sobota, 24 listopada 2012

07

-Mamo? Jesteś?
-krzyczałam dalej, odkładając torbę na kanapę w salonie. Mój wzrok przeniósł się na zegar. Miałam jeszcze tylko 30 minut, aby zjawić się w wytwórni! Wleciałam do swojego pokoju, zabrałam gitarę i kilka moich tekstów piosenek i wybiegłam z domu. Mamy nigdzie nie było... a przecież obiecała mi iść ze mną. Co dziwniejsze, drzwi nie były w ogóle zamknięte, były otwarte, a mama zawsze je zamykała, nawet, jeśli wychodziła do sąsiadów mieszkających zaraz obok nas. Zaczełam się zastanawiać-lepiej wrócić się do domu i poszukać mamy, czy nie przejmując się tym, iść do wytwórni? Cóż, chęć śpiewania dla tłumu stała się dla mnie silniejsza. Bez trudu dotarłam pod wskazany adres. Moim oczom ukazał się wielki, nowoczesny, piękny budynek. Naokoło pośród fontann i kolorowych kwiatów krążyło kilku agentów, czy ludzi fachowo zajmujących się muzyką. Poczułam się dziwnie, zadałam sobie pytanie ,,Co ja tu robię?!" Przecież byłam tylko szarą osóbką, której daleko jest do ludzi, którzy tutaj chodzą codziennie. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Pchnęłam wielkie, wypolerowane, szklane drzwi uważając, aby nie otrzeć ich moją gitarą. Weszłam do środka. Stanęłam trochę z boku. Naokoło wszystko było takie... ekskluzywne, modne i bardzo na czasie. Wtedy znowu spytałam się samej siebie: ,,Co teraz? Dokąd mam iść?" Postanowiłam powoli ruszyć w stronę wielkiego blatu, za którym stały miło uśmiechające się panie. To było chyba biuro. Lekko się wstydziłam, wszyscy naokoło byli ubrani w najdroższe ciuchy z markowych sklepów, a ja? Szłam w moich starych, rozciągniętych ubraniach z tanich sklepów, dźwigając z sobą starą, lekko obdartą już gitarę. Mogłam się wycofać i wrócić do domu, ale pomyślałam ,,Raz kozie śmierć!" i odważnym krokiem podeszłam do biura.
-Dzień dobry.
-powiedziałam, odkładając gitarę i szeroko uśmiechając się do pani za biurkiem.
-Nazywam się Demetria Lovato, byłam tu umówiona z...Ashley Williams. Miałam przyjść na przesłuchanie.
-ręce zaczęły mi się pocić ze stresu. W końcu dla tej babki pewnie byłam tylko śmierdzącą smarkulą, niewiedzącą, po co tu przyszła.
-Dobrze, już sprawdzam.
-Ku mojemu zdziwieniu, grzecznie odpowiedziała. Zaczęła grzebać coś w swoim-nowoczesnym oczywiście-komputerze i sprawdzać w kalendarzu. Stałam przed blatem opierając się o niego rękami. Z nudów lekko kopałam blat czubkiem buta, po chwili zaczęłam cicho gwizdać. Czekałam jakiś czas, aż w końcu usłyszałam:
-Pani Williams czeka na ciebię w auli. Wiesz, gdzie to?
Pomyślałam sobie ,,Jestem tu pierwszy raz, debilko.'', ale grzecznie odpowiedziałam:
-Nie, niestety nie.
-To chodź, zaprowadzę cię
-szeroko się uśmiechnęła i wychodząc zza biurka pokazała gest, zachęcający, żebym poszła za nią. Tak też zrobiłam i kilkanaście sekund później znalazłam się w wielkiej sali. Było tam mnóstwo miejsca, dużo sztucznych roślin oraz pięknych rzeźb. Naokoło przy ścianach stały przeróżne instrumenty: Gitary akustyczne, elektryczne, basowe, perkusje, keyboardy i pianina, kontrabasy, skrzypce... aż za dużo, żeby wymieniać. Stałam pośrodku sali oszołomiona. TAKA wytwórnia w moim małym miasteczku, a ja pierwszy raz ją widzę?! Dobra, mniejsza o to. Stałam pośrodku sali jak jakaś kretynka. Naokoło było paru ludzi, strojących instrumenty, ale nie mogłam tam znaleźć Ashley. Czułam na sobie wzrok kilku osób, pewnie zadających sobie pytanie: ,,Kim ona jest i co ta smarkula tu robi?". Żeby nie stać jak idiotka na środku sali, podeszłam trochę do przodu, przyjrzeć się instrumentom muzycznym.
-Demi?
-usłyszałam znajomy głos za plecami.
-Pani...
-szybko się odwróciłam, uświadamiając sobie, że to p. Williams
-Mów mi po prostu Ashley, nie jestem aż taka stara
-Ashley szeroko się uśmiechnęła
-A więc przyszłaś na przesłuchanie? Wydaje mi się, że będzie to tylko kwestia formalności, bo twój głos już słyszałam. Jest z tobą twoja mama albo tata?
-Na te słowa zamarłam.
-A... Będzie potrzebny podpis rodzica?
-Niestety tak. Ale, wiesz? Polubiłam cię i to bardzo. Coś wykombinujemy... A teraz chodź, zaprowadzę cię do studio, tam wszystko załatwimy.
-lekko objęła mnie ramieniem i razem poszłyśmy do studia gdziekolwiek to było. Ashley otworzyła ogrrmne drzwi, za którymi znajdowało się... prawdziwe, profesjonalne studio nagraniowe! To było moje spełnienie marzeń!!! Ashley pokazała mi gest, żebym usiadła na jednym z krzeseł, podczas gdy sama usiadła na drugim, na przeciw mnie.
-No więc, Demi... Co masz tam poupychane w kieszeni?
-A, to...
-wyjęłam z kieszeni starych jeansów kilka pogniecionych kartek
-to są moje piosenki... takie tam bazgroły.
-Pokaż!
-rozkazała Ashley i wyrwała mi kartki z ręki. Zaczęła powoli i dokładnie czytać każdą linijkę tekstu, lekko się uśmiechając. -
Zaśpiewaj mi którąś. Na przykład... tą.
-wskazała mi piosenkę ,,La La Land''. Piosenkę bardzo mi bliską i idealnie przedstawiającą moje uczucia. Chciałam już się sprzeciwić, ponieważ jestem okropnie nieśmiała i bałam się jakiejkolwiek gafy, ale mimowolnie powiedziałam:
-Dobrze.
Wzięłam moją gitarę, na szybkiego ją nastroiłam i zaczęłam grać. Po pewnym czasie zaczęłam również śpiewać. Czułam się świetnie, szło mi bardzo dobrze. To pewnie dlatego, że czułam się w tej piosence w 100% jak ja. Skończyłam. Zalałam się ogromnym rumieńcem ponieważ popełniłam kilka błędów. Najwyraźniej Ashley była innego zdania...
-DZIEWCZYNO! Jesteś niesamowita! Dlaczego nie jesteś jeszcze znana?!
-powiedziała zachwycona.
-Nie wiem... Moi rodzice nie mieli zbyt dużo pieniędzy i czasu dla mnie...
-na chwile urwałam zdanie zamyślając się-
i do tej pory nawet nie marzyłam o prawdziwej karierze piosenkarki. Kocham śpiewanie, kocham muzykę, ale... dotąd moje marzenia były zupełnie nierealne...
-powiedziałam lekko się uśmiechając. Ze stresu załamywał mi się głos, pociłam się i drżały mi ręce. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
-Rozumiem... no, tak, czy siak, teraz twoje marzenia się spełniają! Tu masz regulamin i wszystkie zasady podpisania kontraktu z nami. Podpis rodzica można podrobić
-mrugnęła do mnie.
-No nie wiem, nigdy nie podrabiałam podpisu mamy ani taty.
-odparłam niepewnie-
ale mogę spróbować...
-wzięłam pierwszy lepszy długopis z biurka i po dokładnym przeczytaniu wszystkich zasad podpisałam się. Brzmiało nieźle: W kontrakcie obowiązującym na 2 lata musiałam wydać przynajmniej jeden album, dwa single i teledyski. Po wydaniu albumu dostanę też dofinansowanie na budżet koncertowy, jeśli będę chciała wyjechać na trasę koncertową. ,,Dostanę" też menadżerkę albo menadżera. Nieźle, nieźle...
-I jak? Podoba ci się?
-spytała się uśmiechnięta Ashley
-Ja... to znaczy... łał...
-powiedziałam z zapartym tchem.
-To naprawdę się dzieje?
-Dalej nie wierzysz? Mogę ci to udowodnić
-uśmiechając się wskazała na ciemne drzwi, znajdujące się zaraz przy mikserze muzyki. Prowadziły do szczelnie zamkniętego pomieszczenia z mikrofonem i instrumentami. Nie miałam zielonego pojęcia, jak to się nazywało. No, najważniejsze, że wiedziałam, iż tam nagrywa się piosenki. Bardzo chciałam tam wejść, a więc przytaknęłam Ashley. Ta wstała i nie spiesząc się otworzyła drzwi.
-Proszę.
-powiedziała, uśmiechając się. Wstałam i weszłam do środka. Zaniemówiłam. Wszystko było takie nowoczesne, nowoczesne instrumenty, mikrofony... Wszystko było takie...profesjonalne. Wyobraziłam sobie siebie samą śpiewającą tutaj przyszłe hity...
-I jak? Przekonałam cię?
-Ashley ponownie się do mnie uśmiechnęła.
-Tak... To kiedy zaczynamy?
-spojrzałam się jej prosto w oczy szeroko się uśmiechając.
-Wow, wow! Nie tak szybko! Najpierw musimy cię zapisać... ale to już nasza sprawa. Ty możesz dzisiaj iść i spokojnie się wyspać. Zadzwonię do ciebie, wtedy spotkamy się tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem muzycznym i wszystkimi ludźmi pracującymi tutaj. Teraz chodź za mną, oprowadzę cię. Pokażę ci wszystkie najważniejsze miejsca. Tu, gdzie teraz jesteśmy, to jak pewnie się domyśliłaś, studio nagraniowe.
-mówiąc, otworzyła drzwi, przepuszczając mnie przodem.-
Mało kto to wie, ale nagrywają tu największe sławy, na przykład Kelly Clarkson.
-KELLY?! O mój Boże, uwielbiam ją!
-wykrzyknęłam. Clarkson to moja idolka od najmłodszych lat. Ma niezimski głos, wspaniałe piosenki i jest piękna! Myśl, że przebywam w pomieszczeniu, w którym przebywała ona... zwalała mnie z nóg.
-Możliwe, że kiedyś miniecie się na hallu
-uśmiechnęła się-
Mamy oczywiście jeszcze sporo takich pomieszczeń, ale to jest zdecydowanie największe i najlepiej wyposażone. Teraz zmykajmy, zaraz ma tu przyjść jakaś inna początkująca piosenkarka.
-otworzyła kolejne drzwi i wyszłyśmy z powrotem na ogromny hall.
-O, oto i ona!
-Ashley wskazała na jakąś brązowowłosą wysoką dziewczynę ubraną w legginsy, krótką bluzkę i wysokie szpilki. Obrócona była tyłem, więc nie widziałam jej twarzy, ale już z jej ubioru można było wnioskować, że jest tak zwaną ,,lafiryndą'' z gatunku ,,wypudrowane".
-Nie pamiętam jak się nazywa... Wiem, że jest w twoim wieku i że ma naprawdę dobry i mocny głos, byłam podczas jej przesłuchania, tak z tydzień temu. Miley! Jej imię to Miley.
-MILEY?! Miley Cyrus?!
-zapytałam dosyć głośno, na szczęście nie na tyle, żeby Cyrus mnie usłyszała.
-Tak! Tak, dokładnie, Miley Cyrus. Znasz ją?
-Nie... to znaczy, tak... no, nieważne.
-powiedziałam spuszczając wzrok. Nie chciałam, żeby Miley mnie zauważyła, gdyby to się stało... o zgrozo!
-Rozumiem...
-odparła Ashley lekko się zamyślając i uśmiechając się.
-więc chodźmy dalej. Przedstawię ci najważniejsze osoby w tym miejscu.
-Jasne.
-powiedziałam i zaczęłam szybko kroczyć za Ashley. Z całej siły próbowałam zakryć twarz przed Miley, udawając, że poprawiam włosy, nawet dobrze mi to szło, kiedy jakiś gość, który stał i rozmawiał z Cyrus, zawołał Ashley. Podeszła do niego, a ja krok w krok za nią. Czułam się niepewnie, w końcu stanęłam praktycznie oko w oko z Miley.
-Miley, poznaj Ashley i... jak ci na imię?
-spytał się mnie ten dosyć wysoki brunet. Zamurowało mnie, nie wiem, czemu, ale nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
-To jest Demi, moje nowe znalezisko. Ty jesteś Miley?
-powiedziała, jak zwykle szeroko się uśmiechając, Ashley.
-Tak, Miley.
-odpowiedziała Cyruska, patrząc się na mnie z lekką pogardą.
-Miałam zamiar was sobie przedstawić, ale Demi powiedziała mi, że się znacie!
-Ashley jeszcze szerzej się uśmiechnęła i spojrzała na nas. Po głowie krążyła mi tylko jedna myśl: ,,Ashley, nie gadaj już, idźmy dalej!"
-Mhm, znamy się. Chodzimy razem do klasy.
-odpowiedziała Miley.
-To świetnie! Bo od dzisaj będziecie się codziennie widywać, po za szkołą, w studio, na hallu, w weekendy, może nawet nagracie kiedyś coś razem? Jim, wyobraź sobie!
-Ashley zwróciła się do mężczyzny... ekhm, Jima-
Dwie, nastoletnie gwiazdy, które wspólnie zaczynały karierę. Coś niesamowitego!
-Tak, masz rację!
-Demi, Jim to menadżer Miley. Ja prawdopodobnie będę twoją menadżerką, a przynajmniej zrobię wszystko, by nią zostać. No, jeśli oczywiście chcesz?
,,Najchętniej to bym teraz uciekła gdzie pieprz rośnie, byleby tylko uciec od Miley..." pomyślałam.
-Tak, oczywiście.
-odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech, co już dobrze mi wychodziło. Wtedy zabrzmiał dzwonek z piosenką Britney Spears. Miley odebrała telefon, a jej ton głosu nagle stał się miły i delikatny.
-Tak. Tak. Okej, będę. Za chwilę. No, na razie. Pa.
-powiedziała i rozłączyła się.
-Jim, muszę już iść. Rozumiesz, sprawy rodzinne. Mam przyjść jutro?
-Tak, wpadaj o której chcesz.
-Okej. Na razie!
-Powiedziała Miley i pomachała na pożegnanie. Wszystkim-oprócz mnie oczywiście-puściła lekki uśmiech i wyszła przez wielkie, szklane drzwi za nami.
-Ta dziewczyna ma niesamowity talent. Zrobię z niej megagwiazdę!
-powiedział oczarowany Cyruską Jim.
-Wiem przecież, w końcu byłam na jej przesłuchaniu!
-odpowiedziała Ashley. Nie wiedziałam, co robić. Byłam już trochę zdenerwowana, bo Ashley miała oprowadzić mnie po siedzibie wytwórni, a jak na razie, staliśmy i rozmawialiśmy o kimś, kto nie jest wart ani jednego dobrego słowa.
-Dobra, wybacz Jim, ale miałam oprowadzić Demi po tym miejscu. Pa!
-powiedziała Ashley i(W KOŃCU) pożegnała się z Jimem. Poszłam za nią, i razem zwiedziłyśmy tysiące hallów, studio nagraniowych, kafejek, a nawet toalet... Było fajnie, ale... ciągle myślałam to o Miley, to o Joe, to o mamie, i o tym, gdzie jest, jak nie w domu. Skończyłyśmy zwiedzanie i Ashley pożegnała się ze mną pod kolejnymi wyjściowymi drzwiami.
-To jak? Podoba się?
-I to bardzo!
-To umówimy się na pojutrze? Jutro niestety nie mogę się z tobą spotkać, ale pojutrze, najlepiej o 16:00 przyjdź tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem. Okej?
-Jasne, bardzo się cieszę!
-To do pojutrza!
-Do zobaczenia!
-powiedziałam i wyszłam z wytwórni.

niedziela, 18 listopada 2012

06

Byłam taaaka szczęśliwa, że nie zwracałam uwagi na gapiących się na mnie ludzi i śmiejących się ze mnie, przechodzącej przez hall. Miałam to głęboko gdzieś, ważny teraz był tylko Joe i nasz domek na drzewie. W podskokach przybyłam do klasy i z całej siły ścisnęłam Selenę, już czekającą na mnie w ławce.
-SEL! Umówiłam się z Joe w... w domku na drzewie...
-zaczęłam się śmiać, bo wydawało mi to się komiczne, romantyczne spotkanie w domku na drzewie. Dziecinada.
-Ojej, Demi, to świetnie!
-odpowiedziała Selena uśmiechając się. Usiadłam na krześle w ławce i wprost nie mogłam się powstrzymać od zapytania się:
-A jak tam twoje relacje z Justinem?
Selena zarumieniła się i nieśmiało się uśmiechnęła.
-Hm... no... dobre...
-wybąkała wyraźnie zawstydzona.
-A może coś więcej?
-przysunęłam się do niej i zapytałam z zaciekawioną miną. Wtedy do klasy wszedł pan Flower i zaczął znowu gadać o tym, że jesteśmy bardzo niegrzeczną klasą bla, bla, bla... Selena najwyraźniej cieszyła się, że nie musiała odpowiadać na moje pytanie, ale nie dawałam jej spokoju. Napisałam do niej karteczkę ,,Sel, odpowiesz mi? :)". Selena odpisała mi ,,Jus odprowadził mnie pod klasę, tam wytłumaczyłam mu historię twoją i Joe, ale obiecał, że będzie zachowywać się, jakby nic nie wiedział. Potem zadzwonił dzwonek no i przytuliliśmy się na pożegnanie a on dał mi całusa w policzek. DEMI, jestem Z.A.K.O.C.H.A.N.A.!''. Kiedy to przeczytałam wybąkałam z siebie tylko ciche ,,Oooooo''. Zaczęłam zazdrościć Selenie. Też chciałabym mieć kogoś, komu się podobam, i kto coś do mnie czuje. Niestety, na razie mogę tylko marzyć. Z resztą, co tu porównywać? Selena jest śliczna, zgrabna i ma piękne oczy. A ja? Lepiej nie mówić. Nie lubiłam swojego wyglądu, dużo bym dała, aby wyglądać inaczej, być chudsza, mieć mocniejsze włosy... i w ogóle być inna. Jak te dziewczyny z okładek magazynów. Po chwili moje myśli z Seleny przeszły na Joe. Nie mogę się doczekać jutra! Znowu będziemy razem spędzać czas, tak, jak kiedyś. Znowu będziemy normalnie rozmawiać, nie będziemy nic przed sobą ukrywać, wszystko będzie tak, jak wcześniej. Ta myśl pozwoliła mi przetrwać te wszystkie osiem godzin szkolnych, i z nią też uśmiechnięta wracałam do domu.
-Hej, Demi!
-usłyszałam głośny krzyk tuż za sobą.
-Miley?
-lekko przestraszona obróciłam się.
-Tak, a kto inny? Przecież nikt nie chce się z tobą zadawać, grubasko, no, po za tą ostatnią ździrą, Seleną.
-Odwal się ode mnie. Od Seleny też.
-zagryzając wargę chciałam iść dalej, ale Miley złapała mnie za ramię.
-Słuchaj! Albo odwalisz się od Joe'go, albo twoja brzydka twarz będzie jeszcze brzydsza. Joe jest moim chłopakiem, i nie życzę sobie, żeby jakaś wieśniara jak ty się z nim zadawała!
-zaczęła krzyczeć.
-C-co proszę?
-odparłam zupełnie zdumiona. JOE MA DZIEWCZYNĘ?
-Nie udawaj niewiniątka, Lovato. Widziałam, jak robiłaś do niego maślane oczy dzisiaj na przerwie. To ci się nie upiecze. Odwal się od niego, albo zrobię ci taką reputację w budzie, że nie pozbierasz się do końca życia. Rozumiesz?!
-wykrzyknęła Miley, wręcz ze wściekłością w oczach.
-Może jest twoim chłopakiem, ale też MOIM przyjacielem od najmłodszych lat, a że masz z tym problem, to już twoja sprawa.
-powiedziałam, próbując powstrzymać łzy.
-Uważaj, bo niedługo może stać się też twoją sprawą. Co ty sobie w ogóle myślisz? Że Joe się w tobie buja? Błagam cię, Joe nie kochałby się w kimś takim, jak ty! Patrzałaś kiedykolwiek w lustro, świnio?
-spytała Miley, tym razem powodując u mnie nie smutek, a wściekłość.
-Odpieprz się ode mnie, wypieprzaj z mojego życia, wypudrowana laleczko. Idź rozdawaj swoje cięte riposty i uwagi tam, gdzie są osoby o takim samym IQ, jak twoje, oraz, gdzie ktokolwiem przejmuje się twoją opinią, bo ja nie chcę na ciebie marnować czasu!
-wykrzyczałam i uciekłam. Biegłam w stronę domu, na siłę powstrzymując łzy. Wszystkie myśli skumulowały się w mojej głowie. Joe ma dziewczynę? Nawet nie wiedziałam! I to jeszcze taką ździrę, jak Miley?! Przecież... oni nawet do siebie nie pasują! Miałam głęboko gdzieś, jak Miley mnie zwyzywała, nie przejmowałam się też gapiącymi się na mnie ludźmi, którzy patrzeli się na mnie, bo płakałam. Stanęłam przed drzwiami domu. Przetarłam oczy rękawem i weszłam do środka.
-Już jestem!
-wykrzyknęłam, jak zwykle udając szczęśliwą. Wychodziło mi to perfekcyjnie. Stanęłam w przedsionku, oczekując na odpowiedź, ale jej nie zyskałam.

czwartek, 1 listopada 2012

05

Poszłam do mojego pokoju. Odłożyłam gitarę, spakowałam książki na jutro do szkoły, przebrałam się i umyłam i upadłam na swoje łóżko. Leżałam i patrząc się w sufit myślałam. Wyobrażałam sobie mnie stojącą na scenie i śpiewającą dla tłumu zebranych osób, które śpiewają ze mną, albo klaszczą w rytm. Razem przeżywamy jedną chwilę, ja śpiewam, oni słuchają mojego głosu i zapominają o wszystkich przykrościach codziennego życia. Słyszę okrzyki ,,De-mi! De-mi! De-mi!" wykrzykiwane przez wiwatujący tłum. Za kulisami stoi uśmiechnięta mama, mocno trzymająca za mnie kciuki... Zajęło kilka minut, aż zasnęłam na dobre. Kolejny dzień, środa, 6:20. Obudziłam się, usiadłam na łóżku i mimowolnie się uśmiechnęłam. Słońce pięknie świeciło, co prawda, prosto w oczy, ale to się nie liczyło. Ważne, że świeciło i dawało uczucie bezpieczeństwa i radości. Spojrzałam na gitarę i przypomniały mi się wszystkie wczorajsze chwile. Nie ma co, wczorajszy dzień był przepełniony emocjami. Wtedy przypomniała mi się Selena. Bardzo mnie intrygowała, z jednej strony ma świetne ciuchy, dużo znajomych i chłopaków na wyciągnięcie ręki, a jednak ciągle wydaje się nieszczęśliwa. Będę musiała dzisiaj z nią porozmawiać. Wstałam i zaczęłam się ubierać. Spojrzałam na nadgarstek. Nie był już taki czerwony, jak kiedyś. Większość ran już się zagoiła, mimo, że blizny zostały. Nie dziwne, ostatnio mam inne rzeczy na głowie, nić cięcie się. Mojego ojca nie ma w domu, więc nie ma awantur. Mam już koleżankę w szkole, no i w końcu wiem, co będę robić w przyszłości. Śpiewać! Tyle ostatnio się wydarzyło, że po prostu nie miałam miejsca i czasu na smutek. Tak, czy siak, myśl o tym, że ktoś dowie się o moich ranach na rękach przeraziła mnie i postanowiłam na wszelki wypadek zakryć je kolorowymi bransoletkami, które zbierałam od lat. Na mojej twarzy już nie było siniaków tak, jak wcześniej. Moja twarz była czysta, no, oprócz jednego małego pryszcza na czole, ale to dało się przeżyć. Włosy związałam w kok. Ubrałam luźną szarą bluzę i czarne jeansowe rurki. Byłam już właściwie gotowa, jeszcze tylko się umyłam i mogłam iść. Nie chciałam jeść śniadania, ostatnio chyba zbyt dużo przytyłam... No więc założyłam trampki i wyleciałam z domu. Było ciepło, okropnie ciepło. Pogoda była przecudowna, ptaki śpiewały, wszyscy naokoło się uśmiechali, nawet mój plecak nie był aż taki ciężki. Do szkoły szło się jakoś tak łatwiej, przyjemniej i szybciej, szczególnie z tą myślą, że nie jestem tam sama. Czeka tam na mnie Selena, Miley już nie będzie na mnie nalatywać, bo nie ma swojej psiapsióły. W domu dostanę gorący obiad, który ugotuje mi sama mama. Moi rodzice już nie będą się więcej kłócić. Czy może być lepiej? Cóż, może... gdyby Joe zwrócił na mnie uwagę, byłabym w siódmym niebie, ale to chyba są tylko marzenia. Kurczę, tak bardzo chciałabym, aby nasze relacje były znów takie dobre, jak kila lat temu. Wtedy mogliśmy sobie o wszystkim powiedzieć, każdą tajemnicę, każdy nawet największy sekret. A teraz on zachowuje się zupełnie, jakby mnie nie znał. Nawet się na mnie nie spojrzy, nawet nie powie ,,Cześć''. To okropnie boli... Doszłam do szkoły i biegnąc po schodach dotarłam do klasy. W drzwiach już czekała na mnie Selena. Kiedy tylko do niej podeszłam, przytuliłyśmy się na przywitanie. Naprawdę dziwne uczucie...
-Co tam?
-spytała zaciekawiona Sel.
-Dobrze! Ale, Sel! Nie zmieniaj tematu, dzisiaj miałaś opowiedzieć, jak tam twoje spotkanie z Justinem!
-odparłam, jak najszybciej zmieniając temat. Nie miałam zamiaru mówić o dzisiejszym castingu w wytwórni, bo jeszcze nic nie było pewne. Selena na chwilę się zarumieniła i zaczęła opowiadać dopiero, kiedy już usiadłyśmy obok siebie w ławce.
-No więc... Spotkaliśmy się w tej kawiarence, wiesz której, mówiłam ci. Tam dużo rozmawialiśmy... no i okazało się, że dużo nas łączy! Tak rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i nawet się nie zorientowałam, kiedy złapał mnie za rękę...
-Selena dostała jeszcze większych rumieńców, natomiast ja z szerokim uśmiechem podpierając brodę ręką dokładnie słuchałam.
-Wyszliśmy z kawiarni chyba po półtorej godziny, idąc za rękę on odprowadził mnie do domu. Tam się pożegnaliśmy.
-skończyła.
-Tylko? A gdzie buziak?!
-Spytałam się udając zbulwersowaną, co jednak mi nie wyszło i zaczęłam się głośno śmiać.
-Demi!
-Selena również zaczęła się śmiać.
-Wszystko w swoim czasie!
-powiedziała przez śmiech.
-Chwila, a tobie podoba się ten Joe, tak?
-Spytała się, powodując, że tym razem to ja się zarumieniłam.
-No... od pewnego czasu tak. Znaliśmy się od dziecka, ale niedawno nasze relacje się pogorszyły...
-wyburczałam.
-A wiesz, że Justin i on się kumplują? Jestem umówiona z Jus na następnej przerwie, co ty na to, abyśmy spotkali się w czwórkę, razem z Joe?!
-spytała Selena z ekscytacją. Zaniemówiłam, z jednej strony chciałam się spotkać z Joe, ale z drugiej strony... on pewnie weźmie mnie za wariatkę...
-Jasne!
-odpowiedziałam, chociaż miałam na myśli zupełnie inne słowo.
-To świetnie!
-Selena szeroko się uśmiechnęła i zaczęła wyjmować książki z plecaka. Ja również wypakowałam podręczniki i piórnik, a mój wzrok mimowolnie przeniósł się na Miley. Widać było, że była zdenerwowana, ale jej brwi co chwila marszczyły się, jakby miała się rozpłakać. Rzucała krótkie spojrzenia to na Sel, to na mnie, ale kiedy skapnęła się, że na nią patrzę, szybko odwróciła wzrok. Była wyraźnie zdenerwowana tym, że przez swoje zachowanie straciła przyjaciółkę, która teraz przyjaźni się z jej wrogiem. W końcu wiedziała, jak to jest nie mieć przyjaciół. Dobrze jej tak. Do klasy weszła pani Green i rozpoczęła lekcję matematyki. Z Seleną w ogóle nie zwracałyśmy uwagi, na to, co papla, tylko całą lekcję pisałyśmy karteczki. Planowałyśmy już nasze podwójne randki... Na chwilę poczułam się zupełnie, jakbym już była dziewczyną Joe, chociaż to i tak nigdy nie nastąpi, bo on ma mnie gdzieś. Nawet nie zwraca na mnie uwagi. Zadzwonił dzwonek i wyrwał mnie z moich marzeń. Nagle przypomniałam sobie, że na tej przerwie Selena jest umówiona z Justinem, a zarazem i ja z Joe! Na tą myśl okropnie rozbolał mnie brzuch. Przeraziłam się, że wyjdę na wariatkę, że zbytnio się narzucam, że Joe nie będzie chciał ze mną rozmawiać...
-Demi? Co jest???
-spytała Selena widząc, że patrząc się w przestrzeń mocno ściskałam brzuch.
-Deeeemiiii?
-powtórzyła, lekko szturchając mnie w ramie. Ocknęłam się dopiero po kilku sekundach
-Nie, nic...
-zaczęłam się pakować.
-To jak, idziemy? Jus już pewnie czeka.
-odparła Selena wstając z krzesła i stając przede mną.
-Tak, tak, już.
-spakowałam książki i razem z Seleną wyszłyśmy z klasy i zmierzałyśmy w stronę parapetu, przy którym Sel i Jus się umówili. Moje ręce były jak z lodu a serce zaczęło bić coraz mocniej. Z jednej strony chciałam tam iść, a z drugiej strony chciałabym zapaść się pod ziemię.
-Hej, Sel!
-usłyszałam znajomy głos. To Justin, witający się z Seleną mocno ją przytulając.
-Cześć, Jus! To jest Demi
-wskazała na mnie-
A to Justin
-wskazała na J.
-Hej!
-przywitał się Justin
-Siemka.
-podaliśmy sobie dłonie. Bieber chyba nie był zbyt zadowolony ze spotkania ze mną. Byłam przecież szkolną pokraką. Mimo szerokiego uśmiechu, widziałam w jego oczach, że chciałby już skończyć 'rozmowę' ze mną. Cóż, przyzwyczaiłam się.
-Justin... znasz takiego jednego Joe Jonasa, prawda?
-zaczęła Selena
-Tak... chodzimy razem do klasy. Ale dlaczego pytasz?
-Demi to jego bliska przyjaciółka, ale ostatnio ich relacje się osłabiły... Wiesz może, gdzie jest?
-Selena w wielkim skrócie przedstawiła całą sytuację, byłam jej za to okropnie wdzięczna.
-JUSTIN!!!
-usłyszałam wrzask z drugiej strony szkolego hallu. Głos ten był mi bardzo znajomy i bliski... Obejrzałam się. Kogo zauważyłam? JOE! To Joe, biegnie w naszą stronę i drze się jak małe dziecko, zupełnie jak za starych dobrych czasów.
-Hm... oto i on!
-powiedział Justin.
-Justin, stary... skumaj to... Dostałem 5 z matmy! Nie wierzę, apokalipsa!
-powiedział, a tak właściwie wysapał Joe, kiedy dobiegł do Justina.
-Hej... Joe.
-wybąkałam, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie. Głośno oddychając spojrzał się na mnie i poprawił spadającą mu na czoło grzywkę, żeby lepiej mnie zobaczyć.
-O, hej, Demi...
-był wyraźnie zdziwiony moim widokiem. Nie dziwiłam mu się, zazwyczaj bardzo rzadko chodziłam po hallu szkolnym. Zapadło kilka sekund uporczywego milczenia. Najdłuższe kilka sekund mojego życia.
-No więc... dostałeś 5 z matmy? No nieźle...
-lekko się uśmiechnęłam, patrząc Joe prosto w oczy.
-Ta... chyba pierwsza w moim życiu. Gdyby nie moja genialna zgapa, dostałbym pałę
-wyciągnął małą karteczkę z kieszeni swoich jeansów. Nie wierzyłam, że naprawdę z nim rozmawiałam! Czułam, że nasza przyjaźń nie rozpadła się na stałe i dalej dobrze się dogadujemy.
-Udało ci się zgapić u tej wrednej Steward? Podziwiam Cię!
-powiedziałam chicho hichocząć.
-To wy się znacie?
-nagle wypalił zdziwiony Justin, najwyraźniej zupełnie zapominając o historii, którą opowiedziała mu Sel.
-Tak... od urodzenia.
-powiedział Joe, co bardzo mnie ucieszyło. Nie wstydził się mnie!
-Dobra, Jus, chodź, musisz pomóc odrobić mi zadanie domowe z geografii, słyszałam, że jesteś w tym dobry.
-powiedziała Selena ciągnąc Justina za rękę w stronę schodów i uśmiechając się puściła nam oko.
-Do zobaczenia w klasie, Demi!
-Na razie!
-pożegnałyśmy się. Poczułam się naprawdę nieswojo. Byłam sam na sam z Joe. Staliśmy i patrzeliśmy się na siebie, jakbyśmy stracili języki.
-Joe, a pamiętasz... Jak kiedyś budowaliśmy domek na drzewie obok domu tej zrzędy Wood?
-spytałam.
-Jasne, że pamiętam! Zawsze stawała pod nim i groziła nam, że jeśli nie zburzymy go, potraktuje nas swoją kotką.
-Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Wizja pani Wood drącej się na nas była taka zabawna, że nie można było powstrzymać się od śmiechu.
-Haha, a wiesz, że ten domek dalej tam jest? Co prawda już trochę rozwalony, ale jest. Widziałnm go tydzień temu idąc na spacer. Słyszałam, że pani Wood już tam nie mieszka a dom stoi pusty. Tak właściwie, została z niego rudera.
-odparłam.
-Naprawdę? Kurczę, szkoda... tyle wspomnień. Demi...
-jego głos się urwał-
A może odnowimy go? To znaczy... Pamiętam, że zostało tam trochę naszych rzeczy no i moglibyśmy w końcu je wziąć... Pasuje ci? -zapytał. Byłam wprost WNIEBOWZIĘTA! Joe, SAM JOE JONAS zaproponował mi wspólne wyjście! Chciałam skakać, piszczeć, robić cokolwiek, aby okazać swoją radość.
-Tak, jasne! Tylko... nie dzisiaj. Może jutro?
-nagle przypomniałam sobie, że przecież dzisiaj idę do wytwórni.
-Świetnie!
-Joe lekko się uśmiechnął(MATKO, JAKI ON MA SŁODKI UŚMIECH!!!). Zadzwonił dzwonek, pomachałam mu i zmykałam pod klasę.