli będzie tak dalej, nie wiadomo, co się może stać... Demi, pamiętaj, dzwoń do mnie w każdej chwili, dzień, czy noc!
-Okej, okej...
-Chcesz coś do jedzenia? Możemy gdzieś wyjść, jak tylko ogarniemy twój pokój. Nie ma jeszcze dwudziestej.
-Możemy pójść, chociaż nie jestem głodna.
-powiedziałam podniesiona na duchu.
Wstałam i zaczęłam sprzątać. Selena się do mnie dołączyła. Po około piętnastu minutach wyszłyśmy z mojego domu. Nie obchodziło mnie, co robi mama, jej sprawa, skoro woli piwo ode mnie.
-Dokąd idziemy?
-spytałam się, chwytając Sel pod ramię.
-Może do McDonald's? Dają tam śmieciowe żarcie, ale za to przepyszne szejki!
-Okej.
Nie lubię fast foodów. Tłuste jedzenie... brr... na samą myśl, że mogłabym cokolwiek stamtąd zjeść wzdrygałam się. Ale chciałam spędzić trochę czasu po za domem, no i trochę czasu z Seleną, a więc poszłam. Za dziesięć minut byłyśmy na miejscu i zajęłyśmy miejsca.
-Co zamawiasz?
-spytała mnie Selena.
-Nie, ja nic nie chcę. Odchudzam się.
-TY? Ty akurat nie masz się z czego odchudzać! No, co chcesz? Cheeseburgera, hamburgera, frytki? Szejka?
-Nie, nie, nie i nie. Dziękuję, ale nie.
-Dobrze, w takim razie ja idę zamówić dużego czekoladowego szejka, duże frytki i dużego hamburgera!
-powiedziała Selena uśmiechając się szeroko i odchodząc w stronę długiej kolejki.
Odwzajemniłam uśmiech i zaczęłam się rozgladać po restauracji. Jakieś zakochane pary, samotne osoby, rodziny z małymi dziećmi i... O nie! Miley i jej ekipa! Nie zauważyli mnie, bo siedziałam odwrócona do nich plecami. Szybko odwróciłam się z powrotem. Ale porażka... dlaczego Miley musi WSZĘDZIE być? W tym momencie strasznie rozbolała mnie rana na nadgarstku, a już udało mi się o niej zapomnieć... Chciałam uciec, ale nie mogłam, co by sobie pomyślała Sel? Że znowu stchurzyłam? Nie, nie tym razem!
-Jestem!
-Sel wróciła z wielką, ładnie pachnącą tacą.
-Czy ty też widzisz to, co jest kilka siedzeń za mną?
-spytałam się.
Selena spojrzała się zaciekawiona, a kiedy już zauważyła Miley i resztę, szybko usiadła i lekko zakryła twarz ręką.
-O Boże! Co ona tu robi? Ta świnia nie powinna być w studio?! Przepraszam Demi, nie wiedziałam! Jak chcesz, możemy iść gdzieś indziej.
-Nie, nie! Nie dam im się.
-powiedziałam, uśmiechając się dumnie.
-I tak ma być!
-odrzekła Sel, zanurzając zęby w hamburgerze.
-Jak chcesz, to bierz.
-powiedziała z pełną buzią, wskazując na frytki.
Nie jadłam nic od śniadania, a ten zapach okropnie mnie przyciągał. Mimowolnie wzięłam trzy frytki, powoli je żując. Myślałam ,,
CO JA DO CHOLERY ROBIĘ?". Bałam się, że znowu przytyję, i że Miley i inni znowu będą się ze mnie śmiać i wyzywać od tłustych świń. Nie było wyjścia, przełknęłam. Poczułam się fatalnie. Czułam, jak przybywają mi kolejne kalorie i widziałam, jak rośnie mi brzuch, a uda stają się coraz większe.
-Demi, wszystko ok?
-spytała wyraźnie zaniepokojona Selena-
zrobiłaś się jakaś blada.
-Tak, wszystko... dobrze. Zaraz wrócę.
-wstałam i szybkim krokiem udałam się do toalety.
Nie dałam rady, musiałam pozbyć się tych frytek. Włożyłam dwa palce do ust, jak najgłębiej mogłam i... Zwymiotowałam je. Od razu poczułam się lepiej, wiedziałam, że nie przytyję. Nie przejmowałam się pustką w żołądku, inne moje problemy zagłuszały ją. Podniosłam się, umyłam usta i ręce i wróciłam uśmiechnięta do Seleny. Znowu założyłam ten codzienny uśmiech na twarz.
-Co ty tam robiłaś?
-A co można robić w toalecie?
-odpowiedziałam chichocząc.
Poczułam się genialnie! Właśnie uratowałam się przed kolejnym kilogramem. Selena z niepewną miną odwróciła wzrok ode mnie i zaczęła jeśc frytki i popijac je szejkiem.
-Jesteś jutro umówiona z Joe?
-spytała.
-Tak... ale nie wiem, czy przyjdę.
-wskazałam wzrokiem Miley.
-Chcesz jej się dać? Nie podporządkowywuj się jej. Pokaż, że masz własne zdanie. Z resztą, Joe to miły gość, i twój kumpel od małego, jestem pewna, że nie da tobie zrobić krzywdy.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewna!
-Dobra... pójdę, pójdę. A co z Justinem? Spotykacie się jutro?
-Jutro niestety nie... Jest w studio nagraniowym. A właśnie! Zapomniałam ci powiedzieć, że dostał się do wytwórni muzycznej, tutaj w mieście. Ty też?
-Tak, dokładnie! To niesamowite, bo poszłam sobie pośpiewać do parku, zaczepiła mnie jakaś babka, no, Ashley. Dostałam się nawet bez przesłuchania! A jeszcze się okazało, że Miley też tam jest. I to mi zepsuło humor, ale i tak się cieszę, że zaczynam spełniać swoje największe marzenie!
-Jej, cieszę się twoim szczęściem! Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć twoją pierwszą płytę!
-powiedziała Selena, uroczo się uśmiechając i puszczając oczko.
Pomyślałam ,,
Co ja takiego zrobiłam, że trafiłam na taką cudowną osobę, jak Sel?". Była mi bliska jak siostra!
-A ty? Interesujesz się muzyką?
-Lubię słuchać muzyki, ale... nie potrafię śpiewać! Chciałabym zostać aktorką, ale jeszcze nie załapałam się na żaden casting. Chociaż słyszałam, że niedługo jakiś będzie organizowany. Zmieniając temat, Demi, widziałaś już Justina w wytwórni?
-Nie, dzisiaj byłam tam pierwszy dzień, a jutro tam nie idę. Ale możliwe, że kiedyś go spotkam. Jeśli już obczaję, gdzie nagrywa itp, itd, to was umówię!
-powiedziałam śmiejąc się i puszczając oko do Sel.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-powiedziała Selena ze szczęścia podskakując na kanapie.
Zauważyłam, że zjadła już frytki-szybka jest!-i wypiła prawie całego szejka.
-Co robimy potem?
-spytałam
-Potem... muszę iść. Muszę być w domu o 21:00, a jest wpół do. Ale możemy jeszcze narobić trochę szumu!
-powiedziała Selena, ze sprytnym wzrokiem patrząc mi się w oczy i popijając szejka.
-O co chodzi?
-Resztkę szejka zużyję na pewną ''uroczą'' osobę siedzącą kilka stolików za tobą.
-Chcesz wylać tego szejka na Miley?!
-wykrzyknęłam.
-Ćśśśśś!
-Selena szybkim ruchem zakryła mi usta.
-Tak, chcę to zrobić. Widać, że długo pinzdrzyła się ze swoimi lokami, teraz będą smakowały czekoladowo. Jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć, wyjdź jakiś czas przede mną, żeby się nie domyśliła.
-Ma mnie ominąć widok płaczącej nad swoimi kudłami Miley Cyrus? Proszę cię! Chcę to zobaczyć!
-To chodź.
Podziwiałam Selenę, była taka odważna i nie bała się wylać szejka nawet na przebrzydły łeb Miley. Niesamowite! Wstałyśmy i wolnym krokiem szłyśmy w stronę stolika Miley. Selena szła pierwsza, pewna siebie, powoli otwierając kubek z szejkiem i złowieszczo się uśmiechając. Podeszłyśmy. Serce zaczęło mi tak walić, że myślałam, że ucieknie przez gardło. Ale wiedziałam, że muszę pokazać Miley, że nie dam sobie w kaszę dmuchać.
-Cześć Miley! Ładnie dziś wyglądasz! Czekaj, masz coś na włosach!
-powiedziała Selena, milutko się uśmiechając i powoli wylewając szejka na głowę Miley.
Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam, bo wyszłabym na idiotkę.
-Ty zdziro! Odpłacisz mi za to!
-wykrzyknęła rozkojarzona Miley, odpychając Selenę.
-O, Demi! Ojoj, bandażyk? Co się stało, karteczką z dzienniczka się zacięłaś, kochanie? Jeju, jeju... Znowu w fastfodzie? Znowu wykupiłaś wszystkie HappyMeal'e? A co z dietą?
-powiedziała Miley, wycierając włosy chusteczką.
-A co z twoją dietą? Przybyło ci w boczkach od codziennych randek z hamburgerami! Uuułć, coś ci wychodzi spod bluzki? Czyżby to była opona?
-Sel zaczęła mnie bronić. Też chciałam się dołączyć.
-Lepiej ją schowaj, bo twoi koledzy
-wskazałam na kumpli, którzy siedzieli obok i na przeciw jej-
nie będą się do ciebie przyznawać.
-wygarnęłam jej.
Od razu było mi lepiej!
-Wiecie co?
-powiedziała Miley stając przed nami.
-lepiej usuńcie swoje tłuste dupy z tego miejsca. Obrażaniem mnie niczego nie osiągniecie. Chcecie być fajne? Dążcie do ideału.
-wskazała na siebie.
-Phi, ideał? Wiesz co?
-zaczęłam ją przedrzeźniać.-
Obrażając Sel i mnie, też nic nie osiągniesz. Jeśli wyobrażasz sobie, że jesteś ideałem, w takim razie wolę być przeciwieństwem ideału.
-Ja przynajmniej coś osiągnę w życiu. Ty nagrasz jeden album i skończysz na kasie w jakimś markecie, a Selena będzie żebrać na ulicy. Ładna z was para przyjaciółeczek!
-Od nas się odwal, okej?
-wykrzyczała Sel
-Nie jesteśmy rozwydrzonymi córeczkami tatusia, jak ty, Miley! Jeszcze myślisz, że coś osiągniesz? Chyba dając dupy pod latarnią!
-krzyknęła Sel
-Sel, spokojnie...
-cóż, Selena troszkę przesadziła, a na dodatek wykrzyczała to na całą restaurację...
-Przepraszam? Mogłybyście wyjść i kłócić się na zewnątrz?
-poprosiła jedna z kelnerek.
-Już skończyłyśmy.
-powiedziała Miley z już mniej odważną miną. Chyba ją czymś uraziłyśmy. Cóż, jej pech. Jakoś kiedy ona mnie raniła, nie przejmowała się tym.
-Tak. Na razie
-powiedziała Selena, pociągnęła mnie za rękę i razem wyszłyśmy. Obróciłam się i zobaczyłam, że Miley chowa twarz w dłoniach, a jej przyjaciele pomagają jej zetrzeć szejka z włosów. Wróciłyśmy do swoich domów.