-Mamo? Jesteś?
-krzyczałam dalej, odkładając torbę na kanapę w salonie.
Mój wzrok przeniósł się na zegar. Miałam jeszcze tylko 30 minut, aby zjawić się w wytwórni! Wleciałam do swojego pokoju, zabrałam gitarę i kilka moich tekstów piosenek i wybiegłam z domu. Mamy nigdzie nie było... a przecież obiecała mi iść ze mną. Co dziwniejsze, drzwi nie były w ogóle zamknięte, były otwarte, a mama zawsze je zamykała, nawet, jeśli wychodziła do sąsiadów mieszkających zaraz obok nas. Zaczełam się zastanawiać-lepiej wrócić się do domu i poszukać mamy, czy nie przejmując się tym, iść do wytwórni?
Cóż, chęć śpiewania dla tłumu stała się dla mnie silniejsza.
Bez trudu dotarłam pod wskazany adres. Moim oczom ukazał się wielki, nowoczesny, piękny budynek. Naokoło pośród fontann i kolorowych kwiatów krążyło kilku agentów, czy ludzi fachowo zajmujących się muzyką. Poczułam się dziwnie, zadałam sobie pytanie ,,
Co ja tu robię?!" Przecież byłam tylko szarą osóbką, której daleko jest do
ludzi, którzy tutaj chodzą codziennie. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Pchnęłam wielkie, wypolerowane, szklane drzwi uważając, aby nie otrzeć ich moją gitarą. Weszłam do środka. Stanęłam trochę z boku. Naokoło wszystko było takie... ekskluzywne, modne i bardzo na czasie. Wtedy znowu spytałam się samej siebie: ,,
Co teraz? Dokąd mam iść?" Postanowiłam powoli ruszyć w stronę wielkiego blatu, za którym stały miło uśmiechające się panie. To było chyba biuro. Lekko się wstydziłam, wszyscy naokoło byli ubrani w najdroższe ciuchy z markowych sklepów, a ja? Szłam w moich starych, rozciągniętych ubraniach z tanich sklepów, dźwigając z sobą starą, lekko obdartą już gitarę. Mogłam się wycofać i wrócić do domu, ale pomyślałam ,,
Raz kozie śmierć!" i odważnym krokiem podeszłam do biura.
-Dzień dobry.
-powiedziałam, odkładając gitarę i szeroko uśmiechając się do pani za biurkiem.
-Nazywam się Demetria Lovato, byłam tu umówiona z...Ashley Williams. Miałam przyjść na przesłuchanie.
-ręce zaczęły mi się pocić ze stresu.
W końcu dla tej babki pewnie byłam tylko śmierdzącą smarkulą, niewiedzącą, po co tu przyszła.
-Dobrze, już sprawdzam.
-Ku mojemu zdziwieniu, grzecznie odpowiedziała. Zaczęła grzebać coś w swoim-nowoczesnym oczywiście-komputerze i sprawdzać w kalendarzu. Stałam przed blatem opierając się o niego rękami. Z nudów lekko kopałam blat czubkiem buta, po chwili zaczęłam cicho gwizdać. Czekałam jakiś czas, aż w końcu usłyszałam:
-Pani Williams czeka na ciebię w auli. Wiesz, gdzie to?
Pomyślałam sobie ,,
Jestem tu pierwszy raz, debilko.'', ale grzecznie odpowiedziałam:
-Nie, niestety nie.
-To chodź, zaprowadzę cię
-szeroko się uśmiechnęła i wychodząc zza biurka pokazała gest, zachęcający, żebym poszła za nią.
Tak też zrobiłam i kilkanaście sekund później znalazłam się w wielkiej sali. Było tam mnóstwo miejsca, dużo sztucznych roślin oraz pięknych rzeźb. Naokoło przy ścianach stały przeróżne instrumenty: Gitary akustyczne, elektryczne, basowe, perkusje, keyboardy i pianina, kontrabasy, skrzypce... aż za dużo, żeby wymieniać. Stałam pośrodku sali oszołomiona. TAKA wytwórnia w moim małym miasteczku, a ja pierwszy raz ją widzę?! Dobra, mniejsza o to. Stałam pośrodku sali jak jakaś kretynka. Naokoło było paru ludzi, strojących instrumenty, ale nie mogłam tam znaleźć Ashley. Czułam na sobie wzrok kilku osób, pewnie zadających sobie pytanie: ,,
Kim ona jest i co ta smarkula tu robi?". Żeby nie stać jak idiotka na środku sali, podeszłam trochę do przodu, przyjrzeć się instrumentom muzycznym.
-Demi?
-usłyszałam znajomy głos za plecami.
-Pani...
-szybko się odwróciłam, uświadamiając sobie, że to p. Williams
-Mów mi po prostu Ashley, nie jestem aż taka stara
-Ashley szeroko się uśmiechnęła
-A więc przyszłaś na przesłuchanie? Wydaje mi się, że będzie to tylko kwestia formalności, bo twój głos już słyszałam. Jest z tobą twoja mama albo tata?
-Na te słowa zamarłam.
-A... Będzie potrzebny podpis rodzica?
-Niestety tak. Ale, wiesz? Polubiłam cię i to bardzo. Coś wykombinujemy... A teraz chodź, zaprowadzę cię do studio, tam wszystko załatwimy.
-lekko objęła mnie ramieniem i razem poszłyśmy do studia gdziekolwiek to było.
Ashley otworzyła ogrrmne drzwi, za którymi znajdowało się... prawdziwe, profesjonalne studio nagraniowe! To było moje spełnienie marzeń!!! Ashley pokazała mi gest, żebym usiadła na jednym z krzeseł, podczas gdy sama usiadła na drugim, na przeciw mnie.
-No więc, Demi... Co masz tam poupychane w kieszeni?
-A, to...
-wyjęłam z kieszeni starych jeansów kilka pogniecionych kartek
-to są moje piosenki... takie tam bazgroły.
-Pokaż!
-rozkazała Ashley i wyrwała mi kartki z ręki. Zaczęła powoli i dokładnie czytać każdą linijkę tekstu, lekko się uśmiechając. -
Zaśpiewaj mi którąś. Na przykład... tą.
-wskazała mi piosenkę ,,
La La Land''.
Piosenkę bardzo mi bliską i idealnie przedstawiającą moje uczucia. Chciałam już się sprzeciwić, ponieważ jestem okropnie nieśmiała i bałam się jakiejkolwiek gafy, ale mimowolnie powiedziałam:
-Dobrze.
Wzięłam moją gitarę, na szybkiego ją nastroiłam i zaczęłam grać. Po pewnym czasie zaczęłam również śpiewać. Czułam się świetnie, szło mi bardzo dobrze. To pewnie dlatego, że czułam się w tej piosence w 100% jak ja. Skończyłam. Zalałam się ogromnym rumieńcem ponieważ popełniłam kilka błędów. Najwyraźniej Ashley była innego zdania...
-DZIEWCZYNO! Jesteś niesamowita! Dlaczego nie jesteś jeszcze znana?!
-powiedziała zachwycona.
-Nie wiem... Moi rodzice nie mieli zbyt dużo pieniędzy i czasu dla mnie...
-na chwile urwałam zdanie zamyślając się-
i do tej pory nawet nie marzyłam o prawdziwej karierze piosenkarki. Kocham śpiewanie, kocham muzykę, ale... dotąd moje marzenia były zupełnie nierealne...
-powiedziałam lekko się uśmiechając.
Ze stresu załamywał mi się głos, pociłam się i drżały mi ręce. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
-Rozumiem... no, tak, czy siak, teraz twoje marzenia się spełniają! Tu masz regulamin i wszystkie zasady podpisania kontraktu z nami. Podpis rodzica można podrobić
-mrugnęła do mnie.
-No nie wiem, nigdy nie podrabiałam podpisu mamy ani taty.
-odparłam niepewnie-
ale mogę spróbować...
-wzięłam pierwszy lepszy długopis z biurka i po dokładnym przeczytaniu wszystkich zasad podpisałam się.
Brzmiało nieźle: W kontrakcie obowiązującym na 2 lata musiałam wydać przynajmniej jeden album, dwa single i teledyski. Po wydaniu albumu dostanę też dofinansowanie na budżet koncertowy, jeśli będę chciała wyjechać na trasę koncertową. ,,Dostanę" też menadżerkę albo menadżera. Nieźle, nieźle...
-I jak? Podoba ci się?
-spytała się uśmiechnięta Ashley
-Ja... to znaczy... łał...
-powiedziałam z zapartym tchem.
-To naprawdę się dzieje?
-Dalej nie wierzysz? Mogę ci to udowodnić
-uśmiechając się wskazała na ciemne drzwi, znajdujące się zaraz przy mikserze muzyki.
Prowadziły do szczelnie zamkniętego pomieszczenia z mikrofonem i instrumentami. Nie miałam zielonego pojęcia, jak to się nazywało. No, najważniejsze, że wiedziałam, iż tam nagrywa się piosenki. Bardzo chciałam tam wejść, a więc przytaknęłam Ashley. Ta wstała i nie spiesząc się otworzyła drzwi.
-Proszę.
-powiedziała, uśmiechając się. Wstałam i weszłam do środka. Zaniemówiłam. Wszystko było takie nowoczesne, nowoczesne instrumenty, mikrofony... Wszystko było takie...profesjonalne. Wyobraziłam sobie siebie samą śpiewającą tutaj przyszłe hity...
-I jak? Przekonałam cię?
-Ashley ponownie się do mnie uśmiechnęła.
-Tak... To kiedy zaczynamy?
-spojrzałam się jej prosto w oczy szeroko się uśmiechając.
-Wow, wow! Nie tak szybko! Najpierw musimy cię zapisać... ale to już nasza sprawa. Ty możesz dzisiaj iść i spokojnie się wyspać. Zadzwonię do ciebie, wtedy spotkamy się tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem muzycznym i wszystkimi ludźmi pracującymi tutaj. Teraz chodź za mną, oprowadzę cię. Pokażę ci wszystkie najważniejsze miejsca. Tu, gdzie teraz jesteśmy, to jak pewnie się domyśliłaś, studio nagraniowe.
-mówiąc, otworzyła drzwi, przepuszczając mnie przodem.-
Mało kto to wie, ale nagrywają tu największe sławy, na przykład Kelly Clarkson.
-KELLY?! O mój Boże, uwielbiam ją!
-wykrzyknęłam.
Clarkson to moja idolka od najmłodszych lat. Ma niezimski głos, wspaniałe piosenki i jest piękna! Myśl, że przebywam w pomieszczeniu, w którym przebywała ona... zwalała mnie z nóg.
-Możliwe, że kiedyś miniecie się na hallu
-uśmiechnęła się-
Mamy oczywiście jeszcze sporo takich pomieszczeń, ale to jest zdecydowanie największe i najlepiej wyposażone. Teraz zmykajmy, zaraz ma tu przyjść jakaś inna początkująca piosenkarka.
-otworzyła kolejne drzwi i wyszłyśmy z powrotem na ogromny hall.
-O, oto i ona!
-Ashley wskazała na jakąś brązowowłosą wysoką dziewczynę ubraną w legginsy, krótką bluzkę i wysokie szpilki. Obrócona była tyłem, więc nie widziałam jej twarzy, ale już z jej ubioru można było wnioskować, że jest tak zwaną ,,
lafiryndą'' z gatunku ,,wypudrowane".
-Nie pamiętam jak się nazywa... Wiem, że jest w twoim wieku i że ma naprawdę dobry i mocny głos, byłam podczas jej przesłuchania, tak z tydzień temu. Miley! Jej imię to Miley.
-MILEY?! Miley Cyrus?!
-zapytałam dosyć głośno, na szczęście nie na tyle, żeby Cyrus mnie usłyszała.
-Tak! Tak, dokładnie, Miley Cyrus. Znasz ją?
-Nie... to znaczy, tak... no, nieważne.
-powiedziałam spuszczając wzrok.
Nie chciałam, żeby Miley mnie zauważyła, gdyby to się stało... o zgrozo!
-Rozumiem...
-odparła Ashley lekko się zamyślając i uśmiechając się.
-więc chodźmy dalej. Przedstawię ci najważniejsze osoby w tym miejscu.
-Jasne.
-powiedziałam i zaczęłam szybko kroczyć za Ashley.
Z całej siły próbowałam zakryć twarz przed Miley, udawając, że poprawiam włosy, nawet dobrze mi to szło, kiedy jakiś gość, który stał i rozmawiał z Cyrus, zawołał Ashley. Podeszła do niego, a ja krok w krok za nią. Czułam się niepewnie, w końcu stanęłam praktycznie oko w oko z Miley.
-Miley, poznaj Ashley i... jak ci na imię?
-spytał się mnie ten dosyć wysoki brunet.
Zamurowało mnie, nie wiem, czemu, ale nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
-To jest Demi, moje nowe znalezisko. Ty jesteś Miley?
-powiedziała, jak zwykle szeroko się uśmiechając, Ashley.
-Tak, Miley.
-odpowiedziała Cyruska, patrząc się na mnie z lekką pogardą.
-Miałam zamiar was sobie przedstawić, ale Demi powiedziała mi, że się znacie!
-Ashley jeszcze szerzej się uśmiechnęła i spojrzała na nas.
Po głowie krążyła mi tylko jedna myśl: ,,Ashley, nie gadaj już, idźmy dalej!"
-Mhm, znamy się. Chodzimy razem do klasy.
-odpowiedziała Miley.
-To świetnie! Bo od dzisaj będziecie się codziennie widywać, po za szkołą, w studio, na hallu, w weekendy, może nawet nagracie kiedyś coś razem? Jim, wyobraź sobie!
-Ashley zwróciła się do mężczyzny... ekhm, Jima-
Dwie, nastoletnie gwiazdy, które wspólnie zaczynały karierę. Coś niesamowitego!
-Tak, masz rację!
-Demi, Jim to menadżer Miley. Ja prawdopodobnie będę twoją menadżerką, a przynajmniej zrobię wszystko, by nią zostać. No, jeśli oczywiście chcesz?
,,
Najchętniej to bym teraz uciekła gdzie pieprz rośnie, byleby tylko uciec od Miley..." pomyślałam.
-Tak, oczywiście.
-odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech, co już dobrze mi wychodziło. Wtedy zabrzmiał dzwonek z piosenką Britney Spears. Miley odebrała telefon, a jej ton głosu nagle stał się miły i delikatny.
-Tak. Tak. Okej, będę. Za chwilę. No, na razie. Pa.
-powiedziała i rozłączyła się.
-Jim, muszę już iść. Rozumiesz, sprawy rodzinne. Mam przyjść jutro?
-Tak, wpadaj o której chcesz.
-Okej. Na razie!
-Powiedziała Miley i pomachała na pożegnanie. Wszystkim-oprócz mnie oczywiście-puściła lekki uśmiech i wyszła przez wielkie, szklane drzwi za nami.
-Ta dziewczyna ma niesamowity talent. Zrobię z niej megagwiazdę!
-powiedział oczarowany Cyruską Jim.
-Wiem przecież, w końcu byłam na jej przesłuchaniu!
-odpowiedziała Ashley.
Nie wiedziałam, co robić. Byłam już trochę zdenerwowana, bo Ashley miała oprowadzić mnie po siedzibie wytwórni, a jak na razie, staliśmy i rozmawialiśmy o kimś, kto nie jest wart ani jednego dobrego słowa.
-Dobra, wybacz Jim, ale miałam oprowadzić Demi po tym miejscu. Pa!
-powiedziała Ashley i(W KOŃCU) pożegnała się z Jimem.
Poszłam za nią, i razem zwiedziłyśmy tysiące hallów, studio nagraniowych, kafejek, a nawet toalet... Było fajnie, ale... ciągle myślałam to o Miley, to o Joe, to o mamie, i o tym, gdzie jest, jak nie w domu. Skończyłyśmy zwiedzanie i Ashley pożegnała się ze mną pod kolejnymi wyjściowymi drzwiami.
-To jak? Podoba się?
-I to bardzo!
-To umówimy się na pojutrze? Jutro niestety nie mogę się z tobą spotkać, ale pojutrze, najlepiej o 16:00 przyjdź tutaj i zapoznam cię z twoim nowym zespołem. Okej?
-Jasne, bardzo się cieszę!
-To do pojutrza!
-Do zobaczenia!
-powiedziałam i wyszłam z wytwórni.