Moja mama krzątała się po kuchni. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Zauważyłam, że była na zakupach, bo stół był zawalony siatkami z zakupami. Z garnka wydobywał się piękny zapach obiadu, którego już dawno nie czułam. Moje życie w jednej chwili stało się bajką! Niestety, to wszystko byłoby za piękne... Z jednej z siatek wystawały cztery puszki piwa.
-Mamo, po co je kupiłaś? Przecież obiecałaś, że się z tego wyleczysz!
-spytałam stanowczo.
-Demi, to nie takie łatwe jak myślisz...
-odpowiedziała niepewnie.
-Postaraj się! Zrób to dla mnie! Proszę cię, zapisz się na jakieś, no nie wiem, spotkania AA. To dla mnie trudniejsze, niż dla Ciebie...-Mówiąc to pewnym ruchem wzięłam puszki piwa i mimo powstrzymywań mamy, wylałam je do zlewu.
Wiedziałam, że ode mnie zależy, czy moje życie będzie normalne i postanowiłam zająć się nim jak najszybciej. Mama bez słowa zabrała się za dalsze gotowanie, jednak widziałam, że była wykończona. Jej ręce się trzęsły, a jej blond włosy latały jej po całym czole, chociaż zazwyczaj je spinała.
-Mamo, może idź się połóż, a ja dokończę obiad?
-zaproponowałam.
Mama przyjęła propozycję i poszła do sypialni, podczas gdy ja, bez żadnej wiedzy o gotowaniu, zabrałam się do podgrzewania makaronu. Wiedziałam, że makaron trzeba wrzucić do posolonej, wrzącej wody. Okej, makaron się gotuje. Teraz sos do spaghetti i mielone mięso. Mięso już się smażyło, a sos był już pomieszany w misce. Nie wiedziałam do końca co z nim zrobić, więc postanowiłam polać nim mięso na patelni.
No dobra, mistrzynią kulinarną to nie zostanę... chyba spaliłam wodę...
Udało się! Po pół godzinie moje ,,spaghetti'' było gotowe. Wyglądało to raczej jak jedna wielka paćka, bo makaron się "troszeczkę" rozgotował, ale miałam nadzieję, że będzie to jadalne. Zaniosłam obiad mamie, podczas, gdy ta przykryta kołdrą czytała książkę.
-Proszę. Mam nadzieję, że będzie smakować...
-powiedziałam podając mamie jeden talerz.
-Jestem pewna, że będzie!
-odpowiedziała mama odkładając książkę na bok i zacierając ręce.
Spojrzałam jej się w oczy. Były zmęczone tym wszystkim, mimo, iż mama udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Demi... Widzę, że jest ci ciężko, ale uwierz, że mi też. Bardzo się staram, aby jakoś wszystko trzymać w kupie, ale to za trudne. Myślałam, że alkohol mi pomoże, jak to zawsze było, dlatego też ciągle piłam. To był mój sposób na zapomnienie o problemach. Wiedz, że staram się powstrzymywać i być silna. Dlatego proszę cię, córeczko... bądź silna razem ze mną, sama nie dam rady. Bądź silna! Tylko w dwójkę przezwyciężymy wszystko...
Odłożyłam swój talerz na łóżko mamy i bez słowa przytuliłam ją z całej siły. Chciałam przez to jej pokazać, że kocham ją z całego serca, i będę obok niej zawsze. To samo jej powiedziałam:
-Mamo, kocham cię z całego serca... Będę z Tobą nieważne co się stanie. Będę obok ciebie zawsze. Razem damy radę!
-ciągle tuląc się do jej ramion zaczęłam łkać. Pierwszy raz poczułam z mamą naprawdę bliską więź. Wiedziałam, że razem sprawimy, że nasze życie znowu wróci do normy i wszystko będzie dobrze. Wierzyłam w to najmocniej na świecie.
Dokończyłyśmy w miarę jadalny obiad i poszłam do swojego pokoju. Na jutro nie miałam nic zadane, ani nie miałam żadnych zapowiedzianych sprawdzianów(ŚWIĘTO!), więc miałam czas dla siebie. Wyciągnęłam moją starą, kochaną gitarę z szafy i zaczęłam śpiewać.
This is me, this is real, i'm exactly where im supossed to be, now gonna let the light shine on me... This is me.
Uwielbiałam śpiewać, muzyka to było dla mnie odejście od szarej rzeczywistości. To było moje życie i to z nią wiązałam swoją przyszłość. Sama pisałam też teksty, zazwyczaj o niespełnionej miłości, inspirowane mną i Joe, albo o trudnych chwilach w życiu. Zazwyczaj były to smutne piosenki o ponurej tematyce i powolnej melodii. Chciałam napisać kolejną piosenkę, czułam, że mam wenę, ale nie miałam inspiracji. W poszukiwaniu jej udałam się z gitarą do pobliskiego parku. Ubrałam moje stare trampki i wybiegłam na zewnątrz. Pogoda była piękna, boska! Słońce świeciło, było bardzo ciepło a naokoło biegały szczęśliwe i wrzeszczące dzieci. Już w parku usiadłam na najbliższej ławce i obejmując gitarę rozejrzałam się w poszukiwaniu odpowiedniego tematu. Piosenka musiała być żywa. Wzięłam gitarę do ręki i zaczęłam po cichu śpiewać i grać:
We can't stop the world, but there's so much more that we could do...You can't stop this girl, from falling more in love with you
Z każdą nutą mimowolnie śpiewałam głośniej i głośniej, a naokoło zebrały się przechodnie i klaskały mi do rytmu. To było świetne uczucie, tak jakby mój pierwszy koncert. Moja ,,publiczność'' zaczęła robić mi chórki śpiewając różne ballady. Czułam się wspaniale, niesamowicie... nie wiem, jak określić to uczucie. Coś genialnego! Najdziwniejsze było to, że śpiewałam ,,na spontana''! Tekst i muzykę wymyślałam na poczekaniu. Kiedy postanowiłam skończyć otrzymałam ogromne oklaski. Ludzie stali, klaskali i uśmiechali się, a ja zalałam się ogromnym rumieńcem. To było piękne! Wszyscy przeżywaliśmy jedną chwilę wspólnie, zapominając o swoich smutkach... jak w moich marzeniach!
Ktoś od tyłu złapał mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu i obejrzałam się za siebie. Stała tam jakaś kobieta, koło 30-stki.
-Dziewczyno, jesteś niesamowita! Masz nieziemski głos! Nie wierzę, że na ciebię natrafiłam... Wiesz, jestem z agencji młodych talentów i chodzę na różne szkolne koncerty i przedstawienia, a tu niespodzianka! Głos anioła w parku!
-Powiedziała z zachwytem, a ja zalałam się jeszcze większym rumieńcem.
-Dziękuję
-wychrząknęłam po chwili z niedowierzaniem.
-Tu masz moją wizytówkę-kobieta dała mi kartkę z imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, adresem, emailem i stroną internetową agencji-Jeżeli tylko chcesz, zadzwoń. Byłabym zaszczycona, gdybyś dołączyła do naszej-co prawda dopiero początkującej-wytwórni. A tak po za tym, jak masz na imię?
-Demi... To znaczy Demetria, ale wolę Demi.
-Okej, Demi. A więc czekam na telefon z niecierpliwością!
-Kobieta, a dokładniej, jak okazało się z wizytówki, Ashley Williams, odeszła szeroko się uśmiechając, zostawiając mnie oszołomioną.
Czy to, co przed chwilą się wydarzyło, naprawdę się wydarzyło? Moje największe marzenie właśnie się spełnia?! Z emocji zaczęłam podskakiwać i ściskając gitarę pobiegłam do domu, pochwalić się mamie.
Wbiegłam do domu, prosto do sypialni mamy. Opowiedziałam jej o całym dziwnym wydarzeniu w parku, które z każdym słowem wydawało się coraz mniej realne.
-Nawet nie wiedziałam, że chcesz zostać piosenkarką... Demi, jeżeli to twoje marzenie, to nie mam nic przeciwko.
-Mam dzwonić?
-Pewnie, dzwoń!
Szybkim ruchem wyjęłam z kieszeni komórkę i zadzwoniłam pod numer podany na wizytówce.
-Halo?
Poznałam ten głos. To Ashley!
-Dzień dobry, z tej strony Demi...
-Demi! Rany, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz! I jak? Zdecydowałaś się?
-spytała z entuzjazmem.
Przez chwilę wachałam się, pomyślałam, ze ta decyzja została podjęta zbyt pochopnie, w końcu jaką mogę mieć pewność, że ta cała Williams mnie nie wkręca? W końcu wszystko zdarzyło się tak... nagle.
Spojrzałam na mamę i dopiero wtedy stanowczym głosem powiedziałam:
-TAK!
Z drugiej strony słuchawki usłyszałam pisk szczęścia taki głośny i przeraźliwy, że wprost nie wierzę, że moje bębenki w uszach dalej żyją.
-Rany, rany! Zgodziłaś się! Jak ja się cieszę! To na kiedy się umówimy na spotkanie? Pasuje ci jutro? O której?
-Odpowiedziała z ekscytacją. Na chwilę osłupiałam. Nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieje, że moje marzenie się spełnia!
-To... Jutro o... o 16?
-wybąkałam.
-Okej, jutro, szesnasta w naszej wytwórni, jej adres dostałaś na wizytówce. To na razie, do jutra!
-Do jutra...
Rozłączyłam się i oszołomiona z powrotem usiadłam na łóżku obok mamy.
-I jak? Opowiadaj!
-Eee... jestem umówiona jutro na 16 w wytwórni.
-odparłam z nieśmiałym uśmiechem
-O mój Boże, to świetnie!
-mama mnie przytuliła.
-Mamo, pójdziesz tam ze mną? Sama się trochę wstydzę... No wiesz...
-No a jak?! Oczywiście, że pójdę, jestem z ciebie taaaka dumna!
-Mamo, ale ja nawet nie wiem, czy się dostanę! Jestem dopiero umówiona na spotkanie...
-Ja tam wierzę w to, że się dostaniesz! W końcu pochodzisz z rodu Lovato, no nie?
-mama się zaśmiała.
____________
Chciałam podziękować za wszystkie miłe komentarze, tutaj, na moim asku, czy na wiadomościach prywatnych. Naprawdę dużo dla mnie znaczą i bardzo mnie motywują! :D
To na tyle, następny rozdział dodam może jutro, albo w niedzielę, jeśli znajdę czas. :)