piątek, 26 października 2012

04

Moja mama krzątała się po kuchni. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Zauważyłam, że była na zakupach, bo stół był zawalony siatkami z zakupami. Z garnka wydobywał się piękny zapach obiadu, którego już dawno nie czułam. Moje życie w jednej chwili stało się bajką! Niestety, to wszystko byłoby za piękne... Z jednej z siatek wystawały cztery puszki piwa.
-Mamo, po co je kupiłaś? Przecież obiecałaś, że się z tego wyleczysz!
-spytałam stanowczo.
-Demi, to nie takie łatwe jak myślisz...
-odpowiedziała niepewnie. -Postaraj się! Zrób to dla mnie! Proszę cię, zapisz się na jakieś, no nie wiem, spotkania AA. To dla mnie trudniejsze, niż dla Ciebie...
-Mówiąc to pewnym ruchem wzięłam puszki piwa i mimo powstrzymywań mamy, wylałam je do zlewu. Wiedziałam, że ode mnie zależy, czy moje życie będzie normalne i postanowiłam zająć się nim jak najszybciej. Mama bez słowa zabrała się za dalsze gotowanie, jednak widziałam, że była wykończona. Jej ręce się trzęsły, a jej blond włosy latały jej po całym czole, chociaż zazwyczaj je spinała.
-Mamo, może idź się połóż, a ja dokończę obiad?
-zaproponowałam. Mama przyjęła propozycję i poszła do sypialni, podczas gdy ja, bez żadnej wiedzy o gotowaniu, zabrałam się do podgrzewania makaronu. Wiedziałam, że makaron trzeba wrzucić do posolonej, wrzącej wody. Okej, makaron się gotuje. Teraz sos do spaghetti i mielone mięso. Mięso już się smażyło, a sos był już pomieszany w misce. Nie wiedziałam do końca co z nim zrobić, więc postanowiłam polać nim mięso na patelni. No dobra, mistrzynią kulinarną to nie zostanę... chyba spaliłam wodę... Udało się! Po pół godzinie moje ,,spaghetti'' było gotowe. Wyglądało to raczej jak jedna wielka paćka, bo makaron się "troszeczkę" rozgotował, ale miałam nadzieję, że będzie to jadalne. Zaniosłam obiad mamie, podczas, gdy ta przykryta kołdrą czytała książkę.
-Proszę. Mam nadzieję, że będzie smakować...
-powiedziałam podając mamie jeden talerz.
-Jestem pewna, że będzie!
-odpowiedziała mama odkładając książkę na bok i zacierając ręce. Spojrzałam jej się w oczy. Były zmęczone tym wszystkim, mimo, iż mama udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Demi... Widzę, że jest ci ciężko, ale uwierz, że mi też. Bardzo się staram, aby jakoś wszystko trzymać w kupie, ale to za trudne. Myślałam, że alkohol mi pomoże, jak to zawsze było, dlatego też ciągle piłam. To był mój sposób na zapomnienie o problemach. Wiedz, że staram się powstrzymywać i być silna. Dlatego proszę cię, córeczko... bądź silna razem ze mną, sama nie dam rady. Bądź silna! Tylko w dwójkę przezwyciężymy wszystko...
Odłożyłam swój talerz na łóżko mamy i bez słowa przytuliłam ją z całej siły. Chciałam przez to jej pokazać, że kocham ją z całego serca, i będę obok niej zawsze. To samo jej powiedziałam:
-Mamo, kocham cię z całego serca... Będę z Tobą nieważne co się stanie. Będę obok ciebie zawsze. Razem damy radę!
-ciągle tuląc się do jej ramion zaczęłam łkać. Pierwszy raz poczułam z mamą naprawdę bliską więź. Wiedziałam, że razem sprawimy, że nasze życie znowu wróci do normy i wszystko będzie dobrze. Wierzyłam w to najmocniej na świecie. Dokończyłyśmy w miarę jadalny obiad i poszłam do swojego pokoju. Na jutro nie miałam nic zadane, ani nie miałam żadnych zapowiedzianych sprawdzianów(ŚWIĘTO!), więc miałam czas dla siebie. Wyciągnęłam moją starą, kochaną gitarę z szafy i zaczęłam śpiewać.
This is me, this is real, i'm exactly where im supossed to be, now gonna let the light shine on me... This is me.
Uwielbiałam śpiewać, muzyka to było dla mnie odejście od szarej rzeczywistości. To było moje życie i to z nią wiązałam swoją przyszłość. Sama pisałam też teksty, zazwyczaj o niespełnionej miłości, inspirowane mną i Joe, albo o trudnych chwilach w życiu. Zazwyczaj były to smutne piosenki o ponurej tematyce i powolnej melodii. Chciałam napisać kolejną piosenkę, czułam, że mam wenę, ale nie miałam inspiracji. W poszukiwaniu jej udałam się z gitarą do pobliskiego parku. Ubrałam moje stare trampki i wybiegłam na zewnątrz. Pogoda była piękna, boska! Słońce świeciło, było bardzo ciepło a naokoło biegały szczęśliwe i wrzeszczące dzieci. Już w parku usiadłam na najbliższej ławce i obejmując gitarę rozejrzałam się w poszukiwaniu odpowiedniego tematu. Piosenka musiała być żywa. Wzięłam gitarę do ręki i zaczęłam po cichu śpiewać i grać:
We can't stop the world, but there's so much more that we could do...You can't stop this girl, from falling more in love with you
Z każdą nutą mimowolnie śpiewałam głośniej i głośniej, a naokoło zebrały się przechodnie i klaskały mi do rytmu. To było świetne uczucie, tak jakby mój pierwszy koncert. Moja ,,publiczność'' zaczęła robić mi chórki śpiewając różne ballady. Czułam się wspaniale, niesamowicie... nie wiem, jak określić to uczucie. Coś genialnego! Najdziwniejsze było to, że śpiewałam ,,na spontana''! Tekst i muzykę wymyślałam na poczekaniu. Kiedy postanowiłam skończyć otrzymałam ogromne oklaski. Ludzie stali, klaskali i uśmiechali się, a ja zalałam się ogromnym rumieńcem. To było piękne! Wszyscy przeżywaliśmy jedną chwilę wspólnie, zapominając o swoich smutkach... jak w moich marzeniach! Ktoś od tyłu złapał mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu i obejrzałam się za siebie. Stała tam jakaś kobieta, koło 30-stki.
-Dziewczyno, jesteś niesamowita! Masz nieziemski głos! Nie wierzę, że na ciebię natrafiłam... Wiesz, jestem z agencji młodych talentów i chodzę na różne szkolne koncerty i przedstawienia, a tu niespodzianka! Głos anioła w parku!
-Powiedziała z zachwytem, a ja zalałam się jeszcze większym rumieńcem.
-Dziękuję
-wychrząknęłam po chwili z niedowierzaniem.
-Tu masz moją wizytówkę-kobieta dała mi kartkę z imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, adresem, emailem i stroną internetową agencji-Jeżeli tylko chcesz, zadzwoń. Byłabym zaszczycona, gdybyś dołączyła do naszej-co prawda dopiero początkującej-wytwórni. A tak po za tym, jak masz na imię?
-Demi... To znaczy Demetria, ale wolę Demi.
-Okej, Demi. A więc czekam na telefon z niecierpliwością!
-Kobieta, a dokładniej, jak okazało się z wizytówki, Ashley Williams, odeszła szeroko się uśmiechając, zostawiając mnie oszołomioną. Czy to, co przed chwilą się wydarzyło, naprawdę się wydarzyło? Moje największe marzenie właśnie się spełnia?! Z emocji zaczęłam podskakiwać i ściskając gitarę pobiegłam do domu, pochwalić się mamie. Wbiegłam do domu, prosto do sypialni mamy. Opowiedziałam jej o całym dziwnym wydarzeniu w parku, które z każdym słowem wydawało się coraz mniej realne.
-Nawet nie wiedziałam, że chcesz zostać piosenkarką... Demi, jeżeli to twoje marzenie, to nie mam nic przeciwko.
-Mam dzwonić?
-Pewnie, dzwoń!
Szybkim ruchem wyjęłam z kieszeni komórkę i zadzwoniłam pod numer podany na wizytówce.
-Halo?
Poznałam ten głos. To Ashley!
-Dzień dobry, z tej strony Demi...
-Demi! Rany, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz! I jak? Zdecydowałaś się?
-spytała z entuzjazmem. Przez chwilę wachałam się, pomyślałam, ze ta decyzja została podjęta zbyt pochopnie, w końcu jaką mogę mieć pewność, że ta cała Williams mnie nie wkręca? W końcu wszystko zdarzyło się tak... nagle. Spojrzałam na mamę i dopiero wtedy stanowczym głosem powiedziałam:
-TAK!
Z drugiej strony słuchawki usłyszałam pisk szczęścia taki głośny i przeraźliwy, że wprost nie wierzę, że moje bębenki w uszach dalej żyją.
-Rany, rany! Zgodziłaś się! Jak ja się cieszę! To na kiedy się umówimy na spotkanie? Pasuje ci jutro? O której?
-Odpowiedziała z ekscytacją. Na chwilę osłupiałam. Nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieje, że moje marzenie się spełnia!
-To... Jutro o... o 16?
-wybąkałam.
-Okej, jutro, szesnasta w naszej wytwórni, jej adres dostałaś na wizytówce. To na razie, do jutra!
-Do jutra...
Rozłączyłam się i oszołomiona z powrotem usiadłam na łóżku obok mamy.
-I jak? Opowiadaj!
-Eee... jestem umówiona jutro na 16 w wytwórni.
-odparłam z nieśmiałym uśmiechem
-O mój Boże, to świetnie!
-mama mnie przytuliła.
-Mamo, pójdziesz tam ze mną? Sama się trochę wstydzę... No wiesz...
-No a jak?! Oczywiście, że pójdę, jestem z ciebie taaaka dumna!
-Mamo, ale ja nawet nie wiem, czy się dostanę! Jestem dopiero umówiona na spotkanie...
-Ja tam wierzę w to, że się dostaniesz! W końcu pochodzisz z rodu Lovato, no nie?
-mama się zaśmiała.
____________
Chciałam podziękować za wszystkie miłe komentarze, tutaj, na moim asku, czy na wiadomościach prywatnych. Naprawdę dużo dla mnie znaczą i bardzo mnie motywują! :D To na tyle, następny rozdział dodam może jutro, albo w niedzielę, jeśli znajdę czas. :)

niedziela, 21 października 2012

03

Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Mamy wtorek. Ponownie wstałam, ubrałam, umyłam, uczesałam się, rany na rękach zakryłam fluidem, ślady na twarzy zakryłam włosami. Mogłam wyjść. Nie chciało mi się iść do tego miejsca, w którym już tyle wycierpiałam, ale musiałam, aby nie narobić sobie więcej problemów. Weszłam do klasy na dziesięć minut przed lekcją i usiadłam w mojej ławce w rogu. Selena i Miley znowu się na mnie patrzały i gardziły ze mnie. Śmiały się na cały głos, krytykowały mój ubiór, moje włosy, moje oczy... Niby normalka, ale nie mogłam już dłużej tego wytrzymać... Podeszłam do nich i krzyknęłam im prosto w te ich zadufane w sobie twarzyczki:
-Wasi rodzice rzucają kasą na wszystkie strony, ale jakoś w wasz rozum nie zainwestowali!
Cóż. Chciałam dobić je ciętą ripostą ale nie udało mi się.
-Patrz, Sel, ta wywłoka tu przyszła! Przestań tak się wydzierać, bo przez ciebie się duszę. O, masz tu dolara-Powiedziała Miley, dając mi banknot do ręki-Żyletki są w kiosku na prawo od wyjścia ze szkoły.-dodała z szyderczym uśmiechem, patrząc na mój lewy nadgarstek, na którym-jednak-było widać rany.
Prawie się rozpłakałam, ale emocje tak we mnie buzowały, że wręcz nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam szarpać Miley. Szarpałam ją za włosy, jak najmocniej potrafiłam. Oczywiście, ona nie mogła być gorsza. Przedzierając się przed kołtun swoich kłaków próbowała mnie uderzyć z liścia, co raz jej się udało. O dziwo, Selena tylko siedziała i patrzała się, nie dołączała do bijatyki. Miley udało się odepchnąć mnie od siebie. Uderzyła mnie w twarz z całej siły, krzycząc:
-Spadaj stąd wywłoko! Wychowałaś się w dziczy, czy jak?!-zaczęła mnie kopać swoimi wypolerowanymi szpilkami-Nie dorastasz mi do pięt, grubasko!
-Rozbolała mnie noga i po ścianie zsunęłam się na podłogę. Miley wręcz ze wściekłością w oczach coraz mocniej mnie kopała. Ja siedziałam i zakrywałam twarz dłoniami, udając silną. Nie chciałam pokazać, że płaczę. Wszyscy z klasy naokoło siedzieli w swoich ławkach zupełnie, jakby ich zamurowało i gapili się na mnie i Miley. Wyraźnie zażenowana Selena jednak wstała i odciągnęła Cyrus ode mnie.
-Nie marnuj czasu, Mil. Chodź z powrotem do ławki.
Ja natomiast byłam już cholernie zmęczona psychicznie i fizycznie. Kiedy Selena odciągnęła Miley na bezpieczną odległość, wstałam ciągle zakrywając twarz i szybkim ruchem zabierając torbę uciekłam z klasy. Zatrzasnęłam drzwi i podpierając się ściany zaczęłam szlochać. Czułam się okropnie, jak ostatnia idiotka. Zostałam upokorzona przed całą klasą! Z mojej torby szybkim ruchem wyciągnęłam żyletkę. Znowu chciałam się pociąć, ukarać samą siebie za to, że w ogóle istnieję. Jednak powstrzymała mnie przed tym sama Selena. Wyszła z klasy, wyszarpnęła mi żyletkę z rąk i wrzuciła ją do kosza na śmieci.
-Czego chcesz? Dokończyć to, co zaczęła Miley?
-spytałam przez łzy O dziwo, Selena bez słowa usiadła obok mnie pod ścianą i patrząc mi się głęboko w oczy mocno złapała mnie za rękę, co wydawało mi się okropnie dziwne.
-Demi...-po cichu powiedziała-chciałam, żebyś wiedziała, że nie jestem taka, jak Miley. Udawałam tylko taką chamską, aby nie być sama. Chciałam przyjaźnić się z Miley, bo fajnie się ubierała i miała mnóstwo kasy. Ale po pewnym czasie stałam się równie zadufaną w sobie debilką, jak ona... Demi... przepraszam cię za wszystko... rozumiem, jeśli nie przyjmiesz moich przeprosin, ale chcę, abyć wiedziała, że bardzo, bardzo żałuję mojego zachowania... Przysięgam, że już nie będę taka chamska. Przed chwilą pokłóciłam się z Miley i... zerwałam naszą przyjaźń... Chcę się zmienić... Naprawdę. Przysięgam. Wybaczysz mi, Demi?
Po tej długiej wypowiedzi Seleny, nie wiedziałam, co zrobić. Z jednej strony pałałam do niej ogromną nienawiścią, jednak z drugiej strony chciałam ją z całej siły przytulić. Siedziałam i patrzałam jej się w oczy, aż ponownie wybuchnęłam płaczem i przytuliłam się do niej. Sel objęła mnie ramionami, jakbyśmy były siostrami, chociaż prawie się nie znałyśmy. Selena wstała i podała mi rękę i razem weszłyśmy z powrotem do klasy. Miley próbowała nas obydwie zabić wzrokiem, kiedy przechodziłyśmy obok jej ławki. Siedziała sama, podczas gdy ja usiadłam z Seleną. Czułam się bardzo dziwnie... Przed chwilą przytuliłam się z kimś, kogo jeszcze niedawno szczerze nienawidziłam, a teraz czuję z nią okropnie bliską więź... Do domu odprowadziła mnie Selena. Po drodze mówiłyśmy sobie o wszystkim...O tym, kto nam się podoba(dowiedziałam się, że Sel zabujała się w Justinie z IIB!) o naszych rodzinach(rodzice Seleny rozwiedli się kiedy miała 2 latka) i o wielu innych... Pierwszy raz w życiu poczułam, że nareszcie mam kogoś, komu mogłam zwierzyć się ze wszystkiego. Wspaniałe uczucie! Znalazłam nową przyjaciółkę, z którą łączy mnie tak wiele... Niestety, musiałam wrócić do domu i do szarej rzeczywistości...
_________________________________________
Po długiej przerwie wrzuciłam trzeci rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodobał. :D Ogółem w życiu przechodzę dziwny okres, i myślę, że właśnie do tego imagina przelewam większość swoich emocji i przeżyć. Niektóre z tematów w tej ''powieści'' dotyczą właśnie moich prawdziwych przeżyć... ale nie będę zanudzać. ;) Następny rozdział wrzucę pewnie w przyszły weekend. :)

niedziela, 14 października 2012

02

Stanęłam jak wryta, a moimi uczuciami zaczęły szarpać różne myśli: Kocham moją matkę, ale nie wiem, czemu, w pewien sposób czułam satysfakcję z jej płaczu. Przez głowę przeleciała mi myśl: ,,Ha, w końcu wiesz, co czuję!", jednak nawet nie chciałam tak myśleć. Podbiegłam do skulonej i roztrzęsionej mamy. Obok niej zobaczyłam rozbitą butelkę po piwie. Moja matka była alkoholiczką, więc przeraziłam się na widok tej szklanej butelki-modliłam się w myślach, aby jej nałóg tylko nie wrócił. Uklękłam obok niej i trzęsącą się dłonią dotknęłam jej ramienia. Wręcz biło od niej alkoholem. Powoli przeniosła wzrok na mnie. Przeraziłam się: jej twarz była cała czerwona i poraniona. Ona sama cicho łgała i się trzęsła. -Mamo, co sie stało? -spytałam drżącym głosem. Wtedy na myśl przyszedł mi ojciec. To on, kiedy się nachlał, bił mamę,jednak nigdy nie doprowadzał jej do takiego stanu! Pomogłam mamie podnieść się, i posadziłam ją na pobliskim fotelu. Zaczęła coś mamrotać, było widać, że znowu zaczęła nadużywać alkoholu. Chciałam już zawołać ojca, ale na szczęście ugryzłam się w język. Przeszłam się po mieszkaniu-nigdzie go nie było. A więc pewnie znowu się pokłócili, on pobił mamę i uciekł! Nie chciałam nikogo oczerniać, jednak już ułożyłam swoją wersję wydarzeń. Nalałam zimnej wody z butelki do szklanki i podałam ją mamie. Cała drżała. Na jej czole, zaraz nad prawym okiem zauważyłam draśnięcie. Wolałam nie ryzykować -Dzwonię na pogotowie! -powiedziałam, jednak usłyszałam gwałtowne i stanowcze ,,NIE!". Słowo to wypowiedziała niemrawym głosem mama. Spojrzałam się na nią pytającym wzrokiem. Podniosła się -W-wszystkko ci opp-powiem...-zaczęła urywającym się głosem. Usiadłam na fotelu naprzeciw i zdejmując płaszcz patrzałam się na nią. Powoli otworzyła usta i powiedziała: -T-to wszystkoo przezz ni-ieggo. To przez twojeeg-go ojcca.-Widząc, że nie może wymówić już więcej, spytałam się: -Znowu się pokłóciliście i cię uderzył? Odpowiedziała mi potwierdzającym kiwnięciem głowy. -I aby ukoić ból znowu zaczęłaś ćpać?!-Tym razem się zdenerwowałam. Nie wiedziałam na co. Mama oparła głowę drżącą ręką i znowu lekko przytaknęła. Wstałam i stanęłam na środku salonu. W głowie pojawiły mi się wszystkie najsmutniejsze wspomnienia w życiu. Miałam tego już po dziurki w nosie, a jeszcze ojciec pobił moją matkę. Załamałam się, nie wiedziałam, co robić. Złapałam się za głowę i ukucnęłam na ziemi. Kucając skuliłam się i najzwyczajniej rozpłakałam. Miałam cholernie dość tego wszystkiego. Nikt mnie nie lubił, nawet mój ojciec mnie nie kochał. Nie traktował mnie jak córki. Z resztą, ja sama siebie również nienawidziłam. Chciałam obudzić się z tego koszmaru i mieć normalne życie! Wstałam i spojrzałam się na mamę, która również cicho łkała. Zrobiło mi się jej żal. Ona nigdy mnie nie uderzyła i była dla mnie w miarę dobra. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Nie obchodziło mnie już nawet to, że śmierdziała alkoholem. Objęła mnie ramionami i pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę kochana. Jej ramiona były pełne miłości i takie ciepłe... Znowu się popłakałam, tym razem jednak ze szczęścia. Poczułam się jak mała dziewczynka, jednak musiałam przejść do rzeczywistości. -Lepiej, żebyś się położyła. -powiedziałam jeszcze załkanym głosem do mamy. Mama wstała i lekko chwiejącym się krokiem poszła w stronę swojej sypialni. Zdjęłam moje trampki i odłożyłam je na miejsce. Westchnęłam, i wzięłam się za zmiatanie rozbitego szkła i ogólne ogarnianie całego salonu.Kiedy już wszystko sprzątnęłam, usiadłam na fotelu. Mój ojciec już chyba tu nie wróci. Tym lepiej dla nas obu. Nawet jeśli wróciłby tu błagając na kolanach, nie. Nie pozwoliłabym mu tu wejść za żadne skarby. W tamtym momencie pałałam to niego czystą nienawiścią, taką, jaką on czuł do mnie przez całe moje życie. Wzięłam torbę i poszłam do mojego pokoju z zamiarem odrobienia lekcji. Usiadłam przy moim kochanym biurku i wyjęłam masę zeszytów. Na jutro miałam w planie 7 godzin lekcyjnych, a więc miałam wiele zadań do odrobienia i dużo do nauki. Po odrobieniu zadań domowych, zaczęłam się uczyć, jednak nie mogłam się skupić. Myślałam o tym wszystkim, co się stało. Wtedy doszłam do wniosku, że tak naprawdę, moje życie nie ma sensu. Zdjęłam bransoletki z mojej lewej ręki i na nadgarstkach zobaczyłam czerwone ślady. Ślady po każdym moim gorszym dniu. Ten dzień również taki był. Ale tym razem postanowiłam być silniejsza, niż moje demony i szybko schowałam rękę z powrotem. Spakowałam książki na jutro do szkoły i poszłam do kuchni, zrobić sobie kanapkę. Zajrzałam do lodówki, ale nic tam nie znalazłam, więc postanowiłam wyjść, kupić coś. Zarzuciłam na siebie kurtkę, założyłam moje trampki i wyszłam. Było już okropnie ciemno, ale lampy oświecały chodnik. Spożywczy był na szczęście blisko, więc po zrobieniu kilku kroków już znalazłam się w sklepie. W środku byli oczywiście miejscowy dresiarze oraz menele, próbujący ukraść kolejne piwo.Wzięłam kilka wędlin, chleb, bułki i herbatę, tak, że akurat mi starczyło znalezionych w mojej kieszeni drobniaków. Zmierzałam już w stronę kasy, kiedy zauważyłam coś, czego nie chciałabym zobaczyć nigdy(więcej)w życiu. Mój ojciec! Znowu kupował piwo. Był nachlany i chwiał się na boki. Serce zaczęło bić mi coraz szybciej. Chciałam uciec,zostawiając zakupy, ale wtedy też mój brzuch głośno zaburczał, więc postanowiłam po prostu zakryć twarz, aby mnie nie poznał. Założyłam kaptur i podeszłam do kasy. Czas jakby się zatrzymał, kiedy stanęłam przy kasie i po prostu czułam wzrok tych dresów i pijaków na sobie. Kiedy już kupiłam, co chciałam i prędko kierowałam się w stronę wyjścia, usłyszałam... -DEMI! Yyk, c-co tty yo rryobisz? Spojrzałam się za siebie i zobaczyłam ojca, szeroko otwierającego ramiona chcąc mnie przytulić. -Zostaw mnie! Najpierw chlejesz, potem bijesz mamę, znowu chlejesz, a teraz przepraszasz! Kim ja dla ciebie jestem? Na pewno nie twoją córką! Gdybym nią była, chociaż pokazałbyś mi to! Jesteś kimś zupełnie dla mnie obcym...-powiedziałam przez zęby ze łzami w oczach i wyszłam szybkim krokiem ze sklepu, nie zwracając uwagi na gapiów. Kasjerka o mało nie wybiegła zza kasy, aby mnie uspokoić. Co prawda, to prawda, trochę mnie poniosło, ale chyba trudno mi się dziwić? Ojciec jednak podbiegł do mnie, wahając się na boki i mocno złapał mnie za ramię. -Demi-i! Ttylko ty-y mi zostsstałaś!!-wychrząknął. -Tak, akurat. Dla ciebie ważniejsze są twoje cztery litery i wódka niż rodzina! Zostaw mnie w spokoju. -krzyknęłam ze łzami w oczach, mocno ściskając siatkę z zakupami i płacząc odbiegłam. W domu pojawiłam się po kilku minutach. Weszłam do środka i ciągle płacząc upadłam na ziemię. Dlaczego to musi być takie trudne? Dlaczego to zdarzyło się akurat mi?! DLACZEGO?! Płakałam coraz głośniej i głośniej. Skuliłam się i leżałam tak na ziemi. Nie panowałam nad sobą. Przez głowę przeleciały mi wszystkie możliwe sposoby, którymi można popełnić samobójstwo. Szczerze? Bardzo chciałam, aby już nie było mnie na tym świecie. Wydawało mi się, że byłby on lepszy beze mnie. Jeszcze przez chwilę leżałam i płakałam, bijąc pięścią o podłogę, potem za sprawą burczącego brzucha, wstałam i zrobiłam kanapki i herbatę. Jeden talerz z kanapką i kubek z herbatą zaniosłam mamie, która dalej mocno spała. Położyłam talerz na stoliku, a sama poszłam z moim do swojego pokoju. Weszłam do mojego małego pokoju i usiadłam przy biurku. Panowała okropna cisza, w końcu mogłam odpocząć od ciągłych kłótni rodziców. ,,Jutro do szkoły'' pomyślałam, pociągając nosem i wycierając ostatnie łzy rękawem i zaczęłam jedząc kanapkę, ubierać pidżamę. Kiedy już znalazłam się w mojej kochanej, niebieskiej pidżamce, spojrzałam w lustro. Znowu zobaczyłam w nim tą nieogarniętą i zapłakaną Demi. Widzę ją taką codziennie, nawet nie chce się do mnie uśmiechnąć. Tylko stoi i wygląda, jakby miała się zaraz ponownie rozpłakać. Odwróciłam od niej uwagę, bo tylko mnie dołowała. Dokończyłam moją kanapkę i postanowiłam iść spać. Przed snem jeszcze myślałam o Joe. Kiedyś tyle nas łączyło. A teraz? Teraz on nie chce mnie znać. Nie mam pojęcia czemu, co zrobiłam nie tak? Tak myśląc, w końcu zasnęłam...
____________________
Oto i drugi rozdział mojego imagina. Dopiero rozkręcam w nim akcję, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. :) Proszę o uwagi w komentarzach, jeśli coś się Wam nie spodobało, obiecuję poprawę. :D

01

Dzisiaj udało mi się obudzić przed budzikiem, czyli równo o 5:30. Muszę wstawać tak wcześnie, nawet, jeśli do szkoły mam na 7:45, bo zawsze na długo zamykam się w łazience. Tak i dzisiaj-weszłam i stanęłam przed lustrem. Przyjrzałam się swojej twarzy: na policzku czerwony ślad, a na czole siniak. Lekko czerwona od krwi warga. Trzeba coś z tym zrobić. Otworzyłam szafkę, i wyjęłam z niej korektor do twarzy. Nim przynajmniej w pewnym stopniu udało ukryć się siniaka na czole i czerwoną pamiątkę po kłótni rodziców na policzku. Przykryłam to pudrem i wszystko było pięknie. Umyłam się, przebrałam i jeszcze raz spojrzałam na duże lustro w moim pokoju. Uczesałam włosy, związałam je w kok, i wtedy w lustrze zauważyłam czerwone ślady na moim lewym nadgarstku. Zapomniałam przykryć ich fluidem, więc szybko założyłam bransoletkę i na szczęście nie było już nic widać. Założyłam ciężką torbę na ramię i chciałam już wyjść, kiedy usłyszałam kolejną kłótnię rodziców. Znowu poszło o pieniądze. Trochę bałam się wyjść, bo słyszałam, że kłótnia toczyła się zaraz pod moimi drzwiami. Spojrzałam na zegarek. 7:00. Nie, jednak muszę iść. Lekko otworzyłam drzwi. Rzeczywiście, stali tam rodzice znowu kłócący się o błahostki. Przez chwilę stałam w drzwiach i patrzałam się na nich. Ojciec znowu był nachlany i wrócił dopiero rano, a matka jak zawsze darła się w niebogłosy. Wtedy zauważyli mnie. -Co się tak patrzysz? Do szkoły!-wykrzyknęła matka. Ja, jako że jeśli się nie posłucham, mogę zyskać kolejny ślad na policzku, wysunęłam się zza lekko uchylonych drzwi i po cichu wyszłam z domu. Przez cały czas było cicho, jednak kiedy zamknęłam za sobą drzwi wyjściowe, znowu było słychać krzyki. Do szkoły miałam dosyć krótką drogę, ale szłam jak najwolniej, żeby móc trochę porozmyślać. Myślałam-oczywiście-o Joe. Wtedy jednak z moich pięknych marzeń wyrwał mnie stopień zaraz przed wejściem do szkoły. Potknęłam się i poleciałam prosto na twarz. Naokoło stały oczywiście wszystkie osoby z mojej szkoły, a wśród nich Selena Gomez. Największa szpanerka w naszej ponurej budzie. Uderzyłam się prosto w nos. Usiadłam na ziemi i z całej siły próbowałam zatkać go, ponieważ czułam, że leci mi z niego krew. Nie myliłam się, momencik później miałam dłoń całą zakrwawioną. -Biedna Demi, tamponów do nosa zapomniała!-śmiała się Selena wraz z jej najlepszą psiapsiółką-Miley Cyrus. Wstałam, ciągle zatykając nos i szukając w kieszeni chusteczek. W tle zauważyłam Joe.O nie! Jak najszybciej ewakuowałam się do szkoły, żeby tylko mnie nie zobaczył... Pobiegłam do łazienki po drodze zwracając na siebie uwagę praktycznie wszystkich przechadzających się hallem. Udało mi się zatamować krwawienie z nosa, a więc wyszłam z łazienki, i wtedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Weszłam do klasy jako ostatnia i usadowiłam się w mojej ławce w ciemnym rogu przy oknie. Pani Green jeszcze nie było, a więc miałam chwilę, aby rozejrzeć się po klasie. Przede mną siedziały dziewczyny typu ,Blondi sweet gerl' i rozmawiały o swoich chłopakach. W środkowym rzędzie siedziały plotkary, znowu patrzące się na mnie i śmiejące się. Pod ścianą siedzieli chłopacy, którzy jak zawsze rozmawiali o grach video. Mój wzrok ponownie skierował się na plotkary, a szczególnie na Selenę i Miley. Patrzały się prosto w moje oczy i się śmiały. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale nie przejęłam się tym i odwróciłam się do okna. Wtedy w odbiciu w szybie zobaczyłam swoją twarz i się przeraziłam. Wyjęłam lusterko z torby i zauważyłam, że korektor się zmył, kiedy myłam twarz zimną wodą, aby zatrzymać krew z nosa i było widać wszystkie moje siniaki na twarzy! Przeraziłam się, ponieważ jeśli jakaś nauczycielka dowiedziałaby się o tym, zaraz zadzwoniłaby do moich rodziców, a wtedy oberwałoby mi się od starszych za mówienie na ich temat złych rzeczy. O, nie, o nie! Spanikowałam. Nie wiedziałam co robić. Spuściłam grzywkę, aby nie było widać mojego czoła, a policzek postanowiłam chwilowo zakryć dłonią, aby mieć czas wymyślić, jak zakryć ten ślad. Wtedy znowu usłyszałam falę śmiechów skierowaną w moją stronę. Obejrzałam się na Selenę i Miley, a Selena krzyknęła: -Wow, Demi, czyżbyś aż tak nienawidziła swojego wyglądu? Z resztą nie dziwię ci się!-Na te słowa cała klasa spojrzała się na mnie i zaczęła się śmiać. Zachciało mi się płakać, więc znowu odwróciłam twarz do okna i spuściłam głowę. Bezdźwięcznie płakałam, a po policzkach poleciało mi kilka łez. Wtedy do klasy weszła pani Green. Wierzchem dłoni wytarłam łzy, żeby Green nie zauważyła mnie płaczącej, bo zaraz zaczęłaby się awantura. Pani Green jest bardzo wymagająca a na dodatek okropnie chamska. Stanęła na środku sali i oczekując, aż wstaniemy, patrzała się na nas dzikim wzrokiem. -Dzień dobry-powiedziała, i wtedy dopiero mogliśmy usiąść. Ta i reszta lekcji jakoś mi minęły. To rysowałam, to pisałam teksty piosenek, to myślałam o Joe... Żeby nie było-z nauką nie idzie mi najgorzej. Po prostu na lekcjach się obijam, za to wszystko nadrabiam w domu. Tak też miałam zamiar zrobić dzisiaj. Po lekcjach ubrałam mój płaszcz, ponieważ było dosyć zimno i powoli szłam do domu. Nie chciałam tam wracać, ale już wolę być tam, niż na zimnym dworze. Dotarłam do domu w sam raz, aby uniknąć deszczu. W domu panowała przerażająca cisza. Weszłam do przedsionka i usłyszałam cichy szloch. Ten płacz był mi znany... To mama! Rzuciłam torbę na ziemię i jeszcze w płaszczu i wilgotnych od mokrej trawy trampkach pobiegłam do salonu. W rogu zauważyłam skuloną mamę.
Jestem normalną 15-letnią dziewczyną z LA, mającą kompleksy i zabujaną w chłopaku, u którego nie mam szans. Jedynym, co różni mnie od moich rówieśniczek jest moje marzenie-mam zamiar w przyszłości zostać kimś wielkim. Chcę być piosenkarką. Niedawno odkryłam, że naprawdę potrafię śpiewać, a z aktorstwem również idzie mi nieźle-jak to komentują niektóre osoby z mojej klasy. W szkole nie jestem lubiana. Codziennie słyszę dużo obelg skierowanych w moją stronę. Nie mam żadnej przyjaciółki, która mogłaby stanąć po mojej stronie... w ławce na lekcjach siedzę sama, podczas przerw również z nikim nie rozmawiam... Chłopak, który mi się podoba ma na imię Joe. Znamy się już od dzieciństwa, ale niedawno nasze relacje się popsuły, J. zachowuje się zupełnie, jakby nigdy mnie nie znał. Nie dziwię się, w końcu ma naokoło siebie dziewczyny na kiwnięcie ręki, więc dlaczego niby mialaby podobać mu się ta ,nielubiana Demetria Lovato z II F'? Tak, czy siak, jestem w nim zabujana na zabój, ale nikomu o tym nie mówię. Mieszkam w domku jednorodzinnym z mamą i tatą. Kocham ich, ale...nie wiem, czy oni kochają mnie. Gdyby mnie kochali, przynajmniej ze względu na mnie, przestaliby się kłócić choć na dzień, a ojciec mógłby chociaż raz powstrzymać się od uderzenia mnie czy mamy...
...tak zaczyna się mój pierwszy imagin, który opublikowałam. Nie będę się za bardzo rozpisywać, po prostu mam nadzieję, że będziecie czytać moje bazgroły i spodobają się Wam. To może teraz przedstawię postacie, które będą ukazywać się przed najbliższe rozdziały. :) Chciałam zaznaczyć, że wszystkie postacie tutaj są tylko wzorowane na znanych osobach, i nie mają żadnego związku z nimi.
Demetria ,,Demi" Devonne Lovato
Wiek: 15 lat Zainteresowania: Muzyka, pisanie piosenek Rodzina: Jedynaczka, mieszka z rodzicami W związku z: Nikim; jest zakochana w Joe Jonasie.
Joe Jonas
Wiek: 15 lat Zainteresowania:Muzyka, rysunek, pisanie wierszy Rodzina: Dwóch braci: Młodszy, Nick i starszy, Kevin; mieszka z rodzicami. W związku z: Miley Cyrus
Miley Cyrus
Wiek: 15 lat Zainteresowania: Sława, muzyka Rodzina: Młodsza siostra Noah; mieszka z rodzicami W związku z: Joe Jonas
Selena Gomez
Wiek:15 lat Zainteresowania: Aktorstwo Rodzina: Jedynaczka; mieszka z rodzicami W związku z: Nikim; podoba jej się Justin Bieber
Justin Bieber
Wiek: 15 lat Zainteresowania: Muzyka, taniec Rodzina: Jedynak; mieszka z mamą W związku z: Nikim; podoba mu się Selena Gomez
z czasem dojdą kolejne postacie. :)